This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
(06-21-2023, 01:31 AM)tomakin napisał(a): Eh, kolejny mit upada Sad no szkoda, nie będzie mocy czytania ludziom w myślach.

Może jeszcze przyjdzie ta moc, jak minie trochę czasu. Smile Musi się skumulować.

(06-21-2023, 06:42 AM)tomakin napisał(a): O, pewnie Cię zainteresuje, 5 zł raptem kosztuje, a rozpisują się o efektach że miejsca im zabrakło

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4103722/

krople miętowe, tylko pytanie, jakich dawek się używa, jak przeliczyć te krople z apteki.

Ciekawe. Jeśli mogę wziąć te zwykłe z apteki, to spróbuję. Chociaż smaku nie lubię, bo zawsze mi się kojarzą z problemami żołądkowymi.
Odpowiedz
Przyszła paczka z priobiominerałami, o których mówił Neko. Będzie testowane.

W temacie nauki zaczynam wprowadzać zasadę pomodoro - 50 minut nauki, 10 minut odpoczynku lub jakieś modyfikacje tego. Większość osób streamujących swoją naukę na YT lub Twitchu właśnie z tego korzysta. Zainstalowałem sobie apkę Forest, która wprowadza element gaimfikacji. Sadzimy sobie drzewko, które rośnie w czasie, jak się uczymy. I tak sobie tworzymy własny las.

Do nauki angielskiego przydaje się też AI. ChatGPT to rzecz oczywista do pisania, ale jest też np. apka Replika, gdzie można sobie stworzyć wirtualnego kumpla i z nim rozmawiać. Nie sprawdzałem jeszcze, ale ponoć to sprawdza. Jak w tym filmie o gościu, co się zakochał w swoim telefonie.
Odpowiedz
Na memrisie możesz też dodać do obserwowanych / znajomych ludzi robiących duże wyniki i próbować wbić na lokalne high score robić więcej od nich. Też troszkę pomaga odrobinę chociaż upodobnić naukę do zabawy, wprowadza elementy konkurencji, które najbardziej chyba podnoszą motywację.
Odpowiedz
Właśnie, konkurencja i zabawa bardzo podkręcają chęć do nauki. O ile nie jest to miażdżąca konkurencja.

Ta Replika to w sumie też fajna apka do ćwiczenia interakcji z ludźmi na jakimś tam ograniczonym poziomie. Można sobie nawet dziewczynę stworzyć. Tylko trzeba z nią gadać po angielsku.

Jest też strona nauczyciel.ai
Odpowiedz
Cały czas jak widzę ten wątek, to mam w głowie obraz człowieka, którego znam (znałem?) osobiście. Od iluś lat w ogóle nie wychodzi z domu, dosłownie, nawet na spacer, zakupy robi mu mama, jedzenie robi mu mama, kawę nawet robi mu mama, bo sam nie potrafi. Od wielu lat chyba z nikim w ogóle się nie spotkał. Gość zdaje się po 50 jest. I wcale nie jest głupi, tylko wytresowany do bycia uzależnionym od opieki. Częściowo takie coś miałem przed oczami jak dawałem rady pozwalające wyrwać się z kręgu wyuczonej bezradności i zależności emocjonalnej, pewnie dlatego spora część nie była zbyt trafiona.

Tak pomijając już sprawy zawodowe, może pora dołożyć do tego jakąś pasję, coś, co będzie Cię częściowo definiować jako osobę? Już pisałem, że najszczęśliwsze osoby z mojego otoczenia to ludzie, którzy mają coś, czym żyją. Taniec, granie na instrumencie, bieganie maratonów, malarstwo, pisanie książek, nawet fotografia.
Odpowiedz
Porównania do Twojego znajomego jak najbardziej są na miejscu. W sensie takim, że jakbym nic nie zaczął robić, to w wieku 50 lat miałbym dokładnie tak samo. Zakładając, że moja matka by nadal żyła, to najpewniej zagłaskałaby mnie na śmierć. Obiadki, śniadanka, zakupy, mycie naczyń, wszystko wyrywa mi z rąk. Przynosi mi do pokoju obrane i pokrojone jabłka, truskawki, banany, orzeszki, paluszki, czipsy. Sporo żarcia jest zresztą przyniesione ze śmietnika, bo kosze mamy w piwnicy i chodzi kilka razy dziennie grzebać i wyciągać różne resztki, które ja później mam dojadać. Często mówiła "jak ja ci nie dam, to sam nie weźmiesz". No nie wezmę, bo nie chcę. Ale jak jest, to jem, bo kurde ciężko się powstrzymać. Dlatego potem robiłem się tłusty. No i to uzależnienie od opieki jest bardzo prawdziwe. Wygoda uzależnia, ale podświadomość podpowiada, że tak być nie powinno. Stąd konflikt w głowie, nerwice i poczucie marnowania sobie życia.

Znaczy się u mnie to już się zmienia przez to, że mnie w domu przez większość czasu nie ma. Wychodzę rano, wracam wieczorem, nawet w weekendy, ale gdybym tego na siłę nie przerywał, to miałbym tak, jak Twój znajomy.

Uważam, że mieszkanie z rodzicami, a szczególnie z matką, w dorosłym, dojrzałym wieku jest bardzo patologiczne. Chyba że się ma duży, najlepiej piętrowy dom z osobnym wejściem i można się zupełnie odseparować. W przeciwnym wypadku tworzą się właśnie takie chore układy. Moja matka pracowała jako nauczycielka w przedszkolu, całe życie z małymi dziećmi, więc ja dla niej też zostałem wiecznie małym dzieckiem. Zgadzam się tutaj z kołczyniami, z którymi rozmawiałem, że to przede wszystkim syn musi postawić granicę i się odciąć. Mama zrobi obiadek i śniadanko, upierze gacie, pomoże pościelić łóżko, zrobi zakupy, nawet kupi synowi ubranie do przymierzenia w domu. Zostaw, odpocznij, nie rób, bo jeszcze coś się stanie, ja już cała w nerwach...

Dla niej jest to spełnienie jej potrzeb macierzyńskich i zabranie jej tego powoduje u niej pustkę i brak sensu życia. Ja mam straszne wyrzuty sumienia, jak ją opuszczam, zostawiam samą i nie pozwalam ingerować w moje życie. Ale trzeba to zrobić. 50 lat to już jest facet raczej nie do odratowania. Nawet śmierć matki dużo by tu nie zmieniła, bo musiałby całkowicie zmienić swoje nawyki. Gotowania, sprzątania, prasowania, przyszywania guzików itp. można się nauczyć z YT, ale trzeba chcieć. Tutaj już nie będzie tak łatwo.

Zainteresowania to by się przydały wszystkim. I mi i mojej mamie. Jej niczego na siłę nie wcisnę. Kupiłem jej książkę, która trochę ją interesowała, ale czyta po 5 stron na tydzień. Mnie bardzo zajarała grafika generowana przez AI. Wyszukuję różne style i potem staram się je kopiować w Midjourney. Mam już kilka tysięcy obrazów i wrzucam je na Adobe Stock, przez co czasem wpada mi trochę grosza za sprzedaż. Mimo wszystko jest to dłubanie przy kompie, a tego w nadmiarze chcę unikać, bo i tak uczę się dużo IT. W obecnym układzie, gdzie wychodzę z domu o 7:30, a wracam o 21, to nie bardzo mam okienko czasowe na dodatkowe rzeczy, które chętnie bym spróbował.
Odpowiedz
Trochę tak, trochę nie tak z tym mieszkaniem z rodzicami, jeszcze niedawno przez praktycznie cały czas dziesiątek tysięcy rozwoju gatunku ludzkiego w obecnej formie takie coś było normalne, rodziny wielopokoleniowe to był standard, a mieszkanie samemu to patologia i powód do wstydu. Tylko wtedy nie było systemu opieki nad starszymi osobami, więc jak dzieci się wyprowadzały od matki, to ta umierała. Dopiero niedawno się to zmieniło i bardzo duży udział ma tutaj propaganda banków (te wszystkie seriale, gdzie naśmiewano się z ludzi mieszkających z rodziną), które dzięki takiemu czemuś wymuszają na ludziach kupowanie mieszkań na kredyt.

Nie byłoby z Tobą tak jak z tym gościem z jednego zasadniczego powodu, Ty zarabiasz na różne rzeczy. No ale tu chodzi głównie o to, że w tamtym wypadku masz ileś lat przyzwyczajania i wręcz tresowania, przełamanie takiego czegoś jest bardzo trudne. Ty nic praktycznie nie musisz zmieniać, to dwa różne światy.

Hobby może otwierać drogę do bardzo fajnych znajomości, o ile jest to coś, co robi się poza kompem, to też jest bardzo duża zaleta. No ale wiadomo, doba nie jest z gumy. Zwracam na to uwagę, bo zawsze jest możliwość, że zarabiając mniej, ale mając więcej wolnego czasu w którym robisz to, co naprawdę kochasz byłbyś o wiele bardziej szczęśliwy niż zarabiając więcej bez jakiejś prywatnej zajawki. Podobnie jakbyś kiedyś chciał jednak znaleźć partnerkę, to warto mieć w sobie coś, co kobietę zainteresuje. Artyści obracają najwięcej lasek, nawet jak chodzą w szmatach jak kloszardzi.
Odpowiedz
Samo to, że się mieszka z rodzicami, to nie jest jeszcze patologia, bo można tak robić, żeby oszczędzać kasę na coś swojego, ale może to do zachowań patologicznych prowadzić. Konflikty w wielopokoleniowych rodzinach też zawsze były. Dowcipy o teściowych nie wzięły się z nikąd. Dziś mamy mnóstwo wygód i przez te wygody dorosły facet może nie pracować, nie uczyć się i nie wychodzić z domu, a i tak przeżyje. Plus masa rzeczy, do których można uciekać od rzeczywistości. Gry, filmy i seriale, porno, anime, VR. Dawniej żyło się na kupie, ale każdy musiał zapieprzać i nie było tak, że synek mógł całymi dniami nic nie robić, a wszyscy mu przynosili wszystko pod dziubek. Kto nie pracował, ten nie jadł. Jedynie szlachcice mogli sobie pozwolić na nic nie robienie i wymyślanie intryg z nudów.

Mam też wrażenie, że pokolenie matek boomerek jest jakieś popieprzone pod względem uzależniania się emocjonalnego od swoich synów i wyręczania ich ze wszystkiego, bo to jest dość częste. Córki traktują za to zupełnie inaczej i są bardziej wymagające. Potem rosną takie miękkie pipy, które nie potrafią ugotować sobie parówek i zrobić jajecznicy.

Można też spojrzeć na księży czy biskupów. To są w znakomitej większości totalne niemoty życiowe, którzy bez gosposi i zakonnic zginęliby z głodu i w totalnym syfie. Nic nie ugotuje, nic nie upierze, nie potrafi zrobić zakupów w sklepie. Do tego upojenie poczuciem własnej władzy i mamy idealne dorosłe dziecko.

Tylko oni mają faktycznie jakąś władzę, pełnią jakieś funkcje, mają swoją rolę w społeczeństwie. Jeśli ktoś w wieku 50 lat nic nie robił i nie robi, to mimo iż jest mu wygodnie, to podświadomość będzie go podgryzać poczuciem winy, że marnuje swoje życie. I stąd się biorą nerwice natręctw, które dają upust stresowi. Sam chyba o tym pisałeś.

Co do hobby to ponownie polecam grupy na fejsie. Też pisałeś o tym na stronce o wygrywie i akcjach ze sprzedażą papryczek. Sam nie lubię pikantnych rzeczy, więc to akurat odpada, ale idea jest dobra. Widzę, ile ludzi się ogłasza na grupie Aktywny Poznań. Poszedłbym na treningi freesbie, bo ciągle się ogłaszają, ale zgrupowania mają akurat jak jestem jeszcze w pracy. Ludzie się czasem umawiają na wspólne jeżdżenie na rowerze, tylko tu trzeba uważać, bo kolarze to jedna z najbardziej zjebanych grup społecznych.

Na fb jest masa grup zainteresowań, typu ustawki na piłkę na orliku, wynajem hali do siatkówki, granie w planszówki, szachy, karty. Nawet głupi spacer, albo te ustawki na wspólne zwiedzanie miasta z przewodnikiem za co łaska.
Jest taka strona meetup.com też można w większym mieście coś znaleźć. Nawet za wykopie można zapytać na tagu miasta. Zamiast biegać na odludziu to chodźmy biegać w miejsce, gdzie są ludzie. Ziomek z pracy biega na stadionie miejskim i prawie codziennie z kimś gada przy rozciąganiu. Fakt, że chodzenie do obcych ludzi może być niekomfortowe, jeśli ta grupa jest zżyta, a my jesteśmy nowi, ale to już też zależy od grupy, czy potrafi zająć się goszczeniem nowej osoby. O tym już rozmawialiśmy tu kiedyś. Jeśli się nie klei, to następnym razem się już nie przychodzi.

Może geocaching? Może zbieranie grzybów? Jagód? Owoców z dawnych sadów? Orzechów? Później przetwarzanie tego na konfitury albo wino Trzeba się rozejrzeć, co oferuje okolica. Załóżmy, że polubię gotowanie. No to gotuję sobie jedzenie, więc trzeba zakupy zrobić. Zaczynam lubić eksperymentowanie w kuchni, więc czasem trzeba jechać po coś na drugi koniec miasta. Skoro lubię eksperymentować w kuchni, to czasem lubię się pochwalić tym znajomym na fejsie, na instagramie, czy osobiście, więc ktoś do mnie wpada, nawet na wspólne gotowanie.

Może majsterkowanie? DIY? Wędkowanie? Gitara? Wykrywacz? Puzzle? Ja lubię majsterkować, choć z różnym skutkiem. Znajomy wie o tym, zaprasza do siebie do warsztatu, gdy trzeba coś zrobić, co dwie głowy to nie jedna. A i piwko sobie strzelimy.

Za kilkadziesiąt złotych można kupić na Allegro zestawy do malowania farbami po numerach. Rozstawiasz sobie małą sztalugę, naciągasz płótno z numerkami kolorów i malujesz. To ćwiczy cierpliwość, jakieś ogarnięcie tego, jak farby się zachowują, no a na koniec ładnie wygląda. Są też jakieś wyszywanki po numerach itp. W ogóle można nauczyć się szyć. Z Youtubem i blogami nic nie jest zbyt trudne.

Można po prostu oglądać filmy/seriale/kabarety/bajki, słuchać muzyki, grać w gry na komputerze, konsoli czy na telefonie. Można zacząć bawić się z grafiką, rysować na tablecie, montować filmy. A jak się jest bardziej oblatanym, to programowanie. Z takiej nauki zawsze coś się wyniesie. Skoro nauka to właśnie języki obce. Może krzyżówki? Czytanie książek, poezji? A może właśnie samodzielne pisanie, tak jak mówisz. A może warto coś zacząć zbierać? Np. znaczki, monety, antyki, elektronika. Zbierać można wszystko. Sam mam kilkanaście klaserów ze znaczkami i robię sobie w wolnej chwili ewidencję przy okazji uruchamiając lawinę wspomnień.

Brak znajomych? Można odezwać się do tych ze studiów, albo szkoły. Tak jak ja odezwałem się do dawnej znajomej, z którą nie rozmawiałem 7 lat i znajomość się odnowiła. Ściągnąłem wtyczką do przeglądarki daty urodzin wszystkich z fejsa i automatycznie dodałem do kalendarza Google. Każdemu wysyłam teraz życzenia na urodziny, co daje jakiś punkt zaczepienia. Jeśli będę chciał kiedyś zagadać do takiej osoby, to zawsze lepiej pisać do kogoś, z kim chociaż wymieniłem życzenia, niż do kogoś, do kogo się nie odezwałem od lat.

A z pracy znajomi? Zapytajmy, co robią po pracy. Przecież nie wszyscy żyją przed telefonami i telewizorem.

Możliwości są setki.
Odpowiedz
No dobra, ale nie ma nic, o czym zawsze marzyłeś, że chcesz robić?
Odpowiedz
(06-27-2023, 07:56 PM)tomakin napisał(a): No dobra, ale nie ma nic, o czym zawsze marzyłeś, że chcesz robić?

Nie mam wybitnie wymarzonej rzeczy. Lubię grzebać w zegarkach i lubię grafikę cyfrową, ale nie powiedziałbym, że to wybitne hobby. To, co wypisałem, jest warte spróbowania i część na pewno sprawia mi przyjemność. Może jeszcze nie odkryłem wybitnego hobby. Albo go nie potrzebuję i starczą mi lekkie stymulacje.

(06-27-2023, 08:27 PM)munieslaw napisał(a): To nie jest przypadkiem wymarzone życie? Może jakby dodał z 5 km spacerów dziennie, tak dla zdrowia to można tak żyć i żyć.

Zależy od charakteru. Dla mnie takie życie to byłby horror. Poczucie marnowania czasu by mnie zamęczyło. Muszę mieć jakiś cel i poczucie własnej sprawczości.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości