This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
#91
Do końca tego roku nie ma być żadnych ograniczeń w ilości udzielanych kredytów. W przyszłych latach takie ograniczenie może być. Jest mała szansa, że uda mi się w tym roku wyrobić zdolność, bo nie zdążę tak szybko dostać umowy o pracę na czas nieokreślony i pensji rzędu te 5k zł minimum, ale okres do 2 lat jest już bardziej prawdopodobny. Jeśli dobrze pójdzie, to drobnymi krokami na czterdziestkę uda mi się mieć już coś swojego. Smile Oczywiście można kombinować z fikcyjnymi zatrudnieniami i fikcyjnymi pensjami, ale to stąpanie po kruchym lodzie.

A jeśli będzie możliwość nadpłacania, to na pięćdziesiątkę może będę już na finiszu. W stosunku do rówieśników to późno, ale staram się sam siebie pilnować, żeby oduczyć ciągłego porównywania do innych.

I przyznam, że właśnie takie plany, choć wydają się dalekosiężne i bardzo duże, to trzymają mnie przy życiu.
Fajnie też, że nawet zahaczamy w dyskusjach i tematy finansowe.
Odpowiedz
#92
Pomieszkiwałem w Poznaniu i w Warszawie, znam i lubię te miasta. Tylko wiadomo, jak tam z cenami wygląda. Tylko że gdzieś mieszkać trzeba, więc tak czy inaczej trzeba mieć kasę na wynajem. Najlepiej płacić na swoje, ale jeśli się nie uda, to najwyżej już zawsze będę wynajmował.
Zresztą jeszcze tyle różnych rzeczy może się w życiu wydarzyć, że robienie takich deklaracji nie ma większego sensu.

Póki co mam w domu spokój o tyle, że matka czuje się mocno dotknięta moją deklaracją o wyjeździe i praktycznie nie rozmawiamy od niedzieli. Z jednej strony to męczy, ale z drugiej daje ulgę i czas na spokojne przemyślenia.
Odpowiedz
#93
No i od piątku jestem już w Szwajcarii. Ponad tydzień wcześniej, niż planowałem, ale zadzwonili do mnie, że potrzebują na już. Przez cały ten weekend czułem się, jakbym poszedł do piekła i z powrotem. Przez stres. Nowy kraj, nowe miejsce pracy, sporo patusów chlejących w hotelu. W sobotę i niedzielę już do pracy na polu przy sadzeniu od 5 rano aż do zmroku. Wyzwiska i ostre poganianie to typowe u Polaków brygadzistów, którzy dostali trochę władzy.

Dzisiaj od rana formalnie załatwiałem w biurze umowę i sam szedłem do urzędu gminy się zameldować i dostać pozwolenie na pracę. Bez znajomości języka, tylko z translatorem w ręku. Na razie ćwiczenia Jacobsona dużo mi nie dały, bo robiło mi się jasno przed oczami, ale ostatecznie wszystko załatwiłem. Resztę dnia mam wolne. To jest tak silny stres, że kładąc się spać ma się nadzieję, że ranek już nigdy nie nadejdzie. Ale mimo tego stanu robię wszystko, co trzeba zrobić. Chęć ucieczki i rezygnacji jest wtedy bardzo silna, ale można to jednak pokonywać. Kurde, łatwiej mi wyjechać do obcego kraju i znosić tam gównorobotę z patusami, niż znaleźć stabilną, etatową pracę w Polsce. Zobaczę, jak długo tutaj zostanę, jak długo będzie mi się to opłacać i ile wytrzymam psychicznie oraz fizycznie.

Matka tak przeżywała mój wyjazd, że w sobotę zasłabła i sąsiadka wiozła ją na SOR. Skumulowanie nerwic w mojej rodzinie to już chyba osiągnęło szczyt.

Przed wyjazdem kupiłem magnez, miedź, wapń oraz multiwitaminę dla sportowców. Piracetamu nie zdążyłem zamówić ze względu na przyspieszony wyjazd. Kontynuuję naukę angielskiego z aplikacji. Idzie jeszcze ciężko przez problemy z koncentracją.

Bardzo dużo daje mi pisanie dziennika. Teraz muszę z tym uważać, żeby mi nikt w tym nie grzebał, bo mieszkam w kilkuosobowym pokoju. Serio pozwala spojrzeć na siebie tak jakby zupełnie z boku i można lepiej przeanalizować własne zachowanie i wyciągnąć wnioski. Analizując i opisując zdarzenia sprzed kilku lat widzę, jak źle zarządzałem swoimi pieniędzmi. Nawet nie chodzi o ten Huel, który akurat uważam za rozsądny zakup. Gdyby nie wiele idiotycznych decyzji, miałbym teraz spokojnie ze 40-50k zł więcej odłożone.

Chciałbym móc powiedzieć, że od teraz podejmuję już same dobre, przemyślane decyzje, ale obawiam się, że mój umysł nadal będzie miał momenty zwodzenia mnie na manowce. Musiałbym prowadzić skrupulatnie swój budżet, dokładnie planować, może nawet rozmawiać z kimś od czasu do czasu, bo ktoś mógłby szybciej zauważyć, że moje pomysły są nieopłacalne. A to sprowadza się do tego, że warto mieć znajomych i chociaż jedną zaufaną osobę, z którą można porozmawiać na takie tematy bez wrażenia, że się temu komuś zwalam na łeb ze swoimi problemami, albo że zaraz wypapla wszystkim innym moje prywatne sprawy.
Odpowiedz
#94
Tylko nie kopiuj supli ode mnie, miedź zazwyczaj zaostrza stany nerwicowe, a nie łagodzi. Ja biorę specyficznie pod konkretne rzeczy, co kilka tygodni zmieniam. Z tych rzeczy, co ostatnio biorę, n-acetylocysteinę można polecić z czystym sercem.

Powiem, że ja bym pewnie nie dał rady tak pojechać, mając w perspektywie atak paniki, no ale może u Ciebie to nie są klasyczne ataki, albo odporniejszy na to jesteś. Może to kwestia tego, że przy agorafobii im dalej się jedzie, tym jest gorzej, a przy zwykłym lęku jak już się przekroczy próg, to jest lepiej.

Co do tego, że warto mieć znajomych, to dobrym przykładem jest jeden z moich ziomów, też mocno uzależniony, ale oprócz tego ma bardzo taki... jak to ująć... bardzo dobrze ogarnia życie. Jeśli idzie o IQ czy wykształcenie, to jestem dosłownie ze 2 rzędy wielkości pewnie wyżej od niego, ale i tak jak mam jakiś problem wymagający namysłu, to gadam z nim o tym i często gęsto robię co mówi, nawet jak uważam, że to nie najlepsze rozwiązanie. I jak do tej pory, miał bardzo dobre rady, patrząc z perspektywy czasu.

W ogóle sieć znajomych to najważniejsza rzecz, o jaką można w życiu zadbać, tylko to wymaga czasu i poświęcenia. Kilka godzin dziennie potrafi wypaść na same rozmowy telefoniczne.
Odpowiedz
#95
Całą zimę jechałem na witaminie D3, teraz dorzucam multi. Z miedzią ostrożnie, zainteresowała mnie głównie ze względu na to siwienie. Jeśli uda mi się przetrwać tutaj tydzień lub dwa i nie dać się zgnoić, to potem wejdzie już rutyna. Nadal będę nienawidził tej pracy, ale to już będzie czysta nienawiść, której nawet nie pokażę po sobie, a nie silne uczucie lęku. Tak to przeważnie było. Wtedy mogę tę miedź sobie dorzucić.

Wyższe IQ często jest przeszkodą. Za dużo analizujesz, za bardzo się starasz, za mocno stresujesz. A prosty człowiek jest bardziej "down to earth". Robi proste rzeczy i jest zadowolony. Widzę po ludziach z mojej klasy z podstawówki. Ci, co ledwo sobie radzili z nauką i sprawiali problemy wychowawcze, teraz w większości mają żony, dzieci, różne prace, mieszkania lub domy, samochody. Tylko jeden z podstawówki skończył na melinie. Natomiast cała najlepsza trójca, w tym ja, to single mieszkający z rodzicami i z gównorobotą albo bezrobotni. Wtedy czuliśmy się lepsi od nich. Teraz to ja cierpię psychicznie z powodu poczucia zmarnowanego potencjału. Oni takiego poczucia nigdy nie mieli.
Odpowiedz
#96
(03-27-2023, 10:42 AM)Temper napisał(a): Wyższe IQ często jest przeszkodą.

 Raczej nie - zależność między IQ a zarobkami, czy ogólnie miarą sukcesu życiowego jest bardzo wyraźna. Chodzi raczej o to, że IQ jest tylko jednym z czynników, więc jeśli ma się inne problemy, czy niedostatki - samo w Sobie niczego nie gwarantuje.
 Tak jak w grach komputerowych, można mieć Inteligencję 10/10 - a reszta 1/10 i "postać" nie będzie szczególnie funkcjonalna. To taka moja analogia ala Tomakin  Big Grin.
Odpowiedz
#97
(03-27-2023, 11:56 AM)munieslaw napisał(a): Nieprawda, najważniejszą rzeczą są pieniądze, to jedyna niezawodna rzecz na tym świecie. Ogólnie w życiu można liczyć tylko na 2 rzeczy: na siebie i na pieniądze.

To, co dla kogo jest ważniejsze, zależy od typu charakteru. Kasa daje spokój o przyszłość i zabezpieczenie materialne, a przynajmniej tak to sobie wyobrażam, bo u mnie w rodzinie nigdy spokoju finansowego nie było. Podejrzewam, że nawet gdybym wygrał teraz dużą kasę, to patrząc na moje decyzje w ciągu ostatnich 5 lat, totalnie by mi odwaliło i bym tę kasę impulsywnie rozwalił całkowicie przez brak umiejętności sprawnego zarządzania.

A brak kasy wiążę ze swoją niedojrzałością i nie wyrobieniem sobie umiejętności społecznych, co z kolei implikuje narastanie fobii społecznej i strach przed rozmowami kwalifikacyjnymi czy ogólnie chodzeniem do pracy. Nie mówiąc już o innych aspektach życia.

Miałem nawet kiedyś takie odpały (które na szczęście nie zrealizowałem), żeby koniecznie wynająć sobie całe mieszkanie dla siebie i kupić sobie realistyczną seks lalkę za kilka tysięcy dolarów i nie musieć się już więcej martwić o partnerkę. Nie myślałem zupełnie o tym, że to tylko jeszcze bardziej odizoluje mnie od ludzi i później strasznie bym tego żałował. A wtedy nawet pracy nie miałem, więc wywaliłbym kupę kasy odłożonych z zapieprzania na polu.

Właśnie na tego typu dziwne pomysły straciłem mnóstwo kasy. Teraz widzę, że gdyby nie społeczna izolacja, w jaką sam siebie wrzuciłem, mógłbym wiele swoich planów i głupich decyzji skonfrontować wcześniej z innymi ludźmi. Nauczyłem się zawsze mówić wszystkim, że u mnie wszystko jest świetnie, jak jadę zagranicę, to nie do fizycznej pracy, a na szkolenia, a jak siedzę w domu z matką, to nie jestem bezrobotny, tylko pracuję zdalnie. Więc w moim aktualnym towarzystwie jestem spalony, bo by wyszło, że kłamałem.

Spowiadanie się wszystkim ze wszystkiego oczywiście odpada, bo każdy ma swoje problemy, nie wszyscy mają rozwiniętą empatię, no i nie warto dawać ludziom oliwy do rozpalania plotek. Ale gdybym miał jedną czy dwie osoby, z którymi bym mógł pójść na piwo i powiedzieć, co sądzą o jakiejś mojej sprawie, to pewnie dziś miałbym więcej kasy i lepszą perspektywę na przyszłość. Muszę pomyśleć, co z tym teraz zrobić.

Może nawet jakbym z matką zaczął więcej rozmawiać, rozbrajać kolejno wszystkie sprawy między nami i omawiać potrzeby, czego wcześniej nie było, to też może udałoby się to naprawić. I tu już jest moja rola, żeby z takimi inicjatywami wyjść i nauczyć się inicjować rozmowy bez nerwów i krzyków.

(03-27-2023, 01:11 PM)Nawaphon napisał(a):  Raczej nie - zależność między IQ a zarobkami, czy ogólnie miarą sukcesu życiowego jest bardzo wyraźna. Chodzi raczej o to, że IQ jest tylko jednym z czynników, więc jeśli ma się inne problemy, czy niedostatki - samo w Sobie niczego nie gwarantuje.
 Tak jak w grach komputerowych, można mieć Inteligencję 10/10 - a reszta 1/10 i "postać" nie będzie szczególnie funkcjonalna. To taka moja analogia ala Tomakin  Big Grin.

Tak, to bardziej precyzyjne. Dawno temu w pierwszych Falloutach tak robiłem. Smile 
Ile bym testów IQ nie robił, zawsze wychodzi około 110 punktów, czyli nieco ponad średnią. Zawsze byłem prymusem w szkole, ale ostatecznie nic mi to nie dało, bo właśnie inne cechy zawiniły. Zabrakło dojrzałości i umiejętności społecznych.
Odpowiedz
#98
Miałeś przedsiębiorczych rodziców, więc nasiąkłeś od dziecka przedsiębiorczością i zapewne masz do tego zmysł. Moi rodzice tyrali za grosze i podejmowali niezbyt rozsądne decyzje nie myśląc o przyszłości, przez co niczego się nie dorobili poza długami, a własna działalność to było dla nich zbyt trudne. Dużej biedy nie było, ale wszystko raczej skromnie. Ja się tak nauczyłem i powtarzam ten sam schemat.

Ze znajomymi ze szkoły mamy, jak widać, takie samo spostrzeżenie.
Odpowiedz
#99
No ogólnie to wszystko jest "łatwe", jeśli uczyło się tego od dzieciństwa, a do tego odziedziczyło geny ludzi, którzy są w tym dobrzy.
Odpowiedz
Dwa długie, ale ciekawe wywiady potwierdzające słowa Tomakina, że psychologia i psychoterapia to często szarlataneria i wyciąganie kasy. Zwykłe rozmowy z bliską osobą mają takie samo działanie terapeutyczne po przeżytych traumach.

https://tygodnik.tvp.pl/44657402/stres-n...sychologow

https://tygodnik.tvp.pl/36489147/wielu-p...ia-i-zycia
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości