This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zapodaj coś o czym myślisz
#71
Mam nadzieję, że się spodobała - bo kiedy polecałem, sam jeszcze nie skończyłem - a dalej nie wszystko było już tak dobrze napisane, nawet jeśli było tam wiele świetnych informacji.
Odpowiedz
#72
Podobała. To znaczy styl pisania może nie był jakiś super płynny, ale treść do mnie trafiła. I można przemyśleć nad wdrożeniem niektórych rozwiązań do swojego życia.
Moim największym problemem z tego typu książkami - bo nie tylko tą - jest fakt, że opisują na tyle odległą przyszłość, że branie ich za pewnik mija się z celem. Trochę jak powojenni futuryści kreślący wizje latających samochodów na przełomie millenium i oczywiście wielkiej potęgi Związku Radzieckiego.

Nie można całkowicie wykluczyć wojny Polski lub ogólnie Zachodu z Rosją a to tylko jeden z możliwych czynników wpływających na przyszły system emerytalny. Więc takie przewidywania mogą za 20 czy 30 lat wzbudzać tylko śmieć. Diagnoza pisana jest z punktu widzenia dzisiejszego. Jutrzejszy dzień może wszystko zmienić.

Przy okazji nadal popieram moją wcześniejszą rekomendację książki o social skills. To dla mnie jeden z lepszych, łopatologicznie prosto napisanych poradników poruszania się w towarzystwie.
Odpowiedz
#73
Przeczytałem kolejną ciekawą książkę.

Chris van Tulleken - "Ultra-Processed People"

Na razie jest dostępna tylko po angielsku (papier na Allegro za 45 zł, czyli mniej, niż cena okładkowa) oraz oczywiście e-book na Libgenie, ale zakładam, że skoro to taki bestseller w UK, to tłumaczenie jest tylko kwestią czasu.

Ta książka jest niezwykle ciekawym przeglądem najnowszych (wydanie 2023) odkryć w dziedzinie dietetyki. Głównym antagonistą przedstawionym w tej publikacji jest tzw. UPF (ultra processed food - żywność wysokoprzetworzona), czyli masowo produkowane, gotowe do spożycia artykuły spożywcze wytwarzane przez korporacje dla zysku, bez dbałości o dobro konsumenta. Ich identyfikacja jest dość prosta - są pakowane w folię i zawierają składniki niespotykane w domowej kuchni, jak np. emulgatory. W Polsce taka dieta stanowi około 40% spożywanego jedzenia przez przeciętnego konsumenta, natomiast w Wielkiej Brytanii czy USA już ponad 60%.

Takie jedzenie szkodzi na wiele sposobów, jest np. bardzo suche i miękkie, co sprawia, że można spożyć dużą ilość, zanim poczuje się sytość. Dodatki smakowe oszukują organizm co do składników, które będą spożywane, co może zaburzać gospodarkę hormonalną. To tylko przykłady, a badań cytowanych w książce jest mnóstwo.

Argumentacja autora jest wszechstronna, dobrze udokumentowana i konsekwentna. Krok po kroku wyjaśnia, dlaczego UPF prawdopodobnie przyczynia się do epidemii otyłości i różnych chorób metabolicznych. Autor również ukazuje, jak duże korporacje spożywcze agresywnie penetrują rozwijające się rynki, zastępując tradycyjne diety swoimi produktami i zanieczyszczając środowisko. Nie jestem pewny co do każdego szczegółu, ponieważ brakuje mi wiedzy, ale warto by było dokładniej zbadać jego holistyczne podejście. Mimo to, ogólny obraz sytuacji wydaje się być zgodny z rzeczywistością.

Na duży plus zasługuje ukazanie głębokiego powiązania różnych organizacji żywnościowych z przemysłem oraz skromność autora, który apeluje o dwie zmiany regulacyjne: oznaczenie produktów wysokoprzetworzonych i zakaz finansowania ekspertów przez dużych producentów żywności. Podobne regulacje z powodzeniem zastosowano wobec producentów papierosów kilkadziesiąt lat temu.

Autor również wykazuje zrozumienie dla producentów i korporacji, wskazując, że w systemie kapitalistycznym (a żyjemy, jak to określono, w późnym kapitalizmie - late-state capitalism) dążenie do zysku przez firmy jest naturalnym zjawiskiem i nie można ich za to winić. Nie można również winić ludzi jedzących UPF z powodu braku czasu, pieniędzy lub dostępu do lepszych alternatyw. Rozwiązaniem problemu jest regulacja rynku i jego stopniowa ewolucja.
Odpowiedz
#74
Cieszy, że piszesz, że to bestseller, a nie niszowe pohukiwanie w czyjejś piwnicy. Może odbije się w świadomości ludzi i ustawodawców.

Masz jakieś fajne cytaty?

Co można z książki wywnioskować o rynku żywności w Polsce?
Odpowiedz
#75
Może nei cytat, ale spodobała mi się anegdota, jak to Niemcy w czasie wojny robili margarynę z węgla brunatnego.

Polski rynek żywności jest tylko o jeden krok za zachodnim, który w dobrym kierunku nie idzie. 40 % polskiego spożycia to żywność wysoko przetworzona, kontra 60 % w UK. O ile wcześniej każde pokolenie żyło nieco dłużej, niż wcześniejsze, tak teraz szacuje się, że pokolenia od iksów do zetek mogą żyć krócej.

Mnóstwo chorób układu pokarmowego w starszym wieku też nie bierze się znikąd. Organizuję leczenie żołądka i jelit mojej mamy i czas oczekiwania na wizytę u prywatnego lekarza to prawie rok. To oznacza, że boomerzy odżywiali się źle, ale są najbardziej oporni na jakiekolwiek zmiany. Dla nich może już jest za późno, ale dla młodszych wciąż jest szansa.
Odpowiedz
#76
Co jesz? Masz jakieś przepisy czy improwizujesz?
Odpowiedz
#77
Kupuję gotowe posiłki przywożone w pudełkach na cały dzień. Dania wegetariańskie lub śródziemnomorskie, zbliżone do zaleceń doktora Ornisha.
Odpowiedz
#78
Tak, to jest przerażające jak się żywi przeciętny człowiek.
A te pudełkowane posiłki - jak tam ze składem? Nie ma jakichś dziwnych dodatków, żeby to dłużej trzymało świeżość?
Odpowiedz
#79
Nie sądzę, żeby było tam coś dodawane. W warzywach i owocach na pewno nic nie ma ponad to, co ofertach sklepowych. Jedynie takie rzeczy jak tofu, czy pieczywo mogą mieć niezdrowe ulepszacze. Zakładam, że składniki, z którym robione są te dania były kupione przez firmę cateringową po taniości z kończącą się datą przydatności lub nawet po tej dacie. Zauważyłem, że jak czegoś nie zjem danego dnia, to jeśli tego nie zamrożę, to na drugi dzień już zaczyna się psuć.

Dieta pudełkowa nie jest rozwiązaniem idealnym. Gotować nie lubię i niezbyt dobrze umiem, ale to jest rzecz drugorzędna, bo można się zmusić i nauczyć z setek poradników. Niemniej zachęcam, żeby robić samemu jak najwięcej. Zamawiam gotowce, bo dużo pracuję, w tej chwili przez 7 dni w tygodni i szkoda mi czasu na przygotowywanie. Alternatywą byłoby stołowanie się na mieście, co wyszłoby ostatecznie drożej albo stosowanie zamienników posiłku w stylu Huela, co też czasem robię, ale w drodze wyjątku. Do tego często dokupuję warzywa, które myję w wodzie z octem i w sodzie oczyszczonej, a także kiszonki.

Z napojów głównie woda z kranu, ewentualnie mineralna lekko gazowana lub aromatyzowana. Czasem herbata lub kawa zbożowa. Bez słodzenia, czasem jedynie ksylitol sypany do ust, ale to ze względu na zęby. Nowych suplementów już nie kupuję, wyjadam to, co mam, ale o tym napiszę niedługo w swoim wątku. Fizycznie czuję się dobrze.

Staram się też nie być neofitą w swoim otoczeniu, bo wiem, jak negatywnie są odbierane takie osoby. Nie mówię, jak się żywię i nie pouczam innych. Jak trzeba, to w sytuacjach społecznych zjem każdego fastfooda i wypiję każde alko w moderowanych ilościach.
Odpowiedz
#80
Git. Ja robię sobie "gar rozkoszy", gotuję na dwa dni w jednym garnku jakieś strączkowe, jakąś kaszę, marchew, buraki, cebulę, dużo majeranku. To baza, do tego dodaję inne warzywa i przyprawy, w zależności od tego, czego chcę danego dnia. Potem dodaję już na talerzu, bezpośrednio przed zjedzeniem, i mieszam ze wszystkim oliwę z oliwek albo olej lniany i sól. Cebula i marchew i buraki dają słodycz, doda się do tego tłuszcz i sól i jest smacznie. Jestem zajebistym kucharzem jak sami widzicie. Mięso i ryby też jem jak coś, i inne rzeczy i potrawy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości