This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
No to chyba mam podobnie. Jeśli mam grać, to chcę zawsze wygrywać. Gry kojarzą mi się z rozrywką, albo z ciekawą historią, więc nie szukam tam wyzwań. Nie wiem, czy mógłbym grać w multiplayer, bo przegrywanie mnie frustruje, a wygrywanie daje gigantyczne podbicie samooceny. Pamiętam to z czasów Unreal Tournament. Stare gry z okresu podstawówki też przechodziłem na kodach, bo bycie niezniszczalnym mnie jarało.

RDR2 nie ogrywałem nigdy, chętnie sobie sprawdzę to jeżdżenie na koniu, jeśli dorzucą tę grę do jakiejś usługi grania w chmurze. A może wreszcie skuszę się na komputer gejmingowy...
Kiedyś lubiłem chodzić bez celu w GTA Vice City i jeździć w NFS Underground 2 i Most Wanted. Teraz dla relaksu i uspokojenia przed snem jeżdżę bez celu w Cyberpunku. W ogóle nie pchnąłem tam żadnej misji, ale samo jeżdżenie bardzo mnie uspokaja.
Odpowiedz
Multiplayer jest fajny, jeśli ma się zgraną grupę i z nią się robi różne... dziwne rzeczy. Jedne z najlepszych wspomnień związanych z grami to było trollowanie całego serwera, jeszcze za czasów ultimy online, zrobiliśmy trzyosobowy klan i wypowiedzieliśmy wojnę wszystkim innym, oczywiście nie mieliśmy żadnych statów, itemów ani nic, wszystko opierało się na propagandzie terroru Big Grin wymyślaliśmy historie, jak to kogoś zabiliśmy etc.

A tak poza tym, gry fabularne są jak książki albo filmy, gdzie jest się jednocześnie czytelnikiem i bohaterem. Tu nie ma miejsca na trudność, na zręczność, jest fabuła.
Odpowiedz
(08-22-2023, 08:50 AM)tomakin napisał(a): Multiplayer jest fajny, jeśli ma się zgraną grupę i z nią się robi różne... dziwne rzeczy. Jedne z najlepszych wspomnień związanych z grami to było trollowanie całego serwera, jeszcze za czasów ultimy online, zrobiliśmy trzyosobowy klan i wypowiedzieliśmy wojnę wszystkim innym, oczywiście nie mieliśmy żadnych statów, itemów ani nic, wszystko opierało się na propagandzie terroru Big Grin wymyślaliśmy historie, jak to kogoś zabiliśmy etc.

A tak poza tym, gry fabularne są jak książki albo filmy, gdzie jest się jednocześnie czytelnikiem i bohaterem. Tu nie ma miejsca na trudność, na zręczność, jest fabuła.

Dotychczas chyba nic nie przebiło moim zdanie The Last of US, gram w to teraz drugi raz i po prostu kocham scenariusz. Ten scenariusz rozwala większość filmów jakie widziałem - nie tylko w tym temacie, ale ogólnie w sposobie prowadzenia historii, która jest ciągnięta z kilku punktów wiedzenia, która ma fajne zwroty akcji i porusza ciekawe tematy. Plus genialny nastrój horroru, genialnie wymyślone potwory i po prostu klimat nie do przebicia.
Jak ktoś nie grał to polecam obie części. Jedynkę niedawno przerobiono i wypuszczono na nowo, więc to nie jest jakieś tam remastered, ale odnowiona gra. Z nowym AI i ogólnie poprawiono wiele rzeczy.
A dwójka jest po prostu ciągle super, choć po sukcesie serialu chcą ją też przemasterować i pracują chyba już nad trójką.
Wracając do Red Dead Redemption, to scenariusz jest również wyrąbany w kosmos i klimat gry również nie do przebicia. O ile w TLOU świat nie jest otwary, choć trochę taki próbuje czasem udawać, to RDR2 ma ten świat otwarty genialny i naprawdę można sobie w nim odpłynąć.
Odpowiedz
No właśnie przez takie tytuły myślę czasem, czy nie warto kupić konsoli. Ale kilka tysięcy dawać po to, żeby zagrać w 3-4 gry, bo tyle pewnie znajdzie się interesujących mnie tytułów... ehh Big Grin
Odpowiedz
(08-22-2023, 08:04 PM)tomakin napisał(a): No właśnie przez takie tytuły myślę czasem, czy nie warto kupić konsoli. Ale kilka tysięcy dawać po to, żeby zagrać w 3-4 gry, bo tyle pewnie znajdzie się interesujących mnie tytułów... ehh Big Grin

Jestem bardzo wybredny co do gier, wiele gier, które uchodzą za przeboje po prostu mnie nudzi, ale znajdzie się też sporo gier, które robią swoje, więc pewnie jest ich więcej niż 3-4 gry. Dla przykłady Wiedźmina uważam za kiszkę, bardzo się męczyłem, aby go całego przejść :-).
Odpowiedz
(08-22-2023, 12:05 PM)neko1witek napisał(a): Dotychczas chyba nic nie przebiło moim zdanie The Last of US, gram w to teraz drugi raz i po prostu kocham scenariusz.

Sony opanowało do perfekcji tego typu gry, które można określić jako interaktywne filmy. TLOU, Horizon, God of War. W żadną z tych gier nigdy nie grałem, ale chętnie bym spróbował, tym bardziej, jeśli takie wrażenie na Tobie zrobiło TLOU. Wiem z mediów, że TLOU 2 miało jakieś kontrowersje związane z wątkami LGBT, z tym, jak potraktowano postać Joela i z samym zakończeniem, w tym też finałową walką. Jedynka faktycznie wyszła niedawno w wersji zremasterowanej na PC. Ponoć było trochę problemów technicznych z tym remasterem, ale myślę, że po takim czasie już wszystko zostało naprawione. Chętnie bym to sprawdzić, ale na razie nie mam na czym.

Do RDR jakoś nigdy mnie nie ciągnęło, chyba przez to, że nie jestem fanem westernowych klimatów. Ale mimo wszystko jest to warte sprawdzenia. Uważam, że znane i głośne dzieła kultury popularnej wypada śledzić i sprawdzić samemu, żeby nie zostać w tyle i wiedzieć, o czym cały internet i inne media dyskutują.

Ostatnią grą, która fabularnie mnie wciągnęła był Deus Ex: Human Revolution, ale to było 12 lat temu. I tak naprawdę nie wiem, czego bym oczekiwał od gier obecnie. Na pewno nie uzależnienia i grania po kilka godzin każdego dnia. Na pewno nie ostrej rywalizacji online, bo psychicznie nie jestem na coś takiego gotowy, a i refleks już pewnie nie ten ze względu na brak obycia z grami i wiek. Na pewno nie dużego poziomu trudności, bo łapie mnie frustracja zamiast przyjemności z grania. Wychodzi na to, że lubię spokojne gry, jak neko. Muszę sobie potestować różne, żeby dojść do tego, co mi sprawia przyjemność i nie powoduje jednocześnie poczucia zmarnowanego czasu. Bo to poczucie zainstalowane przez matkę jeszcze we mnie siedzi. Na razie lubię jeździć bez celu w Cyberpunku i zabijać potworki w Doomie.

(08-22-2023, 08:50 AM)tomakin napisał(a): Multiplayer jest fajny, jeśli ma się zgraną grupę i z nią się robi różne... dziwne rzeczy. Jedne z najlepszych wspomnień związanych z grami to było trollowanie całego serwera, jeszcze za czasów ultimy online, zrobiliśmy trzyosobowy klan i wypowiedzieliśmy wojnę wszystkim innym, oczywiście nie mieliśmy żadnych statów, itemów ani nic, wszystko opierało się na propagandzie terroru Big Grin wymyślaliśmy historie, jak to kogoś zabiliśmy etc.

To se ne wrati. No chyba że wstąpiłbyś do jakiegoś klanu, ale to by znaczyło raczej zawodowe granie.

(08-22-2023, 08:04 PM)tomakin napisał(a): No właśnie przez takie tytuły myślę czasem, czy nie warto kupić konsoli. Ale kilka tysięcy dawać po to, żeby zagrać w 3-4 gry, bo tyle pewnie znajdzie się interesujących mnie tytułów... ehh Big Grin

Nawet jeśli to 3-4 tytuły rocznie, to i tak warto. Bo tyle starczy. A jeśli Ci się nie spodoba, to zawsze możesz sprzedać i konsolę i gry. TLOU jest dostępne na Steamie, jeśli masz w miarę dobry komputer, to nie musisz nawet kupować konsoli. Można też kupić Steam Decka albo Rog Ally i grać w wersji przenośnej.

Ja testuję ciągne granie w chmurze w GeForce Now, bo mam teraz w miarę dobre łącze, więc nic mi nie zacina. Staram się sprawdzić, na ile granie mnie jara, co mi się podoba, ile czasu zajmuje i jak to wpływa na moje codzienne obowiązki.
Jeśli mi się spodoba, to nie wykluczam, że kupię sobie komputer do grania i jakieś akcesoria. Kilkanaście lat temu o tym marzyłem, ale zawsze to odkładałem, bo przecież trzeba myśleć o poważnych sprawach itp. Ale teraz przeformatowałem sobie trochę swoje priorytety i już nie uważam, że trzeba przez kolejne kilka lat odkładać każdą złotówkę na mieszkanie i na inne "poważne" rzeczy. Bo to jest takie odkładanie marzeń na wieczne jutro. Dlatego jak mnie wciągnie, to kupuję dobry komputer z akcesoriami typu VR, kierownica itp. i będę sobie grał w wolnych chwilach.

Neko dobrze mówi, że 3-4 lub więcej gier każdego roku jest wartych ogrania. Przy normalnym, dorosłym życiu raczej trudno będzie znaleźć czas na więcej, więc trzeba być mocno wybrednym.
Odpowiedz
(08-22-2023, 09:39 PM)Temper napisał(a):
(08-22-2023, 12:05 PM)neko1witek napisał(a): Dotychczas chyba nic nie przebiło moim zdanie The Last of US, gram w to teraz drugi raz i po prostu kocham scenariusz.

Sony opanowało do perfekcji tego typu gry, które można określić jako interaktywne filmy. TLOU, Horizon, God of War. W żadną z tych gier nigdy nie grałem, ale chętnie bym spróbował, tym bardziej, jeśli takie wrażenie na Tobie zrobiło TLOU. Wiem z mediów, że TLOU 2 miało jakieś kontrowersje związane z wątkami LGBT, z tym, jak potraktowano postać Joela i z samym zakończeniem, w tym też finałową walką. Jedynka faktycznie wyszła niedawno w wersji zremasterowanej na PC. Ponoć było trochę problemów technicznych z tym remasterem, ale myślę, że po takim czasie już wszystko zostało naprawione. Chętnie bym to sprawdzić, ale na razie nie mam na czym.

Do RDR jakoś nigdy mnie nie ciągnęło, chyba przez to, że nie jestem fanem westernowych klimatów. Ale mimo wszystko jest to warte sprawdzenia. Uważam, że znane i głośne dzieła kultury popularnej wypada śledzić i sprawdzić samemu, żeby nie zostać w tyle i wiedzieć, o czym cały internet i inne media dyskutują.

Ostatnią grą, która fabularnie mnie wciągnęła był Deus Ex: Human Revolution, ale to było 12 lat temu. I tak naprawdę nie wiem, czego bym oczekiwał od gier obecnie. Na pewno nie uzależnienia i grania po kilka godzin każdego dnia. Na pewno nie ostrej rywalizacji online, bo psychicznie nie jestem na coś takiego gotowy, a i refleks już pewnie nie ten ze względu na brak obycia z grami i wiek. Na pewno nie dużego poziomu trudności, bo łapie mnie frustracja zamiast przyjemności z grania. Wychodzi na to, że lubię spokojne gry, jak neko. Muszę sobie potestować różne, żeby dojść do tego, co mi sprawia przyjemność i nie powoduje jednocześnie poczucia zmarnowanego czasu. Bo to poczucie zainstalowane przez matkę jeszcze we mnie siedzi. Na razie lubię jeździć bez celu w Cyberpunku i zabijać potworki w Doomie.

(08-22-2023, 08:50 AM)tomakin napisał(a): Multiplayer jest fajny, jeśli ma się zgraną grupę i z nią się robi różne... dziwne rzeczy. Jedne z najlepszych wspomnień związanych z grami to było trollowanie całego serwera, jeszcze za czasów ultimy online, zrobiliśmy trzyosobowy klan i wypowiedzieliśmy wojnę wszystkim innym, oczywiście nie mieliśmy żadnych statów, itemów ani nic, wszystko opierało się na propagandzie terroru Big Grin wymyślaliśmy historie, jak to kogoś zabiliśmy etc.

To se ne wrati. No chyba że wstąpiłbyś do jakiegoś klanu, ale to by znaczyło raczej zawodowe granie.

(08-22-2023, 08:04 PM)tomakin napisał(a): No właśnie przez takie tytuły myślę czasem, czy nie warto kupić konsoli. Ale kilka tysięcy dawać po to, żeby zagrać w 3-4 gry, bo tyle pewnie znajdzie się interesujących mnie tytułów... ehh Big Grin

Nawet jeśli to 3-4 tytuły rocznie, to i tak warto. Bo tyle starczy. A jeśli Ci się nie spodoba, to zawsze możesz sprzedać i konsolę i gry. TLOU jest dostępne na Steamie, jeśli masz w miarę dobry komputer, to nie musisz nawet kupować konsoli. Można też kupić Steam Decka albo Rog Ally i grać w wersji przenośnej.

Ja testuję ciągne granie w chmurze w GeForce Now, bo mam teraz w miarę dobre łącze, więc nic mi nie zacina. Staram się sprawdzić, na ile granie mnie jara, co mi się podoba, ile czasu zajmuje i jak to wpływa na moje codzienne obowiązki.
Jeśli mi się spodoba, to nie wykluczam, że kupię sobie komputer do grania i jakieś akcesoria. Kilkanaście lat temu o tym marzyłem, ale zawsze to odkładałem, bo przecież trzeba myśleć o poważnych sprawach itp. Ale teraz przeformatowałem sobie trochę swoje priorytety i już nie uważam, że trzeba przez kolejne kilka lat odkładać każdą złotówkę na mieszkanie i na inne "poważne" rzeczy. Bo to jest takie odkładanie marzeń na wieczne jutro. Dlatego jak mnie wciągnie, to kupuję dobry komputer z akcesoriami typu VR, kierownica itp. i będę sobie grał w wolnych chwilach.

Neko dobrze mówi, że 3-4 lub więcej gier każdego roku jest wartych ogrania. Przy normalnym, dorosłym życiu raczej trudno będzie znaleźć czas na więcej, więc trzeba być mocno wybrednym.

Ja gram tylko w weekendy po 30 minut 3 x dziennie. No i w wakacje, czy święta. Czasem gram w jedną grę 2 lata, np. w Red Dead Redemption 2, albo w Assasin's Creed, bo lubię robić po 100% gry, wszystkie znajdźki itd. Nie spieszę się z gramy, córka je wymienia dosyć często, ale mi 2-3 gry na rok wystarczają w zupełności.
A tak przy okazji ani jedynka Horizon, ani przedostatni God of War nie podeszły mi zupełnie. Przeszedłem oba, ale z przymusu, bo jak zaczynam, to kończę. Teraz gram w dwójkę Horizon i czeka ostatnie God of War, ale wątpię, aby się dużo różniły. Niby wszystko tam jest, super grafika, otwarte światy, ale coś mi w nich nie gra. Horizon wygląda genialnie i czekałem na niego bardzo, w sumie playstation kupiliśmy pod niego, ale zawiodłem się, ponieważ historia nie przemówiła do mnie i wydawała mi się po prostu nudna jak flaki z olejem. God of War to samo, w kółko te same zadania itd. Klimat nie przemawiał do mnie.
W sumie niby większość gier to to samo, te same schematy itd, ale w jednych grach na mnie to działa na maksa, a w innych odpycha.
Genialne były Batmany, Tomb Raidery, Shadow of War, Shadow of Mordor, Mad Max, Ghost of Tsushima, Assasin w Londynie. To moje top, reszta to przeciętniaki, albo nuda. Ostatni Assasin Valhalla to była dla mnie męczarnia. Pełno błędów w grze, nuda i przesycenie tematem, chociaż czekałem na starą Anglię i myślałem, że będzie super.
Lubię też dziwne gry typu Detroit, gdzie niby masz wpływ na grę. Przeszedłem w trybie jak ja bym się zachowywał, a drugą w trybie jakbym był psychopatą, fajna zabawa.
Oczywiście kiedyś grałem we wszystko, kochałem Dooma i tego typu gry, ale ostatni Doom wydawał mi się zbyt powtarzalny i za trudny. To jedna z niewielu gier z której po prostu zrezygnowałem.
Z takich strzelanek to genialny pozostał Wolfenstein. Scenariusz wgniata w fotel, ogólnie super gra.
Odpowiedz
(08-23-2023, 12:26 PM)neko1witek napisał(a): Ja gram tylko w weekendy po 30 minut 3 x dziennie. No i w wakacje, czy święta. Czasem gram w jedną grę 2 lata, np. w Red Dead Redemption 2, albo w Assasin's Creed, bo lubię robić po 100% gry, wszystkie znajdźki itd. Nie spieszę się z gramy, córka je wymienia dosyć często, ale mi 2-3 gry na rok wystarczają w zupełności.

Według mnie jest to najbardziej zdrowe podejście do gier. Trzymanie wszystkiego na dystans ma sens, choć niektórzy dobrze się czują siedząc całymi dniami przed komputerem albo konsolą. W sumie to co człowiek to opinia, bo mam znajomego, który bardzo sobie zachwala obie części Horizona. Dla niego to gra ideał. God of War kojarzę tylko z czasów Playstation 2. Fajna rozwałka była. Te nowe części jakieś takie zbyt poważne się wydają.

Gry, które wymieniasz, znam ze słyszenia i z YT. Jakbym zaczął grać na serio, to zaległości mam tyle, że nie ogarnę wszystkiego, więc muszę wybrać serio tylko te najlepsze. TLOU pewnie sprawdzę, bo kiedyś mi się podobało. Wiedźmin jakoś mnie nie kręci, ale ja ogólnie nie jestem zbytnio zainteresowany ani książkami, ani serialami, ani grami z tego świata. Fantasy średnio lubię. Cyberpunk za to może być.

Gry typu Detroit kojarzą mi się ze starymi grami z żywymi aktorami, gdzie co jakiś czas miało się wpływ na to, co się dzieje na ekranie. The Deadalus Encounter był fajnym przykładem. Tia Carrere tam grała główną rolę i fajna z niej wtedy babeczka była. Smile

Widziałem te nowe Wolfensteiny i całkiem ciekawie poszli z fabułą, tylko chyba urwali ją, bo wciąż nie ukazała się kolejna część. Też mam sentymen do tej serii, bo pierwszą grą, jaką w życiu widziałem na komputerze klasy PC była właśnie Wolf 3D. W Dooma próbuję grać właśnie ze względu na miłe wspomnienia z lat 90, gdzie pizgałem w jedynkę i dwójkę na kodach. Big Grin No i potem w trójkę w liceum. Bałem się tej gry, ale i tak grałem.

Heh, do dziś pamiętam kody do Dooma: IDDQD, IDKFA, IDDT, IDCLIP.
Zresztą do Duke Nukem 3D też: DNKROZ, DNSTUFF, DNCORNHOLIO.
Nie wiem w sumie, po co mi ta wiedza, ale to jest jak z jazdą na rowerze - tego już do końca życia nie zapomnę. Big Grin
A te nowe Doomy ze względu na poziom trudności fajniej mi się ogląda, niż samemu gra.

No i próbuję też grać w tomakinowy FarmRPG, ale chyba jestem odporny na uzależniający aspekt tej gry. Na razie wciąż czatu nie odblokowałem.
Odpowiedz
https://i.imgur.com/tl6jIvm.png

ehhh Big Grin
Odpowiedz
No nie ciągnie mnie jakoś do tej gry. Nie wiem, jak tam się ryby łowi, nigdy mi się nie udało żadnej złapać. No i potem nie wiem, co dalej. Chyba jestem za tępy na coś takiego. Big Grin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: