This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Oj no mam trochę zakola, jak sobie podniosę włosy, więc tak sobie ubzdurałem. Smile A jak człowiek wpada na pomysły, których nie weryfikuje rozmawiając z innymi, to potem tak wychodzi. Na szczęście lekarz wybił mi to z głowy.
Odpowiedz
No i dlatego mówię, podstawa to przebywać dużo z ludźmi, otaczać się odpowiednią siecią społeczną. Kasa to tylko kasa, bogatsi ludzie wcale nie są szczęśliwsi od biednych, setki razy to badano, jeśli ma się zaspokojone wszystkie podstawowe potrzeby, to zwiększenie dochodu nie wpływa na zwiększenie poczucia zadowolenia z życia.

Fajny w Petersonie był rozdział o nadopiekuńczych matkach, chyba by Ci się spodobał. W ogóle wyczuliłem się i wyłapuję takie sytuacje teraz w życiu naokoło, np szefowa z pracy opowiadała o kimś tam w rodzinie, kto ma jakieś też odpały natręctwowe, musi mieć obiad podany w odpowiedni sposób, odpowiednia temperatura ziemniaków, taka trochę patologiczna sytuacja, bo ciągle tam krzyczą na siebie. Znam przypadek gościa, co w ogóle z domu nie wychodzi, wszystko za niego dosłownie matka robi.
Odpowiedz
(06-02-2023, 06:47 PM)Temper napisał(a): Oj no mam trochę zakola, jak sobie podniosę włosy, więc tak sobie ubzdurałem. Smile A jak człowiek wpada na pomysły, których nie weryfikuje rozmawiając z innymi, to potem tak wychodzi. Na szczęście lekarz wybił mi to z głowy.

Wyglądasz dobrze, choć mógłbyś faktycznie trochę dopakować. Tzn. nie jak Arnold, ale odrobinkę mięśni. Ale wolę 1000 razy tak jak Ty być anorektykiem z wyglądu niż mieć nadwagę.
Z twarzy podobny jesteś trochę do Cilliana Murphy, więc jest ok.
Ja z moim ryjem, który nie jest apetyczny - mogłem wyrywać laski, więc u Ciebie nie powinno być najmniejszego problemu.
Odpowiedz
(06-03-2023, 06:23 PM)tomakin napisał(a): No i dlatego mówię, podstawa to przebywać dużo z ludźmi, otaczać się odpowiednią siecią społeczną. Kasa to tylko kasa, bogatsi ludzie wcale nie są szczęśliwsi od biednych, setki razy to badano, jeśli ma się zaspokojone wszystkie podstawowe potrzeby, to zwiększenie dochodu nie wpływa na zwiększenie poczucia zadowolenia z życia.

Ano tak. Nie mam presji na bycie milionerem. Pewien poziom zarobków trzeba osiągnąć, żeby móc korzystać z życia na wyższym poziomie, niż tylko wegetacja. I mieć jakąś satysfakcję z pracy, którą się robi. Nie sądzę, żebym chciał mieć dzieci, ale też nie chcę, żeby praca i kariera stała się numerem jeden. Nie szukam wyzwań. Praca ma po prostu nie przeszkadzać w korzystaniu z życia.

Oglądałem wykład Petersona o nadopiekuńczych rodzicach. Może sięgnę po jego książkę. Dużo już nie zaczytuję się w tych tematach. Film "Bo się boi" wstrząsnął mną na tyle mocno, że o zawłaszczających matkach na razie nie chcę czytać. Twoja szefowa to też potwierdzenie, że rodzina potrafi być najgorszym przekleństwem i hamulcem w życiu. Też bym mógł nie wychodzić z domu, no chyba że razem z matką. Ale bywam w domu teraz tylko na noc, więc już jest lepiej. Buduję granice.

(06-03-2023, 07:06 PM)neko1witek napisał(a): Wyglądasz dobrze, choć mógłbyś faktycznie trochę dopakować. Tzn. nie jak Arnold, ale odrobinkę mięśni.

Tak, dopakować trzeba i będę to robił. Trzeba uprawiać sport, bo im człowiek starszy, tym trudniej zacząć. Wiem, że to źle wygląda, ale teraz wreszcie lubię na siebie patrzeć w lustrze, wreszcie lubię swoją nienapuchniętą twarz. Zarówno 90 kg dwa lata temu, jak i 67 kg teraz mieszczą się w granicach idealnego BMI dla mnie, ale różnica w ulaniu jest bardzo duża. Niektóre kobiety lubią miśków, chudzielców praktycznie żadne, ale bardziej się dla mnie liczy to, co ja sam o sobie myślę. A uważam, że jest dobrze.
Sam mówisz, że ryj nie ma znaczenia. Wystarczy wyjść na ulicę i się przekonać, jacy faceci są w związkach.
Odpowiedz
Opracowałem sobie plan przebranżowienia się w kilku krokach i mniej więcej w okresie półtora do dwóch lat. Konsultowałem się z osobami z branży poznanymi na grupach fejsbukowych i discordowych. Ścieżka oparta na zdobywaniu kolejnych certyfikatów i ćwiczeniach na domowym labie. No i od miesiąca zacząłem tą ścieżką podążać. Przeglądam oferty pracy i patrzę, co jest wymagane. Rynek juniorów w zasadzie już nie istnieje i nikt ich nie zatrudnia, więc trzeba startować na mida. A żeby to zrobić, trzeba wykazać się wiedzą praktyczną zdobytą w ramach ćwiczeń we własnym laboratorium, które symulują sytuacje korporacyjne.

Dziś niespodziewanie przyszło do mnie pocztą zaproszenie do pracy w znanym i lubianym przeze mnie obozie pracy w Niemczech. 12 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu. Wiosną nie mieli miejsca, więc jechałem na ślepo do Szwajcarii, teraz jak widać pamiętają o mnie, bo już się tam sprawdziłem. Matka oczywiście otworzyła pod moją nieobecność, bo coś takiego jak poszanowanie prywatności korespondencji jest nie do przyjęcia. I już zaraz pisała do mnie z pretensjami i żalem, że chcę wyjechać.

W sumie przez to faktycznie zacząłem się zastanawiać nad pewnym planem. Przez 3 miesiące zapierdolu w tym obozie jestem w stanie realnie odłożyć i przywieźć ok. 40k zł. Pod koniec września powrót, chwila odpoczynku i na przykład kolejny wyjazd przez agencję do mało wymagającej pracy na okres 9 miesięcy (od października do czewrca). Tam jestem w stanie odłożyć 9 x 4,5k zł, czyli zaokrąglając kolejne 40k zł. Potem znów na pole do obozu pracy na 3 miesiące i kolejne 40k zł. Potem już na stałe do Polski. Mówię o kasie, którą faktycznie można już przywieźć po odliczeniu kosztów, o ile żyje się skromnie. Cóż, z jednej strony nieco zaniżyłem kwoty możliwe do dołożenia, ale z drugiej strony nie brałem pod uwagę sytuacji losowych, które mnie wykluczą, typu choroba, kontuzja, przestoje w pracy, zmęczenie psychiczne. No ale istnieje pewna niezerowa szansa, że jak się ścisnę w sobie, to w ciągu roku i czterech miesięcy będę miał na koncie o 120 k zł więcej. No nawet powiedzmy, że 100 k zł. Mając teraz niecałe 60k zł odłożone łącznie miałbym całkiem ładną kwotę, która mogłaby być zabezpieczeniem pod mieszkanie. Nawet te 150 k zł to już ładne oszczędności.

Oczywiście praca zagranicą to jest rzecz, od której bardzo chcę uciec, więc z jednej strony kusi mnie kasa, ale z drugiej strony obawiam się znów wchodzenia w to piekiełko. Matka będzie smęcić, płakać i robić wszystko, żeby mnie ściągnąć jak najszybciej, więc musiałbym z tym walczyć. No i musiałbym też cały czas się uczyć, żeby nie przerwać tego planu, który chcę realizować. Tego się najbardziej boję w wyjazdach, bo trudno się uczyć, jak się mieszka w kilka osób, a praca codziennie po kilkanaście godzin też temu nie sprzyja. A tutaj naprawdę nie ma zmiłuj i musiałbym się uczyć i przyjeżdżać do Polski na zdawanie egzaminów pod certyfikaty. Boję się utraty konsystencji i zdolności do nauki, więc musiałbym jechać na wspomaganiu cały czas. Zobaczę, jak zadziałają na mnie zwiększone dawki piracetamu. No i na minus wyjazdu jest też to, że musiałbym zarzucić dodatkowe aktywności, które teraz mam. Zacząłem chodzić na basen, ze dwa razy w tygodniu jestem w kinie lub teatrze, a w każdą sobotę wieczorem chodzę na silent disco albo do normalnej dyskoteki. Nie wchodzę tam praktycznie w żadne interakcje, po prostu chcę wbić na parkiet i tańczyć. Poczucie własnych żenujących ruchów i tego, że inni się ze mnie śmieją, już minęło. Przesunęłaby sie też siłownia i treningi sztuk walki, które planuję po okresie rekonwalescencji po operacji. No ale certyfikaty kosztują, a tu oprócz ich opłacenia miałbym jeszcze co do odłożenia. Obecnie umowę o pracę podpisuję z miesiąca na miesiąc, więc tu problemu by nie było.

Matka też ostatnio mi smęci, czemu ja wciąż żony nie mam, przecież już czas najwyższy, inni moi rówieśnicy mają już nastoletnie dzieci itp. No ale dziewczyna musiałaby być zaakcepowana przez matkę, a jak ją znam, to w każdej będzie widziała jakąś wadę, która sprawi, że ta konkretna akurat nie jest dla mnie. Obecnie jej nawet ściemniam, że poznałem taką jedną Ukrainkę i dobrze się dogadujemy. Widzę, jak szuka dziury w całym i pretekstu, żebym tylko się z nią nie związał, mimo że oficjalnie mówi coś innego. Jak wyjadę, to będzie mi smęcić codziennie, że po co mi te pieniądze, jak tam zagranicą żony sobie przecież nie poznam. I tak się żyje powoli na tej wsi.

Wiem, że nikt mi tu w decyzjach nie pomoże i nie o to mi chodzi. Sam sobie rozpisuję wszystkie za i przeciw, to, że zostawiam to tutaj, to po prostu kwestia pamiętniczka i próby zebrania myśli. Choić i tak już zapisałem to ręcznie w moim notesie.
Odpowiedz
A właśnie, jak już o takich "mini skillach mających przełożenie na inne rzeczy" piszemy, jak u Ciebie z szybkością pisania na klawiaturze? Ogarniasz którym palcem który klawisz się wciska? Może to warto zacząć trenować, po nawet kilka minut dziennie? Szybkość pisania przekłada się na chyba każdą dziedzinę pracy przy komputerze.
Odpowiedz
Ja akurat piszę szybko na klawiaturze, za to na telefonie sobie nie wyobrażam, a w dzisiejszych dziwnych czasach ludzie komputery zastąpili telefonami.
Odpowiedz
Jak ktoś chce kodować, to raczej będzie to na klawiaturze robił, a nie na telefonie Big Grin
Odpowiedz
Wychodziło mi około 80 słów na minutę, czyli przeciętnie. Jeśli chodzi o komputery, to używam tylko laptopów, gdzie nie ma pełnowymiarowej klawiatury. Zresztą pisanie na lapku jest bardzo nieergonomiczne, więc parę miesięcy temu kupiłem rozdzieloną klawiaturę Microsoft Sculpt Ergonomic, a laptopa podpinam pod zewnętrzny monitor ustawiony na półce przystawiane do wyprofilowanej leżanki. Nie używam już biurka i pozbyłem się go całkiem. Widać je jeszcze na jednym zdjęciu z mojego pokoju. Leżanka do ulga dla kręgosłupa. Nadal się uczę na tej klawiaturze pisać, ale jest super wygodna dla nadgarstków.

Natomiast najlepiej i najwygodniej pisze mi się na telefonie. Już kiedyś o tym rozmawialiśmy. Klawiatura Microsoft Swift z predykcją AI wyuczona pode mnie i spokojnie wyciągam ponad 100 słów na minutę. Minusem są literówki, które nie zawsze wychwycę, a czasem nie czytam tego, co już napisałem.

Oczywiście mam na myśli pisanie na forach i inne takie. Wtedy wszystko na telefonie. Do nauki i do pracy głównie komputer. I w zasadzie tylko do tego. Filmy na telewizorze, rozrywka na telefonie. Komputer poza pracą jest dla mnie zbędny.
Odpowiedz
Kurde spadła mi wydajność

https://imgur.com/a/2Wtb1xj

http://www.szybkiepisanienaklawiaturze.pl/test.htm
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości