This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Szukałem tej sceny z "Potwora", okazuje się, że jest inny film pod takim tytułem, też ma scenę rozmowy o pracę... i też dobrą!

https://www.youtube.com/watch?v=sraDVyks...sDillinger

no, to jakbyś się stresował na rozmowie, przypomnij ją sobie
Odpowiedz
Ha! Pamiętam ten film. To już jest reakcja, do której na trzeźwo raczej bym się nie posunął. Big Grin
Odpowiedz
Jeszcze tylko dodam, że ktoś kiedyś mi mówił, żeby wysyłać swoje podania o pracę także na te ogłoszenia, w których nie spełnia się warunków lub nawet na ogłoszenia z branż, które nas w ogóle nie interesują. Mowa tu o osobach, które nie mają żadnego konkretnego fachu w ręku. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś się akurat do nas nie odezwie i przypadkiem nie odkryjemy nowego powołania.

No i jak trzeba, to się ściemnia w CV dopasowując je pod pracodawcę. Ja wszystkie swoje luki czasowe załatałem. Przy aplikowaniu na gównoprace, w tym te zagraniczne, nikt nigdy nie chciał ode mnie żadnych kwitów, że pracowałem tam, gdzie deklarowałem. A w razie czego umowy pracy i świadectwa pracy też można sobie zrobić. Z pieczątkami i podpisami. Mam w tym już pewne doświadczenie. Big Grin
Odpowiedz
Pewnie o ten film Ci chodziło.

https://www.youtube.com/watch?v=QqhMY50TfuM
Odpowiedz
Kurcze, takie wysyłanie wszędzie i branie wszystkiego, nie mając kompetencji, to raczej przepis na skończenie w jakiejś januszerce, a nie na "odkrycie powołania". Jeśli do jakiejś pracy dostaniesz się bez kompetencji, to raczej nie jest to miejsce, do którego ustawiają się kolejki chętnych. I to zazwyczaj nie jest tak, że po tygodniu można zrezygnować, tzn niby można, ale będzie to jakaś plama w cv, jeśli ktoś je sprawdzi. A na poważniejszych stanowiskach sprawdzają. Dochodzi też mechanizm psychologiczny, jeśli wtopi się na iluś rozmowach o pracę, albo w iluś miejscach pracy, wpływa to na samopoczucie, na chęć próbowania dalej. Szczególnie ważne dla osób, które faktycznie mają z tym problem, wszelkiej maści przegrywów.

Mamy tylko x siły woli, żeby próbować, zanim po prostu nie będzie nam się chciało dalej. Walka o stanowisko, do którego brakuje nam rok intensywnej nauki języka i cechy charakteru, która w dużej mierze jest wrodzona (odporność na stres) to potencjalnie brak walki o stanowisko, na które mamy i kompetencje, i warunki.
Odpowiedz
Ech, niszczyciel dobrej zabawy i uśmiechów dzieci.  Big Grin

Z tym kontrolerem ruchu lotniczego to ja sobie żartuję i tak, bo nie mam nic wspólnego z tematem, a brak znajomości języka wyjdzie na spotkaniu. Natomiast idea próbowania różnych rzeczy wydaje mi się ogólnie słuszna.
Parę lat temu zatrudniłem się jako agent ubezpieczeniowy właśnie dlatego, że sie do tego nie nadawałem. Musiałem dzwonić po obcych ludziach i składać oferty narażając się na agresywne reakcje, jeździć na spotkania z klientami, najpierw z opiekunem, potem samodzielnie, jak zdałem egzaminy ze znajomości produktów. Po dwóch miesiącach awansowałem na menadżera i dostałem swoich ludzi, z którymi jeździłem jako opiekun. Jak się rozkręciłem, to gadka sprzedażowa szła mi dobrze. Zrezygnowałem po kilku miesiącach, bo wynagrodzenie było bardzo słabe. Płacili tylko prowizyjnie, więc trzeba było sprzedać masę umów, żeby zarobić chociaż 1000 zł miesięcznie. Poszedłem tam po to, żeby walczyć że swoją fobią i fakt, że było to bardzo stresujące, ale przekonałem się ze jak się człowiek zmusi, to może. 

Myślę, że poziom ego depletion może być wśród ludzi na wyższym poziomie, niż się wydaje. Wielu daje radę mieć rodzinę, pracę, czasem działalność i jeszcze studiować, czy  uczyć się kolejnego języka. Dobre planowanie i motywacja.
Odpowiedz
Ale rodzina nie zużywa zasobów "ego", tylko je pompuje, bo masz po co i dla kogo robić. No chyba że to rodzina patologiczna.

Zasada ego depletion dotyczy każdego bez wyjątku, tylko nie zawsze się to wyraża tak samo. Ja na przykład godzinami mogę szukać informacji o jakimś schorzeniu, czytać artykuły, porównywać badania i w ogóle mnie to nie męczy. Znakomita większość ludzi, zaryzykuję twierdzenie, że ponad 99% nie zrobi tego, jeśli nawet od lekarza usłyszą wyrok śmierci. Wolą umrzeć, niż pomyśleć. Z kolei są rzeczy, które ode mnie wymagają gigantycznego wysiłku, a które inni robią tak o, nawet nie zauważając, że to coś ciężkiego.

Zasada ego depletion mówi, że zrobisz tylko x rzeczy, które wymagają jakiegoś "przełamania się" i nie zrobisz więcej, choćbyś się, że tak powiem, zesrał. Ale dla jednej osoby to będzie 3x, dla innej 30x. Dla Muska pewnie będzie to 300x, dla gościa z depresją 0,3x. Planowanie, o którym piszesz polega na tym, żeby z nieskończonego niemal zbioru rzeczy, które można robić, wybrać te, które mają największy sens. Można też mniej lub bardziej świadomie zwiększać "nagrody", zamieniać pracę w zabawę i robić mnóstwo innych rzeczy, ale żelazna zasada zostaje niezmienna, możesz robić tylko do określonej granicy, a potem koniec.

To jeden z powodów, dla którego grubo ponad 90% grubych zostaje grubymi, chociaż czasem udaje im się zrzucić nawet kilkadziesiąt kg w miesiąc czy dwa. Alkoholicy dalej zostają alkusami, nawet jeśli robiąc długie przerwy. Krótki zryw, zostawienie innych rzeczy "na potem", nadwyrężenie zasobów "ego", jazda na kredyt, a potem ten kredyt trzeba spłacać.
Odpowiedz
Ok, już rozumiem. Dzięki. Pozostaje mi robić swoje według planu i testować, gdzie leży mój poziom "ego".
Odpowiedz
Planować, a nie tylko testować, żeby nie było tego psychicznego efektu "jojo", chociaż jak czytam jakie masz postępy, to chyba nie grozi Ci to aż tak mocno jak innym.

Pracować nad tym, żeby drobne, codzienne rzeczy stały się nawykami, nie wprowadzać 500 naraz tylko po kolei, pracować nad tym, żeby w mózgu wytwarzały się takie połączenia, jakie chcemy, żeby się wytworzyły. Te rzeczy dzieją się powoli, ale jak się je odpowiednio zrobi, to efekt jest potem na całe życie. To nie jest sprint, tylko maraton.
Odpowiedz
https://www.slate.com/articles/health_an...unked.html
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości