Liczba postów: 6,808
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Z doświadczenia, polecam raczej imprezy, gdzie masz jakąś przypisaną rolę którą się wykonuje, np gry planszowe, wspinaczka, tego typu rzeczy. Pojechałem kiedyś na dzikiego pomagać budować jakąś dziwną komunę, fajna miejscówka, ale fajnie było jak tam byłem z dziewczyną, jak sam to pomimo tego, że sporo ludzi, czułem się dziwnie, każdy w swojej grupie, trzymają się siebie, robiłem tam swoje z boku i w efekcie z nikim nie pogadałem. Nawet wyróżniałem się tym, że jestem jakiś taki odosobniony. Słabe uczucie i słabo wykorzystany czas.
Jeszcze jakbym był wygadanym gościem, co z każdym od razu nawiązuje relację. No ale nie jestem wygadany, wprost przeciwnie
Najlepsza opcja to znaleźć znajomych, którzy na takie coś jeżdżą i jeździć z nimi. Znakomita większość znajomych, których teraz mam, to ludzie poznani przez to, że kręciłem się z innymi ludźmi.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Owszem, najlepiej jest mieć grupę znajomych i z nimi jeździć. Miej tylko w pamięci, że nie wszystko w rozmowie zależy od Ciebie. Rozmowa czy chęć poznania kogoś nowego muszą wychodzić z obu stron. Byłeś wśród ludzi, którzy podzielili się na grupy i rozmawiali między sobą, a nie z Tobą. Też byłem w takich sytuacjach, więc to rozumiem. Możesz mieć bardzo dobre umiejętności komunikacyjne, ale jeśli inni nie są zainteresowani poznaniem Ciebie, to trzeba się z tym pogodzić. I to wcale nie musi wynikać z Twoich braków. Może niektórzy w grupie mają naturalnie większą niechęć do obcych, może też się stresują, a może po prostu mieli zły dzień, albo mają jakieś ważne sprawy do przedyskutowania między sobą. Zakładanie, że ludzie nie chcą z nami rozmawiać z powodu naszego zjebania jest błędem. Powodu może być mnóstwo i żaden nie związany z Tobą. Jeśli z takiej grupy nie można się ewakuować pod dobrym pretekstem, to trzeba się przemęczyć, a potem po prostu zmienić towarzystwo.
To samo można powiedzieć w przypadku odrzucenia przez dziewczynę, czy na przykład niemiłej reakcji kogoś w sklepie, urzędzie czy gdziekolwiek. Odkąd sobie to uświadomiłem, reaguję inaczej, nie biorę wszystkiego do siebie. Polecam też stosować tę taktykę przy korespondencji pisanej. Jeśli ktoś nam napisze na forum, w smsie, czy w mailu wiadomość z jakimiś pretensjami albo atakiem, to nie odpisujemy od razu. Warto powstrzymać emocje, które każą natychmiast skontrować, co może tylko zaognić sytuację. Uspokoić się, przeczekać, przeczytać jeszcze raz, pomyśleć, dlaczego ktoś tak napisał i czy na pewno chciał nas zranić, czy może my tylko tak to interpretujemy i czy my chcemy też kogoś zranić w odpowiedzi. Dzięki temu już w żadne wojenki internetowe się nie wdaję i wolę się wycofać pisząc o tym wprost i życząc miłego dnia. Nie przekonuje mnie argumentacja niektórych, że w niebie nie ma internetu, więc za życia trzeba wygrać jak najwięcej dyskusji w sieci, bo potem nie będzie okazji.
Poza tym według najnowszych badań naukowych to wcale może nie być prawda:
https://paczaizm.pl/content/wp-content/u...ternet.jpg
Miałem juz sytuację, gdzie byłem w grupie znanych mi osób i dołączał do nas ktoś nowy. Na domówce sylwestrowej parę lat temu. Nie byłem gospodarzem tej imprezy, który powinien dbać o komfort wszystkich gości, ale widziałem, że ta jedna osoba czuję się trochę osamotniona, więc najpierw starałem się częściej skupiać na niej wzrok podczas mówienia, a potem zagadywałem bezpośrednio. W końcu wyciągnąłem gościa na balkon, żeby mi pomógł z przestawieniem krzeseł i trochę na osobności pogadałem o pierdołach. Czułem po prostu stres tego gościa i obudził się we mnie dobry wujek.
No i oczywiście dobrze jest też pamiętać, że niektórzy nie są rozmowni w żadnej grupie i dobrze się czują jako obserwatorzy i słuchacze. Jeśli się to wyczuje, to trzeba im pozwolić tak sobie istnieć, tylko co jakiś czas zwracając na nich uwagę choćby wzrokiem, żeby mieli świadomość, że wciąż są zauważani i obecni.
Liczba postów: 728
Liczba wątków: 33
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
4
(04-28-2023, 11:26 AM)tomakin napisał(a): Znakomita większość znajomych, których teraz mam, to ludzie poznani przez to, że kręciłem się z innymi ludźmi.
Ja tak samo i podejrzewam, że u większości ludzi jest podobnie.
Liczba postów: 6,808
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Kurde daję ciągle rady, jak ma sobie radzić gość ze "skrajną nieporadnością i fobią społeczną", ale z tego co odpisujesz, Ty powinieneś dawać ludziom rady jak sobie radzić
To, że w rozmowie nie idzie, to wiadomo, zawsze wina obu stron, ale jak się nie ma dobrego skilla, to się szuka sytuacji, gdy nawet bez niego będzie dobrze, tyle tylko chciałem przekazać. I jakieś wycieczki z przewodnikiem wydają mi się raczej sytuacją, gdzie ryzyko zostania tym z boku jest dość wysokie.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
04-28-2023, 09:03 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-28-2023, 09:04 PM przez Temper.)
Twoje rady są bardzo dobre i już z nich korzystam, albo będę korzystał w niedługim czasie.
Są rzeczy, które kiedyś robiłem, albo które odkryłem teraz samemu i wiem, że w moim przypadku działają, więc dzielę się tym z poczucia obowiązku do włożenia jakiegoś merytorycznego wkładu w forum, zamiast tylko brać. Może ktoś na tym skorzysta.
Wycieczki z przewodnikiem może faktycznie nie są dobre do zdobywania nowych znajomości, ale mogą być dobre w nauce słuchania i zadawania pytań. Czytam, że grupy są maksymalnie 7-8 osobowe, więc tłumów nie ma. Można słuchać przewodnika i co jakiś czas zadać szczegółowe pytanie. No a poza tym to po prostu fajna rozrywka, bo można pozwiedzać. Pociągi Polregio oferują bilety weekendowe za 46 zł, gdzie można jeździć po całej Polsce bez ograniczeń od piątkowego wieczora do poniedziałku rano. Intercity ma ofertę nieograniczonych przejazdów w środku tygodnia od wtorku do czwartku za 112 zł. Można się wybrać na takiego tripa. Całe życie nigdy nie byłem w Krakowie, więc w sumie czemu nie.
Za godzinę przyjeżdża mój dyliżans i spierdzielam do Polski. Załatwiłem w urzędzie wymeldowanie. Znów była kupa stresu, ale się udało. Brawo ja.
Liczba postów: 6,808
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Czemu nie, pytasz. Coś, na czym się większość ludzi (w tym ja) wykłada. Życie jest jedno, w jednym dniu jest tylko kilka godzin, które możemy poświęcić na "zajęcia dodatkowe", zanim skończy się czas albo doświadczymy zjawiska "ego depletion".
Z drugiej strony, jak się stresujesz, takie rzeczy na początek mogą być nawet lepsze, bo nie będzie wymuszonej rozmowy. No ale jest ryzyko, że doświadczysz stresu związanego z "wykluczeniem z grupy" i wtedy cofniesz się o krok, zamiast iść krok do przodu, gdzie celem jest brak odczuwania stresu w kontaktach z ludźmi.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Trochę amfetaminy i "ego depletion" można pokonać.
Wszystkiego na raz się nie zrobi, ale można sobie zaplanować jakiś weekend na wypad do innego miasta, przekimać się w tanim motelu, albo nawet całą noc łazić (jak jestem w podróży, to przechodzę w tryb ekonomiczny - mało jem, mało sikam i nie chce mi się spać).
Kilkanaście lat temu zdarzały mi się wypady np. do aquaparku i sauny w Łodzi w sobotę rano, potem cały dzień i cała noc łażenia po mieście i w niedzielę popołudniu powrót. W 2010 pojechałem pociągiem do Władysławowa. Miało być na jeden dzień, ale na miejscu kupiłem po taniości bilet na jakieś techno beach party w Gdyni na drugi dzień, więc przespałem się na ręczniku na plaży we Władysławowie, rano pojechałem do Sopotu połazić, potem na tę imprezę i o 5 rano znów gdzieś na wydmy się przespać. Spontaniczne wypady były dla mnie super, a przede wszystkim żył jeszcze wtedy mój ojciec, a jego plusem było to, że trzymał w ryzach nadopiekuńczość matki i odwracał jej uwagę ode mnie.
Miałem też okres parę lat temu, że chodziłem zupełnie sam do klubów (Pacha w Poznaniu robi najlepsze imprezy w Wielkopolsce). Jak na biedaka przystało nachlałem się czymś tanim wcześniej, żeby w klubie nie płacić, a być nieco znieczulonym i jazda na parkiet. Nie obchodziło mnie podrywanie, zagadywanie itp, tylko żeby się wyszaleć przy muzyce. A to też musiałem się przełamać, bo oczywiście miałem wrażenie, że ruszam się jak paralityk i wszyscy się ze mnie śmieją. A to gunwo prawda. I chciałbym kiedyś wbić do najlepszych vipowskich klubów w Warszawie i Berlinie.
W grupie ludzi potrafię się czasem przełączyć na obserwatora, więc nie zawsze odczuwam ten stres związany z wykluczeniem. Bardziej to odczuwam w przypadku spotkania z grupą towarzyską, w której powinienem być traktowany jako część tej grupy, czyli właśnie spotkanie u kogoś na Sylwestrze czy na grillu, albo tak jak Ty miałeś budując pewną komunę. W grupie z przewodnikiem, gdzie mogą przyjść dowolni ludzie, raczej bym czuł się swobodnie. Jestem z nimi, bo chcę coś ciekawego na mieście zobaczyć i posłuchać przewodnika. Największy stres czułbym w momencie przyjścia na miejsce i pierwszego zapoznania się. Ale, jak już mówiłem, zrozumiałem, że te stresy odczuwać będę i one całkiem nigdy nie znikną, więc muszę im stawiać czoła. Nie chcę już sobie pozwalać na kroki wstecz. A jak patrzę na fejsie, ile ciekawych rzeczy się dzieje w takim choćby Poznaniu - wystawy, teatr, opera, balet, filharmonia, koncerty - to można nawet codziennie wieczorem gdzieś wyjść. Albo chociaż co weekend, zamiast siedzieć i patrzeć się w ekran. Na poniedziałek mam już bilet na spektakl kupiony. Nigdy w tym konkretnym teatrze nie byłem. Znów konfrontacja z nowym miejscem.
No i też rozumiem, że to nie jest dobra porada dla osób właśnie z agorafobią, którzy mogą się bardzo bać podróżny, nieznanym miejsc i dużych skupisk ludzi. Ja tego nie mam, wśród ludzi czuję się dobrze. Moje obawy to ośmieszenie się. I udaje się to zdusić na tyle, że nie powoduje tak silnych reakcji, jak te kilka lat temu u mnie na rozmowach o pracę.
Liczba postów: 6,808
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Kurcze, z tego co piszesz to jesteś zupełnie normalnym gościem bez żadnych problemów, nie licząc toksycznej relacji z matką
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
04-29-2023, 01:39 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-29-2023, 01:56 PM przez Temper.)
Miewałem podrygi normalności i chcę do nich wrócić. Stres, strach przed matką, nieumiejętność podejmowania decyzji lub chaotyczne decyzje, brak umiejętności regularnego zarabiania pieniędzy i budowania jakiejś stabilnej kariery. A im dłużej się nie może wystartować z czymś, tym później trudniej. Tak jak z seksem - jak się nie zacznie w wieku nastoletnim lub we wczesnej dwudziestce, to potem to narasta w głowie tak bardzo, że nie widzi się w ogóle możliwości startu. Tak było u mnie z pracą. Przerwa od studiów i pracy w branży robiła się coraz większa, moja wiedza uciekała, stąd potężny stres przed rozmowami o pracę, które kończyły się fatalnie, jedynym wyjściem wydawały się prace fizyczne, potem prace fizyczne zagranicą, potem świadomość, że pracuję fizycznie tak długo, że nic innego już nie dam rady robić... itd. Trzeba się wyrwać z tego błędnego koła.
Do 33 roku życia wmawiałem sobie, że nigdy nie dam rady nauczyć się jeździć samochodem, bo to trzeba tyle rzeczy robić jednocześnie, myśleć o biegach, sprzęgle, kierunkach, prędkości, patrzeć na drogę, na pieszych... No przecież ja tego nie opanuję. W końcu kiedyś nagle mnie naszło, że zapisuję się na kurs. No i kurde zrobiłem kurs bez problemu, zdałem za pierwszym razem. Od tamtego czasu prawie nie jeździłem, więc ten stres znów powraca i będzie tym większy, im dłużej nie będę regularnie jeździł. Ale wiem, że to tylko sztuczka umysłu i trzeba ścisnąć pośladki, kupić auto, zacząć jeździć choćby i w nocy przy małym ruchu. Skoro wtedy dałem radę, to dam radę zawsze i mój własny mózg mnie nie oszuka.
Stres zwalczam siłą i mam nadzieję, że to będzie nadal procentować. Gdyby nie choroba i śmierć ojca 10 lat temu, z czym matka nie dawała sobie rady psychicznie, nie zawiesiłbym kariery w Warszawie, tylko dalej tam siedział i pewnie dziś byłbym w innym miejscu. No ale co zrobić, trzeba o tym zapomnieć i iść dalej.
Z Waszymi radami i moimi pomysłami powinienem sobie poradzić jeśli chodzi o znajomych, więc zostaje mi przede wszystkim walka o stabilny dopływ kasy. W autobusie do Polski siedziałem obok dziewczyny, która od razu sama zaczęła jakiś small talk związany z samą podróżą. Skończyło się na kilkugodzinnej fajnej rozmowie przez prawie całą moją drogę, bo dziewczyna miała ciekawe zainteresowania (fotografuje na LARP-ach, uczestniczy w rekonstrukcjach historycznych, robi cosplaye, maluje portrety). O większości tych rzeczy nic nie wiedziałem, więc mogłem sobie ćwiczyć zadawanie otwartych pytań.  Super sprawa. Panna pół Polski dalej, ale kontakt wymieniony pod pretekstem pokazania zdjęć z LARP-ów. Kilka rzeczy podczas rozmowy z nią zrobiłem nie tak, ale zauważyłem to pewnie tylko ja. W każdym razie pacjent przeżył. Najlepiej się szkolić na żywym organizmie, jak widać.
Muszę wrócić do pomysłu sprzed paru lat, którego nigdy nie zrealizowałem - podrukować sobie ładne wizytówki z prywatnymi danymi kontaktowymi i w przypadku jakiejś fajnej poznanej osoby, jeśli w inny sposób nie nastąpi wymiana kontaktów, na koniec dać taką wizytówkę. Piłeczka będzie po drugiej stronie, więc jeśli ten ktoś się odezwie, to tym bardziej będzie znaczyło, że jej na kontakcie zależy. Sytuacja win-win.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
05-02-2023, 03:42 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2023, 03:59 PM przez Temper.)
Byłem wczoraj w teatrze na całkiem fajnym spektaklu. Możliwe, że się wciągnę w ten typ rozrywki, a nie byłem już parę lat. Ludzi się raczej nie pozna przy takich okazjach, ale zawsze robi się coś innego, niż siedzi przed ekranem.
A wracając pociągiem zagadałem do studentki, z którą jechałem sam na sam w przedziale. Grunt to znaleźć jakiś sposób na zagadanie, który jest związany z samą podróżą ("też jedziesz tym pociągiem?"). Potem już jakoś leci. 50 minut rozmowy zleciało.
Zrezygnowałem z portali informacyjnych i ich clickbaitów i się tego trzymam. Zamiast tego przechodzę na prasę. Kupiłem sobie właśnie pakiet:
https://zapodaj.net/e97b76c322723.jpg.html
The Economist to najlepszy tygodnik na świecie. Centrowy w wydaniu brytyjskim, czyli po naszemu progresywny. The Guardian to gazeta codzienna razem z portalem. Jak się coś ważnego dzieje na świecie, to zaglądam właśnie tam, bo bardzo rzetelnie przedstawia fakty. The Guardian Weekly to ich tygodnik zawierający najlepsze teksty z minionego tygodnia.
ZNAK to miesięcznik społeczno-kulturalny. Gruby i z ciekawymi tekstami.
Artykułów więc jest cała masa. Economista nie da się nawet przeczytać w tydzień, szczególnie jeśli się nie jest biegłym w angielskim. Planuję sobie robić krótkie notatki z ciekawszych tekstów zarówno po polsku, jak i po angielsku, żeby ćwiczyć język. Będzie to też fajny zbiór ciekawostek, które można rzucić podczas rozmowy z kimś ("czytałem ostatnio, że...").
Prasę zagraniczną bez problemu można dostać w Empikach albo w salonach Relay na dworcach. Są też inne ciekawe, jak Time, Forbes, które będę kupował naprzemiennie.
Dotychczas czytałem te pisma jako pdfy, ale lepiej mieć na papierze. Ewentualnie można wydrukować i zbindować, ale nie mam drukarki.
Polskich czasopism też jest mnóstwo, co widziałem w Empiku, więc chyba mój pogląd, że prasa umarła jest jednak nieco przesadzony. Z polskich newsowych i i opiniotwórczych tygodników IMO najlepiej się czyta Politykę.
Uznałem, że jeśli coś ważnego się w Polsce lub na świecie wydarzy, to i tak się o tym dowiem od kogoś. Portale to głównie śmietnik, więc zamiast tracić na nie czas codziennie, lepiej jest spędzić kilka godzin w tygodniu z Economistem i Polityką. Łatwiej mi się skoncentrować nad papierem, niż nad obsypanym reklamami artykułem gdzieś na Onecie.
|