04-20-2023, 05:27 PM
Żeby mieć procent składany, musiałbyś wszystko, co zarobisz, inwestować i cały czas tym obracać. Czyli ryzykujesz, że pewnego pięknego dnia obudzisz się z czystym kontem.
 
 
|
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
|
|
04-20-2023, 05:27 PM
Żeby mieć procent składany, musiałbyś wszystko, co zarobisz, inwestować i cały czas tym obracać. Czyli ryzykujesz, że pewnego pięknego dnia obudzisz się z czystym kontem.
04-20-2023, 05:49 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-20-2023, 05:52 PM przez neko1witek.)
(04-20-2023, 05:27 PM)tomakin napisał(a): Żeby mieć procent składany, musiałbyś wszystko, co zarobisz, inwestować i cały czas tym obracać. Czyli ryzykujesz, że pewnego pięknego dnia obudzisz się z czystym kontem. Nie do końca :-) Gram cały czas tą samą sumą, czyli 100 dolarami. Inwestuje zawsze i tylko 1 procent sumy, którą mam. Jeżeli po miesiącu ugram 10% to mam 110 dolarów. Moje pozycje to 1.10 centów. Za miesiąc mam 121 dolarów, moje pozycje to 1.21 centa itd. Oczywiście wliczam w to wpadki itd. Chodzi o to, żeby w sumie ugrać te 10% miesięcznie. Ryzyko się nie zmienia, bo grasz ciągle 1% kapitału i jeżeli masz taką samą skuteczność to kapitał będzie przybywał. Jeżeli będę trafiał 5 pozycji na 10 pozycji, ale przy RRR 2:1 do mam już zysk. Ale ja staram się ustrzelić zawsze więcej. Dzisiaj mi wpadło 4.25 RRR. Czyli jutro na dzień dobry mogę uwalić 4 pozycję a i tak będę na plusie.
04-20-2023, 07:07 PM
> Gram cały czas tą samą sumą, czyli 100 dolarami. Inwestuje zawsze i tylko 1 procent sumy, którą mam.
No dobra, ale wtedy licz procent składany od sumy, którą grasz, a nie od sumy, którą masz. Jest tez ten problem, że tracąc DUŻO, odrabiasz to DŁUGO. Dojdziesz do powiedzmy gry portfelem 10 000, stracisz nagle 90% na jakimś nieprzewidzianym zdarzeniu, czy jak to w tym wątku teraz się mówi, czarnym łabędziu. Zostaje 1000. I teraz policz, ile razy byś musiał zrobić 10% miesięcznie, żeby odbić to jedno 90%. Nawet jakbyś co miesiąc robił 90%, to zajęłoby to prawie pół roku. Przy 10%... całe lata.
04-20-2023, 08:40 PM
(04-20-2023, 07:07 PM)tomakin napisał(a): > Gram cały czas tą samą sumą, czyli 100 dolarami. Inwestuje zawsze i tylko 1 procent sumy, którą mam. Czarne łabędzie mnie nie obchodzą, bo mam stały SL na 3 pipsy :-) Nie obchodzi mnie nic na rynku, ponieważ w ciągu sekundy jestem poza rynkiem. Nie ma opcji stracenia więcej niż 1%. Nigdy nie tracę więcej niż 1%, nie ma znaczenia, czy mam 1000 dolców, czy milion, bo jest to ciągle 1% mojego wkładu. Procent się zawsze liczy od kapitału, nie od sumy, którą grasz, od kapitału mam 10% od sumy którą gram jest to 1000%. Nie ma znaczenia dla mnie, że tracę pozycję, bo jeżeli mam celność choćby 50% przy dobrym MM jesteś zawsze do przodu. Nawet przy celności 20% gdy RRR masz 4:1 to wychodzisz na zero.
04-20-2023, 08:56 PM
(04-20-2023, 04:17 PM)neko1witek napisał(a): Jeżeli chcecie, to możemy kiedyś zorganizować spotkanie przez discorda i Wam wytłumaczę podstawy giełdy, grania i tego co trzeba mieć na uwadze. Co powinno się wiedzieć, co jest niepotrzebne itd. Mogę Wam zrobić krótką lekcję. Nie zdążę się już dziś odnieść do wszystkiego, co piszecie, więc napiszę tylko, że jestem za. Nowa wiedza się przyda. Poza tym daliście mi wszyscy znów trochę do myślenia i muszę to przetrawić przez noc.
04-20-2023, 08:59 PM
(04-20-2023, 05:57 PM)munieslaw napisał(a): Od bankructwa chroni bankroll management. Skalpowanie na dłuższą metę nie działa. Na spotkanie na discord/zoom czy gdzie tam chcecie chętnie się umówię, ale ostrzegam, że będę zadawał zaawansowane pytania. Do uczenia się na prawdziwej giełdzie jak najbardziej, trzeba poczuć tą gorycz porażki etc. Zaorski pamiętam kiedyś mówił, że żeby zarobić miliony na szortowaniu/longowaniu trzeba co najmniej raz zbankrutować. I wtedy będzie decydowała psychika czy palniesz sobie w łeb czy jakoś się odkujesz. On 3 x bankrutował, czarny łabędź za każdym razem. Żeby zarobić miliony musisz mieć "biały wywiad" czyli coś w stylu inside info. To co działało 200 lat temu działa dalej tak samo. Armia ludzi, która będzie badać firmę i w odpowiednim momencie szort/long. Można by się zastanowić nawet nad wystrzeleniem satelity na orbitę, żeby szpiegować, czy dana firma rzeczywiście postawiła budynek tam gdzie publicznie powiedziała, że postawiła. Czy statki z towarami płyną rzeczywiście z portów i na ile są wypełnione. Czasami zwykły telefon do pracownika firmy powie więcej niż te wszystkie analizy, wnioskowanie etc. No i zasadniczy problem, że nigdy nie masz wiedzy absolutnej. Na dłuższą metę wystarczy 51% przewagi i powinieneś wygrywać przy założeniu trzymania się bankroll management. Tzw. expected value. Coś jak poker, pójdziesz all in na preflopie z AA, a wygra z Tobą jakieś 27 bo akurat się przyfarci. Ale na dłuższą metę w końcu zaczniesz wygrywać. Sorry, ale nie masz pojęcia o czym mówisz. Chodzi mi o skalpowanie. Skalpowanie jest najlepsze dla większości traderów i wiele osób Ci to powie, o ile mówimy o tym samym pojęciu. Jeżeli masz odpowiednie MM to nie ma bankructwa. To co robi Zaorski to hazard, on ryzykuje. Ja tego nie robię. Tzn. nie szastam już kapitałem. Jak już pisałem stawiam 1% pozycji, której SL ma 3 pipsy z automatu. Nie obchodzi mnie co jest na rynku zupełnie. Żadne dane, nic, bo jak mnie wywiezie - to tylko na 1% a i tak potem rozegram co będę chciał. Jeżeli nie grasz długoterminowych pozycji, to rynek nie ma znaczenia, bo Ty łapiesz małe ruchy i masz w dupie wojnę, recesję itd. Oczywiście to mi pomaga, gdy wiem o sytuacji na rynku, ale mogę grać w ciemno. Głównie opieram się na SMC i OB, wiążę to razem. Znam swingi na interwałach od W do m15 i to mi określa prawdopodobieństwo ruchu. Potem wchodzę w miejscach gdzie cena zawraca albo na korekcie i zgarniam swoje. Czasem trafię dłuższy ruch, czasem jestem zarobiony w kilka minut. Gość, który uczył mnie tej techniki gra właśnie tak, że rysuje sobie OB na H1, H4 i D1 i tylko na to patrzy, ale gdy dochodzi to tego TF to schodzi nawet na minutówkę, aby doprecyzować wejście i łapie ruch 1:20... taki ma cel. Ale nie mówmy o tym tutaj, możemy się ustawić kiedyś na discorda i pogadać, szkoda tutaj paplać o czymś co i tak większość nie interesuje. Ja jestem nowicjuszem. Jestem na rynku dopiero 15 miesięcy. Nie uważam się za zaawansowanego, ale gram na rynku z coraz większym sukcesem. Technicznie znam rynek na może 30%, nie chce mi się uczyć harmoników, fal elliotta itd, bo wiem, że w większości to bzdura. To samo z ichimoku i innymi rzeczami. Używam ich z ciekawości, ale ogólnie kieruję się tylko SMC i OB, ale tak ogólnie to mam swój styl. Każdy człowiek jest inny i każdy ma swój styl. Identycznie jak z szachami. Jedni grają minutówki, inni 5 minutówki, inni bez ograniczeń czasowych itd. Jedni wolą London system, inni Dutch, inni obronę sycylijską itd. Każdy ma swój charakter i swój styl. Ten gościu co mi ostatnio pomagał na rynku przekazał mi wiele cennych informacji, które zmieniły mój styl myślenia o rynku. Ale tak jak mówiłem, każdy ma swoje zdanie i będzie go bronił. Ja widziałem jak gra na żywym rynku i żaden teoretyk nie zmieni mojego zdania. To nie ilość książek i wiedza czyni Cię dobrym na rynku, tylko praktyka. Choć oczywiście znam debili, którzy są na rynku po kilkanaście lat i dalej nie mają pojęcia co robią. Bo rynek jak i szachy nie są dla każdego. (04-20-2023, 11:37 AM)munieslaw napisał(a): wystawiałem za 10% taniej niż cena rynkowa i sprzedawałem za gotówkę/przelew. W miesiąc zeszły wszystkie jak świeże bułeczki. Zarobiłem na tym nominalnie 40k w miesiąc. Z kartami to był świetny pomysł. Trochę ryzykowny, ale jak wszystko w biznesie. Masz zmysł do zauważania takich okazji, nie wiem, czy to się da wyćwiczyć, czy przechodzi w genach. W każdym razie szanuję za odpowiedni mindset. W okresie 2005-09 sam bardzo dużo sprzedawałem używanego sprzętu komputerowego na Allegro i wyciągałem na tym niezłe sumy. Miałem znajomego w Szwecji, który ściągał tam poleasingowy sprzęt, rozbierał na części, a potem przesyłał hurtowo do mnie. Ja testowałem, robiłem zdjęcia, aukcje i wysyłkę. Bywało, że brali ode mnie hurtownicy np. 1000 sztuk kości RAM. Mając 1 zł zysku na sztuce wychodziło 1000 zł dziennie tylko za odebranie paczki że Szwecji i przepakowanie. A to też były czasy dzikiego zachodu na Allegro, niszczenia przez konkurencję przez wykupywanie wszystkich przedmiotów z kradzionych kont i wystawiania od razu negatywów. Skarbówka wtedy na Allegro nie zaglądała, więc pod tym względem było lepiej. Tylko cały pomysł na ten biznes nie wyszedł ode mnie. To znajomy szukał kogoś zaufanego, kto mu w Polsce pomoże. Więc tutaj faktycznie można powiedzieć, że to znajomości się przydały i okazja do zarabiania sama się znalazła. Ja był sam nic nie zrobił. Temat się urwał, gdy kumpel naćpał się na promie do Polski, wyskoczył przez burtę i zginął. Zgadzam się z Tobą, że zawsze warto kupować na raty rozłożone maksymalnie w czasie. Wszystkie kredyty ratalne oprocentowane poniżej pooziku inflacji się opłacają, a raty 0 to już w ogóle. Płacisz pieniędzmi z przyszłości za dzisiejszy towar. Pieniędzmi, które będą mniej warte przez inflację. Nie rozumiem ludzi, którzy boją się mieć jakikolwiek kredyt. Tu chyba chodzi o samą świadomość posiadania jakiegoś długu. Tłumaczenie, że kredyt 0 wcale nie jest 0, bo bank swoją kasę już doliczył do ceny produktu też do mnie nie trafia, bo cena za gotówkę niczym się nie różni. Banki zarabiają na tych, którzy nie opłacają w terminie, bo wtedy im są wysokie odsetki. Każdy bank umożliwia teraz ustawienie automatycznego przelewu raz w miesiącu, więc nie rozumiem też argumentu zapominania o zapłacie. Z instrumentów finansowych trzeba umieć korzystać. Jeśli ktoś nie ma nasrane w BIK, to dostanie kredytu na kilkaset czy kilka tysięcy złotych nie powinno być problemem, bo to automat zwykle przyznaje. Wykończeniówka to dobra kasa, już kiedyś o tym rozmawialiśmy. Jest to dla mnie jakaś opcja z energetyką i elektryką. Musiałbym przez rok się znów nauczyć i przede wszystkim poćwiczyć praktykę, odnowić podstawowe uprawnienia. Kiedyś w kwestii teorii byłem naprawdę obcykany, bo mi te studia szły dość dobrze. Później pracowałem 2 lata w zawodzie w Warszawie, ale w biurze i bardziej się zajmowałem sprzedażą, szkoleniem zespolu handlowców i dokumentami prawnymi, przez co praktyka ucierpiała. A teraz mija 14 lat od skończenia studiów, więc nic nie pamiętam, bo za długo walalem się od jednej fizycznej pracy do drugiej z wielomiesięcznymi przerwami. IT jest o tyle lepsze, że siedzisz spokojnie na dupie, masz zwykle stałe godziny pracy, nie jeździsz wiecznie po klientach i nie robisz w kurzu na jakichś budowach. (04-20-2023, 02:35 PM)tomakin napisał(a): Znajomi są najważniejsi, w każdej niemal dziedzinie. Why not both? Może znajdźmy złoty środek, bo kurde ja się zgadzam i nie zgadzam jednocześnie z każdym z Was. Poświęcajmy czas na ciśnięcie z kasą i nauką w ciągu dnia, a wie zorem wyjdźmy gdzieś ze znajomymi jeśli ich mamy, zaprośmy do siebie na jakieś durne planszówki czy karty, zadzwońmy do kogoś. Kiedys miałem taki okres, że chodziłem na kręgle. Samemu. Wykupywalem grę dla 6 osób i za wszystkich kulałem sam. Lekkie znieczulenie alkoholem, żeby nie czuć się zbyt mocno zestresowanym. Zdarzało się, że jakaś grupa bawiącą się na torze obok sama mnie zagadywała, dlaczego jestem sam. Odpowiadałem, że byłem umówiony, ale moja grupa nie dojechała przez awarię samochodu, a że tor wykupiony, to nie chciałem marnować. I kończyło się to tym, że nagle miałem już partnerów do wspólnego kulania. Tak samo było z bilardem. Rezerwowałem stół i sam grałem za obu. W ciągu tych dwóch czy trzech godzin grania tuż obok innych ludzi czasem wywiązywała się jakaś rozmowa. Mówienie, że zostałem wystawiony zawsze działało, bo to wytwarza u innych jakąś sympatię. Minusem takiego postępowania jest to, że dołączając do innej grupy jest się piątyn kołem u wozu. To trochę krępujące, bo ci ludzie się znają, mają jakiś swój wewnętrzny język, wspólne sprawy i wspomnienia. Tu już też dużo zależy od tej właśnie grupy, bo to ich postawa do mnie determinuje cały przebieg tej integracji. To ja tu jestem obcy. Drugi minus jest taki, że takie wyjścia kosztują. Jak brałem kręgle dla 6 osób, to wychodziła prawie stówka na jedną grę. Muszę to wyłożyć samemu. Mniejsza ilość zawodników się nie opłaca, bo się za szybko kończy. Można też za darmo się spotykać. Na planszówki chociażby (na fejsie się zbierają) ale tu też dochodzi problem bycia obcym w grupie znajomych. Jeśli oni będą gadać ze sobą, to trudno jest się wcisnąć. No i trzeba mieć też jakieś "insiders view", czyli znać zasady gier. Od czasu Eurobiznesu nie grałem w żadne, a nikt nie straci połowy wie zoeu na tłumaczenie zasad noobowi. Trzeba wykonać pewną pracę odpowiednio wcześniej. Widziałem na fejsie grupy, na których regularnie organizowane są spacery po Warszawie z osobami, które robią za przewodników. Za darmo, ewentualnie co łaska. Fajny temat. Nie wiem, czy w innych miastach takie są. W Poznaniu nie widziałem. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem byłoby faktycznie grindowanie po kilka godzin dziennie wiedzy pod nowy zawód, do tego angielski i siłownia, a wieczorami rozwijanie skilli społecznych i budowanie networkingu. Brzmi super, tylko nie ma tu miejsca na pracę. A musiałbym chociaż na zerówki wychodzić, bo inaczej kasa mi stopnieje zbyt szybko. Tym bardziej, jeśli przy okazji coś bym zaczął inwestować, ale bez powodzenia. Nawaphon mówi, że jest introwertykiem. I to jest chyba dominujący tym osobowości na świecie (pamiętam z jakiegoś szkolenia z pracy dekadę temu). Ja, paradoksalnie, określiłbym się jako umiarkowany ekstrawertyk, tylko bardzo przestraszony tym, że się ośmieszy, poniży, albo zawiedzie własną matkę. Bo w gronie ludzi, którzy mnie lubią i szanują, zaczynam czuć się bardzo dobrze i nawet towarzysko brylować. I to na trzeźwo. Zauważyłem to już wiele razy w przeszłości. (04-20-2023, 04:25 PM)tomakin napisał(a): W ogóle to takie gadanie na forum strasznie potem wypacza umiejętności społeczne, w końcu tutaj głównie wymieniamy się radami, a dawanie rad to jeden z najpoważniejszych błędów, jeśli ktoś o te rady nie prosił. Trzeba wciąż o tym myśleć w rozmowie twarzą w twarz. To jest jedną z podstawowych zasad książki "Sukces w relacjach międzyludzkich". Wciąż gryzę się w język, jak mam coś komuś doradzić, albo nawet skomentować, szczególnie negatywnie, albo plotkować o kimś. To trudne, bo potrzeba wywyższenia się jest silna, ale jeśli się już to zauważa, to można pracować. Munieslaw i Neko, widzę, że oboje wiecie, o czym mówicie. :-) Dla mnie jeszcze większość zwrotów specjalistycznych jest niezrozumiała. Grunt, że zarabiacie.
No i Neko, Twój trailer wygląda fajnie. Jak masz pomysł, co robić na YT bez dużego kosztu własnego i bez nadmiernie napompowanych ambicji co do tego ile zdobędziesz subów i kasy z reklam, to próbuj.
Ja raz w życiu kilka lat temu zostałem przez zupełny przypadek wciągnięty do "świata sławy", gdy ktoś pomylił mnie z autorem pewnego kanału na YT, który chciał zostać całkowicie anonimowy. Wieść się rozniosła, a ja z ciekawości ani nie zaprzeczyłem, ani nie potwierdziłem i za zgodą prawdziwiego autora kanału prowadziłem dwuznaczną grę z widziami podsuwając im zagadki do rozwiązania na stronie, którą wtedy szybko stworzyłem. Ilość wiadomości z uwielbieniem była mega przyjemnym doświadczeniem, ale też bardzo przytłaczającym. No i też sporo hejtu i stalkingu. Mogłem przez jakiś czas poczuć to, co czują znane osoby. I na dłużej bym tak nie chciał.
04-21-2023, 09:53 AM
"Ja, paradoksalnie, określiłbym się jako umiarkowany ekstrawertyk, tylko bardzo przestraszony tym, że się ośmieszy, poniży, albo zawiedzie własną matkę. Bo w gronie ludzi, którzy mnie lubią i szanują, zaczynam czuć się bardzo dobrze i nawet towarzysko brylować. I to na trzeźwo. Zauważyłem to już wiele razy w przeszłości."
No tak, w takim razie słuchaj Tomakina - zresztą w ogóle lepiej jego słuchaj .
04-21-2023, 10:08 AM
Nie umniejszaj sobie. :-)
|
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|