Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
03-16-2023, 02:30 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-16-2023, 02:32 PM przez tomakin.)
Bierze się to, na co człowieka stać w danej chwili, zawsze można potem sprzedać, albo nawet oddać na złom. Pojeździsz, pouczysz się, może nawet gdzieś rozbijesz, moim pierwszym miałem sporo sytuacji "granicznych", w rowie leżałem nawet jak sprawdzałem, kiedy traci się przyczepność i wpada w poślizg  Tylko trzeba mieć z tyłu głowy, że tanie samochody nie są jakoś szczególnie bezpieczne i jak robić takie eksperymenty, to powoli i na pustej drodze.
Sprawność... to ma się toczyć z punkty A do punktu B, najlepiej bez ryzyka, że skończysz w punkcie C z rachunkiem za holowanie, no ale to opcjonalne jest, kumpel bierze tylko full nówki w leasingu i już parę razy mu się samochód rozkraczył, ja od kilkunastu lat jeżdżę staruszkami i ani razu nie miałem takiej sytuacji.
Kwestia tylko tego, czy samochód jest Ci tak naprawdę potrzebny, czy nie skończy się tak, że matkę będziesz woził za swoje paliwo. U mnie, z uwagi na agorafobię, to niemal konieczność była.
Pamiętaj, że 30k wydane na samochód to 30k mniej na ewentualne mieszkanie czy na poduszkę finansową w razie nieprzewidywalnych sytuacji.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
03-16-2023, 02:49 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-16-2023, 02:50 PM przez tomakin.)
Tak w sumie zauważyłem, że wyznaczasz sobie ciągle jakieś odjechane cele. Samochód za sumę, na którą nie stać dobrze zarabiających, samemu mając dochody sporo poniżej najniższej, pracę w IT, gdzie pewnie nie masz o tym pojęcia, a póki co nie masz żadnej pracy, jakąś od razu wyprowadzkę do innego miasta, jakieś płatne kursy programowania, studia.
MAŁE KROKI. Powoli, ale TRWALE. Na upartego można od roweru czy skutera zacząć, ale to też trochę bez sensu, bo za cenę takiego sprzętu można już jeżdżący samochód kupić. Podobnie z pracą, można nawet na ćwierć etatu coś wziąć, żeby tylko zmusić się do regularności, oczywiście wyjazd za granicę to zawsze lepsza opcja finansowo, tylko no wiadomo, co to robi z psychiką. Nawet darmowe kursy języków obcych, podobnie kursy programowania, to wszystko jest za darmo w necie.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
03-16-2023, 04:01 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-16-2023, 04:18 PM przez Temper.)
Samochód nie jest mi w zasadzie potrzebny, nie miałem akurat problemu z agorafobią, jak Ty, dlatego nawet się nie rozglądam, ani nie orientuję kompletnie w temacie samochodów. Rzecz w tym, że im dłużej nie jeżdżę, tym trudniej będzie później zacząć. Jak jeździsz od wielu lat, to jest to dla Ciebie łatwe. Ja prawko zrobiłem dopiero 4 lata temu. Zawsze mi się wydawało, że nie dam sobie rady, ale poszło gładko i zdałem za pierwszym razem. Od tamtego czasu nie jeździłem, jedynie dwa razy wypożyczałem na weekend auto w carsharingu miesiąc po egzaminie. Prędzej czy później muszę mieć coś swojego, żeby po prostu się wprawić. Inaczej się nie da.
Rozumiem, że duże kroki są ciężkie i można się wywrócić. Ale trzeba to wypośrodkować i nie być zbyt powolnym, bo życie ucieka i po prostu można zostać tak bardzo z tyłu, że się już nie nadrobi. Nie wydaje mi się, żeby po czterdziestce ot tak łatwo można było się nauczyć nowego zawodu, czy opanować perfekcyjnie język. Pewnie można, ale jest to trudniejsze. Więc gdzieś tam z tyłu głowy mam przeczucie, że trzeba przyspieszyć, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku.
Mam 50 minut pociągiem do Poznania, mogę tam poszukać pracy i przez jakiś czas nawet dojeżdżać codziennie mieszkając u matki. Już kiedyś przez prawie rok tak pracowałem w magazynie Amazona, aż zaczęli zwalniać nadmiarową załogę. Nie była to praca marzeń, ale była. Brałem zresztą wszystkie możliwe nadgodziny. Tuż po studiach, jakieś 13 lat temu, gdy jeszcze żył mój ojciec i matka aż tak mnie nie osaczała, znalazłem pracę biurową w swojej branży, wyprowadziłem się do Warszawy, wynajmowałem pokój i wszystko szło dobrze, miałem jakiś plan kariery na dalsze lata. Półtora roku później ojciec ciężko zachorował, matka błagała mnie, żebym wrócił i pomógł w opiece. Rzuciłem wszystko, wróciłem, ojciec wkrótce zmarł i mam wrażenie, że od tego czasu zaczęła się moja stagnacja, a nawet regres. Po prostu zmarnowany czas. Do dziś żałuję, że odszedłem z tej firmy, bo ładnie się rozwinęła, a gość, którego przyuczałem na moje stanowisko, teraz jest jednym z wicedyrektorów z pensją taką, że mi gul skacze (ktoś zapomniał zmienić hasła dostępowe po moim odejściu i nadal mam dostęp do wszystkiego, w tym do danych finansowych).
Najtrudniej jest podjąć jakąś decyzję, wystartować, ale jak już ją podejmę, to z regularnością dużego problemu nie mam. Stres wynikający z fobii społecznej i mojej sytuacji oraz problemy z zapamiętywaniem utrudniają mi rozwinięcie się w pracy, ale to jeszcze jest do przeskoczenia. Wyjeżdżałem zagranicę najpierw żeby spłacić długi za leczenie ojca, potem żeby zbudować poduszkę finansową i odkładać na mieszkanie. Od kilku lat jeżdżę na parę miesięcy w roku do niemieckiej firmy Mahlmann Gemusebau, która produkuje warzywa. Tam przyjeżdżają setki ludzi z Polski i Rumunii. Pracuje sie po minimum 12 godzin dziennie na polach lub halach przez 7 dni w tygodniu. Obóz pracy. Rekordowo pracowałem tam 5 miesięcy bez ani jednego dnia przerwy. Mam już tam jakieś układy, więc do najcięższych prac nie trafiam, ale i tak nienawidzę tego miejsca, nienawidzę tych wszystkich ludzi i przeklinam w głowie, jak muszę tam wstać do pracy kolejnego dnia. Psychicznie to wykańcza, ale pozwala przywieźć sporą poduszkę finansową. Teraz tam jeszcze w tym roku nie przyjmują, dlatego znalazłem podobną firmę w Szwajcarii i chcę spróbować jeszcze nadbudować poduszkę.
Chodzi mi o to, że jak jestem do czegoś zmuszony, to widzę, że potrafię zdobyć się na odwagę, regularność i nawet zjednywanie sobie ludzi. To powroty do domu zawsze sprawiają, że się mentalnie i fizycznie rozleniwiam.
Skończyłem studia związane z energetyką, było trudno, ale dałem radę. Wtedy też programowałem bardzo dobrze, ogólnie w tematach IT dobrze się odnajdywałem. Wszystko się zaprzepaściło i teraz myślę, żeby do tego wrócić, póki mam czas. Dlatego uważam, że zbyt małe kroki mogą być niewystarczające. Ani za duże, ani za małe. Choć może faktycznie niektóre z rzeczy, które tu wymieniłem, to nieco za dużo na raz. Skoro kiedyś byłem zdolny robić różne rzeczy, to teraz muszę to w sobie ponownie obudzić. Do tego muszę pokonać przede wszystkim strach przed reakcją matki, uzależnienie od tej wygody, którą mam w domu, fobię społeczną i poprawić decyzyjność.
Liczba postów: 556
Liczba wątków: 2
Dołączył: Sep 2020
Reputacja:
11
Jaka tam skrajna nieporadność życiowa? Tak czytam, i po mojemu - zuch! Tylko może wygórowane wymagania odnośnie do siebie i nie wszystko się potoczyło tak dobrze jak mogło, ale też nic jeszcze straconego. 40-tka to nowa 20-tka. Mnóstwo osób teraz mieszka z rodzicami i nie ma własnego mieszkania.
Myślę, że jestem w gorszej sytuacji od Ciebie jeśli chodzi o karierę czy tam rozwój życiowy, tak jak się to ogólnie pojmuje w społeczeństwie, tylko że mnie to urządza, więc nie ma stresu i może stąd też u mnie nie ma większych problemów zdrowotnych?
Evander Holyfield mówił, co jemu zawsze powtarzała matka "Pamiętaj, że na świecie jest mnóstwo ludzi - którzy mają mniej niż Ty, ale są przy tym szczęśliwsi".
Chciałbym zobaczyć minę rekrutera, jak przed nim zwymiotowałeś  . Kto to sprzątał później? Przepraszam, musiałem spytać.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Akurat angielski to obecnie coś, jak 30 lat temu umiejętność podpisania się 3 krzyżykami, po prostu musisz to umieć. I nie jest to coś, co wymaga jakiegoś kosmicznego nakładu pracy, pamiętam swego czasu dałem radę opanować ponad 100 słówek dziennie i to przez dłuższy czas. Przy 15 000 słówek znasz już w zasadzie całe potrzebne słownictwo, a już przy 3000 jesteś w stanie rozumieć 80% prostych tekstów, dosłownie możesz czytać prostsze książki.
"Naucz się języka" to nie jest coś, na co zmarnujesz czas, bo to jest opanowanie bardzo ważnej umiejętności, czy dla późniejszej pracy, czy dla wykorzystania innych źródeł na przykład nauki, 90% materiałów do powiedzmy nauki programowania masz po angielsku, podobnie kursy na inne języki, czy w ogóle filmy, muzyka, rozrywka... no wszytko.
I co najważniejsze, to rzecz, którą możesz robić "już teraz", a nie jak te plany, które snujesz "kiedyś kupię samochód za 30k". Jednym klikiem robisz konto na memrise czy duolingo i lecisz z tematem, obie apki są darmowe, tylko na memrise trzeba przez www wybierać kursy które są tworzone przez użytkowników, a nie przez platformę, jeśli chcesz za darmo. Anki to coś jak memrise, ale nigdy tego do końca nie opanowałem.
Naucz się paru tysięcy podstawowych słówek, potem kup sobie Murphy'ego "English grammar in use" (po angielsku, ale banalnie prosty, jednak te parę tysięcy słówek trzeba znać), równolegle z podręcznikiem ucz się kolejnych kilku tysięcy i w zasadzie pisemny angielski będziesz miał opanowany. Słuch trenujesz na audiobooka w czasie wolnym, z mową najtrudniej, bo tu najlepiej mieć nauczyciela, no ale tym będziesz się martwił potem.
No i masz plan, który możesz wdrożyć już, teraz w życie i codziennie to robić.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
O Nawa razem napisaliśmy, no też tak czytam jego wywody, czytam i myślę, że przy wyjeździe za granicę do pracy miał pewnie znacznie większy stres, niż ja przy agorafobii. I dał radę, a ja nie dawałem.
No w wielu aspektach życia Temper na pewno jesteś całkiem dobrze wyrobiony, przypuszczam, że najgorsze co masz to umiejętność rozmowy, grono znajomych i takie tam rzeczy, niezbędne do prowadzenia po prostu życia towarzyskiego.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
A, jeszcze jedna rzecz, dla kontrastu przykład kumpla
Alkoholik, uzależniony od metamfetaminy, kilka wyroków (kurcze, tak teraz czytam, fajnych mam znajomych... no cóż, jak razem dzieciństwo spędzaliśmy to taki nie był), oczywiście domu nie ma, ale....
...zawsze ma jakąś dziewczynę, czasem nawet kilka naraz. Zawsze ma wokół siebie jakąś grupę kumpli, którym w jakimś stopniu może ufać.
I można się teraz zacząć zastanawiać, który jest w lepszej sytuacji życiowej.
A jak już będziemy się nad tym zastanawiać, to można też zadać sobie pytanie, czy akurat próba zmiany statusu materialnego to to, co u Ciebie Temper jest priorytetem.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
(03-16-2023, 04:30 PM)Nawaphon napisał(a): Chciałbym zobaczyć minę rekrutera, jak przed nim zwymiotowałeś . Kto to sprzątał później? Przepraszam, musiałem spytać.
Mówiąc dokładnie, to rekruter widział, że coś ze mną jest nie tak, więc mu tylko rzuciłem, że muszę do kibla. Wybiegłem i wyrzygałem się w kiblu. Na szczęście nie na rekrutera, bo bym chyba umarł z zażenowania.  Zleciało się kilka osób, zapytali, czy zadzwonić po pogotowie. Odmówiłem, powiedziałem, że po prostu źle się poczułem, rekruter powiedział, że spoko i zadzwoni umówić się na inny termin. Nie zadzwonił.  Po zemdleniu też chcieli dzwonić na pogotowie, ale też szybko doszedłem do siebie i uciekłem. Sam się takich reakcji w życiu bym nie spodziewał, no ale to 10 lat temu było i stres mnie rozwalił. Kto wie, może do dziś wspominają te historie.
(03-16-2023, 04:31 PM)tomakin napisał(a): Jednym klikiem robisz konto na memrise czy duolingo i lecisz z tematem, obie apki są darmowe, tylko na memrise trzeba przez www wybierać kursy które są tworzone przez użytkowników, a nie przez platformę, jeśli chcesz za darmo.
Przekonałeś mnie. Ściągam apki. Duolingo znam, o Memrise słyszałem tylko. Zobaczę, jak to tam wygląda. Mój bierny angielski jest na poziomie takim, że rozumiem 80% z filmów na YT, czasem tylko włączam napisy. Firmy fabularne też rozumiem. Artykuły i książki przeczytam ze zrozumieniem, ale to już wymaga więcej wysiłku. Zdawałem maturę z angielskiego, tuż po liceum zrobiłem certyfikat FCE, na studiach radziłem sobie dobrze z językiem. Od tamtego czasu nie odezwałem się po angielsku praktycznie do nikogo, ani nic nie pisałem, więc się uwsteczniłem i jak mam coś powiedzieć, to jest pustka. Skoro wtedy znałem język na poziomie B, to powinienem dać sobie radę wejść znów na ten poziom.
(03-16-2023, 04:46 PM)tomakin napisał(a): czy akurat próba zmiany statusu materialnego to to, co u Ciebie Temper jest priorytetem.
No znajomych faktycznie masz ciekawych. Jeden alkoholik, jeden z mięśniem mózgu.  Jeśli gość się czuje dobrze sam ze sobą, to jest w lepszej sytuacji, niż ja. Widzę czasem, szczególnie zagranicą, że ludzie mniej inteligentni, często nieco patologiczny, są jednak szczęśliwsi, bo nie analizują miliona sytuacji w głowie, nie wydaje im się, że powinni osiągnąć nie wiadomo ile w życiu. Praca, po pracy piwko, meczyk z kolegami, gdzieś tam jakaś Karynka za żonę i gówniak. No i leci, wszystko git. I nie ma tego żalu do samego siebie, że się miało kiedyś potencjał i szanse, ale się zaprzepaściło.
Ja chciałbym mieć stabilną sytuację finansową bez zamartwiania się, że teraz pracuję i zarabiam nieźle, ale jak wrócę do Polski, to co potem? Praca za 3k w magazynie? A tak to faktycznie życie towarzyskie jest na pierwszym miejscu.
No i wreszcie nauczyłem się cytować.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Właśnie z lasu wróciłem, kilka rzeczy mi się po głowie tłukło.
Po pierwsze, trzeba odróżnić dwie rzeczy. To, co masz poprawić w głowie i to, co masz poprawić w życiu. Jak dla mnie w głowie masz przede wszystkim wyrobione sprzężenie zwrotne "samodzielne działanie - matka krytykuje - niezadowolenie", to trzeba odwrócić, wywołując sprzężenia "samodzielne działanie - widać efekty - zadowolenie". Właśnie dlatego piszę o tych małych krokach, jakiejś nauce języka, spacerach etc. To nie ma nauczyć Cię języka żeby na tym zarabiać, czy zrobić zawodowego spacermistrza, tyko naprawić w głowie te połączenia i wytworzyć nowe. Nauczyć Cię robić dla siebie i od siebie.
I to ma być narzędzie do zmiany tego, co jest do naprawienia w życiu. A do naprawienia są rzeczy związane z "social skills", umiejętność rozmowy, siatka znajomych. Pisałeś o dziewczynie, jest taka zasada, że szansa znalezienia sobie partnerki to umiejętności podrywu pomnożone przez ilość nowych kobiet, z którymi rozmawia się każdego miesiąca. Nie wiem, ile u Ciebie wynosi ta liczba, ale coś mi mówi, że mocno poniżej 1. Można ją dociągnąć nawet do 100, co przy (powiedzmy) dotychczasowym 0,1 zwiększy szansę TYSIĄCKROTNIE. Nie ma opcji, żebyś stał się tysiąc razy bardziej atrakcyjny, ale bez problemu możesz mieć tysiąc razy więcej szans. Ze wzrostem 195 będzie z górki.
Jeszcze raz - uczysz się samodzielności w drobnych rzeczach, żeby tę umiejętność wykorzystać do zmiany innych rzeczy. Rób te drobne zmiany, jakiś język, spacery, hobby, odważniki kup i ćwicz mięśnie, siłownia byłaby oczywiście lepsza, ale głównie chodzi o to, żebyś nauczył się SAM DLA SIEBIE coś robić.
Druga sprawa, historia Joadii, tej z wątku "rumień". Od chyba roku nie ma poprawy, głowię się, myślę co nie tak robimy, w końcu gdzieś tam pojawiło się straszne podejrzenie i poprosiłem, żeby wypisała dokładnie wszystko, co zrobiła z tych moich rad, z dawkami i tak dalej. Okazało się, że NIC nie zrobiła. I pewnie sama nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki nie napisała w jednym poście wszystkich swoich decyzji i nie zobaczyła, że nic tam nie ma.
Czasem pierwszy rzut oka pokazuje, co jest nie tak, ale to musi być rzut oka kogoś z zewnątrz. Bardzo, ale to bardzo dziwne jest, że kogoś z takim wzrostem jakaś laska nie próbowała wyrwać tak o. Może masz jakiś mocno odrzucający sposób budowania zdań, albo cechy zachowania, cholera wie, widzimy tylko to, co prezentujesz w swojej wizji siebie w postach na forum.
Trzecia rzecz, fajnie gdy samemu się wie, gdzie jest problem, gorzej, gdy obwinia się całe otoczenie. Ja dopiero naście lat temu zdałem sobie sprawę, że moje zachowanie jest nie teges i trzeba nad tym pracować. Ideałem nie jestem i nie będę, ale jest o wiele lepiej, niż było. Bo dostrzegłem, że problemem jestem ja sam.
Miałem takiego znajomego na fejsie, gość z Kanady, kraju cucków, ale on to przeszedł samego siebie. Pamiętam robił statusy o tym, że kobiety wolą bardziej umięśnionych, bo pewnie widzą że stać ich na sterydy. Sam był biegaczem długodystansowym, więc chudy jak pół patyczaka, ale zamiast wziąć na klatę "moje hobby sprawia, że jestem mniej atrakcyjny", jechał z pasywną agresją wobec kobiet, że przecież nie powinny lubić facetów, którzy wyglądają inaczej niż on, oraz mężczyzn, że jak oni w ogóle ośmielają się wyglądać inaczej jak on, pewnie sterydy biorą.
W kolejnym statusie żalił się, że na sylwestra jego żona zapoznała go ze swoim kochankiem. Jakiś czas potem zablokował mnie, bo "niewłaściwie" skomentowałem jeden z jego feministycznych wysrywów. Coś mi mówi, że koleś do tej pory nie połączył kropek. Że problem był w nim, w jego wyglądzie który sobie wybrał, a nie w tym, że kobietom się ten wygląd nie podoba. Że dla znakomitej większości kobiet feminista to nie tyle osoba aseksualna, co wręcz wzbudzająca obrzydzenie.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
A, zapomniałem, ten gość z ostatniego przykładu, ten z Kanady to na pozór przykład totalnego wygrywa, super hiper inteligencja, wygadanie, znajomości, status materialny, no w ogóle 10/10. I wystarczyła jedna mała rzecz, wbicie sobie do głowy, że to reszta świata jest problemem, żeby spieprzyć sobie życie po całości.
|