Brałem przez 5 lat SSRI, od 2 lat nie biorę, ale zaczynam myśleć o tym by do leków od psychiatry wrócić, gdyż odstawienie leków nic mi nie dało, specjalnej różnicy czy z lekami czy bez nie odczuwam, ale nie pamiętam dokładnie jak to z lekami już było. Pisałeś o niebezpieczeństwie brania SSRI, a czy twoim zdaniem inne tego typu leki są bezpieczniejsze np. SNRI, neuroleptyki i inne?
Cierpię na nerwicę lękową (ciągłe upewnianie się czy żyję), fobię społeczną, nerwicę natręctw, zaburzenia depresyjne, kompletne przygnębienie, brak energi, samotność, w dodatku coś w rodzaju zespołu Aspergera, ale nigdy nie zdiagnozowano mnie - jednym słowem, nie umiem całkowicie rozmawiać z ludźmi, kiedyś lepiej mi szło, ale też marnie, ostatni rok to kompletne dno w tym temacie, o znalezieniu partnerki mogę tylko pomarzyć i liczyć w nocy na jawny sen trzymania chociaż za rękę. Ostatnio nie wychodzę z domu, bo kolegów kompletnie brak i brak motywacji bo i tak nic to nie zmieniało jak wychodziłem często i tak, a tylko gorsza frustracja odrzucenia. Brałem większość tych twoich sposobów, terapię na nerwicę, kilkumiesięczna terapia omegami urydyną i choliną. Po omegach jakiś efekt był, ale bez rewelacji, możliwe, że zadziałało jak placebo. No i nadchodzi czas kończenia studiów i do pracy, ale jak ja mam niby w tej pracy efektywnie działać jak jestem prawie kompletnie wbity w ziemię? Skusić się na jakiś nowy lek od psychiatry?
Cierpię na nerwicę lękową (ciągłe upewnianie się czy żyję), fobię społeczną, nerwicę natręctw, zaburzenia depresyjne, kompletne przygnębienie, brak energi, samotność, w dodatku coś w rodzaju zespołu Aspergera, ale nigdy nie zdiagnozowano mnie - jednym słowem, nie umiem całkowicie rozmawiać z ludźmi, kiedyś lepiej mi szło, ale też marnie, ostatni rok to kompletne dno w tym temacie, o znalezieniu partnerki mogę tylko pomarzyć i liczyć w nocy na jawny sen trzymania chociaż za rękę. Ostatnio nie wychodzę z domu, bo kolegów kompletnie brak i brak motywacji bo i tak nic to nie zmieniało jak wychodziłem często i tak, a tylko gorsza frustracja odrzucenia. Brałem większość tych twoich sposobów, terapię na nerwicę, kilkumiesięczna terapia omegami urydyną i choliną. Po omegach jakiś efekt był, ale bez rewelacji, możliwe, że zadziałało jak placebo. No i nadchodzi czas kończenia studiów i do pracy, ale jak ja mam niby w tej pracy efektywnie działać jak jestem prawie kompletnie wbity w ziemię? Skusić się na jakiś nowy lek od psychiatry?




