03-14-2024, 11:25 PM
Agorafobia to 2 rzeczy
1. wszelkiego rodzaju zaburzenia chemii organizmu - niedobory pokarmowe, choroby tarczycy, zatrucia, zaburzenia dopływu krwi do mózgu etc
2. wyuczona reakcja strachu na bodziec podróży, gdy nie ma się kontroli nad tym, czy można tą podróż przerwać, dosłownie jest to strach przed tym, że dostanie się ataku paniki
Z pierwszym punktem nie zrobisz nic nowego, ogólnie, jeśli nie masz ataków lękowych poza chwilą, gdy podróżujesz, to raczej nie masz zaburzonej chemii mózgu.
No i to najważniejsze pytanie, czy masz stany lękowe w innych sytuacjach niż podróżowanie?
Drugi punkt z kolei jest bardzo prosty, ale niestety wymaga czasu i pieniędzy. Trzeba podróżować CODZIENNIE, ewentualnie co drugi dzień. Po jakimś czasie organizm przyzwyczai się do bodźca i przestanie uważać go za coś, co powoduje zagrożenie.
Co więcej, bodźce trzeba stopniować.
Mam ten sam problem, wszystko jest OK, dopóki nie mam wsiąść do autobusu czy pociągu, gdzie będę przez godzinę czy dłużej. U mnie jest o tyle fajnie, że mam pod samym domem linię autobusową, która jest długa na chyba 20 km i przejazd kosztuje 4 zł w jedną stronę. Mam w głowie taki plan, jak sobie z tym radzić i u Ciebie powinno to wyglądać podobnie:
- 20-30 razy jazda autobusem 10-15 przystanków, gdzie jest ładny park krajobrazowy
- 15-20 razy jazda autobusem 20 przystanków, gdzie jest w miarę przyjemny las
- 10-15 razy jazda na stawy, to jakieś 23 przystanki
- 10-15 razy jazda na drugie stawy, 27 przystanków?
- 10-15 razy jazda na koniec linii, do dużego parku krajobrazowego
60-80 razy, czyli 120-160 biletów plus czas, którego zbierze się całkiem dużo godzin. Kosztowna sprawa, finansowo i czasowo. U Ciebie zapewne wypadałoby zacząć od mniejszych odległości, ale co jest istotne, żeby robić to CODZIENNIE i żeby powtarzać tyle razy, aż całkowicie przestaniesz bać się danego bodźca. Wtedy przechodzisz do bodźca nieco trudniejszego, znowu powtarzasz, aż całkowicie przestaniesz się bać, potem jeszcze trudniejszy... i tak dalej.
1. wszelkiego rodzaju zaburzenia chemii organizmu - niedobory pokarmowe, choroby tarczycy, zatrucia, zaburzenia dopływu krwi do mózgu etc
2. wyuczona reakcja strachu na bodziec podróży, gdy nie ma się kontroli nad tym, czy można tą podróż przerwać, dosłownie jest to strach przed tym, że dostanie się ataku paniki
Z pierwszym punktem nie zrobisz nic nowego, ogólnie, jeśli nie masz ataków lękowych poza chwilą, gdy podróżujesz, to raczej nie masz zaburzonej chemii mózgu.
No i to najważniejsze pytanie, czy masz stany lękowe w innych sytuacjach niż podróżowanie?
Drugi punkt z kolei jest bardzo prosty, ale niestety wymaga czasu i pieniędzy. Trzeba podróżować CODZIENNIE, ewentualnie co drugi dzień. Po jakimś czasie organizm przyzwyczai się do bodźca i przestanie uważać go za coś, co powoduje zagrożenie.
Co więcej, bodźce trzeba stopniować.
Mam ten sam problem, wszystko jest OK, dopóki nie mam wsiąść do autobusu czy pociągu, gdzie będę przez godzinę czy dłużej. U mnie jest o tyle fajnie, że mam pod samym domem linię autobusową, która jest długa na chyba 20 km i przejazd kosztuje 4 zł w jedną stronę. Mam w głowie taki plan, jak sobie z tym radzić i u Ciebie powinno to wyglądać podobnie:
- 20-30 razy jazda autobusem 10-15 przystanków, gdzie jest ładny park krajobrazowy
- 15-20 razy jazda autobusem 20 przystanków, gdzie jest w miarę przyjemny las
- 10-15 razy jazda na stawy, to jakieś 23 przystanki
- 10-15 razy jazda na drugie stawy, 27 przystanków?
- 10-15 razy jazda na koniec linii, do dużego parku krajobrazowego
60-80 razy, czyli 120-160 biletów plus czas, którego zbierze się całkiem dużo godzin. Kosztowna sprawa, finansowo i czasowo. U Ciebie zapewne wypadałoby zacząć od mniejszych odległości, ale co jest istotne, żeby robić to CODZIENNIE i żeby powtarzać tyle razy, aż całkowicie przestaniesz bać się danego bodźca. Wtedy przechodzisz do bodźca nieco trudniejszego, znowu powtarzasz, aż całkowicie przestaniesz się bać, potem jeszcze trudniejszy... i tak dalej.



