Ja na pewno nie idealizuję, po prostu ciekawie spojrzeć na inne kultury, bo daje to trochę inną perspektywę, a rodząc się i żyjąc w określonym miejscu, czasami trudno jest zobaczyć alternatywne rozwiązania czy inne możliwości co do tego, jak pewne rzeczy mogą być rozwiązane czy ustawione.
Można też znaleźć inne przykłady. Zanim ubezpieczenia społeczne, czy ochrona zdrowia była w większości krajów przejęta i zmonopolizowana przez Państwo, ludzie potrafili sami to zorganizować, oddolnie - zrzucając się na przykład w zakładzie pracy na wspólny fundusz, z którego później płacono ludziom w przypadku problemów zdrowotnych, uniemożliwiających pracę.
Też różnica między anarchizmem i libertarianizmem jest taka, że Ci drudzy przyjmują konieczność, albo nieuchronność, istnienia aparatu państwowego i pewnych praw regulujących życie społeczne - tak, żeby nie skończyło się to "kosami w żebro" i powstawaniu grup para-militarnych gdy ludzie będą się zrzeszać dla wspólnej ochrony - ale dążą do tego, żeby było ich jak najmniej, a najwięcej kontroli nad własnym życiem zostawić w rękach ludzi.
Moim zdaniem obecny system zatruwa relacje między-ludzkie i tworzy pewne iluzje tego, na czym one polegają. Co innego poprosić o coś drugiego człowieka, albo razem z nim uzgodnić jakieś wspólne działania, a co innego głosować na partię, która odgórnie zmusi jednych ludzi do robienia czegoś dla drugich ludzi przez różne akty na abstrakcyjnym, oddalonym od ludzi poziomie, gdzie nie czuje się nawet, że ktoś coś dla nas robi, bo robi to "Państwo".
Ten przykład z eko-osadami fajny. Pewnie u większości ludzi to rzeczywiście wychodzi z pewnej naiwności, ale na pewno byłyby i podobne oddolnie stworzone społeczności, które mogłyby funkcjonować i gdzie ludzie znaleźli by lepsze dla Siebie środowisko i mnie podoba się idea wypróbowania różnych takich pomysłów na "Wolnym rynku idei".
Można też znaleźć inne przykłady. Zanim ubezpieczenia społeczne, czy ochrona zdrowia była w większości krajów przejęta i zmonopolizowana przez Państwo, ludzie potrafili sami to zorganizować, oddolnie - zrzucając się na przykład w zakładzie pracy na wspólny fundusz, z którego później płacono ludziom w przypadku problemów zdrowotnych, uniemożliwiających pracę.
Też różnica między anarchizmem i libertarianizmem jest taka, że Ci drudzy przyjmują konieczność, albo nieuchronność, istnienia aparatu państwowego i pewnych praw regulujących życie społeczne - tak, żeby nie skończyło się to "kosami w żebro" i powstawaniu grup para-militarnych gdy ludzie będą się zrzeszać dla wspólnej ochrony - ale dążą do tego, żeby było ich jak najmniej, a najwięcej kontroli nad własnym życiem zostawić w rękach ludzi.
Moim zdaniem obecny system zatruwa relacje między-ludzkie i tworzy pewne iluzje tego, na czym one polegają. Co innego poprosić o coś drugiego człowieka, albo razem z nim uzgodnić jakieś wspólne działania, a co innego głosować na partię, która odgórnie zmusi jednych ludzi do robienia czegoś dla drugich ludzi przez różne akty na abstrakcyjnym, oddalonym od ludzi poziomie, gdzie nie czuje się nawet, że ktoś coś dla nas robi, bo robi to "Państwo".
Ten przykład z eko-osadami fajny. Pewnie u większości ludzi to rzeczywiście wychodzi z pewnej naiwności, ale na pewno byłyby i podobne oddolnie stworzone społeczności, które mogłyby funkcjonować i gdzie ludzie znaleźli by lepsze dla Siebie środowisko i mnie podoba się idea wypróbowania różnych takich pomysłów na "Wolnym rynku idei".



