This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
No dobra, ale tu mowa o sytuacji, gdy ktoś nie ma żadnej konkretnej nagrody. Pamiętam, jakiego miałem kopa energii, gdy znalazłem fajną dziewczynę. Nagle dałem radę pracować nie dwa razy, ale dosłownie z 10 razy ciężej. Podobnie gdy pojawiło się zagrożenie, że wpadnę w spory dług.

To najważniejsza część - bezpośrednia nagroda. Kiedyś popularna była książka "w co grają ludzie", tam ten mechanizm był wyjaśniony "głaskami". Ludzie do działania, do jakiegokolwiek działania, potrzebują ciągłych "głasków" od otoczenia. Samo przeświadczenie, że coś jest dobre, korzystne, że kiedyś coś dostaną, nie jest żadną nagrodą.

U Tempera po prostu nie widzę mechanizmu "głaskania". Nagle zaczął wydawać kilka razy więcej energii, niż wcześniej, a jedyne, co ma, to jakaś perspektywa że kiedyś, za kilkadziesiąt lat, coś tam będzie lepsze. To prawie w ogóle nie powinno go regenerować. "Głaski" to wydawanie kasy na fajne rzeczy już, teraz, to randki z dziewczyną, to kupowanie rzeczy dla swojego dziecka, widok radości na twarzy tego dzieciaka.

Ci wszyscy ludzie, co znałeś pracujących na dwie zmiany, nie wracali do pustego domu patrzeć w ścianę, jestem tego pewien.

Nie wiem no, jeśli już jakoś to wyjaśniać, to może po prostu ciągły kontakt z matką był tym elementem, który wysysał z niego siłę, a teraz tę siłę może skierować na coś innego.

Tak czy tak, dla mnie to totalne zaskoczenie. Nakierowywałem Cię Temper na to, żebyś znalazł hobby, przyjaciół w realu, dziewczynę, tego typu rzeczy, bo to właśnie miało dać Ci motywację do działania, "głaski" dodające energii. Ale widzę, że ta energia bierze się znikąd i nie kończy. Powinna się bardzo szybko skończyć, bo odrzucenie kontaktu z matką to też bardzo, bardzo duży wysiłek, dodać do tego pracę, naukę i nagle pojawia się potężny dług energetyczny. Ale nie pojawił się.
Odpowiedz
Rozumiem, że moje podejście może imponować i jest mi miło, ale to też nie jest tak, że duży wysiłek nie powoduje długu energetycznego. Nie o wszystkim piszę, a bywam często mocno zmęczony, a gdy budzę się rano, to zaraz z odzyskaniem świadomości uderza mnie fala stresu, że znów do kieratu. I przeklinam cały poranek konieczność pójścia do pracy. No ale idę.

Teraz piszę tego posta i muszę ominąć większość rzeczy, które chciałbym powiedzieć, bo zaraz padnę. Więc tylko krótko.

Fakt, że z matką relacja mi się zmieniła i staram się trzymać dystans, ale całkowicie kontaktu nie odrzuciłem. Pomagam jej, w tym także finansowo i właśnie ta możliwość pomocy daje mi też satysfakcję. Minionej nocy pracowałem w Maku do 7 rano, bo była dostawa, potem zaraz jechałem na dworzec odebrać mamę, którą zaprowadziłem do szpitala na wizytę kwalifikacyjną do zaćmy. Wszystkie sprawy związane z leczeniem załatwiam ja. Wziąłem wolne w pracy, ale na popołudniówkę już poszedłem normalnie. Miałem iść znów na Maka na nockę, ale poprosiłem o zmianę pracownika, bo nie dałbym rady drugą noc z rzędu nie spać.

Więc to działanie wyciąga ze mnie energię, a nie ukrywam, że wcześniej radziłem sobie niewielkimi dawkami stymulantów. Wtedy faktycznie można uczyć się i pracować 24/7, ale w dłuższej perspektywie to niszczy.

Moja matka świadomie źle mi nie życzy, ale nieświadomie chciałaby, żebym nigdy nikogo nie poznał, nie ożenił się i nie wyprowadził daleko, bo wtedy stałaby się tą drugą, odsuniętą ode mnie i byłaby po prostu zazdrosna. I musiałem nauczyć się nie zważać na takie teksty.

Reszta później, bo właśnie zaraz padnę.
Odpowiedz
No ale Ty piszesz o zmęczeniu fizycznym głównie, ja o tym, że bez "nagrody" nie ma po prostu powodu do działania. Nie zrobi się czegoś i tyle. Każdy z nas mógłby 5 razy więcej w życiu osiągnąć, jakby nic innego nie robił, tylko działał na rzecz poprawy, pracował, zdobywał nowe kwalifikacje, podporządkował swoje życie dla jakiegoś celu. Nie robimy tego, bo brakuje "siły ego", albo inaczej motywacji.

Na blogu opisywałem kiedyś badanie, gdzie ludzie z problemem z nadwagą oglądali film wywołujący emocje, połowa miała te emocje powstrzymywać (wydać trochę zasobów "woli"), połowa nie. Przy wyjściu mogli poczęstować się ciastkiem, czego nie powinni robić, bo to niezdrowe a oni mają spory problem, ale nie było to zabronione, zależało od tego, na ile potrafią się opanować.

Ludzie, którzy wydali "zasoby" w czasie oglądania filmu sięgali po to ciastko o wiele, wiele częściej.

I tak jest w życiu ze wszystkim, nie kwestia czasu czy pieniędzy, ale tego zasobu "motywacji". Ktoś dużo zarabia, ale nie zadba już o dietę, zdrowie. Ktoś ma super ciało, ale fatalną sytuację rodzinną. Jeśli chcemy uczyć się gry na pianinie, nie starczy już na naukę języka. Nawyki tu sporo zmieniają, bo ich "koszt" jest sporo niższy, ale jednak jest.

W zasadzie to można to rozpisać równaniem matematycznym, koszt decyzji z jednej strony, nagrody które uzupełniają "zasoby" z drugiej. Równanie wyszłoby kurewsko skomplikowane, dla każdego człowieka oczywiście inne, ale byłoby prawdziwe.

Może faktycznie stymulanty zrobiły aż taką różnicę. A może po prostu masz to w genach.
Odpowiedz
O, w temacie, ziom, co go zapoznałem z taką jedną, własnie bierze z nią rozwód. I odkąd z nią nie mieszka to nowy człowiek, nagle ma energię na wszystko. Ćwiczyć zaczął, dodatkowej pracy szuka, jakiegoś samorozwoju. W tym małżeństwie momentami człowiek tylko czekał, kiedy gość się wyhuśta.
Odpowiedz
Data ważności jego małżeństwa najwyraźniej się wyczerpała. Sporej części z nas się wyczerpie. Mało kto zdaje sobie sprawę, że trzeba będzie Jeden dostaje energii, jak kogoś pozna, drugi, jak się od kogoś uwolni.

Rozumiem, co chcesz przekazać i być może moja motywacja ma swoje źródło w czymś innym, niż u większości ludzi. Chociaż nagrody też mam, w tym te finansowe. Utworzyłem sobie subkonta w moim banku i na każdym odkładam na poszczególne rzeczy. O wiele prościej mi wydać kasę z konta przeznaczonego na jedną rzecz, niż z konta ogólnego. Kupiłem sobie Steam Decka do przenośnego grania i bardzo się z tego cieszyłem. Powoli ale regularnie wymieniam sobie ciuchy ze starych szmat na lepszej jakości, bardziej przemyślaną, uniwersalną i dostosowaną do wieku garderobę. Nauczyłem się chodzić do kosmetyczki, bywama na siłowni, widzę po tym pewne zmiany. Wymieniłem matce stary telefon na nowy, kupiłem jej smartwatch do monitorowania kroków, EKG i ciśnienia. To są rzeczy, które dają mi satysfakcję i nagrodę mentalną tu i teraz.

Dla mnie ważne jest to to, jak sam siebie postrzegam, zarówno wizualnie, jak i mentalnie. Jeśli pracując dużo widzę siebie jako osobę pracowitą, a nawet pracoholika, to czuję satysfakcję i dla tego uczucia będę starał się to robić. Tak samo z poczuciem bycia dobrze zorganizowany, stąd zapisywanie na kartce wszystkiego i robienie z tego planu. Nawet moja poranna i wieczorna rutyna jest teraz spisana na kartce krok po kroku łączne z przedziałami czasowymi. Nawet jeśli czasem wybitnie mi się czegoś nie chce, to i tak staram się zawsze robić według planu, który zwykle znam już na pamięć. To mi naprawdę dużo pomaga, bo moje ego jest wrażliwe i przy porażce potrafi się łatwo rozsypać, choć też już się to zmienia. Na przykład jazda samochodem nadal mnie stresuje, obawiam się dojeżdżając do większych skrzyżowań i rond. Jeśli ktoś mnie strąbi albo wykrzyczy, to energia spada mi do zera, zaczynam uważać, że jestem beznadziejnym kierowcą i pewnie zawsze będę, a od tego już bardzo blisko do poczucia, że ogólnie jestem beznadziejny i nic dobrego mnie nie czeka.

Dlatego jestem w stanie robić dużo rzeczy, które dają mi wyobrażenie osiągania czegoś, bo to mocno podbija moją samoocenę, nawet jeśli obiektywnie rzecz biorąc nie jest to prawda. Zatem są tu i nagrody zewnętrze w postaci rzeczy kupowanych za zarobione pieniądze, jak i własna wewnętrzna walidacja. Osoby z bardziej stabilną psychiką, która nie jest tak podatna na wahania nastroju wywołane czy to własnymi myślami, czy to zewnętrznymi sytuacjami, być może potrzebują innego rodzaju motywacji.

Nie wiem, jaki wpływ miałoby znalezienie dziewczyny. Nigdy nie byłem w związku, nie byłem zakochany, nie podrywałem, nigdy mi na nikim nie zależało i nie czułem nigdy wewnętrznej potrzeby. Jeśli już, to przymus zewnętrzny, że inni mają, a ja nie. Tym samym nigdy nie czułem bezpośredniej zazdrości o kogoś, uczucia straty, rozstania, żalu, zdrady. Pewne kontakty z dziewczynami w nastoletnich czasach były, ale wychodziły bez mojego aktywnego działania. Uważam, że jestem pod tym względem upośledzony społecznie, bo to na pewno nie jest normalne. Czy się to zmieni, tego nie wiem, ale na pewno dziewczyna nie mogła mieć dotychczas wpływu na to, czy mam motywację w życiu, czy nie.
Odpowiedz
To wszystko jest w genach, zostało nam po przodkach. Ktoś nie może spać w nocy, niby wada genetyczna, ale on będzie idealnym strażnikiem, pilnującym, żeby do obozu nie zakradły się wilki czy co gorsza sąsiedzi. Ktoś może godzinami ćwiczyć fizycznie, będzie świetnym wojownikiem czy myśliwym. Ja mogę godzinami zagłębiać się w zagadnienia związane ze zdrowiem i co więcej, robię to (bez fałszywej skromności) dobrze. Ktoś może mieć super talent do muzyki, nie tylko szybciej będzie się uczyć, ale też da radę całymi godzinami ćwiczyć, podczas gdy ten koleś od siłowni znudzi się tym po 3 minutach.

Niektóre geny są super przydatne, inne we współczesnym świecie nie bardzo. Nie potrzebujemy już za bardzo myśliwych czy wojowników, nawet wojsko potrzebuje innych cech niż siła fizyczna. Wysoki poziom agresji pomagał walczyć, teraz prowadzi do kryminału.

Najwidoczniej masz naprawdę bardzo wysoki poziom genów dających zadowolenie z po prostu pracy. To jedna z przydatniejszych obecnie cech. Jak pisałem, wygrana w genetycznej loterii.
Odpowiedz
Czyli w dawnym Biskupinie byłbyś medykiem, a ja kowalem, stolarzem, czy innym klepaczem garnków. I każdy byłby zadowolony. Taki podział ról miał wtedy dużo sensu.

Być może faktycznie mam coś takiego w genach, lubię być dostarczycielem zasobów. Czas pokaże, czy utrzymam tak duże tempo pracy. Zmęczenie fizyczne powoli daje o sobie znać i pewnie za jakiś czas zrobię przerwę. Lepiej zarabiać dużo w jednej konkretnej pracy, niż robić 15 godzin na dobę w kilku, no ale dopóki tak nie jest, to nie wybrzydzam.
Odpowiedz
No i jeśli celem jest uzyskanie wysokich zarobków, to lepiej inwestować czas i zasoby w naukę i zdobywanie doświadczeń. Praca w maku to w takiej sytuacji tylko strata cennego czasu. To byłoby dobre dla mnie, żeby lenia się pozbyć i jakiejś systematyczności nabrać.
Odpowiedz
No właśnie zadupia chyba będą najbardziej zagrożone. Już teraz zresztą... hmm, chyba zawsze tak było, że dom na wsi to największe ryzyko włamania. Nawet myślałem, żeby sobie coś kupić, bo to czasem grosze kosztuje, jeśli jest do remontu.
Odpowiedz
My mamy technologię i wojsko, najeźdźcy nie. Jeszcze parę lat otwartej polityki i pewnie pojawi się w Europie drugi Hitler. Czeka nas powtórka z historii.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości