Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Awansu przyjmować nie musisz, na siłę nie wetkną. Nocki to gorsza rzecz, to już kwestia tego, co kto lubi.
Nie wiem, jak jest w innych fastfoodach. Może w KFC, Burger Kingu, czy co tam jeszcze mają jet lepszy zarobek i kultura pracy.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Cisnę ładnie pracę w Maku. Praca jak praca, wszystko proste, tylko trzeba sobie narzucić tempo, żeby się wyrobić. Na początku było nas na nocce tylko dwóch, w drugim tygodniu robię już wszystko sam. Plus kierownik zmiany, który zawsze musi być. No i to jest dla mnie teraz najzabawniejszy motyw, bo gość bardzo łatwo się wkurwia na wszystko.
Nie mają chętnych do pracy na nocki, a ja przychodzę bardzo wyluzowany i walecznie nastawiony (wysyciłem się magnezem przez ostatnie kilka miesięcy, preganalina też czasem mi pomaga), więc go podpuszczam głupimi uśmieszkami w jego kierunku, specjalnym ostentacyjnym spowalnianiem pracy, gdy mnie popędza, pieszczotliwymi zwrotami "mój tym dziubasku nerwowy" i wychodzeniem o określonej godzinie, nawet jeśli przez ostentacyjne spowalnianie nie zrobiłem wszystko na 100%.
No cóż, poprzednia restauracja była lepsza pod względem ludzi, tam kierownictwo i załoga byli bez zastrzeżeń, więc wszystko zależy od danej jednostki i franczyzobiorcy. A ja mam ten luz, że nie muszę tam pracować i mogę na luzach sobie przychodzić. A czy mi dadzą dyscyplinarkę, jak przegnę pałę, to bez znaczenia, bo i tak nikomu nie będę tego pokazywał. I tak dłużej niż do końca sierpnia tam nie będę, bo potem planuję do szkoły iść, a jednak brak snu trochę daje znów w kość.
W każdym razie nie zachęcach i nie zniechęcam. Każda restauracja to może być inna firma, inny franczyzobiorca i inna kultura pracy. Trzeba trafić.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Jedna rzecz mnie nie przestaje zadziwiać, że masz motywację do tego wszystkiego. Ludzie zazwyczaj nie są w stanie tyle ciągnąć różnych zajęć, jeśli nie mają jakiejś nagrody. Może po prostu wygrałeś loterię genetyczną.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
07-21-2024, 11:11 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-21-2024, 11:12 PM przez Temper.)
Motywacją i nagrodą są pieniądze co miesiąc na koncie. Widziałem już wcześniej w przypadku moich wyjazdów zagranicznych, szczególnie tych do pracy w rolnictwie, że mogę pracować przez dwa miesiące po 12 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu, jeśli co miesiąc widzę na koncie satysfakcjonujący mnie przelew. A za taką pracę wpadało nawet 3,5k EUR.
W Polsce wychodziło mi to o wiele gorzej, powroty i mieszkanie z mamą z jednej strony były bardzo wygodne, ale z drugiej uświadamiały, jak bardzo jestem do tyłu w porównaniu do rówieśników, którzy pożenili się, pobudowali lub kupili mieszkania, mają dzieci, samochody, własne firmy lub kariery. Zagranicą tego poczucia wstydu nie czułem, bo nie miałem czasu o tym rozmyślać.
Wypracowanie dobrej kasy w Polsce czy przebranżowienie się wyglądało jak misja niemożliwa. Znalezienie partnerki czy zostanie ojcem było czymś, na co jest już za późno. To powodowało pętlę myślową "nic nie osiągnąłem, więc nie mogę się na niczym innym skupić, a nic nie osiągam właśnie dlatego, bo nie mogę się skupić i wpadam w rozpacz". Nawet CV nie mogłem przygotować, bo wyszukiwałem co chwilę coraz to nowsze wzory, zmieniałem koncepcje, a ostatecznie dopadała mnie czarna rozpacz, jak źle wygląda moja praca zawodowa i jak dużo muszę kłamać. I przekładałem to na później.
Udało się to uspokoić, przygotować proste CV w Wordzie, znaleźć pierwszą pracę i zacząć uczyć jednej rzeczy. Po pierwszych przelewach pensji i oswojeniu z pracą poczułem się na tyle pewnie, że ostrożnie dorzuciłem kolejną. I dalej już poszło. Obecnie, żeby wyciągnąć ponad 10k zł, pracuję w 4 miejscach i to w prostych zajęciach. Jedynie jedno jest nieco związane z IT, którego się uczyłem niedawno. Przelewy mnie jarają i zacząłem dzięki temu myśleć, że może nie jest jeszcze za późno, żeby się czegoś finansowo dorobić i zabezpieczyć przyszłość. Bycie spokojnym pozwala też łatwiej poznawać nowych ludzi. A to indukuje myśl, że może jednak będę miał kiedyś własną rodzinę.
Widzę, że dobrze na mnie działa bycie ciągle zajętym i poza domem od rana do wieczora. Myślę, że większość by to odczuła dobrze. Nie ma czasu rozmyślać o problemach, tworzyć alternatywnych wersji przeszłości i przewidywań przyszłości, scrollować internet bezcelowo. Kiedyś wystarczył mi jeden przygnębiający post albo jakiś bait na Wykopie, żeby poczuć, że nie ma dla mnie nadziei. Teraz czytam inne źródła i omijam rzeczy obniżające nastrój. Nawet horrorów czy brutalnych filmów już nie oglądam, bo to źle na mnie wpływa.
Do tego dochodzi też synergia suplementów, diety, ruchu, psychodelików i stymulantów. Z tych ostatnich już rezygnuję, kratom też skończyłem i więcej nie zamawiam. Trudno powiedzieć, co z tego zadziałało lepiej, a co wcale, więc traktuję to jako całość.
Myślę, że pieniądze to mogłaby być motywacja dla wielu osób. Jeśli z jednej pracy nie zarobię 10k zł, to może z dwóch prac się uda? Albo z trzeciej weekendowej? A mając kasę mogę sobie pozwolić na więcej plus na marzenia, co daje dalszą siłę napędową. Wiadomo, że nie da się robić tyle wszystkiego cały czas, ale jako etap pośredni, mój mózg akceptuje takie szybkie tempo. Grunt to mieć cele, ale proste, w miarę krótkoterminowe w realizacji. Jakoś to potem idzie.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
No kasa dla dość niewielu osób jest dobrą motywacją, większość ludzi jest zadowolona z tego, co ma. Tyrać 3 razy bardziej, żeby kupić nowy samochód, który jeździ dokładnie tak samo, jak poprzedni? Jakby to było takie proste, każdy by pracował 3 razy ciężej i wydajniej. Ale dla prawie każdego człowieka 3 razy większe zarobki nie dadzą 3 razy takiej satysfakcji, więc nie będą uzasadnieniem dla 3 razy cięższego wysiłku.
Szczególnie mocno dotyczy to osób z wyuczoną bezradnością, tacy ludzie potrzebują mocnych, bezpośrednich bodźców, a nie tego, że jakaś kasa wpada na konto, z którą nie mają co teraz robić i może coś zrobią za kilka lat.
Chyba po prostu wygrałeś na loterii genetycznej.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Wyuczona bezradność to jedno. Druga rzecz, to osobowość unikająca. Też dużo osób może to mieć. W zasadzie jedno z drugim jest powiązane. Strach przed jakimkolwiek działaniem jest tak duży, że ostatecznie nie robisz nic, a to napędza strach przed przyszłością jeszcze bardziej. Kolejny przykład pętli śmierci.
U mnie nie jest to kwestia zarabiania pieniędzy, z którymi nie ma co zrobić, ani kwestia nowego samochodu, który w założeniu robi to samo. Nie byłem biedakiem, ale moją sytuację finansową trudno było określić inaczej jak wynikającą z życiowej niezaradności. a ta wynikała z unikania. Nie miałem nic, niczego się nie dorobiłem, zaprzepaściłem drogę zawodową, którą dawniej na studiach obrałem. Nigdy nic nie odziedziczę. Jasne, że można całe życie wynajmować, być singlem, pracować sporadycznie i w byle jakich pracach, ale wszystko jest fajnie, dopóki się nie zestarzejesz. Zarabiana kasa daje możliwości uprzyjmeniania sobie życia już teraz i budowania realistycznych planów na przyszłość. Bo bez tego to jest tylko wegetacja i powolne popadanie w depresję, którą nie da się zaleczyć suplementami, bo to bardziej depresja sytuacyjna, niż chemiczna w mózgu.
To jest duża motywacja i chyba z genami nie ma wiele wspólnego.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
No ale rozejrzyj się wokół, ile osób tak robi? Człowiek potrzebuje nagrody już, teraz, a nie że za 40 lat będzie coś tam miał.
To po prostu tak nie działa, weź 1000 osób w takiej sytuacji jak Twoja i może z tego 1000 dosłownie jedna osoba zacznie wydawać tak dużo "energii" na różne działania, mające poprawić sytuację za x lat. Reszta się nie ruszy, jeśli nie będzie dostawać nagród regularnie. Taką nagrodą może być rodzina, gdzie często widzisz, jak dziecko cieszy się z czegoś, co mu kupisz, może być wspólne z żoną odkładanie kasy na nowy dom, gdy też co kilka dni dostajesz jakąś tam psychologiczną nagrodę za swoje starania, nawet w postaci rozmowy z ukochaną.
To zjawiska bardzo dobrze opisane w psychologii i są takim ABC wszelkich terapii. Jesteś bardzo, bardzo rzadkim wyjątkiem.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Jak się rozglądam wokół, to widzę, że większość osób coś jednak osiągnęło. Coś sobie wypracowali i teraz mogą odpuścić, więc im starcza to, co mają. Niektórzy może nawet nie wypracowali, ale dostali pomoc na start od rodziny.
Ja mam późny zapłon i po prostu widzę, że jeśli nie ruszę intensywnie, to będzie w życiu ciężko. Może i geny, ale myślę, że na moim miejscu robiłbyś tak samo. Każda dokładana czynność z czasem staje się odruchem i obowiązkiem do wykonania. I leci już automatycznie.
Chociaż te nocki dają trochę w kość i nawet nie wiem, czy nie zrezygnuję wcześniej. Dziś akurat mam wolne w Maku i wolne w pracy, którą robię na popołudniówkach, no i przespałem cały ten czas.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Znasz kogokolwiek, kto robił po 12 godzin dziennie, jeśli nie musiał? Nie był zmuszony żadną sytuacją, ani nie miał bardzo silnego wzmocnienia w postaci ciągłych nagród? Bo znakomita większość ludzi, których znam, jeśli nawet nie wszyscy, pracują ciężko tylko wtedy, gdy już, zaraz, coś za to dostają.
Liczba postów: 556
Liczba wątków: 2
Dołączył: Sep 2020
Reputacja:
11
07-23-2024, 08:47 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-23-2024, 08:47 PM przez Nawaphon.)
Zależy jak zdefiniować "muszą", ale moje obserwacje też są takie, że jest to bardziej powszechne niż to, jak to przedstawiasz.
Ja zawsze byłem leniwy, ale też był moment gdy robiłem po 200 godzin w miesiącu.. a miałem wokół Siebie ludzi, którzy na 2 etaty zapierniczali, albo łączyli studia z pracą, tak że poza jakimś wyjazdem 1-2 razy w roku praktycznie nie mieli wolnego.
Polacy ogólnie są ciężko pracującym narodem, według statystyk.
|