This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
O właśnie, "Adonic belt". Tej nazwy szukałem.

Różnica w masie między nami wynika z wielkości mięśni. Jeśli trenujesz od długiego czasu, to masz większą masę mięśniową. Ja ćwiczę ledwo od kilku miesięcy i to z umiarkowaną częstotliwością. Wcześniej nie miałem siły, żeby choćby raz podciągnąć się na drążku czy zrobić jedną pompkę. Teraz to się zaczyna poprawiać. Mięśni nie mam wcale, dlatego wszelka rozciągnięta skóra, woda podskórna czy wiszące resztki tłuszczu są widoczne. No nie lubię tego.

Wiem, że te wszystkie środki mają sporo skutków ubocznych. Biorę to na klatę. Kulturyści akurat potrafią jeść DNP i furosemid jak cukierki przed zawodami. I żyją. Przynajmniej niektórzy. Smile
Odpowiedz
No tylko kulturyści coś z tego mają...

a masy mięśniowej nie mam za dużo, już nie pamiętam, kiedy ćwiczyłem.
Odpowiedz
Opowiem o moim ostatnim odkryciu.

Z autodiagnozy psychologicznej prowadzonej już od dłuższego czasu wychodzi mi, że mam osobowość unikającą, czyli na tyle silną fobię społeczną, że zablokowałem się w rozwoju w wielu dziedzinach życia. Radzę sobie już z tym całkiem dobrze, w czym ten wątek też mi pomógł. Mam całkiem dobrą dietę, suplementuję posiłkując się wskazówkami ze stronek o nerwicy, depresji i długowieczności oraz korzystając z własnego całkiem nieźle działającego mózgu.

Wiem, że muszę być cały czas aktywny, wciąż coś robić, od rana do nocy mieć wszystko rozplanowane. Praca, sport, nauka, koncerty, imprezy. Wtedy nie ma czasu na bezproduktywne siedzenie, rozmyślanie i analizowanie każdego ruchu i poddawanie swoich decyzji w wątpliwości.

Do wszystkiego się zmuszam, nawet jeśli czuję silny lęk i chęć ucieczki. Zakładam, że jest to po prostu część osobowości i tego się całkowicie nie da zmienić suplami. Świadomość, że będzie mi to towarzyszyło do końca życia jest dobijająca, dlatego poszukuję mimo wszystko czegoś, co mogłoby ten lęk przytłumić.

Wstęp jest przydługi, ale już piszę, o co chodzi. Testuję różne rzeczy, o niektórych pisać nie będę, bo wykraczają poza tematykę forum, natomiast o jednej muszę wspomnieć. Chodzi o kratom. Po dwóch czy trzech dniach od rozpoczęcia suplementacji stało się coś dziwnego. Odniosłem wrażenie, że ten lęk nagle się wyłączył. Po prostu zupełnie inny odbiór rzeczywistości. Moją pierwszą myślą było, że tak właśnie czują się ludzie... NORMALNI. I to było dla mnie niezwykłe. Zacząłem załatwiać swoje codzienne sprawy, chodziłem do różnych miejsc, specjalnie dzwoniłem do obcych ludzi z różnymi pytaniami i nie odczuwałem tego wewnętrznego hamującego ścisku mówiącego NIE RÓB TEGO! ZOSTAW NA PÓŹNIEJ! UCIEKAJ!

Gdy odstawiłem kratom, lęk zaczął wracać, ale te kilka dni naprawdę czułem się jak zupełnie normalny człowiek. Przestałem to brać, żeby dowiedzieć się więcej na temat tej substancji, żeby przejrzeć jakieś badania, bo wolałbym nie zrobić sobie krzywdy. No i sprawdzić, czy to może nie jest placebo dla mnie.

Kratom w Polsce jest chyba zakazany, ale w wielu krajach Europy nie jest, więc można go ściągnąć z zagranicy. Ja tak zrobiłem.

Zostwiam temat do zapoznania się.
Odpowiedz
Opioid, to trochę ryzykowna sprawa. Raczej trzymałbym się z daleka, z tego chociażby powodu, że można sobie trwale rozwalić receptory, a co za tym idzie, będziesz miał cały czas stan odwrotny od tego, jak po zażyciu (czyli ciągle dużo większe lęki, niż teraz).

Depresanty działają właśnie w ten sposób, czy alkohol, czy heroina, człowiek nagle widzi, że ma to, co chciał mieć całe życie. Kop szczęścia. Ale to nie wynika z "naprawienia" czegoś, tylko po prostu z podrażnienia i chwilowego wzmocnienia ośrodka odpowiedzialnego za odczuwanie zadowolenia z obecnej sytuacji. Jeśli tak dobrze działa, to znaczy, że możesz mieć spore ryzyko uzależnienia.

Naltrekson mógłby działać podobnie, bez ryzyka wpadki z organami ścigania ludzi pijących herbatę, przy czym naltrekson raczej nie uzależnia i nie ma ryzyka trwałych powikłań.

Co się tyczy samego "przełamywania lęku", po prostu trzeba regularnie wystawiać się na sytuację, która lęk wywołuje, wiążąc to z przyjemnym odczuciem. Polecałem Jacobsona, ale widzę, że Schultz jest jednak skuteczniejszy. Albo po prostu zwykłe oddychanie w powolnym tempie, z wydechem 1,5-2 razy dłuższym od wdechu, co stymuluje przywspółczulny i mocno rozluźnia.
Odpowiedz
Z naltreksonem działam, niedługo pewnie coś będzie. Dam znać.

Znalazłem subreddit poświęcony kratomowi i tak oczywiście same zalety. Niektórzy twierdzą, że pomogło im nawet rzucić kokę. Czort wie, na ile te historie są prawdziwe.

Możesz mieć rację z tym, że jestem bardzo podatny na uzależnienie od kratomu. Dlatego zaprzestałem brania, bo choć dostałem dokładnie to, czego bardzo chciałem, to jednak nie spodziewałem się, że zadziała tak dobrze.

Jedyną różnicą, jaką bym wskazał porównując do alkoholu czy heroiny jest to, że ja po kratomie robiłem to, co planowałem robić, tylko zupełnie bez poczucia lęku. Aż się chciało robić więcej. Na mnie zadziałał bardziej jak stymulant.

Po alko ma się złudzenie, że wszystko jest w porządku, ale po wypiciu tak naprawdę nic nie zrobisz, nie posuniesz się dalej. To jest bardziej imprezowa używka, przynajmniej w moim przypadku. Heroiny nie próbowałem i nie zamierzam, bo wiem, jak to się morze skończyć.

Kokaina daje uczucie "God mode", ale to też jest złudzenie w danej chwili. Też raczej imprezowo.

Takich substancji pomagający na codzień jest sporo, ale oczywiście grząski grunt. Wymienię jeszcze 2-cb.

Przejrzę jeszcze jakieś badania nad kratomem.

Ćwiczenia jak najbardziej i właśnie to robię zmuszając się do załatwiania spraw i spotykania ludzi nawet czując że to stan tuż przed blackoutem. Na tym w sumie polega terapia behawioralna.
Odpowiedz
"jak to się morze skończyć"

Eh, autokorekta w telefonie. Big Grin
Odpowiedz
Istotne jest, żebyś czuł LEKKI lęk, a nie mocny, bo mocny może sprawić, że stany lękowe się wzmocnią, a uwierz mi, jak będziesz miał prawdziwą nerwicę lękową z prawdziwym atakiem paniki, to nie przełamiesz tego. Lekki lęk i połączenie z pozytywnymi bodźcami, do momentu, aż te lęki znikną, wtedy dopiero wprowadzasz coś, co powoduje bardzo duży lęk - i nagle widzisz, że to już nie jest duży lęk, tylko taki lekki, jak przy poprzedniej rzeczy. Jedziesz aż w ogóle lęk zniknie i wprowadzasz kolejną, która wcześniej w ogóle była niemożliwa.

U mnie to jazda autobusem miejskim na coraz większe odległości, potem będzie jazda pks do sąsiednich miejscowości, ale jakbym teraz zaczął od pks, to mogłoby się skończyć atakiem, po którym nawet miejski autobus byłby zbyt trudny.
Odpowiedz
Od kilku lub nawet kilkunastu tygodni czuję, że moja psychika wskoczyła wreszcie na właściwe tory. Życie stało się jakieś takie normalne, bardziej przyjemne, lęk zszedł na dalszy plan. Wydaje mi się, że dostrzegłem i odpowiednio nazwałem problemy, jakie miałem, a porównując siebie teraz do tego, co było jeszcze dwa lata temu, to mogę powiedzieć, że niedo dojrzałem.

Pracuję dość dużo, bo w tygodniu od 5 rano do 13, potem w drugim miejscu od 14 do 20, a w niektóre weekendy dodatkowo od 6 do 16. Zrezygnowałem tylko z pracy w nocy. Nie czuję się przemęczony, zasypiam w moment i wstaję bez większych problemów. Cieszę się, że mam możliwość pracować i przez jakiś czas chciałbym tak robić.

2-3 razy w tygodniu chodzę na siłownię, zwykle około godziny 21-22. Wcześniej korzystałem z usług trenerki, która nauczyła mnie, jak korzystać ze sprzętów i jak poprawnie ćwiczyć. Uważam, że to był dobry wybór. W dni, w które nie jestem na siłowni, to albo chodzę do knajpy, albo na basen, do kina, na spacer lub na rower. W domu nadal mam bieżnię, więc oglądając film też przeważnie idę, a przy biurku jestem na stojąco. To daje każdego dnia sporo ruchu, z czego też jestem zadowolony. Nie widzę dużych zmian w wyglądzie ciała i sile, ale samopoczucie jest poprawne.

Co jakiś czas spotykam się też na rozmowy z native speakerem po angielsku. Dzięki poradom Tomakina mój poziom języka wzrósł. Nie zdecydowałem się na zdobycie certyfikatu, ale przełamałem się wreszcie z mówieniem i przestałem się stresować tym, że popełniam błędy i się ośmieszam. W jednej pracy jest sympatyczny Pakistańczyk, który sam mnie zaczął zagadywać i teraz dość często sobie rozmawiamy.

Zrezygnowałem z wynajmu mieszkania na rzecz wynajmu dużego pokoju. Przez większość dnia mnie nie ma, więc nie czułem potrzeby płacenia dużego czynszu. Oprócz mnie w mieszkaniu są jeszcze 2 osoby. Nie wchodzimy sobie w drogę, bo każdy pracuje.

Niedawno myślałem, że zmiana mojej psychiki jest spowodowana herbatkami z kratomu, ale nie jestem pewien, czy to aby na pewno tylko dzięki niemu. Natomiast to właśnie po nim pierwszy raz poczułem się zupełnie jak normalny człowiek. Bez lęku społecznego, bez konieczności zmuszania się do działania wbrew chęci ucieczki, bez wyrzutów sumienia nad straconym czasem i błędami życiowymi. Kratom nadal co jakiś czas stosuję, sporo się doedukowałem i wiem, jakie są niebezpieczeństwa. Uważam, że racjonalnie zażywanie kratomu nie powinno prowadzić do tarapatów związanych z uzależnieniem ani wyniszczeniem receptorów. Nie jest typowym opioidem, w zasadzie jest agonistą receptora Mu i antagonistą receptorów Kappa i Delta, ponadto jest miksem wielu alkaloidów, więc ma właściwości również stymulujące.

Być może wpłynęły na to też inne rzeczy. Dietę mam dość dobrą, bo śródziemnomorską i głównie wegetariańską. Zamawiam gotowce z cateringu, a jem według zasady postu 18/6. Przyjmuję suplementy, ale nie w większości nie przez cały czas, tylko sobie rozpisuję na poszczególne tygodnie, co i kiedy będę brał w danym miesiącu i co jakiś czas to zmieniam. B12, Omega, multiwitamina, piracetam, cholina, bakopa, witamina u, D3, fuleren C60, modafinil.

Co parę tygodni eksperymentuję z wybranymi psychodelikami. Próbuję też mikrodawkowania (m.in. DNP, sildenafil, tadalafil, Paul Stamets Stack, stymulanty przeciw ADHD).

Fizycznie w zasadzie nic mi nie dolega, więc bardziej inspirują mnie stronki o długowieczności. Badania, w tym hormony, wychodzą w normie. Nadal prowadzę dzienniki swoich myśli, choć niezbyt regularnie. Staram się też medytować 2-3 razy w tygodniu. Popęd seksualny nadal jest dość niski, ale zaczęło się to poprawiać.

Czytam też książki o filozofii stoickiej i to też pomogło mi przestać patrzeć ciągle w przeszłość i analizować swoje dawne działania. Teraz głównie liczy się dzień dzisiejszy oraz przyszłość, bo szanse na różne rzeczy wciąż są. Dość mocno przytemperowałem też swój egocentryzm. Dostrzegłem go w wielu swoich dawnych zachowaniach i dlatego wydaje mi się, że nieco dojrzałem.

Zacząłem też poznawiać ludzi i czuć się dobrze w towarzystwie. Korzystam głównie z grup na Facebooku dla singli. Spotkań i wspólnych wyjazdów jest naprawdę bardzo dużo. Są nawet biura podróży specjalizujący się w wycieczkach dla singli. W czasie majówki byłem nad morzem na wyjeździe grupowym liczącym... 120 osób! Od 28 do 50 lat. Było świetnie. W lipcu jadę z grupą na festiwal techno do Chorwacji. Staram się też często chodzić do klubów i na koncerty, w tym także zagraniczne, nawet jeśli wiąże się to z koniecznością urwania się z pracy. Zaliczyłem niedawno koncerty Rammstein w Dreźnie, Lordi w Ostrawie i Jeana-Michela-Jarre'a w Bratysławie. No i The Syntetic aka Człowiek Widno w Warszawie. Bez noclegów - po koncertach w nocy wracałem. Ludzie, których poznaję, są zwykle sporo młodsi ode mnie, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, a nawet się cieszę z różnicy pokoleniowej. Im raczej też to nie przeszkadza, skoro wieczorem piszą do mnie, w jakim barze aktualnie siedzą.

Filmy i seriale oglądam zwykle w biegu na telefonie. Na przerwie w pracy, w czasie przejazdu komunikacją. Zacząłem też grać w gry. Kupiłem sobie Steam Decka i również gram mobilnie poza domem. Korzystam również z wynajmowanego komputera do gier w chmurze. Nie muszę inwestować samemu w drogi sprzęt, wystarczy mi mój stary laptop i internet 5G. Płaci się za godziny użytkowania takiego wirtualnego kompa, a to skutecznie odbiera chęć do siedzenia i grania całymi dniami. Dla mnie to bardzo dobre rozwiązanie i do normalnego komputera już raczej nie wrócę.

Nadal nie przepadam za jeżdżeniem samochodem. Stresuje mnie to, czuję sie niezbyt pewnie. Chyba to wciąż brak wprawy. Kupiłem rok temu Poloneza, jeździłem trochę, nawet parę razy wykupiłem sobie jazdę na torze pod Poznaniem, żeby wymęczyć maszynę, ale ostatecznie niedawno zdecydowałem się ją sprzedać, bo musiałbym wkładać coraz więcej kasy. Bardziej mi się opłaci wynajmować samochód wtedy, gdy będzie potrzebny.

To by było na tyle tego podsumowania zmian. Trudno wskazać jednozacznie, co zadziałało, a co może jest tylko placebo, ale dla mnie najistotniejszy jest obecnie wzrost komfortu psychicznego podczas codziennego funkcjonowania.
Odpowiedz
No i elegancko, nie ma chyba co dodawać, jeśli idzie o ogólne radzenie sobie w życiu. Brakuje tylko jakiegoś dobrego hobby, no ale może tego po prostu nie potrzebujesz.

Kratom to opioid, ale jakbyś sobie załatwił naltrekson, to to mogłoby mieć bardzo podobne działanie, w mikrodawkach naltrekson pobudza system opioidów, wymuszając naturalnie większą produkcję przez organizm. Mogłoby to mieć podobne działanie jak kratom, ale bez jego skutków ubocznych, które są niewąskie i nie, nie ma gwarancji, że się przed nimi ustrzeżesz kombinując z dawkami. Na każdego to działa inaczej i jak będziesz w pechowej grupie, to sobie rozwalisz organizm na resztę życia.
Odpowiedz
Z naltreksonem zobaczę, co da się zrobić.
Hobby chciałbym znaleźć, tylko musiałbym przeorganizować swój czas, bo teraz wychodzę z domu o 4:30 i wracam czasem o 23.

Nie napisałem jeszcze o suplementowaniu co jakiś czas, amanity, GABA lub pregabaliny. Szczególnie pregabalina działa dobrze na uspokojenie oraz gadatliwość. Mam też duże opakowanie fenibutu, który działa podobnie.

Od września planuję iść do szkoły policealnej, żeby wyrobić sobie konkretny zawód. Zdobyłem jeden certyfikat IT, ale to jeszcze za mało, więc chcę wrócić do pracy związanej z elektryką. Naprawdę dużo ludzi zmienia zawody w różnym wieku.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości