This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
No bo problem jest wszędzie. Tylko weź pod uwagę, że Polska wchodzi w etap, na którym tamte kraje były 30 lat temu, kto wie gdzie by były, gdyby nie regulacje.
Odpowiedz
(09-26-2023, 02:26 AM)tomakin napisał(a): Eh, sami milionerzy i właściciele setek nieruchomości. A ja bym po prostu chciał umieć grać na pianinie.

Jeśli masz rozwiązane swoje kwestie mieszkaniowe, realizujesz się zawodowo i rodzinnie, to wtedy na pierwszy plan wychodzą właśnie takie "drobne" przyjemności jak nauka gry na pianinie.

A co do podatków progresywnych, to chyba mamy już dużo przykładów, że to niezbyt dobrze działa. Najbogatszych stać na optymalizację.
Poza tym dla mnie nie ma specjalnie znaczenia, jak bardzo bogaci są bogaci. Nieważne, że kumulują coraz więcej. Ważniejsze jest to, jak przy okazji tej ich kumuacji żyje się zwykłym, biednym ludziom. A sądzę, że - poza kilkoma wyjątkami - jest ogólnie coraz lepiej. Rzeczy dostępne niegdyś dla krezusów, są teraz dostępne dla każdego z nas. Ja ze skromną pensją co miesiąc sobie testuję różne rzeczy.

(09-25-2023, 11:39 PM)munieslaw napisał(a): Temper, aha zapomniałem, że Ty nie chcesz być milionerem i wieść bezstresowe życie, cóż, Twój wybór. Myślałem, że jesteś ambitniejszy, gdzie Twoja wola zdobycia potęgi?

Moja ambicja kończy się na byciu dobrze opłacanym specjalistą w branży, która w miarę mnie ciekawi. Budowanie milionowego biznesu to połączenie szczęścia, dużej ilości pracy i niestety też stres. Zależy mi na tym, żeby jak najmniej się stresować, zrobić swoje i do domu. Tak jak liczyłem wcześniej, te 20 - 40 k wydatków miesięcznie pozwoliłoby mi żyć pełnią życia i korzystać ze wszystkich atrakcji i udogodnień, jakie są współcześnie dostępne. Nieruchomości i inwestycji tutaj nie liczę, to podkreślam.

Czy będę miał 3 miliony, czy 5 milionów, czy 10 milionów, to od pewnego momentu nic to w moim życiu już nie zmieni, o ile nie pojawią się u mnie nagle jakieś fanaberie czy niszowe, uber drogie zachcianki. Dlatego wypisuję się z wyścigu szczurów, ale cenię ludzi, którzy realizują się właśnie w budowaniu milionowych firm i mają do tego odpowiednie predyspozycje. Tak jak Ty.


Teraz krótki wykład o moim podejściu do podatków.

IMO kataster nie działa. Nie kojarzę żadnego kraju, w którym jego wprowadzenie wyszło na dobre zwykłym ludziom. Ostatecznie może doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen przede wszystkim wynajmu, bo każdy podatek jest w ostateczności przerzucany na odbiorcę końcowego, czyli konsumenta. Poza tym jeśli zostanie wprowadzone to tak, jak się czasem mówi, czy od trzeciego mieszkania, to duże fundusze będą mogły bardzo łatwo to ominąć. Wystarczy założyć spółkę z o.o. która jest osobnym bytem prawnym i posiadaczem nieruchomości i nie płacisz żadnego podatku. Jeśli to będzie katastralny od pierwszego mieszkania, to uwali nas w stylu amerykańskim.

Jesli ktoś nie ma mieszkania i musi wynajmować to podatek katastralny będzie na niego przerzucony przez osobę, która już tą nieruchomość ma.

Katastralny to wymarzony podatek "rządzących", nigdy nie wyrwiesz się z kołowrotka.

Ja jestem przeciwny katastralnemu, bo to podatek od własności, od tego, co już zdobyłeś. Jest to podatek, który powoduje, że nie ma wyjścia, że nigdy nie możesz odpocząć. Musisz pracować do śmierci. Jest to podatek, który staje się "systemem - matrixem", z którego już nie ma ucieczki. Zapłacą go wszyscy, a dodatkowy podatek wcale nie poprawi sytuacji biednych ludzi.

Do tej pory była jeszcze jedna ucieczka - pracujesz ciężko przez X lat, kupujesz dom na wsi i jeśli wystarczająco dużo sobie odłożyłeś i zarobiłeś to możesz w tym domu mieszkać do końca życia i łowić ryby. Kataster to taki podatek, który dojeżdża właśnie tych, którzy chcą łowić ryby.

Pewnie znacie tę historię: https://www.nieobojetne.pl/opowiesc-o-ry...znesmenie/
Przy katastrze tego rybaka nie ma.

To rozwiązanie jest już przetestowane dosyć dobrze w wielu krajach i nic dobrego to do tej pory nie przyniosło. U nas też by nie przyniosło. Najlepiej uczyć się na czyichś bledach.

Załóżmy dla uproszczenia, że kupiłeś mieszkanie za 10k, a jego cena wzrosła do 100k, a katastralny wynosi 5 %, to w przyszłym roku masz zapłacić 5k podatku, bo taka jest "cena rynkowa nieruchomości". Jesli miałeś pecha i np. obok Twojego domku za 100k zbudowała się wielka, dobrze płacąca firma i wzrosło zapotrzebowanie na nieruchomości w tym regonie (bo np. przeprowadzają się pracownicy) i wartość domu wzrosła do 1,5 mln to możliwe, że nie dałbyś rady zarobić na kataster.

Dokładnie tak w USA ludzie są zmuszani do wyprowadzki z domów, które zbudowali własnymi rękami - "bo zyskały na wartości, a ich nie stać na podatek". I taka sytuacja by dotyczyła również większości osób, które kupiły sobie nieruchomości w Warszawie (głównie w centrum) i są na emeryturze. Ich mieszkania są tak dużo warte, że ich emerytura nie wystarczyłaby na kataster.

Zresztą babcia na emeryturze jest tylko przykładem. To kaskaduje, grupa społeczna po grupie społecznej, aż do samego końca, wywalając z nieruchomości nawet najbiedniejszych i przesuwając ich do gett lub osiedli przyczep kempingowych. My tego problemu nie mamy i obyśmy nie mieli i go sobie sami nie zrobili. W tej kaskadzie osób pozbawionych własnego domu jest w zasadzie każdy poza najbogatszymi (przynajmniej początkowo), bo później już mamy typową segregację ludności.

Może gdyby jeszcze ten kataster dało się łatwo wyliczyć, to bym inaczej o nim pomyślał, ale tutaj jest w zasadzie pełna uznaniowość, podatek od całkowicie wirtualnej wartości. Dla mnie to brzmi jak komunizm, a o tym, czemu komunizm i relacje społeczne sterowane przez decydentów politycznych są złe, nie zamierzam tu dyskutować.

Tutaj żartobliwy filmik z USA który do tego nawiązuje: https://www.reddit.com/r/ShittyLifeProTi...ghborhood/

Podobnie jak poprę każdą inicjatywę za likwidacją podatku Belki, bo on działa w podobny sposób - opodatkowuje sukces, tylko ze w tym wypadku sukces biznesu (a za biznesem stoją ludzie). Inwestowanie w czyjąś pracę (bo na tym dokładnie polega inwestowanie), to jest ryzyko, bo nie wiesz, czy ta firma będzie przynosiła zyski czy nie. Skrajnie nieuczciwe jest pobieranie podatku od "zmiany wartości" firmy na plus, a nieoddawanie go, gdy firma traci na wartości.

Giełda to gra o sumie zerowej - tyle samo pieniędzy łącznie ludzie tracą, co inni zyskują. Gdyby giełda działała w taki sposób, że każdy zarabia, to bym powiedział "niech każdy solidarnie zapłaci podatek".

Logiczne byłoby, że bogaty zarabia więcej a biedny zarabia mniej, tylko ze tak nie jest i to tak nie działa. Tylko w przeciągu ostatnich 5 miesięcy miliarder Icahn stracił 35% swojego majątku na giełdzie.

Fatalnym podatkiem jest też podatek dochodowy i przede wszystkim jego powinno się zlikwidować, jeśli mielibyśmy później likwidować podatek Belki, żeby ani praca, ani wzrost wartości biznesu nie był opodatkowany.

Wszystkie podatki, o których rozmawiamy w kontekście naszej dyskusji, miały na celu zwiększyć dostępność mieszkań i powiększyć szanse "zwykłego Kowalskiego" na zakup mieszkania.

A okazuje się, że po wprowadzeniu tego podatku nie tylko promuje się bogatych, to jeszcze zabiera własność prywatna.
W tym kontekście nie ma żadnych korzyści dla biednych.

Mamy więcej chętnych na zakup nieruchomości, niż nieruchomości. Jedynym rozwiązaniem jest budowanie większej ilości mieszkań.

(09-26-2023, 07:48 AM)Nawaphon napisał(a): Dopóki stosunek chętnych posiadania mieszkania do stosunku dostępnych mieszkań nie spadnie - a przy dużej imigracji na to się nie zanosi - ceny nie spadną, to podstawa popytu i podaży. Jakieś tam wahania mogą być, ale nic co zrobiło by dla ludzi dużą różnicę.

To jest właśnie clue problemu. Jak to mówią "z pustego i Salomon nie naleje", więc nieważne, jakie podatki nałożymy, mieszkań wciąż jest za mało. Trzeba zrobić tak, żeby było ich za dużo, wtedy ceny spadną drastycznie. Takie przykłady też są na świecie np. Dubaj.

Jedynym podatkiem, który uważam za dobry i uczciwy, jest VAT. Dobry podatek, to podatek, który jest prosty i łatwy do egzekucji, czyli "wyliczenia kto i ile". Krótko mówiąc "dobry podatek" to taki, który jest dobry dla urzędu, a nie dla opodatkowanego Dla nas to wcale nie są dobre podatki. Żaden podatek nie jest dobry dla opodatkowanego. Natomiast VAT jest uczciwy. Im więcej wydajesz na życie (jedzenie, ale również, zabawki / imprezy / samochody / wycieczki czy samoloty / łodzie / nieruchomości), tym więcej płacisz podatku. Wprowadzenie VATu od każdej transakcji rozwiązałoby sprawę.

Jesli łowisz ryby z własnego stawu, to nikomu nic nie płacisz, bo tam nie ma transakcji. Płacisz tyle, ile skonsumowałeś, a nie wirtualny procent, jak w katastralnym.
Odpowiedz
"Poza tym dla mnie nie ma specjalnie znaczenia, jak bardzo bogaci są bogaci. Nieważne, że kumulują coraz więcej"

no kurde, kiedy jeden je więcej, wtedy drugi je mniej. Ludziom żyje się lepiej? Owszem, ale to wynika z tego, że mamy dostęp do nowych technologii, które sporo ułatwiają. Do medycyny, telefonów będących podręczną encyklopedią, kamerą video i co tam jeszcze, mamy maszyny robiące tanie ubrania, mamy maszyny robiące tanie samochody. Kiedyś ubrania szyła szwaczka przez pół dnia, teraz maszyna robi 20 sztuk w godzinę, podobnie wielokrotnie szybciej i łatwiej produkuje się tkaniny.

Ale efekty tego, że przez bogacenie się ultrabogatych mamy kilka razy mniej, niż moglibyśmy mieć, widać najlepiej właśnie na przykładzie mieszkań. Realne koszty produkcji, czyli ilość włożonej pracy ludzkiej koniecznej do tego, by mieszkanie powstało, są coraz niższe. A teraz porównaj, ile te 50 lat temu przeciętny robotnik musiał pracować na to, by sobie kupić mieszkanie w takim powiedzmy US&A, ile musi teraz.

To jest TAKA SAMA PRACA jak 50 lat temu, bo porównujemy ile musi tyrać ten robotnik vs ile muszą tyrać kolesie na budowie jego domu. Nawet nie, bo teraz budowlańcy mają dostęp do setek różnych ułatwiaczy.
Odpowiedz
"(...)przez bogacenie się ultrabogatych mamy kilka razy mniej, niż moglibyśmy mieć"

Wątpliwe. To, że jest do czego aspirować jest dużym czynnikiem motywującym. Wielu ponosi ryzyko - też dając drugim możliwość zarobku - a chociaż wybija się bardzo niewielu, to podejmują to ryzyko właśnie dlatego, że jest szanse na coś wielkiego.

Co do mieszkań, dzisiaj każdy - widziałem analizy Thomasa Sowella, a jemu ufam. Jest bardzo drobiazgowy i uważny - każdy ma dużo więcej miejsca w m2 niż 50 lat temu, jeśli połączyć to z technologią i płynącymi z niej udogodnieniami, nie ma porównania do tego, co znaczyło mieć mieszkania kiedyś, a dzisiaj.
Też Swoje robią regulacje, droższa energia z powodu podatku od CO2 i transformacji energetycznej itp. To wszystko jest w cenie mieszkania, którą płacimy.

Ja zresztą mieszkam z ojcem i jak zobaczyłem, że ceny znowu wzrosły po ostatnim wspaniałym pomyśle PiS-u, to już się pogodziłem, że własne mieszkanie to nie dla mnie. Teraz czekam co tam Tusk z Lewicą zrobią z miłości dla ludzi, teraz na pewno się uda Smile
Odpowiedz
(09-26-2023, 07:39 PM)tomakin napisał(a): no kurde, kiedy jeden je więcej, wtedy drugi je mniej. Ludziom żyje się lepiej? Owszem, ale to wynika z tego, że mamy dostęp do nowych technologii, które sporo ułatwiają. Do medycyny, telefonów będących podręczną encyklopedią, kamerą video i co tam jeszcze, mamy maszyny robiące tanie ubrania, mamy maszyny robiące tanie samochody. Kiedyś ubrania szyła szwaczka przez pół dnia, teraz maszyna robi 20 sztuk w godzinę, podobnie wielokrotnie szybciej i łatwiej produkuje się tkaniny.

Dokładnie tak. Efekt tego jest taki, że wszystkim żyje się lepiej. Bogaci oferują technologie i usługi, dzięki czemu nam się żyje dobrze. W dzisiejszych czasach nawet biedna osoba w Europie żyje na poziomie nieporównywalnie wręcz lepszym, niż królowie w średniowieczu. Bogaci i biedni to system naczyń połączonych. Jeśli biedakom zacznie się żyć zbyt bardzo źle, to będą powstawały getta, niepokoje społeczne, a agresja będzie się kanalizować na bogaczy. Jeśli to dalej będzie się pogarszać, to będą musiały powstawać ostro chronione enklawy dla elity, a to życie jak w więzieniu. Luksusowym, ale jednak. Stąd też konieczność dbania o nastroje wśród zwykłych obywateli, bo siłą rzeczy jest ich najwięcej.

Nie sądzę, że postawa Robin Hooda zrobi dużo dobrego. Wiele prób się nie udało, bo to by musiał cały świat solidarnie załatwić, a tego się nie da zrobić. Raje podatkowe i inne sposoby optymalizacji będą istniały zawsze. A komunistyczne zabieranie czyjejś własności to jest coś, z czym się do głębi nie zgadzam.

Dlatego uważam, że rozwiązaniem jest stopniowe ograniczanie i likwidowanie jak największej ilości podatków, szczególnie tych związanych z nieruchomościami, inwestycjami i dochodem, a potem skupienie się na maksymalnym uproszczeniu VATu. Do tego upraszczanie procedur związanych z pozwoleniami na budowę itp. Tylko zwiększenie podaży do poziomu zrównującego lub lepiej przewyższającego popyt pozwoli na rozwiązanie kwestii cen nieruchomości dla zwykłego Kowalskiego, problem flipperów itd.
Odpowiedz
Wpadasz ze skrajności w skrajność, to nie jest tak, że jedyną alternatywą dla niewolnictwa jest komunizm. 50 lat temu też bogaci byli bogaci, a biedni byli biedni, nie było jednak tak, że 80% owoców swojej pracy oddajesz na cudzą wartość dodaną.

Niewolnikowi dziś żyłoby się zapewne lepiej, niż królowi 2000 lat temu, bo miałby dostęp chociażby do szczepionek, filmów na youtube i papieru toaletowego. Ale to nie efekt tego, że "coś od bogatych nam skapnęło".
Odpowiedz
Nie czuję się niewolnikiem bogatych. Czuję, że korzystam na tym, co dzięki ich bogaceniu mam.
Oddajemy im owoce swojej pracy w formie podatków, które ja chciałbym zlikwidować. Płacę je wtedy, kiedy faktycznie coś kupuję i sam decyduję co i kiedy, oraz wiem dokładnie, ile ich zapłacę.
Odpowiedz
To nie podatki są problemem, tylko możliwość tworzenia ustaw pod dyktando koncernów. W US&A masz takie coś bez ograniczeń, efekt - za insulinę płacisz 15-20 razy tyle, ile w UK czy nawet za granicą, w Kanadzie. O Polsce nie wspominam nawet. I nie wolno tam kupować innej, prawo zabrania. Musisz od konkretnego producenta. Płać albo umieraj. Podobnie przez długi czas było z muzyką, dalej jest z książkami, za ebooka płacisz 50 zł, żeby autor dostał 50 groszy. Ludzie zaczęli tanie domy budować to wchodzą ustawy, żeby każdy nowy dom miał wyśrubowane pod sufit normy izolacji termicznej. Chcesz dom pod miastem? Zapłać za ziemię kolesiowi, który układami po rozpadzie komuny wykupił wszystko za grosze i teraz trzyma monopol. Potem jeszcze zapłać 15 różnym kolesiom, którzy dzięki różnym ustawom mają monopol na wykonywanie danej usługi, przez co ceny są wystrzelone w kosmos, pewnie słyszałeś o problemie z notariuszami, przy budowie domu sporo jest takich, co ~naście tysięcy biorą za podpis, żeby przypadkiem ludzie się nie pobudowali i nie padł interes z wynajmem. Już z tematu medycyny, żeby dostać się do endokrynologa, poczekaj sobie 5 lat. albo idź prywatnie za 500 zł. Nowi endokrynolodzy? Nie ma tak łatwo, nie będziemy nowych uczyć, bo starzy kolesie stracą kurę znoszącą złote jajka. Zresztą problem można rozwiązać nawet nie w 1 dzień, ale w 1 minutę, dając lekarzom pierwszego kontaktu możliwość leczenia Hashimoto, co sprowadza się do wypisania jednej recepty, tak leczy się tę chorobę w każdym chyba kraju oprócz Polski. U nas nie ma tak łatwo, płać za prywatne wizyty albo zdychaj.

Eh, zagotowałem się Big Grin
Odpowiedz
Trochę o tym myślałem, ale no.. nie widzę tu innego wyjścia. Dobra, które są absolutnie niezbędne do przeżycia, powinny być chronione przed monopolem. Żeby nie było sytuacji jak w US&A, gdzie jedna firma może sprzedawać insulinę i ustawia cenę 30 razy wyższą niż w innych krajach, gdzie dopuszczono konkurencję. Jak u nas, gdy jedna kasta lekarzy może leczyć choroby tarczycy, wymuszając ceny za wizyty kilkadziesiąt razy wyższe, niż u lekarza pierwszego kontaktu.

Wykupienie przez monopolistę wszystkich gruntów pod zabudowę nie różni się w praktyce od wykupienia całej wody pitnej i sprzedaży 100 zł za litr. Tylko w tym pierwszym wypadku nie widzimy problemu, bo przecież "zapracował na nie". A jak ktoś "zapracuje" na deszczówkę i wodę w rzekach i strumieniach? Ziemia pod zabudowę to powinno być dobro narodu, a nie kilku osób, które układami, a czasem złodziejstwem i bandytyzmem doszły do tego, że je posiadają. A nawet jakby te osoby doszły do pieniędzy uczciwą pracą, cokolwiek to oznacza, nie powinny mieć możliwości przejęcia czegoś, co jest niezbędne do życia dla innych osób. W niektórych sferach życia są przeciw temu ustawy, bo bez nich zaraz zjawiłby się ktoś sprytny, wykupujący cały zapas leku na rynku, blokujący import czy produkcję a potem sprzedający z 20 krotną przebitką. Ale ani te ustawy nie pilnują wszystkich koncernów farmaceutycznych, ani nie robią porządku z mieszkalnictwem.

Kurcze, tu już nawet nie kataster, ale na przykład odgórne zakazy czynszu powyżej pewnej granicy, czy w ogóle posiadania powyżej pewnej ilości powierzchni mieszkaniowej.
Odpowiedz
To jest problem teoretyczny. W praktyce trudno to Sobie wyobrazić, a analiza monopoli pokazuje, że powstają one, kiedy duży biznes lobbuje pewne rozwiązania u polityków, które dają im przewagę nad konkurencją i blokują szczególnie małe firmy od możliwości rozwoju (Często jest to duże opodatkowanie i regulacje, które mogą spełnić duże firmy, ze względu na skalę - a które są barierą nie do przejścia dla małych firm).

W ogóle problem jest trochę przepompowany. Przeciętny człowiek w Polsce nigdy nie żył tak komfortowo - więc wszystko idzie w dobrym kierunku. Żyć z rodzicami to kiedyś była przecież norma, po prostu oczekiwania ludzi się zmieniają, teraz ludzie by chcieli mieć własne mieszkanie, najlepiej z basenem - zaczynając studia, żeby Sobie live-streamy na instagramka robić. No "sorki", tak się nie da.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości