09-21-2023, 01:24 PM
|
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
|
|
09-21-2023, 05:55 PM
Ale całej reszcie ludzkości już mniej
No i tu znajomości mogą być bezbłędne, bo dzięki nim można było dowiedzieć się w odpowiednim czasie, jak zrobić taki biznes. Albo nawet wejść w biznes jako pomocnik czy wręcz wspólnik.
Sprzed kilku dni sytuacja, pomagałem nosić meble byłemu mojej kumpeli, ma firmę remontowo budowlaną, takie jednoosobowe remonty mieszkań. Jak dobrze się pokazałem w small talku, to będą czasem dwuosobowe. Dorobię, nauczę się paru rzeczy. A za godzinę w tej branży wyciąga się tyle, że mało który programista może się równać. W najgorszym wypadku, ogarnę skilla do samodzielnych remontów u siebie, żeby nie musieć wynajmować firmy i jej płacić jak za zboże, z terminami realizacji 2-3 lata i ryzykiem, że spieprzą wszystko, co można spieprzyć.
09-21-2023, 08:31 PM
(09-20-2023, 09:37 PM)Nawaphon napisał(a): Pamiętam, w najgorszym Swoim momencie... każda sytuacja, gdzie się chociaż trochę ośmieszyłem - coś co teraz zbyłbym śmiechem z samego Siebie i o czym zapomniał bym następnego dnia - sprawiała, że przez parę tygodni miałem myśli samobójcze. Doskonale to rozumiem, co wtedy mogłeś czuć. To jest overthinking, rozkminianie sytuacji, o których nikt poza Tobą już nie pamięta. (09-21-2023, 10:47 AM)tomakin napisał(a): Jak wygląda small talk w wykonaniu tego dziecka? "A, ja mam komputer za 30 tysięcy". Po historii tego dziecka zastanawiam się tylko, jak to możliwe, że rodzice nie widzą, jak krzywdzą swoje dzieci załatwiając wszystko za nich, trzymając pod parasolem i wymagając cisnięcia absolutnie najwyższej średniej. Myślałem, że naciski na bycie turbo najlepszym uczniem, to były 20-30 lat temu, gdzie to bardziej rodzice w klasie rywalizowali między sobą, a dzieci były tylko narzędziem. Bo panowało wtedy przekonanie, że wystarczy skończyć studia, żeby mieć zagwarantowane dobre życie i dobrą pracę. Teraz już każdy dorosły zdaje sobie sprawę, że wyniki w nauce nie przekładają się na sukces życiowy i finansowy. Czy matka tej dziewczynki tego nie widzi? (09-21-2023, 06:45 PM)munieslaw napisał(a): W przypadku miliarderów to trzeba mieć pomysł i zapierdalać po 16-18h dziennie i po x latach "być może" się uda dojść do miliardów. Czy ja wiem czy ma to związek ze znajomościami? Pewnie 30% to pomysł, 68% to ciężki zapierdol, a 2% to szczęście i znajomości. Większy problem to już kapitał na start niż znajomości. No ale tutaj opcji jest dużo: kredyt, dotacja, można odłożyć harując na 2 etaty etc. Myślę, że jeśli ktoś ma ambicje zostać milionerem czy nawet miliarderem zaczynając od zera, to zapewne ma świadomość, że robi to nie dla siebie, a dla przyszłych pokoleń w swojej rodzinie. Bo samemu właśnie będzie się zaharowywał i dużo z tego nie skorzysta, ale już następne pokolenia będą miały co dziedziczyć. Majątek się kumuluje w rodzinie i każde kolejne pokolenie ma nieco łatwiej. U nas, ze względu na rozbiory, wojny i komunizm, nie ma wiele takich rodów. Mamy co najwyżej drugie pokolenie, więc sukcesja to u nas dość nowy temat. Wydaje mi się, że w temacie znajomości vs pieniądze od pewnego czasu kręcimy się już w kółko i powtarzamy to samo, tylko ubrane w inne słowa i przykłady. Każdy z nas ma jakieś przekonania oparte o obserwacje i doświadczenie, więc tego się nie zmieni. Ja nie mam ambicji bycia milionerem, nie chcę się zaharowywać, nie też chcę kombinować i kraść. Nie czuję potrzeby posiadania dzieci i jeśli się to nie zmieni, to być może nigdy nie będę miał komu przekazać tego, czego się być może kiedyś dorobię. Ale wyliczyłem sobie, ile bym musiał zarabiać, żeby godnie żyć w Polsce. I wyprzedzając z góry - uważam, że jak najbardziej można matematycznie i obiektywnie wyznaczyć, co to jest godne życie i co to znaczy odnieść w życiu sukces. To, jak kto się z tym czuje, to już rzecz bardzo subiektywna i oczywiście tego podważyć się nie da, ale też nie można mówić, że godne życie zależy tylko od głowy, bo idąc tym tokiem rozumowania, to godnie żyje też ćpun naćpany krokodylem, bo w momencie naćpania jest królem życia i subiektywnie żyje godnie. Dlatego ja wychodzę raczej z założenia, że życie godne to takie, które pozwala w pełni korzystać z tego, co dzisiejszy świat ma do zaoferowania. Według moich wyliczeń 20 do 40 tysięcy złotych miesięcznie moim zdaniem wystarczy, żeby mieć w Polsce najwyższy standard życia. Nie wliczam w to zakupu nieruchomości, dóbr luksusowych typu jachty, samoloty, loty w kosmos, Rolexy za pół baniaka, różnych nisz i fanaberii oraz inwestycji, bo tutaj kwota może być nieskończona. Pod uwagę biorę jedynie usługi dostępne powszechnie. Chodzi mi wynajęcie dużego, przestronnego mieszkania w nowoczesnym budynku w dużym mieście, dobry samochód w leasingu, korzystanie z wszelkich możliwych rozrywek i sposobów spędzania czasu oraz wyjazdów na wczasy bez konieczności brania kredytów, nie oglądanie się na każdą promocję i okazję, tylko kupowanie tego, co jest akurat potrzebne, w tym także wymiany zużytych sprzętów, korzystanie z firmy sprzątającej mieszkanie raz czy dwa razy w miesiącu, dieta pudełkowa itp. Do tego regularna realizacja jakiegoś marzenia oraz bezstresowe finansowanie własnego hobby. Po prostu minimum 20k na życie (a najlepiej 40k) - żyje bardzo godnie i niczego mi nie zabraknie. Podkreślam - w Polsce. Kwotę tę trzeba zeskalować na inne kraje. Ktoś może powiedzieć, że 3k zł dla niego wystarcza, żeby mógł godnie żyć, bo nie potrzebuje wiele. Tylko to zależy, gdzie się żyje, bo 3k/mc gdy masz własny dom na wsi, własne warzywa i po prostu lubisz gotować w domu, to za 3k tez żyjesz normalnie. Inna kwestia, że z perspektywy miasta, gdzie normą staje się dieta pudełkowa z wyliczonymi kaloriami, to jest to biedne życie. Mogę więc dziwić się osobom, które zarabiają 3k i uważają, że żyją godnie. Ciężko mi się z tym zgodzić, no chyba że te osoby zarabiały wcześniej 20k i spadły do 3k i im to nic nie zmieniło. Po prostu nie maja wystarczającej wiedzy, żeby ocenić, czy żyli godnie. Nie mówię o "poczuciu, że prowadzę godne życie", tylko obiektywnym stwierdzeniu "godne życie zaczyna się tu". Jestem zdania, że jest to możliwe do wyliczenia matematycznego. Niektórzy uważają, że każdy ma swoją prawdę, która wynika z uczuć, a ja totalnie to odrzucam. Uważam, że prawda jest jedna, jest niezależna od uczuć. A to, czy ktoś się czuje dobrze, czy źle, to już zupełnie inny temat. Dlatego moją ambicją nie jest kumulowanie kapitału za wszelką cenę, harowanie do upadłego, czy naginanie zasad współżycia społecznego do własnych celów finansowych, nie chcę się chełpić poczuciem wyższości, władzy itp. Chciałbym móc korzystać ze wszystkich powszechnie dostępnych towarów i usług i żyć godnie. W mojej rodzinie jestem pierwszym pokoleniem, które w ogóle może o tym myśleć i ma jakieś szanse, żeby to osiągnąć.
09-21-2023, 10:05 PM
Z matką tej dziewczyny jest duży problem, znam sytuację z drugiej ręki, ale jak to kumpela ujęła, "każdy rodzic był w stanie zobaczyć, że jego dziecko nie jest doskonałe i może czasem mieć wady. Każdy oprócz jednego." Kurcze nawet była sytuacja, gdy klasa miała gdzieś iść, ale ta dziewczynka nie mogła, już nie pamiętam, czy na karuzelę a ona miała odruchy wymiotne, czy coś, ale matka wymusiła, żeby klasa poszła gdzieś indziej, bo córeczce będzie przykro.
Ciężki przypadek, ale mam czasem takie rozkminy, czy to nie jest aby dobre wychowanie kogoś, kto będzie potem szedł przez życie wykorzystując skilla do gardzenia innymi, co czasem może być mocno przydatne. Kiedyś czytałem książkę gdzie jakiś psycholog, bodaj czy nie jeden z tych psychoanalityków którzy stworzyli kierunek, jakiś adler czy inna karen horney rozkminiał, jak bardzo różnią się dzieci wychowywane przez ultrabogatych rodziców, jak są niemal innym gatunkiem. Co do kasy, nie chcesz mieć dzieci, więc nie będzie gromadzenia kapitału. Zdobycie pozycji umożliwiającej zarabianie 20-40k, bez dobrej szkoły, bez wbitych w rodzinie nawyków, bez znajomości, bez (to najważniejsze) stażu pracy na dobrym stanowisku to trochę samobójcza misja, jeśli nie masz pomysłu na własny biznes. Owszem, pewnie się uda, jeśli się na tym skupisz, bo łebski jesteś, ale właśnie, co z tego życia zostanie? I w jakim wieku? A co, gdy poświęcisz kilka ostatnich lat względnej młodości na naukę zawodu, który potem wyleci z rynku, zastąpiony przez AI? To już wykończeniówka jest lepsza, bo tu AI ani roboty / androidy nie będą działać w przewidywalnej przyszłości. I szczerze, jeśli mam mówić o swoich odczuciach, to jest z 50 razy przyjemniejsze od klepania kodu. I nie, tu praktycznie nie ma konkurencji Czasem kilka LAT trzeba czekać, aż specmajster znajdzie czas. Eh, znowu daję rady... potraktuj to jako przedstawienie perspektywy.
09-21-2023, 10:37 PM
13 czy 14 lat. I ma średnią 6.0.
Nie decyduję się powiedzieć z całą stanowczością, że nie chcę i nie będę miał dzieci. Nigdy nie miałem do czynienia z dziećmi w jakimkolwiek wieku, więc nie wiem, czy bym się w tym odnalazł. Przede wszystkim nigdy nie byłem w związku, a najpierw tego by się trzeba było dobrze nauczyć, żeby potem właściwie sprawować się w roli ojca. Nie dojrzałem jeszcze do tego. Być może to się zmieni, a być może nigdy nie dojrzeję. Jestem w tej chwili na nie, ale zostawiam sobie furtkę. W sierpniu zrobiłem sobie badania płodności i wiem, że wszystko jest z nią dobrze. Zdecydowałem się też na zamrożenie i przechowywanie swojego nasienia, póki jestem zdrowy i młody, bo z wiekiem rośnie ryzyko wad genetycznych. Przechowywanie to koszt 450 zł rocznie. To moja polisa ubezpieczeniowa gdybym kiedyś samodzielnie lub pod wpływem jakiejś kobiety zmienił zdanie. Ostatecznie mogę też skorzystać z surogacji i samotnie wychowywać. Są w Polsce przedstawicielstwa firm, które zajmują się załatwianiem wszystkiego (newlifepoland. net - kontaktowałem się, wypytałem o wszystko), ale to najtrudniejsza opcja zarówno dla mnie, jak i dla dzieci, więc jest na samym końcu listy możliwości. Samotne rodzicielstwo, szczególnie w starszym wieku (u mnie najwcześniej po czterdziestce) bywa bardzo męczące.
Nawet jeśli będę kiedyś chciał, to wezmę też pod uwagę swój poziom materialny. Dzieciom trzeba zapewnić wszystko i nie być dla nich obciążeniem w latach swojej starości. Nie uznaję podejścia "jakoś to będzie, najważniejsze, że sie kochamy". Posiadanie lub nie posiadanie dzieci to decyzja, która rzadko kiedy jest jednoznacznie właściwa. Ten, kto ich nie chce, będzie czytał na fejsie strony typu "Żałuję rodzicielstwa" i wynajdywał wszystkie ograniczenia, które dzieci powodują. Ten, kto dzieci ma lub chce mieć, znajdzie w tym największy sens życia i radość, plus jeszcze ta słynna szklanka wody na starość. I tu nie ma jednej poprawnej odpowiedzi, tu już każdy musi sam musi sobie odpowiedzieć. Co by nie wybrać to zawsze może pojawić się żal straconych możliwości. Osoby z dziećmi mogą czuć się przytłoczeniu obowiązkami, co widać czasem w różnych wpisach na necie i mają poczucie straconej młodości, braku wyszalenia się, podróży, zabawy, czy wydawania kasy na własne przyjemności. Wieczni single mogą za to wiecznie się bawić, ale nigdy nie wiadomo, czy z czasem nie pojawi się pustka i samotność, a gadżety, podróże i ruchanie byle kogo w końcu się znudzą. A wtedy może być już za późno lub trzeba będzie wydawać grube pieniądze na leczenie problemów z zajściem i utrzymaniem ciąży. Każda decyzja w tej sprawie niesie za sobą konsekwencje i trzeba się z nimi zmierzyć. Trawa po drugiej stronie płotu zawsze wydaje się bardziej zielona. Zdaję sobie sprawę ze swojej sytuacji. W tej chwii jest mi tak dobrze i uważam, że mam o wiele większe możliwości, niż niektórzy moi rówieśnicy. Ale powoli zbliża się granica i o ile sprawach zawodowych mogę sobie zmieniać kierunki jeszcze bardzo długo, tak w tematach związkowych i rodzicielskich nie zostało aż tak dużo czasu na ewentualne zmiany. Myślę, że niezależnie od podjętej przeze mnie decyzji, to zmierzę się z jej konsekwencjami i będę się cieszył z pozytywów, a przykrości zostawię dla siebie. Po co rozsiewać zgryzotę na innych. Oczywiście dojście do zarobków rzędu 20-40 tysięcy złotych miesięcznie to może być misja samobójcza, bo bardzo nikły procent Polaków tyle zarabia. Klepacze kodu mogą do nich należeć. Wiem, że typowym klepaczem nie będę, bo to mnie męczy i nudzi. Własna firma i na przykład wykończeniówka to już dobry kierunek, ale ma to pewne minusy. Najważniejszym jest to, że wymaga przedsiębiorczości, której ja najprawdopodobniej nie mam. Z Wami może jest inaczej. No i wymaga to też poświęcenia olbrzymiej ilości czasu. To nie jest praca od 7 do 15 i fajrant. Plus fizyczne tyranie, które na zdrowie na pewno nie pomaga, choć o to można akurat zadbać. Mam na siebie pewien pomysł. W IT interesują mnie sieci, chmury i cyberbezpieczeństwo. Wcześniej studiowałem rzeczy związane z energetyką i automatyką przemysłową i dobrze to wszystko ogarniałem, a nawet lubiłem. Logicznym wydaje się więc połączenie tych dwóch branż. Industral cybersecurity. Coraz więcej fabryk, elektrowni itp. jest podłączonych do sieci, a nie wszyscy zdają sobie sprawę, że trzeba to odpowiednio zabezpieczyć i monitorować. Zacząłem sobie na własną rękę przeglądać rzeczy związane z automatyką w energetyce i powoli wszystko mi się przypomina. Odświeżenie i tamtej wiedzy nie powinno być trudne. Znalazłem świetną firmę szkoleniową w Gliwicach właśnie z tej branży, która też mocno idzie w SCADA/ISC (czyli właśnie industrial cybersec), robią kursy w nowoczesnych laboratoriach, nawet organizują wspólnie z Politechniką Śląską roczne studia podyplomowe z cyfryzacji według standardu Przemysł 4.0. W tym roku się już nie załapię, ale jeśli przez najbliższe miesiące uznam, że to dobry kierunek rozwoju dla mnie, to odświeżę sobie podstawy, a potem za rok mogę iść studiować. No i przygotowuję się do egzaminu na swój pierwszy certyfikat w IT, do której podejdę w styczniu. A potem pewnie następne. Dzięki takiemu podejściu nie spuszczam całkowicie w kiblu swojej wcześniejszej edukacji. A samo IT to jak widać nie tylko programowanie. Jest masa innych tematów, które nie są tak mocno oblegane. Oczywiście to nadal nie daje pewności zdobycia takich zarobków, o których mówimy, ale jednak bycie specjalistą w wąskiej dziedzinie daje ku temu większe możliwości. Przede wszystkim widziałbym tu pracę w formie zdalnej dla zagranicznego korpo. Zauważcie, że wtedy wystarczy już 4,5-5 tysięcy euro, żeby przekroczyć ten próg, o którym mówiłem. A to nie jest aż takie niemożliwe. Oczywiście angielski to podstawa, ale to już wałkowaliśmy niejednokrotnie. No i trzeba mieć oczywiście jakieś inne doświadczenie zawodowe, więc trzeba będzie się wyrwać z prostych prac magazynowych czy rozwożenia żarcia. A zarabianie w euro i życie w Polsce do dobre połączenie, bo u nas jest większa siła nabywcza, mniejsze podatki i bardziej dostępne (i ładniejsze) nieruchomości. A te 5 tysięcy euro to wcale nie jest aż takie abstrakcyjne dla specjalisty. Gdy rok temu pracowałem latem w rolnictwie w Niemczech, to za miesiąc dostawałem ok. 3900 euro już po odliczniu kosztów mieszkania. I to z prostych prac. Tylko było to okupione pracą przez około 380 godzin w miesiącu, więc na dłuższą metę to nie tędy droga. No i teraz jeszcze raz kwestia, dlaczego uważam, że lepszy jest etat, niż własna firma. Mówię tu oczywiście o moim konkretnym pomyśle. Przede wszystkim dlatego, ze na wlasny rachunek zarobiłbym duzo mniej. Po pierwsze: Duze korporacje maja duzych klientów - inne duze korporacje. Grube ryby trzymaja sie z grubymi rybami o grubych portfelach. Jesli zalozylbym firmę, to duzi klienci by z moich uslug nie korzystali poniewaz nie mam marki, ani historii wspołpracy nad duzymi projektami i moja firma nie jest wpisana na "biala liste uslugodawcow". Wpisanie na taka liste nie jest latwe, poniewaz trzeba spelnic bardzo scisle warunki. Musialbym zaczynac od zera, rowniez oferujac duzo nizsze stawki. Po drugie: Duze korporacje maja struktury, procesy i narzedzia, które ja musialbym budowac od zera ogromnym nakladem kosztów. W korporacjach jest to juz ich czescia ekosystemu, dla mnie bylaby to dodatkowa praca, która wymagałaby inwestycji, które byc moze nigdy by sie nie zamortyzowały jak np. rekrutacja, support, prawnicy, ksiegowi, dział IT. Po trzecie: Ryzyko. Pracujac w korporacji nie ponosze ryzyka inwestycyjnego, ani z zatrudnianiem ludzi. Ostatecznie zarzadzam nieswoimi pieniedzmi. Po czwarte: Skala i przyjemnosci pracy. Pracuje w ogromnej skali, z najwiekszymi firmami, ze wszystkimi korzysciami z tego plynacymi i bezposrednio wplywajacymi na moje zycie czyli duze projekty, praca na najnowszym sprzecie i najlepszych narzedziach, eleganccy ludzie, ladne biura, zagraniczne wyjazdy, spotykanie sie w eleganckich restauracjach, latanie biznes klasa i spanie w 5* hotelach. Krótko mowiac, gdybym zalozyl wlasna firme robiaca dokladnie to samo co chciałbym robić, to nie dosc, ża zarobilbym mniej, stresowalbym sie bardziej, ryzykowalbym bardziej, mialbym wiecej pracy / obszarów do zarządzania, pracowalbym z mniejszymi firmami, ryzykowalbym bardziej, to i pracowałbym pewnie wiecej. Nie oplaca sie. Natomiast nie ukrywam, ze za 15 lat, jesli dobrze pokieruje swoja kariera zawodowa w ramach przykładowej korporacji, do której bym się dostał, to moje nazwisko bedzie na tyle rozpoznawalne w firmie, ze bede mogl przejac jakis kontrakt wewnatrz firmy na wlasna DG, bo bede mial zaufanie i moja firma szybko trafi na biala liste i taki tez jest plan, ale to już daleka przyszłość. Oczywiście istnieje też szansa, że nic z tego nie wyjdzie, że gdzieś się wysypię, że dopadnie mnie znów kryzys psychiczny, potężna prokrastynacja lub jakaś sytuacja losowa. Wtedy będę musał ponownie zmierzyć się z konsekwencjami swoich działań. I zadowolę się tym, co zarabiam i co mam, bo nawet teraz nie mogę powiedzieć, że jest mi bardzo źle. Wręcz przeciwnie. Wprawdzie pracuję jako fizol i nie zarabiam dużo, ale w kwestiach towarzyskich nieco się ogarnąłem, o czym już pisałem tutaj wcześniej i może ktoś coś z tego nawet wybierze dla siebie, a oprócz tego jestem przyzwyczajony do bycia samemu i nie odczuwam negatywnie samotności, bo sam dla siebie jestem najlepszym kumplem. Odnawiam też stare znajomości - za miesiąc idę na koncert Braci Figo Fagot razem z ziomem, z którym na studiach wypiłem morze wódy, a nie widziałem się z nim 14 lat. Jeszcze wracając na chwilę do tego, czy moje plany to nie jest misja samobójcza. No tak to faktycznie może wyglądać, ale ja też nie poświęcam na to całego mojego czasu. Przeciwnie - staram się ciągle korzystać z takich atrakcji, których jeszcze nigdy nie robiłem. Zawsze część wypłaty jest przeznaczona na coś nowego. Chcę sprawdzać wszystko, doświadczać wszystkiego i zobaczyć, co mi sie podoba, a co nie. We wrześniu chodziłem na strzelnicę i na kurs gry w golfa. Zajebista sprawa. W październiku jestem wpisany na lekcje tańca liniowego oranizowane przez poznańskie stowarzyszenie katolickie Poznaj Ludzi. Właśnie dedykowane singlom. Wprawdzie jestem niereligijny, ale co mi szkodzi przez miesiąc trochę być i zobaczyć, co to za ludzie i co tam oni wyprawiają sobie. Odejść i zerwać kontakt zawsze można. Dlatego przydała mi się wyprowadzka od matki, bo to właśnie duże miasto daje takie możliwości. Robiąc to wszystko nie ma mnie w domu praktycznie od rana do wieczora, bo ciągle jestem gdzieś w ruchu. A jak jestem w domu, to robię wszystko chodząc wolno na bieżni. To cholerstwo uzależnia. Mieszkając w Polsce można na prawdę mieć wysoki standard życia przy odpowiednich zarobkach. A czasem nawet nie trzeba mieć odpowiednich zarobków, bo można zrobić tak jak ja teraz, czyli zamiast korzystać ze wszystkich atrakcji jednocześnie, wybierać sobie i kolejno realizować różne, co miesiąc inne. Nie ma potrzeby nigdy emigrować, trzeba nauczyc sie prowadzic "zachodni" styl i tryb zycia w Polsce. Co mam na mysli? Nauczyc sie wydawac pieniadze na rzeczy, które podwyzszaja nasz standard zycia znaczaco, a sa "stosunkowo" tanie, a juz na pewno w Polsce są bardzo tanie i mieszkajac za granica na pewno nie bedziemy mogli sobie na nie pozwolic. Wiele z tych rzeczy, które wymienie, to "standard" na zachodzie i my rowniez je mamy, ale czesto nie jestesmy świadomi ze je mamy. W Polsce, poniewaz mamy duzo ludzi na dorobku, to wiele osob ma juz na to pieniadze, ale nie ma swiadomosci, ze "tak mozna". Zacznimy cieszyc sie czasem wolnym i go wykorzystywac, chodzic do kina, teatru, opery, na koncerty, na drinka do cocktail baru, na mecz pilki noznej lub futbolu amerykanskiego w weekend. Wykorzystujmy festyny czy eventy, które dzieja sie w okolicy (np. pokazy balonów na ogrzane powietrze, wystawy kosmosu, lodowiska, skutery sniezne, quady, jazda konno, strzelnica, pole golfowe, gorące źródla w zimie, szlaki górskie, spływy kajakowe). Np. jesli nie chce ci sie gotowac to jedz na miescie, zamawiaj diete pudelkową do domu, jesli nie chce ci sie sprzatac to zamow sobie sprzątaczke. Nawet jesli uwazasz, ze sprzataczka to fanaberia, to zamow sobie ja raz na jakis czas (np. raz na miesiac), daj odpoczac sobie i domownikom. Uprawiaj jakis sport, są swietne szkoly np. Szkola Walki Drwala (kumplel z Krakowa tam trenuje i bardzo chwali), albo jakis inny boks, muay thai. Sami zresztą polecaliscie karate, a neko ma nawet znaczące osiągnięcia, o ile pamiętam. Mamy swietne, nowoczesne silownie za grosze otwarte 24/7, nie wspominajac juz o MultiSporcie. Możemy chodzić na saune (swietne sa seanse saunowe z muzyka i zapachami), basen, scianke wspinaczkowa czy na jakis crossfit. Wokol tego wszystkiego sa stworzone swietne spolecznosci w Polsce, wystarczy przejrzeć Facebooka. Zacznijmy podrozować, podrozowac po Polsce (w Polsce sa swietne miejsca na wypady na weekend) lub po Europie, np. Warszawa, Poznań, czy Kraków mają lotniska bardzo blisko centrum i są tam loty praktycznie w kazdym kierunku swiata (i to w bardzo atrakcyjnych cenach). Przy wyższych zarobkach (nawet nie koniecznie 20k zł) możemy sobie pozwolić na jeszcze coś. Na przykład jesli chcesz miec samochod, któremu mozesz ufac, zeby pojechac gdzies na weekend, wez sobie leasing nówkę nieśmigajkę za 1200-1800 zł + VAT (albo można nawet zaszalec i wziac drozszy). Jesli narzekasz na sluzbe zdrowia, kup se jakis prywatny pakiet VIP (co przy wyższych zarobkach i tak będzie groszowym wydatkiem) i juz nie bedziesz narzekał. Dokładnie takie pakiety maja ekspaci z Anglii, czy z USA mieszkający w Polsce i nigdy nie slyszalem, zeby ktos narzekal. Jeśli ktoś narzeka, że płaci za duże podatki, to od pewnego pułapu opłaca się przejść na IP Box albo na ryczałt. Jesli masz za ciasne mieszkanie / za mały dom, zmien je na wieksze, mamy na tyle niskie ceny nieruchomosci w Polsce w stosunku do krajów zachodu, ze za te 1000zl miesiecznie wiecej, mozesz miec 2x metraż. Monitoruję to na bieżąco i wiem, czego się spodziewać zarówno przy wynajmie od prywatnej osoby, jak i od funduszu. Zamieszkaj w miejscu, w którym masz dobry internet (sam mam teraz światłowów 300 Mb/s i nie zamieniłbym go na jakąś gównostradę, a wiem, że są już w ofercie łącza 1 Gb/s). Jeśli ktoś ma albo chce mieć dzieci (a po osiągnięciu pewnego pułapu zarobków i stabilizacji ta potrzeba często się pojawia - to potrzeba wyższego rzędu), to trzeba mieć też na uwadze, że edukacja w Polsce, nawet wyzsza, jest darmowa (w UK jest platna, nie mówiąc już o horrendalnych cenach za studia w USA), wiec przy odpowiednim pokierowaniu mamy praktycznie od razu zapewniona dobra edukacje swoich dzieci i nie placimy za nia dodatkowo. Wszystkie rzeczy które wymieniłem powyzej, to standard duzo powyzej poziomu, na którym zyje przecietny Brytyjczyk, czy Niemiec. Ja absoutnie nie widze powodu dla którego mialbym sie przeprowadzic na stałe zagranicę. Oczywiście pracowałem i mieszkalem w Niemczech, Holandii i Szwajcarii, ale poza chwilowym zastrzykiem gotówki wiem, ze to bylo bez sensu, bo nie rozwinęło mnie to w żaden sposób. Może jedynie uodporniło nieco psychicznie na chamstwo, cwaniactwo i inne patologie. Dla wielu ludzi pracujących przez agencje pracy bez znajomości języka takie życie jest wręcz wymarzonym. Ja na dłuższą metę bym się zamęczył i nigdy nie mogę wysiedzieć w tych przeklętych krajach dłużej niż kilka misięcy. A wielu jest takich jak z tego memu "mówię ci typie, 10 erło za godzinę, po pracy od razu blant, to jest zycie na poziomie, nie to co w Polsce". I tak ciągle plują na ojczyznę mówiąc, że nie da się tu normalnie zarobić, chyba że się ma znajomości lub kradnie. I tak siedzą w tych pracach tymczasowych, mieszkają na kupie w kwaterach agencyjnych, które jakością nie grzeszą, całe życie na walizkach, bez znajomości języka mimo kilku lat na obczyźnie, bo tylko praca-dom-sklep. Niektórzy mają komorników na głowie, inni traktują to jako wieloletnią ucieczkę od nieudanego małżeństwa i dzieci, których nie chcieli. Żyją sobie tak, jakby byli kawalerami, muszą tylko płacić myto na rodzinę w Polsce. Taka kara finansowa za błędy młodości. Sam momentami byłem nie lepszy, bo też zdarzało mi się narzekać na wszystko, co polskie i obwiniać innych za swoje niepowodzenia, ale na szczęście w porę się otrząsnąłem i odciąłem mentalnie od tego. Nie mogę wykluczyć tego, że jeszcze kiedyś wyjadę na miesiąc czy dwa w znane mi miejsca w Niemczech, ale mój mental będzie już zupełnie inny. W Polsce jestem w stanie miec wyzszy standard życia pod kazdym wzgledem nawet przy obecnych zarobkach, a jeśli uda mi się wyjść na nieco wyższe i do tego na pracę zdalną, to jak cos mi w danym momencie nie będzie pasuje (np. zima) to moge sobie na ten czas na przykład pojechac sie wygrzac do Hiszpanii. A skoro już jestem przy narzekaniu na nasz kraj, to mysle, ze warto nauczyc sie doceniac to, co w Polsce jest lepsze np. punktualnosc, dokladnosc i mimo wszystko - wyższą jakość (szczegolnie, jesli mam to porownac do ludzi którzy, glownie wykonuja zawody fizyczne na zachodze, czyli Pakistancy, Hindusi, Turasy, Rumuny, czy inni Azjaci i Afrykanczycy itd). Byłem, widziałem z bliska, swoje zdanie mam, choć nie wypada je wypowiadać głośno. Podsumowując wywód (kuźwa, się rozpisałem) - przy zarobkach rzędu 20k zł (czyli liczmy już 4,5-5k euro) w UK, w Niemczech, czy w Szwajcarii zarabialibyśmy po prostu "srednio" i dokladnie taki "sredni" standard byśmy miał. A ten, kto mowi, ze sredni standard w UK jest wyzszy, niz wysoki standard w PL, to po prostu nie ma pojecia o czym mowi. W PL jestesmy w stanie przy tych pieniadzach (a nawet już o połowę mniejszych) miec wrecz królewski standard, tylko musimy sie najpierw sami nim otoczyc. Moja rada na koniec: STAY RAD
09-23-2023, 11:04 PM
Co do wyprowadzki za granicę, zawsze jest tak, że będzie się tam obcym, tak dla innych jak i samemu dla siebie. Nawet jeśli znajdzie się super fajnych znajomych, to inaczej patrzy się na gościa, który rozczula się, gdy przypomni mu się kreskówka którą samemu się w dzieciństwie oglądało. Zawsze inaczej czuje się wśród ludzi, z którymi dzieli się wspólną przeszłość. Ten jeden argument jest ważniejszy od wszystkich pozostałych.
Powtórzę to, co pisałem nie raz - najszczęśliwsi znajomi to ci, którzy znaleźli sobie w życiu jakąś zajawkę. Mają hobby, które kochają i które nadaje sens ich życiu, a do tego otoczyli się odpowiednimi ludźmi i mają z nimi kontakt na co dzień.
09-24-2023, 03:49 PM
Masz rację. Chodzi o znajomość kodu kulturowego. Można znać język i historię danego kraju, ale nie będzie się znało niuansów językowych, czuło tej samej nostalgii, nawet niektóre memy nie będą zrozumiałe. Zawsze się będzie w pewnym sensie obcym. I tak właśnie bym się czuł, gdybym dłużej siedział w Niemczech. Trudno mi zrozumieć, że niektórzy mogą żyć tak kilkanaście lat, nie poznać języka, nie integrować się z lokalsami i do tego uważać, że to właśnie tam żyją na poziomie.
09-25-2023, 05:52 AM
Tu zapytam żeby nie znikło, testowałeś hupercynę A?
|
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości





