This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Eh, no tylko ciekawostkę rzuciłem, jak system sam siebie zjada w niektórych sytuacjach.

Własne mieszkanie to podstawa, co by się nie stało, masz gdzie mieszkać, nawet jak masz zerowe możliwości zarabiania czy działania (ciężka choroba etc), to trudno, czynszu nie płacisz, nie eksmitują.
Odpowiedz
No chyba że kredytu nie płacisz. Wtedy i tak nie uciekniesz, bo w końcu system Cię dopadnie. A ja bez kredytu pewnie nigdy nie kupię. Mam jeszcze 7 lat na skorzystanie z nowej opcji kredytowej. W optymistycznym założeniu oczywiście, bo cholera wie, co z tym programem będzie w przyszłości. A nie zamierzam przez kolejne kilka lat mieszkać w matką. Smile Muszę tylko wypracować sobie na tyle dobrą wartość na rynku, żeby bez spiny ten kredyt dostać i go spłacać. Teraz w razie problemów mogę się wynieść i iść na pokój, wyjechać zagranicę, albo ostatecznie wrócić do matki. Tu, gdzie teraz wynajmuję, nie ma umów długoterminowych. Wynajmuję jak długo chcę i rezygnuję kiedy chcę z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Pasi mi to.

System ma swoje wady oczywiście, nie naprawi się tego jedną ustawą i żaden rząd nie zrobił i nie zrobi z nas krezusów, choć przez 30 lat i tak mnóstwo się zmieniło w większości na lepsze. Na szczęście nie mamy osiedli biedoty mieszkających na obrzeżach miast w skleconych ze śmieci szopach, w namiotach, albo w przyczepach kempingowych, jak za oceanem, gdzie wielu ludzi nie stać na wynajem. Chłopaki z baraków to dobry przykład.

/edit
Właśnie się zorientowałem, że jestem Senior Member. Kurła kiedy? W ogóle serio natrzaskałem już tyle postów? 
Czytam sobie pierwsze moje posty w tym temacie i patrzę na to tak, jakbym to nie ja pisał. Byłem wtedy mentalnie w złym stanie. Dziś jestem w innym miejscu, a większość problemów pokonałem.
Odpowiedz
Zawsze możesz iść w opcję kawalerka na zadupiu. Na chwilę obecną poniżej 100k można coś kupić, w 500 zł zmieścisz się z opłatami. Tylko na zadupiu wiadomo, z pracą ciężko, życie towarzyskie jest martwe. Opcja dla pracujących zdalnie / na własny rachunek i nie lubiących specjalnie towarzystwa.
Odpowiedz
Z takich ciekawych alternatyw, jest opcja, żeby kupić ruderę do remontu gdzieś na wschodzie. Wyremontować, albo postawić jakiegoś jednorazowca na jej miejscu, jako że wszystkie przyłącza i papierologię masz już z głowy. Dom razem z fajnym kawałkiem ziemi, gdzie można uprawiać jakieś żarcie czy zioła, to czasem nawet głupie 60 tysięcy.

Rozwiązanie ma sporo zalet, ale ma też wady, głupi atak wyrostka to już niemal zagrożenie życia, nie wspominając o zawale czy udarze, karetka tam za 2 tygodnie dojedzie. Z rodziną jeszcze gorzej, dziecko do szpitala zawieźć to cała wyprawa. No i złodzieje.

Na dawnym forum wege były schizoposty o wege osadzie, koniec końców okazało się, że jeden gość co miał ziemię to owszem, chętnie, ale głównie żeby osadzały się samotne dziewczyny w wieku do 30 lat (jego żona miała nieco inne zdanie), drugi był takim kłębkiem toksycznych kompleksów, że każdemu zatruł życie po tygodniu samej swojej obecności, pewnie sądził, że to społeczeństwo jest przyczyną konfliktów, a nie on, więc jak się wyprowadzi "do eko osady" to wszystko minie. No niestety, zabrał do tej eko osady siebie.

No i był tosiek ogrodnik, ale to już temat na całą książkę. Ostatnio z tego co kojarzę opieka społeczna zabrała mu dziecko.

Tego typu osada to całkiem dobra sprawa by była, silne zabezpieczenie przed kradzieżami, co praktycznie eliminuje jeden z największych problemów. Cały kłopot w tym, że do takich miejsc ciągną ludzie, którzy sami w sobie są problemem.
Odpowiedz
Miasto, z którego pochodzę, jest właśnie na zadupiu. 12k mieszkańców. Praca na minimalnej, albo w urzędzie po znajomości, albo jakaś własna firma. Plusem tego miasta jest to, że jest stąd równo 80 km di trzech miast: do Poznania, Bydgoszczy i Torunia. Obserwuję rynek mieszkaniowy i poniżej 100k zł nic się kupić nie da. Ani nowobudowane, ani z drugiej ręki. Jeszcze w 2019 można było kupić 50 m2 za 150k zł. Ceny teraz zaczynają się od 200k zł. Może w innych regionach jest taniej. Albo trzeba umieć trafić na okazję i ja tego nie potrafię.

Taka komuna mieszkalna to niczym wioska w Settlersach czy Age of Empires. Fajna sprawa, ale tak jak mówisz, przyciąga różnych wykolejeńców. W filmie "Bo się boi" też było coś takiego pokazane.
W każdym razie w tej chwili jeszcze o mieszkaniu nie myślę, bo nie mam zdolności. Zresztą nie chce się wkopac w ratę np. 2k zł w jakimś mieście, a potem zdobędę zawód który mnie wywieje gdzieś indziej (albo pozwoli wrócić w rodzinne strony). Mogę pojechać jeszcze zagranicę na jakiś czas, dozbierać do 100k zł oszczędności, żeby było na wkład własny, wciaz w tym czasie podbijać kompetencje, a potem zdobyć lepszą pracę i dopiero brać kredyt.
Odpowiedz
no w innych regionach jest DUŻO taniej

https://www.otodom.pl/pl/oferta/kawalerk...4m2JH.html

https://www.olx.pl/d/oferta/kawalerka-w-...d_distance

https://www.otodom.pl/pl/oferta/najtansz...4m33A.html

ale to wiadomo, trochę dla desperatów opcje Big Grin
Odpowiedz
W Wałbrzychu mój wujaszek, którego widziałem dwa razy w życiu, zapił się parę lat temu na śmierć, więc chyba nie jest tam wesoło. Big Grin
Piec kaflowy i dwójka ludzi w cenie. Całkiem spoko.
A tak serio, to kupowanie na siłę takich ruder to trochę ciężka sprawa. Chociaż jak ktoś ma łeb na karku i jest przedsiębiorczy, to sobie poradzi. Mój kuzyn wywodzi się z biednej rodziny, a rozkręcił w Kruszwicy, małym mieście z Mysią Wieżą, sporą firmę zupełnie od zera robiąc jednocześnie na etacie. Teraz ma chyba że trzy firmy i myślę, że spokojnie jest już milionerem. Kupił lata temu właśnie taki zrujnowany dom za grosze, gdzie nawet podłogi nie było, tylko klepisko. Cała rodzina się stukała w głowę. 10 lat dłubał samemu, aż odpicował super chatę. Kupił nieużytki dookoła, żeby się zabezpieczyć na przyszłość od bliskości sąsiadów na wypadek, gdyby tam jakieś kolejne domki budowali. No i miał rację. Więc jak się na łeb, to można nawet w pipidówie odnieść sukces. Niestety chyba nie mam z nim wspólnych genów. Big Grin

Takie male miasta w górach czy na ścianie wschodniej mogą być fajne, jak się ma już pracę, najlepiej zdalną. Wtedy można na tym dużo zyskać. Jak się nie ma pracy, to się jedzie tam, gdzie są pieniądze. Ceny za wynajem w dużych miastach nie wzięły się z nikąd. Ludzie po prostu chcą tam mieszkać.
Odpowiedz
E, tam chyba w żadnej ofercie nie ma lokatorów. Ale piec kaflowy to nie taka tragiczna rzecz, dziadek z babcią takie mieli i miałem super radochę z rozpalania tego.

Nie no, to jako ciekawostkę dałem, jak chcesz iść w górę łańcucha pokarmowego to wiadomo, duże miasto.
Odpowiedz
Tam na zdjęciach w ofercie widziałem dwójkę ludzi, no ale to był zart, więc nieważne.

Wychowałem się w starej kamienicy i też mailem zabawę z dwoma piecsmi kaflowymi. Już bym do tego wracać nie chciał. Centralne ogrzewanie i dobrze ocieplony, nowy budynek to mega wygoda. Matka przez całą zimę ani razu nie odkręcała kaloryferów, bo zawsze były przynajmniej 23 stopnie.

Jestem nisko w łańcuchu pokarmowym, bo nie mam żadnych kwalifikacji ani fachu. Muszę iść wyżej. Robię sobie różne symulacje i widzę, że żeby dostać kredyt, to trzeba zarabiać tak 6-7k zł netto na umowie na czas nieokreślony plus mieć ze 100k zł wkładu. To ostatnie dałbym radę uzbierać w rok, półtora. Pracując w Polsce w najprostszych pracach raczej do takich zarobków nie dojdę, więc muszę się rozwijać. Stąd w tej chwili kombinowanie z IT i angielski. Mógłbym popracować w Niemczech przez polską agencję, która daje polską umowę o pracę i rozlicza wszystkie składki w Polsce, ale wypłaty daje w euro, bo już w takiej pracowałem. Tylko taka umowa jest zawsze umową o pracę tymczasową, a na taką banki nie chcą patrzeć.

Niektórzy kombinują i załatwiają sobie fikcyjne zatrudnienie z dowolnymi zarobkami, z zaświadczeniami. Albo nawet dają kasę w gotówce, a w zamian dostają pensję na konto z potrącony i składkami. I tak przez jakiś czas, żeby mieć na wyciągach z konta dowód odbierania pensji. Tylko to trzeba mieć znajomości. Mój kuzyn mi w tym raczej nie pomoże. Big Grin
Kiedyś widziałem nawet ogłoszenia z takimi fikcyjnymi umowami o pracę, ale to pewnie scam.

Zresztą skontaktuję się za jakiś czas z doradcą kredytowym i obgada swoją sprawę.

A, no chyba że na giełdzie coś się ruszy i zarobię. Big Grin Wciąż się uczę w wolnych chwilach.
Odpowiedz
Patrzę sobie jeszcze raz na pierwszą stronę tego wątku i mogę wreszcie powiedzieć, że większość problemów tam opisanych zostało poprawnie zaadresowanych i rozwiązanych. Mieszkam teraz sam, utrzymuję się sam, mam pracę (a nawet dwie), fobii społecznej już w zasadzie nie odczuwam, wszystko co trzeba jestem w stanie sobie załatwić przez telefon, internet lub osobiście, regularnie się uczę, wychodzę do ludzi, ciągle jestem w ruchu, mam jakieś plany, a i sytuacja z matką się całkiem nieźle ustabilizowała.

Mentalnie jestem w bardzo dobrym miejscu. Czuję się dobrze, świetnie śpię, wstaję wypoczęty, problemy skórne na głowie całkiem zniknęły i na razie nie wracają. Do bab mnie nadal nie ciągnie, z czego jestem bardzo zadowolony. Osiągnąłem i utrzymałem przez dłuższy czas bez żadnych spalaczy na tyle szczupłą sylwetkę, że wreszcie w pełni lubię swój wygląd w lustrze i ogólnie się sobie podobam, przez co samoocena mi wystrzeliła w górę. Nie wiem, czy któreś suplementy mają wpływ na moją psychikę i samopoczucie, bo nie odczuwam znaczących różnic mimo brania różnych mieszanek, niezależnie od tego, czy to piracetam, amfetamina, czy witamina D3. Być może tak po prostu czuje się każdy normalny człowiek i dlatego nie jest to żadne boskie odczucie. Ot takie zwyczajne. Będę nadal brał to, co mam na stanie, aż mi się skończy. Wtedy zrobię przerwę i zobaczę, czy wpłynie na mnie negatywnie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości