This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Pół godziny rano w pociągu angielski z Duolingo. Mam tam wykupiony abonament, więc na razie cisnę. Jak się skończy, to przejdę na Memrise. Potem praca od 8:30 do 17, potem jakieś żarcie, spacerek, opalanie się itp. i godzina w biurze coworkingowym i nauka na lapku pod kątem dwóch certyfikatów IT. Nie każdego dnia, bo zdarza mi się iść do kina albo na basen w tym czasie. Potem w pociągu znów angielski i o godzinie 21 lub 22 jestem w domu. Z takim trybem pracy i dojazdami wydaje mi się to optymalne.

Prowadzę też nadal tradycyjny dziennik i zapisuję wszystkie pomysły w aplikacji To Do, które potem przenoszę do kalendarza oraz co ważniejsze rzeczy do dziennika. Choć i tak piszę mniej, niż bym chciał, bo dziennik powstaje zazwyczaj, jak już jestem w łóżku i bardzo często spanie bierze mnie tak mocno, że zasypiam 10 sekund po odłożeniu notatnika. Właśnie teraz tak się dzieje.
Odpowiedz
O tych certyfikatach etc się nie wypowiem, ale z angielskim dużo więcej byś wyniósł, jakbyś najpierw przerobił Murphy'ego, nawet nie wszystko, ale pierwsze 2 tomy, albo nawet tylko pierwszy, a potem duolingo. Duo jest dość słabym kursem, którego najmocniejszą stroną jest utrwalanie wiadomości zdobytych gdzie indziej. Fajnie się to klika, nie męczy, ale zbyt wiele w głowie nie zostaje.
Odpowiedz
Mam "Essential grammar in use with answers" oraz "English grammar in use with answers". Pierwsza z czerwoną okładką, druga z granatową. To są pierwsze dwa tomy? Nie są w ten sposób podpisane.

/edit 
W sumie chyba tak, bo potem są "Advanced grammar in use" z zieloną okładką i "English collocations in use" z żółtą. A to już bardziej zaawansowane tematy.

/edit2
Te ostatnie są z tej samej serii od Cambridge, ale innego autorstwa.
Odpowiedz
W zasadzie to nie było pytania. Bing Chat wypisał mi wszystkie książki z tej serii w kolejności. Praktycznie każda jest na Libgenie.
Odpowiedz
Tak szczerze to o trzech tylko słyszałem, advanced to trzeci tom, są jakieś jeszcze układające się w serię?

Mi dużo wygodniej było ogarniać wydania papierowe, no i tak jak pisałem, na kartce wypisz te lekcje, które sprawiają JAKIEKOLWIEK trudności, typu że może, czasem, kiedyś byś się pomylił używając tej konkretnej zasady gramatycznej w układaniu zdania, czytaj tylko te rozdziały, które są "trudne" i stopniowo wykreślaj "zaliczone" lekcje.

Rzeczy do wkucia na pamięć, typu odmiana nieregularna, pomiń bo to będzie dużo łatwiej ogarnąć w memrise, zapamiętaj tylko zasady gramatyczne, kiedy stosować daną odmianę, olej konkretne słówka.

Weź wydanie z ćwiczeniami i z odpowiedziami, zawsze przerabiaj ćwiczenia, tylko nie smaruj po książce, bo będziesz je przerabiać wielokrotnie Big Grin
Odpowiedz
Czerwone Essential mam na papierze. Kupiłem używane za grosze, ale nie popisane. Niebieskiego albo kupię, albo wydrukuję pdfa z Libgenu i zbinduję. Zobaczę, co wyjdzie taniej. Drukarki nie mam, więc muszę iść do punktu ksero i wydrukować choćby czarnobiałe.

W sumie z tego co widzę, to inne książki są uzupełnieniem tych podstawowych dwóch. Supplementary excericses. Jakąś babką na YT mówi, że czerwona i niebieska w zupełności wystarczą, żeby wszystko rozumieć. Advanced to książka ucząca bardziej akademickiego, naukowego języka i nie jest potrzebna do codziennej komunikacji.

Inne książki z serii "in use":

English Vocabulary in Use
Business Vocabulary in Use
Phrasal Verbs in Use
Pronunciation in Use
English Idioms in Use

Heh, wreszcie zaczynam rozumieć, jak należy poprawnie uczyć się języka. Takie rzeczy jak wkuwanie czasowników nieregularnych to ja już robiłem kiedyś wiele razy na sprawdziany. Podstawówka, liceum, studia. Zakuć, zdać, nie używać, zapomnieć. Więcej pamiętam z animacji do nauki angielskiego "Muzzy in Gondoland" o stworku z kosmosu, co zjadał zegarki. Dla dzieciaków to było świetne wprowadzenie do języka.
Odpowiedz
Jeśli chcesz mieć certyfikaty, to MUSISZ wkuć na pamięć nieregularne (oraz sto innych rzeczy). Tylko nie z jakiejś listy na kartce, bo to faktycznie zapomnisz, ale z memrise, gdzie masz kursy konkretnie pod to

https://app.memrise.com/course/100903/le...-verbs/38/

tu jest z przykładami, przez co znacznie lepiej zostaną w głowie. Potem oczywiście trzeba to przepracować w rozmowach, ale etapu wkucia nie pominiesz.

Podobnie czasowniki frazowe, uczenie się tego z książki to pomyłka. Ten kurs jest bardzo fajny i mega szybki, chociaż ma trochę błędów, ale jako że jest przepisany z jakiejś top pro stronki, to takie błędy są pewnie wszędzie, zresztą to też zależy od miejsca, co w jednej części kraju jest poprawne, w innej już nie bardzo

https://app.memrise.com/course/1234363/a...no-typing/

No i advanced grammar in use stanowczo jest wymagane na C1 - C2.

Jak będziesz leciał na memrise z jakimś kursem i codziennie robił ileś tam słówek, w sensie zaliczał ten dzienny cel, to memrise powinno dać w końcu ofertę zniżki, wychodzi nie wiem, 50 zł na rok? Jakoś tak.

I już nie oszczędzaj tak, zarobiłeś miliony monet na tym wyjeździe, pracę masz, a chcesz drukować książkę za 50 zł Big Grin
Odpowiedz
Oj tam, zbindowane książki lepiej się czyta, bo się nie zamykają. Big Grin

Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie wskazówki. Zaczynam wreszcie ogarniać, o co w tym chodzi. Do egzaminu CAE na poziomie C1 na pewno Advanced trzeba znać, ale to jest dla mnie na razie kosmos. Najpierw muszę opanować codzienną regularność nauki, wdrożyć umysł na pełne obroty, żeby nie odpaść. Jak już wejdę w rytm i zacznę widzieć postępy, to myślę, że po roku mogę spróbować podejść do FCE, czyli B2. A po kolejnym roku na CAE. Certyfikaty może i nie są potrzebne, ale w CV dobrze wyglądają, są też praktyczną walidacją umiejętności i nie trzeba polegać tylko na tym, co nam się uroi w głowie.  Więc raczej będę chciał się w ten sposób sprawdzić. Koszt to 600-700 zł za egzamin.

Gdybym miał sam do tematu podchodzić, to pewnie szukałbym szkół stacjonarnych i jeszcze wybrałbym jakąś drogą. Tak samo chcąc uczyć się z IT brałem zawsze wielomiesięczne szkolenia kosztujące po 20k lub więcej zamiast najpierw korzystać z darmowych lub tanich źródeł w necie, znalezieniu tego, co faktycznie najbardziej mnie jara w IT i wyuczeniu się do takiego poziomu, do jakiego to jest możliwe, a potem w razie ewentualnych problemów szukać dalej. Dlatego w zeszłym tygodniu zrezygnowałem z rozpoczętego niedawno rocznego kursu, za który płaciłem 850 zł miesięcznie. Zapis w umowie dawał mi taką możliwość w ciągu 2 miesięcy wraz z pełnym zwrotem kosztów. To na wypadek, gdyby mi nie odpowiadało. To jest takie moje durne przekonanie, że jak się za coś płaci i to dużo, to na pewno jest to wartościowe i na pewno będę chciał się tego uczyć. Ale skoro mam problemy z prokrastynacją, koncentracją i planowaniem przy darmowych szkoleniach, to przy tych płatnych nic się magicznie nie zmieni. Najpierw trzeba nauczyć się robienia budowania realistycznej ścieżki rozwoju, harmonogramu nauki i regularności. Dlatego uczę się sam codziennie przez godzinę z póki co z darmowych i pirackich materiałów. A w weekendy głównie giełda. Już kiedyś chciałem szukać płatnych szkoleń. Big Grin

Patrząc na to, jak podchodziłem do nauki, to chyba jednak określenie "skrajna nieporadność życiowa" wcale nie jest na wyrost. Big Grin
Odpowiedz
No tak trochę masz rację, ale to już pisałem, że podejmujesz czasem decyzje jak ultramilioner.

Wspominałem o audiobookach, grach, to są rzeczy, które trochę pomagają przełamać prokrastynację, bo są zabawą, wymagającą jednocześnie języka, do tego trochę z nim oswajają i dają motywację do dalszej nauki, żeby rozumieć więcej. Idę zaraz dzienny limit kilometrów wyrobić, w słuchawkach drugi tom Bartimeusa, niby dla dzieci, takie może poziom wyżej od harrypottera, ale właśnie taki angielski jest mi potrzebny, tu mogę się wkręcać rozumiejąc praktycznie każde słowo. Tylko trzeba pamiętać, że to nie jest nauka, a raczej sposób spędzania wolnego czasu.
Odpowiedz
Nieprzyjemna świadomość straconych lat i poczucie, że mam niewiele czasu, żeby naprawić życie, w tym przede wszystkim zawodowe, powoduje, że płatne kursy od zera do bohatera wydają się idealnym rozwiązaniem. Teraz zapłacę sporo, ale zostanę poprowadzony za rękę i za rok o tej porze będę już pracował w całkowicie nowej branży z perspektywami. I od tego momentu wszystko zacznie się układać. I szybko sobie odbiję to, co straciłem. A potem rezygnacja, bo nie ogarniałem nauki przez swój chaos.

Audiobooki spoko, choć z osłuchaniem się nie mam aż tak źle. Codziennie oglądam lub słucham YT w większości po angielsku.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości