Liczba postów: 306
Liczba wątków: 8
Dołączył: Dec 2020
Reputacja:
13
Pewnie nie jesteś mocno krytyczny w stosunku do samego siebie, a to też jest duża zaleta.
To nie jest tak do końca. Ja jestem perfekcjonistą - więc krytycznie patrzę na swoje dokonania, ale też umiem się z nich cieszyć.
Zawsze coś poprawię, dlatego zrezygnowałem z rysowania, ponieważ zawsze chciałem, aby było lepiej. Jeżeli robię to dla siebie to jest to ok, ale jak robiłem to do gazet, to chciałem by było jak najlepsze i rysowałem coraz dłużej, aż w końcu przestało to być dla mnie opłacalne.
Musisz jakby znać swoją wartość i umieć się ocenić. Ja wiem co potrafię i w czym jestem lepszy od innych, a w czym gorszy.
Stresa miałem na zawodach nie dlatego, że czułem się gorszy, ale dlatego, że wiedziałem, że jestem lepszy i stresowałem się, że mogę przegrać mimo, że jestem lepszy, bo jakiś sędzia debil nie zauważy, że jestem lepszy. Trudno to wytłumaczyć.
Ale ja wtedy trenowałem inny styl i byłem o wiele lepszy od większości sędziów i trenerów, więc wkurzałem się na ich decyzje.
Spróbuj wypisać sobie w czym jesteś lepszy od innych, albo dlaczego jesteś niepowtarzalny. Kiedyś myślałem o zrobieniu takiej apki, która polepszałaby ludziom samoocenę.
Czyli w apce masz wypisaną ilość ludzi żyjących na świecie. Wpisujesz swoją datę urodzenia i już jesteś powiedzmy jeden na milion, bo tyle osób się urodziło w tym samym dniu. Coś w tym stylu. Potem wpisujesz, że znasz język polski i już mniej ludzi jest takich jak Ty. Potem, że znasz angielski i jest jeszcze mniej. Potem, że umiesz grać na pianinie itd. Czym więcej rzeczy wpiszesz tym okazuje się, że jesteś jedyny w swoim rodzaju.
Z tego co piszesz, to wydaje mi się, że znasz swoją wartość, ale masz posrane w głowie przez rodziców. Ja miałem też ostro posranego ojca - a matki nienawidziłem za to, że była z ojcem zamiast od niego odejść z nami. Oczywiście to były inne czasy i nie było to łatwe, ale ... miałem do niej takie pretensje w głowie.
Traktuj swoich bliskich, rodzinę jak zwykłych ludzi, bo najgorsze jest to, że daje się rodzinie fory, bo to rodzina. Takie debilne życie w swoim stadzie.
Rodzina powinna być lepsza niż Twoi koledzy, czy przyjaciele. Jeżeli Ci co powinni Cię najbardziej wspierać i pomagać - robią Ci pod górkę, to traktuj ich jak śmiecie.
Ja tak zawsze robiłem.
Mój ojciec był dla mnie szmatą, tak go traktowałem. Nie przejmowałem się jak mu coś dolegało, bo był dla mnie śmieciem. Jak umarł to miałem to gdzieś, nawet nie przeszło mi przez sekundę przez głowę, abym się smucił, albo jechał na jego pogrzeb. Miałem go gdzieś.
Może trochę bardziej przejąłem się matką, a jak umarł brat, to przeszło to przeze mnie jakby umarł jakiś ledwo znany kolega.
Oceniam ludzi przez pryzmat człowieka a nie rodziny.
Może jak tak podejdziesz do tego to łatwiej będzie Ci olać matkę i zadbać o siebie a nie o jej chore myśli.
Pomyśl o sobie a nie jej pierdołach w jej powalonej głowie. Sorry, że tak piszę o Twojej matce, ale gdybyś był moim kumplem to dopiero byś usłyszał.
Pamiętaj.... najważniejszy jesteś Ty. Jak Ty się ogarniesz, to inni będą szczęśliwi, jak Ty będziesz nieszczęśliwy, to nie będzie ratunku dla Ciebie.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Podrzuciłeś mi pomysł z tym wypisaniem swoich cech. To dobry temat do zanotowania w dzienniku. Mogę tak zrobić w ramach ćwiczenia.
Chyba rozumiem, o co Ci chodzi ze stresem na zawodach. Znałeś swoją wartość i bałeś się, że przez nieogarniętych sędziów nie zostaniesz odpowiednio doceniony. A jeśli metody, które stosowałeś jako trener przynosiły skutek, mimo że były negatywnym sprzężeniem zwrotnym, a nie pozytywnym, to ostatecznie wszystko było ok.
Masz rację, że w pewnym stopniu trzeba umieć odseparować się mentalnie od rodziny i nauczyć się traktować z pewnym dystansem. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że miałeś bardzo ciężkie starcia z rodziną, szczególnie z ojcem. Ja za to nie umiem jednoznacznie ocenić swoich rodziców. Alkoholu w domu nie było, bicia nie było, było dość biednie, ale jak na dorastanie w latach 90, to nie tak źle. Więc nie mogę powiedzieć, że wychowywałem się w typowej patologii i że nienawidzę któregoś ze swoich rodziców, tak jak Ty. Był chłód emocjonalny i czasem krzyki ojca, nadwrażliwość i histeria matki, duże wymagania i oczekiwania co do mnie. No i była duża nieporadność finansowa rodziców, przez co nie zbudowali żadnego majątku. Po śmierci ojca też w zasadzie dużo nie czułem, tak jak Ty.
Teraz matka ma ponad 70 lat i ja jestem dla niej całym światem. Gdybym ją olał całkowicie, to zanegowałbym wszystko, co pozytywnego było wcześniej, a trochę tych rzeczy było. Ona straciłaby całkowicie sens życia, bo poza zakupami, sprzątaniem mieszkania, serialami i czytaniem czegoś na tablecie nie miałaby co ze sobą zrobić. Boję się, że bez tego by się pochorowała i szybko zmarła. Zawsze mówi, że pomaganie mi to jej cały świat. Dla mnie jest to nadmierna pomoc i często niepotrzebna. I to ja muszę poluzować tę smycz, żeby znaleźć idealnie wyważone miejsce, bo ona w świat mnie nie wypchnie.
Mogę mieć pretensje, że nie zabezpieczyli się z ojcem na emeryturę i teraz 3/4 emerytury schodzi na sam wynajem, ale takie wypominanie już nic nie da. Do pracy w tym wieku nie pójdzie, więc muszę finansowo pomagać, żeby nie wpadła w kłopoty. Jest dość nietechniczna, więc na siłę wymieniam jej sprzęty domowe i uczę obsługi smartfona i tabletu, bo inaczej do dziś by siedziała przed kineskopowym telewizorem sprzed 30 lat, a do wymiany żarówki, baterii, czy przestawienia zegarów na zmianę czasu chodziłaby prosić sąsiadów.
Jest w pewnym sensie ode mnie zależna i muszę umiejętnie balansować, żeby jak najwięcej robiła sama. Ona chcąc poniekąd się odwdzięczyć, chce mnie wyręczać z wszystkiego innego i boi się o mnie mocno ponad normę.
Dziś powiedziałem jej, że za 2 tygodnie wyjeżdżam zagranicę do pracy. Źle to przyjęła. Strasznie płacze, pyta, czemu znów jej to robię, cała się trzęsie i łyka tabletki uspokajające i nasenne. Jej cierpienie jest realne i pod tym względem je rozumiem. Staram się trzymać kamienną twarz i wiem, że muszę tutaj być stanowczy. Przyzwyczai się, jak to już wcześniej bywało.
Tak, jak ja będę szczęśliwy, to ona też będzie widząc, że u mnie wszystko jest dobrze.
Gdybym umiał znaleźć jej jakiś inny cel w życiu, byłoby łatwiej, bo by mnie odciążyło, ale dotychczas się to nie udało.
Liczba postów: 306
Liczba wątków: 8
Dołączył: Dec 2020
Reputacja:
13
(03-19-2023, 06:17 PM)Temper napisał(a): Podrzuciłeś mi pomysł z tym wypisaniem swoich cech. To dobry temat do zanotowania w dzienniku. Mogę tak zrobić w ramach ćwiczenia.
Chyba rozumiem, o co Ci chodzi ze stresem na zawodach. Znałeś swoją wartość i bałeś się, że przez nieogarniętych sędziów nie zostaniesz odpowiednio doceniony. A jeśli metody, które stosowałeś jako trener przynosiły skutek, mimo że były negatywnym sprzężeniem zwrotnym, a nie pozytywnym, to ostatecznie wszystko było ok.
Masz rację, że w pewnym stopniu trzeba umieć odseparować się mentalnie od rodziny i nauczyć się traktować z pewnym dystansem. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że miałeś bardzo ciężkie starcia z rodziną, szczególnie z ojcem. Ja za to nie umiem jednoznacznie ocenić swoich rodziców. Alkoholu w domu nie było, bicia nie było, było dość biednie, ale jak na dorastanie w latach 90, to nie tak źle. Więc nie mogę powiedzieć, że wychowywałem się w typowej patologii i że nienawidzę któregoś ze swoich rodziców, tak jak Ty. Był chłód emocjonalny i czasem krzyki ojca, nadwrażliwość i histeria matki, duże wymagania i oczekiwania co do mnie. No i była duża nieporadność finansowa rodziców, przez co nie zbudowali żadnego majątku. Po śmierci ojca też w zasadzie dużo nie czułem, tak jak Ty.
Teraz matka ma ponad 70 lat i ja jestem dla niej całym światem. Gdybym ją olał całkowicie, to zanegowałbym wszystko, co pozytywnego było wcześniej, a trochę tych rzeczy było. Ona straciłaby całkowicie sens życia, bo poza zakupami, sprzątaniem mieszkania, serialami i czytaniem czegoś na tablecie nie miałaby co ze sobą zrobić. Boję się, że bez tego by się pochorowała i szybko zmarła. Zawsze mówi, że pomaganie mi to jej cały świat. Dla mnie jest to nadmierna pomoc i często niepotrzebna. I to ja muszę poluzować tę smycz, żeby znaleźć idealnie wyważone miejsce, bo ona w świat mnie nie wypchnie.
Mogę mieć pretensje, że nie zabezpieczyli się z ojcem na emeryturę i teraz 3/4 emerytury schodzi na sam wynajem, ale takie wypominanie już nic nie da. Do pracy w tym wieku nie pójdzie, więc muszę finansowo pomagać, żeby nie wpadła w kłopoty. Jest dość nietechniczna, więc na siłę wymieniam jej sprzęty domowe i uczę obsługi smartfona i tabletu, bo inaczej do dziś by siedziała przed kineskopowym telewizorem sprzed 30 lat, a do wymiany żarówki, baterii, czy przestawienia zegarów na zmianę czasu chodziłaby prosić sąsiadów.
Jest w pewnym sensie ode mnie zależna i muszę umiejętnie balansować, żeby jak najwięcej robiła sama. Ona chcąc poniekąd się odwdzięczyć, chce mnie wyręczać z wszystkiego innego i boi się o mnie mocno ponad normę.
Dziś powiedziałem jej, że za 2 tygodnie wyjeżdżam zagranicę do pracy. Źle to przyjęła. Strasznie płacze, pyta, czemu znów jej to robię, cała się trzęsie i łyka tabletki uspokajające i nasenne. Jej cierpienie jest realne i pod tym względem je rozumiem. Staram się trzymać kamienną twarz i wiem, że muszę tutaj być stanowczy. Przyzwyczai się, jak to już wcześniej bywało.
Tak, jak ja będę szczęśliwy, to ona też będzie widząc, że u mnie wszystko jest dobrze.
Gdybym umiał znaleźć jej jakiś inny cel w życiu, byłoby łatwiej, bo by mnie odciążyło, ale dotychczas się to nie udało.
Rozumiem Cię jak najbardziej, u mnie było trochę inaczej, więc trochę z buta potraktowałem Twoją rodzinę i przepraszam za to.
Rozumiem, że nie chcesz zostawiać matki, ja też miałem problemy z zostawieniem jej samej, gdy wyjechałem do Anglii, ale zawsze twierdziłem, że myśmy się na świat nie prosili, więc to rodzice powinni pomagać nam, a nie my im.
Oczywiście absolutnie nie namawiam nikogo do traktowania rodziców z buta, chodzi mi o to, że fajnie jakby oni rozumieli, że nasze życie jest jakby ważniejsze od ich życia.
Jestem jak najbardziej za pomaganiem rodzicom tym bardziej gdy się ich kocha i ma z nimi bliski stosunek.
Ale ja gdy będę stary i niedołężny to NIGDY nie przyjdzie mi do głowy, żeby poprosić córkę o pomoc.
Wolałbym sobie w łeb strzelić.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Cenna perspektywa to uświadomienie sobie, że pomagając ludziom w niektórych sytuacjach, szkodzimy im. Matka robiąc wszystko za Ciebie sprawia, że tracisz szanse na samodzielność i stabilizację, ale Ty pozwalając jej na takie zacieśnianie więzi z kolei doprowadzasz do tego, że nie znajdzie sobie nowych koleżanek na przykład.
Taki bardziej powszechny przykład to dawanie pieniędzy na alkohol żebrakom pod sklepami, to powód, dla którego ciągle piją i żebrają.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
(03-19-2023, 08:04 PM)neko1witek napisał(a): Rozumiem Cię jak najbardziej, u mnie było trochę inaczej, więc trochę z buta potraktowałem Twoją rodzinę i przepraszam za to.
Rozumiem, że nie chcesz zostawiać matki, ja też miałem problemy z zostawieniem jej samej, gdy wyjechałem do Anglii, ale zawsze twierdziłem, że myśmy się na świat nie prosili, więc to rodzice powinni pomagać nam, a nie my im.
Oczywiście absolutnie nie namawiam nikogo do traktowania rodziców z buta, chodzi mi o to, że fajnie jakby oni rozumieli, że nasze życie jest jakby ważniejsze od ich życia.
Jestem jak najbardziej za pomaganiem rodzicom tym bardziej gdy się ich kocha i ma z nimi bliski stosunek.
Ale ja gdy będę stary i niedołężny to NIGDY nie przyjdzie mi do głowy, żeby poprosić córkę o pomoc.
Wolałbym sobie w łeb strzelić.
Nie musisz przepraszać, rozumiem Twój punkt widzenia i się z nim zgadzam. Po prostu nie decyduję się na jednoznaczną ocenę postępowania moich rodziców, bo zdaję sobie sprawę z pozytywów i negatywów. Tak samo jak w swoim postępowaniu widzę błędy. Dodając do tego być może wrodzoną strukturę mózgu lub wpojone schematy wszystko to doprowadziło do sytuacji, w której teraz jestem.
Dzieci się nie proszą na świat i w zasadzie nie są nic winne rodzicom. Natomiast swojego zachowania w stosunku do matki nie zmienię od razu o 180 stopni, bo raz, że sam nie dam rady, a dwa, że ona zauważy, że coś się dzieje i włączą jej się reakcje obronne. Więc powolne kroki, o czym mówił Tomakin. Raz, że robię coś tylko dla siebie, czyli regularne spacery, język z Duolingo i Memrise, journaling, a dwa, że w kwietniu tak czy siak zacznę pracę. Moim zadaniem jest być stanowczym i nie dać się wytrącić z równowagi, także przez własne myśli.
A swoją drogą, to kiedyś też myślałem o swojej starości i niedołężności, a także o diagnozie, która skazywałaby mnie na powolną śmierć. Teoretycznie jestem ubezpieczony na dość wysoką kwotę na leczenie zagranicą w razie poważnego zachorowania, ale zastanawiam się, do jakiej kwoty warto by było mnie ratować. Czy jestem aż tak ważny dla rodziny, dla samego siebie, ostatecznie dla świata, żeby wydawać na mnie miliony? Chciałbym mieć wystarczająco dużo odwagi, żeby w razie niedołężności, inwalidztwa po wypadku lub diagnozy móc samemu się wylogować.
(03-19-2023, 09:20 PM)tomakin napisał(a): Cenna perspektywa to uświadomienie sobie, że pomagając ludziom w niektórych sytuacjach, szkodzimy im. Matka robiąc wszystko za Ciebie sprawia, że tracisz szanse na samodzielność i stabilizację, ale Ty pozwalając jej na takie zacieśnianie więzi z kolei doprowadzasz do tego, że nie znajdzie sobie nowych koleżanek na przykład.
Słuszna perspektywa i dobry przykład. Ktoś musi zrobić duży krok, żeby wyrwać się z nieskończonej pętli. I to muszę być ja.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
piszta takie rzeczy na priva bo mi forum zbanują tajne służby antyklozacośtam
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Od siebie dodam, że od takich rzeczy bym się ogólnie trzymał z daleka, chyba że nie będzie innego wyjścia, tego typu wynalazki potrafią mieć nieprzewidywalne skutki uboczne. Nawet tu na forum był gość, któremu po głupich ssri całkowicie odcięło czucie w penisie.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Napiszę tylko na szybko, że bardzo dziękuję za Twoją ofertę Muniesław (a raczej o ofertę z Twojego snu) ale na ten moment z niej nie skorzystam. Moja mama ma mnóstwo środków uspokajających i nasennych na receptę, bo bierze je bardzo często więc w razie potrzeby mogę od niej wziąć.
Teraz dopiero zacznę pisać odpowiedź na resztę Twojego posta.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Spoko, przeczytałem i zapamiętałem, więc mogę odpisać.
Ten załącznik z cenami pochodzi z najpopularniejszego polskiego forum w dark webie. Zasady kupowania są dość przyjazne: jest system opinii o każdym sprzedawcy, jak na Allegro, jest też usługa escrow, czyli pośrednictwo w zakupie. Płaci się kryptowalutami na automatycznie wygenerowane konto pośredniczące, po otrzymaniu i sprawdzeniu zamówienia kasa jest przesyłana do sprzedawcy. W razie problemów kasa wraca do kupującego.
W tej chwili nie planuję z tego korzystać, może kiedyś. Wrzuciłem to żeby pokazać, że regularne przyjmowanie takich środków jest po prostu drogie. A Adderall XR, czyli najlepsza można forma, jest praktycznie niemożliwy do dostania w Europie. I niemożliwy do idealnego podrobienia. Co najwyżej można dostać wersję IR, którą z kolei łatwo się podrabia.
Chodzenie prywatnie po psychologach i psychiatrach tak długo, aż się dostanie receptę, to też zbyt duży koszt, więc temat zostaje jako ciekawostka. Spróbuję piracetam.
Jeśli wyjadę do pracy fizycznej, to chciałbym, żeby był to ostatni raz. W pracach, które wykonuję, jest się traktowanym jak śmieć i ciśnie kilkanaście godzin na dobę, ale można przywieźć sporą poduszkę finansową. Moje oszczędności są skromne, więc chciałbym je trochę powiększyć, żeby czuć się pewniej i mieć coś choćby na to własne mieszkanie, jeśli uda się kiedyś dostać kredyt. W Polsce przy moich aktualnych możliwościach pracy dużo nie odłożę. Chcę, żeby to było max kilka miesięcy, a potem po powrocie nie wprowadzać się znowu do matki. Muszę się uczyć języka i czegoś przydatnego do znalezienia pracy w wolnym czasie nawet podczas pobytu zagranicą. Dlatego potrzebuję maksymalnie się koncentrować.
Nie powiedziałbym, że za dużo się masturbuję, bo w zasadzie nie jestem w stanie osiągnąć erekcji podczas oglądania porno, a jeśli już to na kilka sekund i tyle. Oglądam "na sucho", bo oczy chcą, bo to jakoś koi nerwy i pod tym względem jestem uzależniony. I nie brałem nigdy żadnych SSRI, żeby taki był efekt. Pierwsze problemy z uzyskaniem erekcji pojawiały się sporadycznie w wieki 18 lat, a od mniej więcej 24 roku życia przestałem mieć spontaniczne i poranne erekcje. Oczy chcą, ciało niezbyt może. Czasem był żal, że tej sfery życia nie mogę realizować nawet z dziwkami, ale teraz po iluś tam latach już nie jest to aż takie uciążliwe. Przyzwyczaiłem się po prostu. Jeśli poznam kiedyś dziewczynę z niskim libido, to możliwe, że się nawet dogadamy.
Akurat ta chemia na odchudzanie jest bardzo skuteczna. Liczenie kalorii - bardzo chętnie, dobrze dobrana dieta vege z suplementacją - bardzo chętnie. Z tym, że nie w domu. Matka nie pozwoli mi jeść tego, co chcę i ile chcę, a próby ograniczania objętości posiłków okupione są licznymi pytaniami, czy coś mi jest, czy jestem chory, że mam się nie wygłupiać i wszystko zjeść. Próby buntu kończą się jej płaczem i ogólnie bardzo nieprzyjemną atmosferą. Nie lubię tego, chcę mieć spokój, więc dopóki z nią mieszkam, to dla własnego dobra muszę się podporządkowywać. Dlatego prędzej czy później muszę się wyprowadzić. Nie mam co do tego wątpliwości. Pierwsza okazja ku temu będzie za 2 tygodnie.
Z mieszkaniem socjalnym nie będę kombinował. W obecnym mieszka już 12 lat, całe wyposażenie i wszystkie meble są nasze i dostosowane do niego. Niech już sobie tam mieszka, bo to jest ładne, ciepłe mieszkanie w dość nowym budownictwie, a właścicielka nie jest problematyczna. Dojrzałem już do świadomości, że te minimum 1000 zł muszę dokładać do rachunków niezależnie od mojego miejsca pobytu, plus ewentualne naprawy czy wymiana sprzętów. Muszę mieć to zawsze zabezpieczone w budżecie. Kiedyś nawet myślałem, żeby znaleźć jej jakąś fikcyjną pracę, w której coś by robiła manualne w domu i myślała, że jakaś firma jej za to płaci, a w rzeczywistości to ja bym jej płacił. Coś w stylu skręcanie długopisów, które ja bym później zabierał i przelewał ten 1000 zł z fałszywych danych. Żeby miała poczucie jakiejś sprawczości i kontroli nad swoimi finansami. Ale nic sensownego nie wymyśliłem poza tymi długopisami, więc pomysł na razie leży.
Zwierzaki to temat mocno na nie u niej. Musiałbym najpierw kupić sobie kota lub psa (zakładając mieszkanie na swoim) i podczas odwiedzin powoli ją przyzwyczajał. Tylko tak bym mógł zmienić jej przekonanie do zwierząt w domu, więc w tej chwili też pomysł musi poczekać.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
03-22-2023, 10:47 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-22-2023, 11:07 AM przez Temper.)
Informacje o tym nowym kredycie śledzę bardzo dokładnie i masz racje ze wszystkim. Do tego można ten kredyt łączyć z programem "kredyt bez wkładu". Myślę, że pracując zagranicą jestem w stanie realnie w tym roku mieć odłożone około 100k zł, a to już jest jakaś baza startowa i zabezpieczenie, także psychiczne. Rzeczywiście 500k dla singla, kredyt można dostać do 45 roku życia, a ja nigdy nie byłem nawet współwłaścicielem żadnego mieszkania.
Średnio kredyty w Polsce spłacane są w 13 lat, więc nawet jeśli stopy wywalą w kosmos po okresie dopłat, to jest się w dupie tylko te 3 lata, więc nie ma dużych powodów, żeby się wieszać.
Do tego będzie jeszcze opcja odkładania kasy na konto mieszkaniowe, co mogę robić, dopóki nie wypracuję sobie zdolności kredytowej. A do tego trzeba mieć pracę na dobrej umowie i sensowne wynagrodzenie, czyli muszę się wyuczyć takiego zawodu, który mi da takie możliwości jako singlowi. I stąd myśl o wbiciu się gdzieś do IT w najbliższych latach, a nie wieczne zapieprzanie fizycznie bez umowy na polu, albo w magazynie w Polsce za minimalną.
Jak widać plan ogólny na życie mam, tylko go zrealizować.
Licytacje komornicze to fajny temat, ale też tam chodzi masa zawodowców, czyli wszelkiej maści fliperów, którzy są w stanie przebić każdego. Trzeba być trochę cwanym i mieć gotówkę.
Jeśli chodzi o matkę, to myślę, że już sporo rad tu dostałem. Przede wszystkim odseparować się mentalnie. Wszczynać awantur nie potrafię, ani nie lubię. Nie lubię też, jak mi ktoś trzeszczy nad uchem cały czas. Po tych wszystkich latach chcę mieć po prostu spokojne życie. Wczoraj na spacerze słuchałem na YT wywiadu z Pudzianem i on to samo mówił - jak ma mu ktoś wiecznie problemy robić w domu, to on woli być do końca życia sam, a jedyne, co się u niego teraz w życiu liczy, to spokój. Już nie kasa, bo ma wystarczająco, nie sława, tylko spokój.
|