Jeśli dobrze kojarzę, a nie mylę z kimś innym, to chyba na którejś stronie pisałeś, że miałeś irytujący sposób mówienia i byłeś głośnym antyfeministą, a jedno i drugie może odstraszać. I ktoś Ci to uświadomił. A skrajne poglądy już na wstępie odrzucają sporą część ludzi. Tak jak to też jest z Twoim znajomym z Kanady. Chociaż to trochę dziwne, bo teoretycznie feminista powinien być najlepszym sprzymierzeńcem kobiety. No ale wiadomo, jak to jest - narzędzia wykorzystuje się tylko do określonego celu, a nie do budowania z nimi relacji. Red pille, black pille i inne wypokowe narzekania omijam już z daleka. Zresztą wypok odstawiłem parę lat temu i to była bardzo dobra decyzja.
Wspominałem wcześniej, że prawdopodobnie mój opis sytuacji jest stronniczy i sam sobie nie do końca ufam. Matka opisałaby nasze relacje pewnie inaczej, a jeszcze inaczej zewnętrzny obserwator, czy choćby potencjalna dziewczyna. Do pewnego stopnia mam rozwiniętego wewnętrznego obserwatora, ale powyżej określonego poziomu nie da się przeskoczyć samemu. Trzeba się nagrywać. Jak się chodzi, jak się mówi, jaką się robi mimikę. Albo pracować z jakimś coachem. Miałem jakieś dziewczyny w czasach nastoletnich, były jakieś kontakty seksualne, ale teraz faktycznie jest tak, jak mówisz: nie poznaję praktycznie żadnych kobiet, bo nie próbuję. Jeżdżąc do pracy myślałem tylko o pracy, a w Polsce spotykam się z dwoma kumplami raz na miesiąc. Reszta to znajomości internetowe. Były po drodze jeszcze różne kontakty z kobietami, ale wszystkie skopałem właśnie brakiem wyczucia, dużą spiną i szybkim zakochiwaniem się. Żenujące sytuacje, jak sobie teraz pomyślę i nie dziwię się, że wszystkie zawsze uciekały.
Więc tak, social skille i schematy myślenia do naprawy. Czytałem wątek "rumień" i rozumiem, o co chodzi. Takie samooszukiwanie się i kręcenie w kółko. Dodam tylko, że sam suplementuję teraz witaminę D3 i multiwitaminę Olimpu.
Pomimo mojego wzrostu, dość przyjemnej barwy głosu i niebrzydkiej mordy (te rzeczy mi czasem komplementowano), to na pewno jest sporo cech, które odstraszają. Choć głównie przez to, że nie próbuję, a nie próbuję, to się nie wprawiam itd. Mam kompleks galaretowatego brzucha, ale głównie ja to widzę, bo ogólnie jestem chudy jak patyk, co przy moim wzroście jest mocno widoczne. Tak, kobietom się to nie podoba. Jest tu nad czym popracować. Ćwiczenia siłowe i pewnie jakieś sztuki walki to must have. Do tego ciuchy nieco lepsze, niż szmaty, które teraz noszę i wizualnie nie będzie źle. Najistotniejsza jest głowa, bo mam wrażenie, że kiedyś byłem normikiem, a gdzieś tak w połowie studiów fobia zaczęła się nasilać, potem zbiór niefortunnych zdarzeń i złych decyzji i nagle wpadłem w przegryw. Teraz mentalnie jestem bardziej nastolatkiem, niż dorosłym.
Serio, dobrze jest poczytać Wasze rady. Mimo iż stronki o wygrywie i inne już znałem, to spojrzenie kogoś na moją sytuację dużo mi dało. A w sumie z nikim o tym nie gadałem od lat.
Wspominałem wcześniej, że prawdopodobnie mój opis sytuacji jest stronniczy i sam sobie nie do końca ufam. Matka opisałaby nasze relacje pewnie inaczej, a jeszcze inaczej zewnętrzny obserwator, czy choćby potencjalna dziewczyna. Do pewnego stopnia mam rozwiniętego wewnętrznego obserwatora, ale powyżej określonego poziomu nie da się przeskoczyć samemu. Trzeba się nagrywać. Jak się chodzi, jak się mówi, jaką się robi mimikę. Albo pracować z jakimś coachem. Miałem jakieś dziewczyny w czasach nastoletnich, były jakieś kontakty seksualne, ale teraz faktycznie jest tak, jak mówisz: nie poznaję praktycznie żadnych kobiet, bo nie próbuję. Jeżdżąc do pracy myślałem tylko o pracy, a w Polsce spotykam się z dwoma kumplami raz na miesiąc. Reszta to znajomości internetowe. Były po drodze jeszcze różne kontakty z kobietami, ale wszystkie skopałem właśnie brakiem wyczucia, dużą spiną i szybkim zakochiwaniem się. Żenujące sytuacje, jak sobie teraz pomyślę i nie dziwię się, że wszystkie zawsze uciekały.
Więc tak, social skille i schematy myślenia do naprawy. Czytałem wątek "rumień" i rozumiem, o co chodzi. Takie samooszukiwanie się i kręcenie w kółko. Dodam tylko, że sam suplementuję teraz witaminę D3 i multiwitaminę Olimpu.
Pomimo mojego wzrostu, dość przyjemnej barwy głosu i niebrzydkiej mordy (te rzeczy mi czasem komplementowano), to na pewno jest sporo cech, które odstraszają. Choć głównie przez to, że nie próbuję, a nie próbuję, to się nie wprawiam itd. Mam kompleks galaretowatego brzucha, ale głównie ja to widzę, bo ogólnie jestem chudy jak patyk, co przy moim wzroście jest mocno widoczne. Tak, kobietom się to nie podoba. Jest tu nad czym popracować. Ćwiczenia siłowe i pewnie jakieś sztuki walki to must have. Do tego ciuchy nieco lepsze, niż szmaty, które teraz noszę i wizualnie nie będzie źle. Najistotniejsza jest głowa, bo mam wrażenie, że kiedyś byłem normikiem, a gdzieś tak w połowie studiów fobia zaczęła się nasilać, potem zbiór niefortunnych zdarzeń i złych decyzji i nagle wpadłem w przegryw. Teraz mentalnie jestem bardziej nastolatkiem, niż dorosłym.
Serio, dobrze jest poczytać Wasze rady. Mimo iż stronki o wygrywie i inne już znałem, to spojrzenie kogoś na moją sytuację dużo mi dało. A w sumie z nikim o tym nie gadałem od lat.






A już na pewno nie wtedy,gdy łączy się to z rozdmuchanym ego biegacza. Red pille i reszta to oczywiście skrajność, ale nie jest tak, że w ogóle nie mają racji. Mają bardzo dużo, tylko robią jakieś reguły z wyjątków i wyciągają chore wnioski. Jego sytuacja była już bardziej skomplikowana, to był, można powiedzieć, dużo wyższy poziom budowania relacji. No ale dałem go tylko jako przykład tego, w jaki sposób potrafi nas zaślepić wiara w to, że nie ma w nas żadnego problemu, nic do zmiany. Albo (trochę jak w jego przypadku) że problem leży tam, gdzie akurat wskazuje ktoś, kto mówi to, co nam wygodniej usłyszeć. 