Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Zapewne musiałbyś jeszcze zrzucić kilka procent ogólnego tłuszczu w organizmie, żeby WSZYSTKO zeszło z brzucha, ale to ogólnie dość niezdrowe. Bodyfat musiałby być chyba poniżej 10 czy 12 procent. Nie ma opcji, żebyś tyle utrzymał, no i w ogóle po cholerę, będziesz ten brzuch komuś pokazywać na zawodach? Nabierz mięśni to będzie ładnie wyglądać nawet przy 15% bodyfat, bez mięśni nawet na 10% będzie wyglądać gówniano.
Co do nauki, a spróbuj piracetam wziąć. U mnie jak magia zadziałał i co najlepsze, wydaje mi się, że efekt - co prawda zmniejszony - jest dalej.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
03-14-2023, 12:05 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-14-2023, 12:06 AM przez tomakin.)
Co do tego czegoś, po czym miałeś taką poprawę pamięci, widzisz tu jest problem. Bardzo łatwo można zwiększyć sobie jakieś rzeczy, chociażby amfetaminą, ale to na zasadzie "przez jeden dzień jest lepiej, przez tydzień potem gorzej, a po 3 latach jest w ogóle poziom szympansa". Prawdziwa sztuka to znaleźć rozwiązanie, które przyniesie TRWAŁĄ poprawę. Nawet niewielką, ale żeby to już zostało. I tu wchodzi on, cały na biało, piracetam. Pozytywne efekty utrzymują się ponoć nawet po tym, jak się przestanie już go brać.
Z tą wymianą okien to jedna z akurat mniej odjechanych akcji, bywało weselej  No ale ja ogólnie dość późno zacząłem ogarniać świat, sterować swoim życiem, nie tylko dzieciństwo, ale i młodość miałem trochę ciężkie, nie ogarniałem w ogóle emocji, kontaktów z ludźmi, dopiero grubo po dojrzewaniu zacząłem to brać na logikę. Wtedy dopiero zacząłem regulować stosunki z rodzicami, no ale było za późno, żeby to zmienić na stan idealny czy chociażby poprawny.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
A, jeszcze co do pamięci i problemów z nią, moja historia. Kiedyś chciałem nauczyć się grać na gitarze, potem na pianinie. I cały czas szło mi... no po prostu strasznie. Znajomy muzyk i drugi gość, który też wtedy się uczył (taka nasza internetowa grupka znajomych) oczywiście jechali mi, że źle to robię, że nie przykładam się, powinienem używać innych technik i w ogóle. Ale ja kurcze pamiętałem, jak dawno temu chciałem nauczyć się schodów do nieba i to intro zajęło mi parę minut, co zostało trwale. Do tej pory je pamiętam, podobnie jak pamiętam początek Dżabbersmoka w tłumaczeniu Słomczyńskiego.
Jest taki kawałek na gitarę, desolate ways, morbid angel (albo jakoś tak), uczyłem się tego kilka tygodni, chyba ponad miesiąc a i tak czasem zapominałem. Na pianino z kolei jest preludium c dur Bacha. Tego w ogóle nie dałem rady, też siedziałem przy tym no... długo.
Partycja (ta od witaminy A) sporo wtedy ze mną gadała, oczywiście zobaczyła że ja próbuję grać, sama się złapała za instrumenty. Na drugi dzień grała już z pamięci jedno i drugie, oczywiście okrutnie technicznie kaleczyła, ale... pamiętała. I wtedy uświadomiłem sobie, że to jednak z moją głową jest coś nie tak, a gównorady znajomych były właśnie tym, gównoradami.
Teraz jest O NIEBO lepiej, ale dalej daleko od tego, co było w młodości. Zresztą nie tylko pamięć, poszło też po motywacji do działania, poszło po energii i wytrzymałości psychicznej, poszło po ogólnym stanie zdrowia, nawet stany lękowe nie znikły tak do końca. Dlatego zresztą tyle energii i nie tylko energii poświęcam na próby poprawy tego stanu rzeczy.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
A, jeszcze ten muzyk jak mu mówiłem, że po piracetamie nagle zacząłem widzieć pięciolinię jako całość, nagle zacząłem grać bezbłędnie fragmenty podczas ich uczenia się, nagle pojawiło się takie dziwne odczucie w palcach, jakbym po prostu poczuł, że je mam i czuł ich obecność w każdej chwili, stwierdził, że to normalne że nagle, skokowo pojawiają się umiejętności muzyczne i tak powinno być.
Tylko że jak piracetam się skończył, te wszystkie nowe umiejętności znikły, a jak chciałem go dokupić, okazało się, że zamknęli sklep w którym go brałem. Zresztą, to też nie rozwiązanie, do końca życia brać jakąś chemię.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Kurcze ja tego gościa 35 lat znam i to dobrze znam
No zgadza się, większość, albo chociaż duża część "wielkich" brała różne rzeczy, ale też prawie każdy żul na dworcu brał różne rzeczy. Może kwestia tego, na ile kto ma sprawne geny i ogólne ogarnięcie? Może faktycznie dopiero dopalacze przesuwają mózgi tej elity do poziomu, przy którym dokonujesz przełomu i ludzkość robi krok do przodu?
Ile aptek zeżarł Kary Mullis to głowa mała, ale można powiedzieć, że medycyna dzieli się na okres przed jego odkryciami i po nich. Ciekawa sprawa, gość przeanalizował dostępny materiał dowodowy i uznał, że AIDS to ściema. No ale z drugiej strony, wierzy też w horoskopy.
No ale wracając do tematu OPa
Piracetam byłby tu o tyle wskazany, że on neutralizuje w dużej mierze wpływ stresu, im większy stres, tym silniejsze jego działanie.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
03-14-2023, 01:41 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-14-2023, 01:58 PM przez Temper.)
Ciekawa dyskusja się wywiązała.
Jeśli chodzi o rodzinę, to wydaje mi się, że większość facetów wcale nie marzy o tym, żeby mieć dzieci, a uważają, że taka jest naturalna kolej rzeczy. Dzieci po prostu się pojawiają jako naturalna konsekwencja związku. Historie opisane na Facebooku "Żałuję rodzicielstwa" pokazują, że dzieci nie zawsze są chciane. Jedni dobrze się czują w roli ojca, drudzy wręcz przeciwnie, ale nie chcąc przyznać się przed innymi do błędów będą wmawiać bezdzietnych, że to z nimi jest coś nie tak, że to nie jest normalne. Myślę, że o mnie też krążą ploty, że jestem gejem, bo nie mam żony i mieszkam z matką, a miejscowość jest mała i mocno konserwatywna.
Sam nie odczuwam silnej potrzeby posiadania dzieci, bardziej widzę to jako sens życia, bo pozostaje albo hedonizm i dekadencja, albo zajeżdżanie się w pracy zupełnie bez sensu. Natomiast dzieci jako sens życia (jak jakieś zwierzątko) to jest jednak bardzo zły pomysł, bo to doprowadza potem do takich patologicznych sytuacji, jak moja. Matka chciałaby mieć wnuki, choć w obecnej pełnej symbiozie z nią nie wiem, jakby to miało wyglądać. Jako jedynak mam też presję dalszej rodziny, że powinienem nazwisko rodowe przekazać. Zresztą, jak pisałem wcześniej, ze względu na moją sytuację i ogarnięcie życiowe założenie własnej rodziny jest mało prawdopodobne, więc się na to nie nastawiam. Może kiedyś poddam się wazektomii wcześniej mrożąc nasienie na wypadek, gdyby jednak coś się odmieniło, ale to jest na razie tak odległy temat, że o nim nie myślę, bo mam bardziej naglące tematy.
Adderall jest w Polsce w zasadzie nie do dostania, zarówno drogą oficjalną, jak i czarnorynkową. Medikinet już prędzej, trzeba przekonująco gadać z psychiatrą. Mam to na liście do sprawdzenia i dzięki muniesław za opinię. Pewnie wypróbuję piracetam, o którym wspominał Tomakin, bo raczej mi to nie zaszkodzi, a może bardzo pomóc. Z uspokajających rzeczy brałem kiedyś phenibut, ale to tak średnio działa na mnie, a przy większych dawkach daje obiawy jak na kacu. Może przed potencjalnie stresującymi sytuacjami dobrze byłoby się znieczulić mocniejszym środkiem, ale to bym musiał przetestować. Generalnie nie chciałbym zbyt mocno wchodzić w różne środki, żeby przypadkiem nie zamienić się w lekomana czy ćpuna rodem z Hyperreal. Amfetamina to już hardkor. Apteczna to może jeszcze, ale to też mało realne w Polsce. Historia Erdősa może być jednym przypdkiem na milion, gdzie akurat nadużywanie nie zakończyło się wylądowaniem na ulicy. Pracując zagranicą na przykład przy szparagach widziałem typków, którzy wciągali regularnie krechę, żeby mieć jak najlepsze wyniki i tym samym zarobki. Chyba najlepszym rozwiązaniem jest stawianie na suple, dietę, ruch i medytację, a mocniejsze środki na koncentrację, uspokojenie, wytrzymałość czy erekcję używać rzadziej w wyjątkowo istotnych sytuacjach.
Łatwo się mówi "przejdź na stronę zła".  Uważam, że w życiu przydaje się mieć cechy osobowości makiawelicznej, czy ogólnie mrocznej triady, ale jeśli ktoś tego nie ma naturalnie, to można jedynie wyuczyć się, kiedy warto te cechy symulować, a kiedy być normalnym, przyjaznym i pomocnym człowiekiem. Żeby zrobić dużą karierę albo poradzić sobie w wymagającym biznesie czy polityce, trzeba być w dużym stopniu narcyzem i socjopatą. Mi na wyścigu szczurów nie zależy. Spokojna, dobrze płatna praca, żeby móc ten hedonizm wprowadzić w życie, do tego poprawne relacje z matką zachowując odpowiedni dystans, ale nie odcinając się całkiem. Fizyczność ostatecznie można mieć u dziwek, o sposobach szukania znajomych i umiejętnościach społecznych Tomakin pisał już wielokrotnie na swoich stronach, a może kiedyś poznałbym kobietę, która nie ma i nie chce mieć dzieci i dałoby się coś zbudować.
Na mieszkanie na pewno nie uzbieram, więc jedynie kredyt by wchodził w grę, ale też nie chcę potem całego życia podporządkowywać spłacaniu. Dotychczas, jak jechałem do dużego miasta, to wynajmowałem pokoje, ale w pewnym wieku to już trochę uciążliwe (no i trochę wstyd w tym wieku) i chciałoby się mieszkać samemu. Wynajęcie mieszkania to większy koszt, a od matki zawsze słyszałem, że jak już, to najlepiej pokój, bo to, co wydałbyś na cudze mieszkanie, możesz odłożyć. Tylko ile można tak sobie odmawiać wszystkiego. Problemem robi się jedynie wynajem na emeryturze. Moją matkę ledwo na to stać, a ja przez brak oficjalnej pracy w Polsce mam strasznie mało składek odłożonych, więc nie zapowiada się nic dobrego.
Wiem, że AI zacznie wypierać różne zawody, w tym te związane z IT. Wcześniej kończyłem studia związane z energetyką i elektryką, ale po prawie 14 latach od zdania magisterki i braku pracy w zawodzie już dużo nie pamiętam i jestem mniej warty od świeżego absolwenta. Stąd poszukiwanie czegoś innego, a IT mimo wszystko wydaje się dobrym kierunkiem. Ogólnie uważam, że AI oraz automatyzacja będą zabierać coraz więcej zawodów. Jeszcze trochę i proste zawody fizyczne typu pracownik magazynowy, kasjer itp. będą całkowicie zastąpione przez roboty. Dziennikarze, newsmani, graficy i programiści także. Sprawdzam ChatGPT i programy do generowania obrazów jak Midjourney i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, jak szybko to idzie. Wydaje mi się, że masa ludzi zostanie bez pracy, bo nie da sę spowalniać w niesokńczoność postępu. Będzie praca dla wykwalifikowanych specjalistów, do tworzenia i obsługi tych narzędzi, a dla całej masy bezrobotnych wprowadzony będzie dochód gwarantowany z opodatkowania tej automatyzacji. Dobrze byłoby wskoczyć do pociągu z tymi specjalistami, póki jeszcze jest czas i nie jest się zbyt starym. I dlatego też sądzę, że zmniejszanie się dzietności w wysoko rozwiniętym świecie wcale nie jest złe, jak to się powszechnie mówi w mediach czy polityce. Faktycznie mnoży się najwięcej biedota, a tacy ludzie będą tylko generować koszty poprzez zużywanie zasobów naturalnych i konieczność wypłacania im dochodu gwarantowanego. No ale to już temat chyba zbyt szeroki, jak na tę dyskusję.
Pozytałem o eksperymencie z mysią utopią. Zaskakujące, jak łatwo można to przełożyć na ludzi. Można to sparafrazować: trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą trudne czasy.
Liczba postów: 728
Liczba wątków: 33
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
4
(03-14-2023, 01:07 PM)tomakin napisał(a): Ile aptek zeżarł Kary Mullis to głowa mała, ale można powiedzieć, że medycyna dzieli się na okres przed jego odkryciami i po nich. Ciekawa sprawa, gość przeanalizował dostępny materiał dowodowy i uznał, że AIDS to ściema. No ale z drugiej strony, wierzy też w horoskopy.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka...ladza.read
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
No, ogarnąłeś już jakieś rzeczy, które możesz CODZIENNIE robić i tworzyć z nich nawyki? Starczy kilka minut na początek, byle to było coś, co robisz samodzielnie i co daje widoczne, namacalne efekty.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
03-14-2023, 11:26 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-14-2023, 11:29 PM przez Temper.)
Tak. Zacząłem codziennie wychodzić na spacery do pobliskiego lasu. Dotarło do mnie, że w zasadzie nie znam za dobrze swojej okolicy. I nie zgodziłem się na to, żeby co 10 minut "meldować", czy wszystko w porządku. Na razie starcza, że mówię w jakim kierunku idę i o której mniej więcej wracam.
Zacząłem też pisać dziennik. Późnym wieczorem, gdy mam już spokój. Strasznie chaotycznie to wygląda, często nie wiem, co napisać, ale i tak robię to codziennie. Kiedyś czytałem, że można też zapisywać, za co jestem wdzięczny danego dnia. Nie wiem, czy to coś da, ale na wszelki wypadek próbuję.
Medytacja mi na razie nie wychodzi. Myśli się rozbiegają na wszystkie strony, ciężko wysiedzieć. Mam zestaw ćwiczeń medytacyjnych od całkiem sensownego w mojej opinii psychiatry i psychologa w jednym z Youtuba (kanał Healthy Gamer) i będę próbował dalej.
Jestem zapisany na wyjazd do pracy w Szwajcarii od 1 kwietnia. Walczę z myślami, czy jechać i zarobić przez parę miesięcy większą kasę, czy jednak ruszyć na większe miasta w Polsce. Nigdy tam nie byłem, ale wiem, że na pewno będzie zapierdziel kilkanaście godzin na dobę, jak to zwykle miałem przy pracach polowych. Z decyzyjnością zawsze miałem problem, co podbija mi stres i nie inaczej jest tym razem.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Tu akurat Ci nie doradzę, z pracą każdy sam musi podjąć decyzję, bo to jak pytać, jaką dziewczynę wybrać, albo co zjeść, no jeden lubi to, drugi coś innego.
Z tymi spacerami to super sprawa, trochę taka ucieczka od rzeczywistości, ale tylko trochę. Możesz coś do tego dorzucić, ja bardzo często łaziłem z aparatem, najpierw makro i robiłem zdjęcia robali w bardzo dużym powiększeniu, potem kupiłem jakiś z teleobiektywem i miałem robić ptaki, no ale za słaby ten teleobiektyw i nigdy nic nie wyszło. Na telefonie miałem zawsze jakieś audiobooki po angielsku, co bardzo mocno poprawiło moją zdolność rozumienia słów "za darmo", bo nie poświęciłem na to ani minuty "wolnego" czasu, ale wiadomo, najpierw trzeba opanować język w jakimś stopniu. Bardzo dobry pomysł to na pierwszy ogień wziąć książki, które parę razy przeczytało się po polsku, albo nawet po angielsku.
Spacery są też bardzo, ale to bardzo zdrowe jeśli idzie o układ krążenia, znacznie zmniejszają ryzyko zawału, udaru czy nawet cukrzycy. Nie wpadnij tylko w pułapkę ucieczki w las, gdzie będziesz wykorzystywał te spacery jako podświadomy mechanizm "robienia czegoś" i poświęcał na to cały czas i energię.
|