This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zapodaj coś o czym myślisz
neko1witek napisał(a):Wydaje się, że trzeba być po prostu odważnym. Chyba bardzo często jest tak, że ludzie nie startują w zawodach bo myślą, że inni są lepsi, że przecież np. mistrzostwa świata to śmietanka najlepszych ze świata.

Jako osoba z unikającym zaburzeniem osobowości przez większość życia wycofywałem się ze wszystkich aktywności, bo każde podjęcie próby wiązało się z ryzykiem porażki, wyśmiania, zawstydzenia. Ja to miałem w formie ekstremalnej, co mnie zahamowało na wiele lat. Natomiast sporo ludzi chyba ma tego typu obawy, dlatego jakakolwiek rywalizacja sportowa wydaje im się czymś stresującym i rezygnują z niej.

tomakin napisał(a):A pana światła naprawdę polecam, szczególnie angielskiego audiobooka, tego gdzie rozdział zaczyna się jak jakaś baba czyta fragment... wed? a potem już chłop lektor. Bardzo ładnie czytane. Lord of light, roger zelazny.

Sprawdzę.
Odpowiedz
(04-21-2026, 09:34 PM)tomakin napisał(a): (tzn żebyś tego źle nie odebrał, nie krytykuję całego karate czy Ciebie, po prostu akurat jak to napisałeś to odpisywałem w tamtym temacie, gdzie ludzie jechali po mcdojo i organizacjach, gdzie każdy może mieć czarny pas i potem zostać mistrzem świata w jakiejś kategorii)

Luzik, ja nie mam żadnych problemów z krytyką. Ja wygrałem to mistrzostwo właśnie na takich średnich zawodach, to było Go-Kan-Ryu Karate. Tyle, że w mojej kategorii było ponad 20 osób, musieli nas rozdzielić na 2 maty, więc przynajmniej tutaj nie muszę się wstydzić. Ogólnie w mojej kategorii zawsze startowało sporo zawodników, więc nie było tak łatwo jak w starszych kategoriach, gdzie startowały 2, albo 3 osoby. Trenowałem je kilka lat, póki nie znalazłem w moim rejonie Shotokanu (to od niego zacząłem 44 lata temu). Teraz trenuję z najlepszymi na świecie. Ale dosłownie z najlepszymi na świecie. Ostatni z jakim trenowałem kilka tygodni temu to Koji Arimoto. Geniusz. Zawsze marzyłem aby sobie z nim poćwiczyć. Nawet sobie pyknąłem z nim fotkę  https://www.instagram.com/p/DVn8XNFjfik/?img_index=1

Ogólnie takich gości w akcji zobaczyć to jest po prostu dosłownie mistrzostwo świata. A być pochwalonym przez któregoś z nich to ogólnie bomba, więc ostatnie 9 lat, to jaranie się, bo tych mistrzów przewinęło się kilku przez nasze dojo. (Kagawa, Inoda, Makita, Nagaki, Toyama - to po prostu pierwsza liga karate światowego, bo Shihan Kagawa, to 4 pokolenie Funakoshiego, czyli twórcy karate. To nie jakaś jebana odnoga karate, tylko pierwsze ever karate uznane w Japonii i my mamy nauczycieli z tego właśnie pierwszego dojo na świecie.)
To tak jakbym powiedział, że uczę się u jednego z uczniów Yip Mena. Chodzi o ten poziom jakby rodowodu sekcji karate. Dawno, dawno temu Funakoshi założył w Japonii dojo, gdzie uczył karate i... my mamy nauczycieli z tego właśnie jedynego dojo, nie z jakiegoś pobocznego, sąsiadującego itd. tylko po prostu ze źródła karate. Jeżeli wchodzą jakiekolwiek zmiany w technikach, to wychodzą z tego miejsca, bo to oni tworzą karate.
Sorry, że się jaram, ale niewielu ludzi rozumie znaczenie, że trenujesz u źródła :-)
Odpowiedz
Dawno, dawno temu podniecałem się karate i znam połowę tych nazwisk. No to faktycznie jest dość konkretny styl z konkretną konkurencją.
Odpowiedz
Znajoma mi ostatnio pokazała ukraińską aptekę, która wysyła paczki również do Polski. Można ściągać sobie różne rzeczy, coś jak piracetam z czeskich aptek. Tylko trzeba pojedyncze rzeczy, bo cło i te sprawy.

Są na przykład takie rzeczy jak sproszkowany konik morski, który na terenie UE jest zakazany. Zamówiła i dostała, widziałem zdjęcia.

https://apteka911.ua/ua/shop/zolotiy-kon...sht-p33417

I jeszcze ciekawostką się podzielę. Znalazłem forum poświęcone męskim sprawom, czyli głównie tematom potencji, leczenia stulejki itp. Jest tam temat całkiem młodego gościa, który rozważa implant penisa, bo jego problemy ze wzwodem są na tyle duże, że żadna inna metoda leczenia nie pomogła.

https://meskiezdrowie.pl/threads/implant-pracia.14059/

Jest to całkiem ciekawe, ale jednocześnie straszne, bo założenie takiego implantu to operacja nieodwracalna, więc decyzja na całe życie. Usuwa się ciała jamiste, wkłada w ich miejsce dwie tuby, gdzieś w okolicy pęcherza montuje się zbiornik z solą fizjologiczną, a w mosznie pompkę wielkości jądra. Z zewnątrz ponoć w ogóle nic nie widać. Kilkukrotne naciśnięcie przycisku na pompce, który wyczuwa się pod skórą moszny, pompuje płyn do penisa i wywołuje erekcję. Analogicznie wciśnięcie zaworu na pompce wypuszcza płyn z powrotem do zbiornika. Bioniczny penis i erekcja na zawołanie. Żywotność takiego implantu to około 10 lat, potem trzeba wymieniać. Koszt to 70 tysięcy złotych. W Polsce też są urolodzy, którzy się tym zajmują.

Nie mówię tego, żeby się śmiać. Wiedziałem, że jest coś takiego, ale tutaj dopiero sobie zdałem sprawę, jak to działa. Są osoby po usunięciu prostaty, dla których jest to jedyne rozwiązanie. Albo tacy ludzie, jak autor wątku na tamtym forum.
Co ciekawe, to bardzo często młodzi aktorzy porno decydują się na takie implanty, żeby utrzymać się w branży, bo "naturalom" trudniej jest konkurować z biomechanicznymi w szybkości uzyskania wzwodu na planie. Jak jeden zacznie, to reszta potem musi naśladować, żeby nie wypaść z obiegu.

Nie wiem, jak się skończyło to u autora wątku, bo pytał i rozważał, ale wątek się urwał rok temu i od tego czasu cisza.
Odpowiedz
eh, gdzie te czasy, gdy konrados po 13 sekundach odpisywał w takich wątkach, że seks jest niepotrzebny.

Ciekawi mnie, na ile takie zabiegi są konieczne, ile można zmienić własnie suplami i zmianą diety. Ile osób z takimi problemami jak ten gość to po prostu geje (bądź inne jakieś, nie wiem, nekro, albo te no, miłośnicy formatu pdf), którzy za żadne skarby nie przyznają się nawet sami przed sobą.
Odpowiedz
Najwyraźniej autor tamtego wątku nie znał Twojej strony o zaburzeniach erekcji. W sumie to wpadłem na to, że gość może mieć jakąś ukrytą orientację, którą stara się nie dopuścić do świadomości.
Brał tabletki na potencję w ekstremalnych dawkach, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że lekarz mu nie zalecił alprostadilu, czy jak to się tam nazywa. Zastrzyki i kremy, które nawet martwego postawią do pionu.
Odpowiedz
Tak kminię, jak to jest z ssri i skłonnością do przemocy, szczególnie w kontekście strzelanin w szkołach. W tej książce Petersona był ciekawy fragment, że serotonina działa między innymi poprzez usunięcie wątpliwości, w sensie, braku wiary w siebie, ale na zasadzie chorobliwego wzmocnienia "ja mam rację". Tak dotyczyło to badań na zwierzętach, które po podaniu serotoniny zamieniały się w "samce alfa" i próbowały rządzić otoczeniem, walcząc z innymi zwierzętami swojego gatunku, znikała wypracowana ewolucyjnie bariera tworząca podział terytorium między osobniki wg wywalczonej pozycji.

No i znowu czytam, że 97% sprawców strzelanin w szkołach w US&A było pod wpływem ssri. Z drugiej strony, kiedyś widziałem badania z których wynikało, że stosowanie tych mózgotrzepów nie zwiększa ryzyka przemocy. Badali chyba nawet konkretnie sprawców strzelanin w szkołach i wyszło, że tylko parę procent z nich brało takie coś.

Ciekawe, na ile wyniki badań odzwierciedlają rzeczywistość, a na ile życzenia lobby farmaceutycznego, które te badania prowadziło.
Odpowiedz
Coś w tym jest. Czytałem, że na przesłuchaniach ludzie na benzodiazepinach łatwiej przyznają się do różnych rzeczy, bo nie odczuwają strachu przed konsekwencjami.
Odpowiedz
Wtedy to może być nie dzień przed śmiercią, a właśnie dzień śmierci. Niedobrowolnej. Smile
Odpowiedz
Ło jezu, posta zgłosili... muszę skasować, no jest opcja, że albo piszący miałby problemy z prawem, albo admin bo nie skasował.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości