This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zapodaj coś o czym myślisz
Nieśmiertelność nie polega na tym, że powstaje ktoś inny, kto ma po prostu takie same geny, jak brat bliźniak, tylko wychowany w innej rodzinie.

Ale ale, jak już o tym mowa, czy za milion zł zgodziłbyś się na to, żeby strzelić sobie w łeb, mając gwarancję, że jednocześnie w tej samej sekundzie w innym miejscu powstanie klon, mający Twoje ciało, wspomnienia, no dokładna kopia Ciebie?

Instynktownie mówimy "nie", ale... na tym właśnie polega teleportacja w każdym świecie fantasy czy s-f.
Odpowiedz
W zasadzie racja z tym teleportowaniem się. Atomy rozpadają się z jednym miejscu, a łączą się w dokładną kopię w innym. Takie rozkminy miewali już filozofowie. Pamiętam, że Lem w Dialogach miał o tym całkiem spory rozdział. Za młody byłem, żeby to wtedy rozumieć.
Odpowiedz
Nawet za władzę nad całym światem i "wszystkie bogactwa tego świata" nie. To przecież byłaby inna osoba, nawet jeżeli miałaby identyczne geny...

https://www.youtube.com/watch?v=BX0Y6YvuIsM

Na takiej zasadzie, że zostają moje wspomnienia + wspomnienia tej osoby, przejmuje jej wygląd, iq, pod warunkiem, że byłoby wyższe to bym się zgodził może nawet za darmo.. tylko mało jest takich osób, którymi chciałbym się stać. Ale to też warunek, że dałoby się to cofnąć

btw. niską stawkę zaoferowałeś, 1kk zł to jest warte nie za duże mieszkanko w Warszawie w dobrej dzielnicy, tak z 25m2.
Odpowiedz
Przy tym temacie przypomniała mi się teoria nieśmiertelności kwantowej.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Samob%C3%B...5%9B%C4%87

W prostych słowach chodzi o to, że w każdej sytuacji, w której jesteśmy blisko śmierci poprzez na przykład wypadek, następuje podział wszechświata na dwa odrębne wymiary. W jednym zginęliśmy, w drugim żyjemy dalej. Nasza świadomość automatycznie przeskakuje do tego świata, w którym nadal żyjemy, więc odczuwamy ją jako ciągłą. Dlatego nam się wydaje, że wszyscy dookoła umierają, a my wciąż istniejemy. Tego się nie da sprawdzić naukowo w żaden sposób, bo musielibyśmy faktycznie spróbować popełnić samobójstwo i jeśli teoria jest prawdziwa, to w ostatniej chwili coś by nas jednak uratowało. I tylko my byśmy o tym wiedzieli, bo z perspektywy innych ludzi może być tak, że w drugiej wersji tego zdarzenia umarliśmy.

Być może każdy z nas będzie kiedyś ostatnim człowiekiem na planecie, bo wszyscy inni wymrą przez jakiś kataklizm albo wojny, a wtedy pojawią się kosmici i przeniosą nasą świadomość do jakiegoś boskiego ciała i faktycznie nigdy nie umrzemy. Smile
Odpowiedz
Przypomniał mi się fragment "Pana Światła", genialna książka, tylko trzeba patrzeć na tłumaczenie, kiedyś wydano z jakimś nie wiem... tłumaczem google? gdy ten tłumacz po prostu wstawiał pierwsze z brzegu słowa ze słownika?, potem dopiero wyszło lepsze. A najlepiej oczywiście w oryginale.

No to szarżują na linie obrony, każdy obwieszony amuletami ochronnymi. Jeden po drugim zostają oczywiście odstrzeleni, ale biegną dalej, bo ci, którzy nie zostali trafieni jeszcze bardziej upewniają się w tym, że ICH amulety ochronne działają.
Odpowiedz
Heh, no tak. Zdobywcy pierwszego miejsca w dowolnym konkursie też mówią, że wystarczyło chcieć i się udało, że modlitwy zostały wysłuchane, że trzeba podążać za marzeniem. Osoby z dalszych miejsc niekoniecznie będą się z tym zgadzać.
Odpowiedz
No miałem takie dość mieszane odczucia, jak ten kolo co poleciał w kosmos i nagrał tam ten kawałek

https://www.youtube.com/watch?v=KaOC9danxNo

już nie pamiętam, czy to on, czy ktoś inny, ale było właśnie, że starczy naprawdę mocno chcieć i sukces tego gościa jest dowodem. Tyle, że razem z nim bardzo mocno chciało pewnie z 500 osób, które były na tyle zdeterminowane, by dopchać się do sita egzaminacyjnego. A potem zdecydowały geny no i pewnie układy.

Z podobnych klimatów, jak jest dyskusja przy rysowaniu czy muzyce, co jest ważniejsze, talent czy praca, osoby obdarzone niesamowitym talentem zawsze będą powtarzać, że ciężka praca, a osoby skrajnie leniwe, że talent o wszystkim decyduje. W praktyce to pewnie równanie talent*praca. Jeśli któryś element jest równy zero, no cóż...

Swego czasu była dość popularna książka, a raczej twierdzenie z tej książki, że do zdobycia poziomu arcymistrzowskiego w dowolnej dziedzinie trzeba poświęcić 10 000 godzin na ćwiczenia. Parę osób się na ten haczyk złapało i ćwiczyło, publikowali w sieci efekty, no wiadomo, dość mierne były. Ćwiczenie błędnych technik utrwala je i tak naprawdę sprawia, że jest się coraz lepszym w byciu coraz gorszym.

Wzięło się stąd, że jakiś naukowiec zbadał historie ludzi, którzy osiągali arcymistrzostwo w jakiejś dziedzinie i wszyscy ćwiczyli ponad 10 000 godzin. Tylko że prawdziwym wnioskiem jest, że te 10k dupogodzin to warunek konieczny, a nie, że wystarczający.

A pana światła naprawdę polecam, szczególnie angielskiego audiobooka, tego gdzie rozdział zaczyna się jak jakaś baba czyta fragment... wed? a potem już chłop lektor. Bardzo ładnie czytane. Lord of light, roger zelazny.
Odpowiedz
(04-20-2026, 08:37 PM)Temper napisał(a): Heh, no tak. Zdobywcy pierwszego miejsca w dowolnym konkursie też mówią, że wystarczyło chcieć i się udało, że modlitwy zostały wysłuchane, że trzeba podążać za marzeniem. Osoby z dalszych miejsc niekoniecznie będą się z tym zgadzać.

Zdobyłem kilka pierwszych miejsc w różnych zawodach (raz nawet w szachach) a raz mistrzostwo świata w karate, ale w swojej kategorii wiekowej i w swojej kategorii pasowej (nie w OPEN). 
Czy wystarczyło chcieć? To nie do końca tak. Wydaje się, że trzeba być po prostu odważnym. Chyba bardzo często jest tak, że ludzie nie startują w zawodach bo myślą, że inni są lepsi, że przecież np. mistrzostwa świata to śmietanka najlepszych ze świata... Jest w tym czasem źdźbło prawdy, ale czasem to po prostu zbieranina przeciętniaków, którzy odważyli się pojechać na takie zawody po przejściu wszystkich eliminacji z takimi samymi przeciętniakami. 
Tak było w moim przypadku. Startowałem w regionalnych, wygrywałem bez problemu, potem przyszły eliminacje i wygrałem również, ale jadąc na mistrzostwa świata czułem się, że tu będzie dupa i trafię na najlepszych na świecie. Wypiłem butelkę wina wieczorem na złapanie relaksu, rano wstałem, poszedłem na zawody i... wygrałem. 
Dużo stresu, bo córka też startowała i bardzo płakała widząc ile ludzi jest na trybunach i jak to wygląda. Może dlatego, że bardziej stresowałem się jej zachowaniem zapomniałem o swoim stresie i po prostu odwaliłem swoje kata. W każdym razie uważam, że trzeba mieć jaja aby się odważyć, ponieważ każdy myśli, że tam będą najlepsi, a ogromnej większości przypadków są to ludzie tacy jak ty sam.
Dla przykładu, w kategorii powyżej 60 roku życia... bodajże zielone pasy startował mój student. Zdobył złoto (kata) i srebro (kumite). Brzmi super.
Fakt był taki, że w jego kategorii odważył się startować jeszcze tylko jeden człowiek, więc obaj dostali medale. Czy byli najlepsi na świecie? Raczej nie... ale najodważniejsi w tej chwili na pewno, bo odważyli się pojechać na te zawody.
Odpowiedz
Nie chciałbym tu brzmieć zgryźliwie, ale karate tradycyjne to często gęsto właśnie takie sytuacje, gdzie połowa ludzi, którzy przyjechali, dostają jakieś medale. Niektóre organizacje w ogóle robią sobie jaja, tworzą tyle różnych kategorii, że prawie każdy może sobie w którejś wygrać, to jest po prostu kupowanie sobie tytułów mistrzowskich. Właśnie na reddicie jest dyskusja, czemu tak często różni "mistrzowie" wyśmiewają siłę fizyczną. Bardzo mądrze ktoś odpisał, że siła fizyczna wymaga ciężkiej pracy nad sobą, dosłownie siły woli. Jeśli wmówi się ludziom, że wystarczy poznać czary mary magiczną technikę, pozwalającą wygrać z dużo cięższym przeciwnikiem, na dodatek można się jej łatwo nauczyć i będzie niezawodna, to uda się ściągnąć do dojo leni. Mamy potem czarne pasy z 30 kg nadwagi, które dostają oklep pod wiejską dyskoteką.

W praktyce żeby dobrze walczyć (a więc i się bronić jeśli mowa o samoobronie) po pierwsze potrzebna jest bardzo duża siła i końska kondycja, a po drugie, techniki trzeba niestety przećwiczyć na broniącym się aktywnie przeciwniku, który też chce nam zrobić w tym czasie krzywdę.
Odpowiedz
(tzn żebyś tego źle nie odebrał, nie krytykuję całego karate czy Ciebie, po prostu akurat jak to napisałeś to odpisywałem w tamtym temacie, gdzie ludzie jechali po mcdojo i organizacjach, gdzie każdy może mieć czarny pas i potem zostać mistrzem świata w jakiejś kategorii)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 8 gości