Złapałem covid półtora roku temu. Początkowe objawy były umiarkowane - 37,5 C, zapchane płuca, zapchane zatoki, świszczący okropny kaszel. Tlen mierzony pulsoksymetrem zawsze normalny. Jakoś dwa tygodnie od infekcji zaczęły się BARDZO dziwne objawy, które w większości mam do teraz. Uczucie waty i ciśnienia w głowie, trudności w myśleniu, oraz stany jakby mój mózg miał się za chwilę wyłączyć na amen, które trwały średnio kilkadziesiąt minut, 1-2 razy dziennie. Potworne osłabienie mięśni, trudności w chodzeniu, zaburzenia równowagi. Raz dłonią nie mogłem w ogóle ruszyć. Kilka ataków, jakbym nagle został napompowany adrenaliną, za chwilę miał umrzeć. Ataki palpitacji, jakby całe moje ciało miało zaraz rozsadzić, wysokie tętno i ciśnienie. Ostra depresja, apatia, anhedonia. Zatoki i płuca oczyścily się po około dwóch miesiącach, reszta objawów została. Jakieś może cztery miesiące po infekcji temperatura wreszcie spadła mi z 37,5 na 36,4 (każdego wieczora spada zaś do 35,5, spadała też wtedy gdy miałem 37,5). Utrzymujący się wzrost tętna o 20 uderzeń po wstaniu.
Choroba jest chujowa do szpiku kości, nie masz energii, motywacji, osłabione odczuwanie emocji, derealizacja. Jakby ktoś cię ciagle podduszal i tlen nie dochodził do mózgu. Do tego każdego dnia coś przewala ci się w mózgu, w klatce piersiowej, jakieś impulsy, napięcia. Co jakiś czas ataki, cały buzujesz, czujesz jak w środku wszystko się przewala, zastanawiasz się czy to tym razem minie. Nie masz siły chwilami nawet mówić. Chwilami nawet myśleć, po prostu jesteś.
Lekarze: na początku antybiotyk, nie pomógł, potem dostałem się do psychiatryka, na „hipochondrię”, dostałem SSRI, nie pomogło. Do psychiatryka chciałem iść bo dzięki temu zrobili mi prześwietlenia mózgu i pobranie płynu MR. Płyn w normie, mózg z hiperintensywnościami i zwapnieniem. Od tego czasu nie chodzę do lekarzy bo nie mam energii i pieniędzy a i tak nie pomogą chyba zbytnio dopóki nie poznamy przyczyn syndromu. W międzyczasie robiłem badanie krwi i moczu, TSH, w normie.
W wakacje zacząłem znowu podnosić ciężary, masa mięśniowa budowała się co ciekawe ładnie. Teraz zaczęło być zimno, mam pogorszenie objawów i boję się ćwiczyć, wiec znowu mięśnie mi zmalały
W wakacje tez jeździłem na rowerze, ciekawe uczucie, ledwo pedałowałem, zastanawiam się czy mi to na złe nie wyszło.
Suplementy: jestem na forum od ładnych paru lat więc dużego niedoboru pierwiastków, witamin, prawdopodobnie nie mam. Leci regularnie witamina D, MSM.
Niedługo kończę 500 ml oleju z wiesiołka. Wcześniej zjadłem kilogram jego nasion. Więc to będę miał z głowy. EPA/DHA sporo brałem wcześniej. Codziennie teraz 3 g MSM, czasem tauryna, od dziś beta alanina. Lecytyna słonecznikowa. Zaczynam tez znowu cysteinę, tym razem z glicyną i niedługo glutaminą. Dieta - warzywa, warzywa, zdrowe tłuszcze, mięso i ryby. Codziennie czosnek, nasiona czarnuszki, imbir, oregano. Zero nabiału, słodyczy, białej mąki. Myśle nad chondroityną i glukozaminą.
Będę tu dokumentował czy czuję się lepiej, czy degeneracja trwa i postępuje.
Choroba jest chujowa do szpiku kości, nie masz energii, motywacji, osłabione odczuwanie emocji, derealizacja. Jakby ktoś cię ciagle podduszal i tlen nie dochodził do mózgu. Do tego każdego dnia coś przewala ci się w mózgu, w klatce piersiowej, jakieś impulsy, napięcia. Co jakiś czas ataki, cały buzujesz, czujesz jak w środku wszystko się przewala, zastanawiasz się czy to tym razem minie. Nie masz siły chwilami nawet mówić. Chwilami nawet myśleć, po prostu jesteś.
Lekarze: na początku antybiotyk, nie pomógł, potem dostałem się do psychiatryka, na „hipochondrię”, dostałem SSRI, nie pomogło. Do psychiatryka chciałem iść bo dzięki temu zrobili mi prześwietlenia mózgu i pobranie płynu MR. Płyn w normie, mózg z hiperintensywnościami i zwapnieniem. Od tego czasu nie chodzę do lekarzy bo nie mam energii i pieniędzy a i tak nie pomogą chyba zbytnio dopóki nie poznamy przyczyn syndromu. W międzyczasie robiłem badanie krwi i moczu, TSH, w normie.
W wakacje zacząłem znowu podnosić ciężary, masa mięśniowa budowała się co ciekawe ładnie. Teraz zaczęło być zimno, mam pogorszenie objawów i boję się ćwiczyć, wiec znowu mięśnie mi zmalały
W wakacje tez jeździłem na rowerze, ciekawe uczucie, ledwo pedałowałem, zastanawiam się czy mi to na złe nie wyszło.Suplementy: jestem na forum od ładnych paru lat więc dużego niedoboru pierwiastków, witamin, prawdopodobnie nie mam. Leci regularnie witamina D, MSM.
Niedługo kończę 500 ml oleju z wiesiołka. Wcześniej zjadłem kilogram jego nasion. Więc to będę miał z głowy. EPA/DHA sporo brałem wcześniej. Codziennie teraz 3 g MSM, czasem tauryna, od dziś beta alanina. Lecytyna słonecznikowa. Zaczynam tez znowu cysteinę, tym razem z glicyną i niedługo glutaminą. Dieta - warzywa, warzywa, zdrowe tłuszcze, mięso i ryby. Codziennie czosnek, nasiona czarnuszki, imbir, oregano. Zero nabiału, słodyczy, białej mąki. Myśle nad chondroityną i glukozaminą.
Będę tu dokumentował czy czuję się lepiej, czy degeneracja trwa i postępuje.




