This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
No nie, jestem na 100% przekonany, że duża część problemów, w tym bezsenność i chroniczne zmęczenie, bierze się z alergii na zarodniki pleśni i z tego, że to regularnie w pokoju rośnie. Na pewno nie wszystko, bo objaw Terry'ego jest wyraźnym dowodem na to, że coś tam się pieprzy na linii. Ale dużo. I nie mam za bardzo pomysłu, co z tym robić, nie poprawię wentylacji całego pionu. Pisałem wielokrotnie o planach zamontowania mikrowentylatorka, ale zawsze na planach się kończyło. Żeby takie gotowe były w sprzedaży...

W piątek dzwonili w sprawie terapii na agorafobię, pewnie miejsce się zwolniło, ale jak dziś oddzwoniłem to cisza, nikt nic nie wie - prawdopodobnie wzięli kogoś zamiast mnie, bo miałem wyłączony telefon, spałem akurat. Czyli kolejne miesiące czekania, pewnie znowu trafią jak mam wyłączony telefon...

Odnoszę wrażenie, że cholina mnie nakręca i to nie bardzo pozytywnie, tzn energia, działanie, w końcu dziś zrobiłem porządek z tymi ścianami, całe pokryłem siarczanem miedzi, wymyłem, pokój śmierdzi jak szpital po środkach na dezynfekcję, których użyłem, no to jest chyba oznaka jakiejś większej energii, robienie rzeczy odkładanych od dość dawna. Ale równocześnie pojawiają się stany lękowe i to dość mocne. Cholina niby powinna działać odwrotnie, ale czort wie, jak to jest.

Muszę się mocno przykładać do oleju z wiesiołka / ogórecznika. Te badania, gdzie osoby z parkinsonem miały obniżony poziom dały mi do myślenia. Choroba dotyka jakoś 2% populacji i akurat osoby z moim zapaleniem skóry głowy są w mocnej grupie ryzyka. Bardzo wysokiego ryzyka.
Odpowiedz
...napowietrzacz akwarystyczny, czyli brzęczyk! To idealnie to, czego szukam. No może nie tak idealnie,, bo napowietrzacze są dostosowane do małych ilości pod dużym ciśnieniem, a mi chodzi o małe ciśnienie i nieco większe ilości. Chciałbym wymieniać ze 30% objętości pokoju powietrza na dobę. Widzę są napowietrzacze, które pompują 300 litrów na godzinę, to wychodzi nieco ponad 7 m3. Nie jestem tak do końca pewien, czy 5-10 m3 wystarczy, no ale wygląda to dobrze.

Są pompki całkowicie bezgłośne, no, prawie całkowicie. W tej ultra cichej technologii widzę jedną za 120 zł, 200 litrów / godzinę. Niecałe 5m3 na dobę.

Czy to wystarczy, by wygenerować mini przepływ powietrza? Na szybko policzyłem, pokój ma 40 do 50 m3.

Kurcze no, mało trochę. Wszystko inne jest idealnie dopasowane do potrzeb, gotowe do podłączenia do sieci, praktycznie zerowy pobór prądu (2 W), można podłączyć wężyk i nim pchać powietrze gdzie tylko dusza zapragnie, więc bez problemu dałoby się jakoś wbudować w drzwi, to był największy problem i przez to głównie się za to nie mogłem zabrać. Wentylatory jednak mają tę zaletę, że przepchają tego powietrza dużo, dużo więcej, no ale trzeba całą strukturę do nich budować, by to powietrze ukierunkować. Brzęczyk wysyła wężykiem.

Ewentualnie można olać ultra cichą technologię i pompować więcej jakimś tańszym brzęczykiem.

Albo wydać grubsze monety i kupić np 4 ultra ciche pompki, to już będzie 20m3, na pewno by wystarczyło.
Odpowiedz
Przyszedł ten środek do regeneracji zębów, nakładki i jeszcze pastę wziąłem tej samej firmy. Będzie zabawa.

Kupiłem olej z ogórecznika, jak policzyłem, to cholernie drogo wyjdzie, jakby się chciało regularnie brać w takich ilościach, jak zalecane. W badaniu gdzie wyleczył on stwardnienie rozsiane stosowano 14 ml dziennie. To wychodzi prawie 200 zł miesięcznie. Masakra. Zastanawiam się, czy dawki za sumy rzędu 50 zł miesięcznie przyniosą jakiś wymierny efekt. Wydawać parę tysięcy rocznie na tylko jeden suplement, który na dodatek nie wiadomo, czy naprawdę pomaga, to trochę przegięcie.

Wiesiołkowy wychodzi podobnie, może odrobinkę, ale tylko odrobinkę taniej.
Odpowiedz
Wiesz, 200 zł nie byłoby problemem, gdyby to było 200 zł na coś, co wiem, że będzie dobre i co jest potrzebne. A jak ktoś - jak ja - ma 40 pomysłów na suple miesięcznie, z czego po tygodniu rezygnuje z 45, to już te 200 robi się poważną sumą. Bo trzeba to pomnożyć przez te wszystkie pomysły. Skoro kupujemy ogórecznik, to czemu nie kupić innych rzeczy?

Tak, wiem, inne rzeczy są tańsze - ale są tańsze, bo postawiłem granicę i nie kupuję drogich, limit to jakieś 30 zł miesięcznie na pojedynczą rzecz, ale staram się schodzić dużo niżej. Pomysłów mi nie brakuje. Z tego samego powodu nie robię już regularnie badań krwi, kiedyś nie mogłem sobie wyznaczyć limitu i poszło na to duuuużo kasy.

Cysteina to jakieś 20 zł miesięcznie, do tego osłonowo kurkumina, 15 zł, witamina D3 to dosłownie 5 zł... to są suple, którymi można się bawić. Ale jak sobie pozwolisz na grubsze imprezy, to wchodzi taki wiesiołek za 200 zł, wchodzi NADH za 150, wchodzi hupercyna za 80, tokotrienole za 60, a to dopiero początek. Ponad 1000 zł miesięcznie, które być może po prostu wyrzucasz do śmietnika. Są ludzie, których na to stać, no cóż, sorki że jestem takim biedakiem i nie stać mnie na wyrzucanie co miesiąc 1000+ zł Big Grin Jesteś takim bogaczem to możesz tego tysiaka miesięcznie zainwestować w promowanie na przykład angielskiej stronki o stwardnieniu rozsianym, dobry uczynek dla świata zrobisz. Ale coś mi mówi, że nagle nawet 10 zł okaże się zbyt dużą sumą.
Odpowiedz
Takie spostrzeżenie, już nie konkretnie odnośnie mojego zdrowia, ale ogólnie o medycynie.

Jeszcze jedna rzecz mi chodzi po głowie. Na ile jest możliwe, że nadmiar organizmów pleśniowych / zarodników / czegokolwiek w powietrzu może doprowadzić do tego, że organizm nie broni się jak trzeba przed innymi grzybami?

Łojotokowe zapalenie skóry głowy wiąże się z nadmiernym rozwojem pewnego konkretnego grzyba. plus oczywiście szereg innych warunków, ale głównie o tego grzyba chodzi. W jednym z linków, które wczoraj chyba podałem, była hipoteza, że choroba Parkinsona bierze się z rozwoju tego właśnie grzyba w ośrodkowym układzie nerwowym. W mózgu.

Nie obserwowałem tego jakoś uważnie, ale coś mi się łączą kropki, że rzuty zapalenia skóry głowy mam jakoś powiązane z okresami, gdy zauważam większy rozwój pleśni. No wiadomo, pleśnie sprawiają, że siada układ odpornościowy, ale to trochę za mało, by wyjaśnić zależność.

Kurcze no... to mogłoby mieć sens, trochę na zasadzie techniki odczulania - jeśli organizm ciągle jest wystawiony na lekkie dawki czegoś, co powinien zwalczać, przestaje z tym walczyć. Na tej zasadzie leczy się alergie, podaje się alergeny tak, by organizm się z nimi "oswoił".

Czysto hipotetyczne dywagacje, ale kto wie, czy nie ma tym ziarna prawdy. To byłaby mała rewolucja w medycynie.

Z drugiej strony, jest możliwy mechanizm, że taka obecność zarodników pleśni będzie stymulować organizm do walki z innymi podobnymi organizmami.

-

Obwąchałem ścianę, obejrzałem, czysta jest. To ta ściana, gdzie spływała woda, jak mnie sąsiad zalał. Inne ściany nie mają tego problemu, ta też nie miała przed tą powodzią. Chyba trzeba będzie położyć grunt przeciw grzybom (mam w szafie zapas) i przemalować jeszcze raz.

No i może w końcu łóżko sobie kupię pod materac. Śpię kładąc materac na podłodze, bo to lepsze niby dla kręgosłupa, ale jak pod materacem nie ma przewiewu, robią się nieciekawe rzeczy. Albo wprost przeciwnie, bardzo ciekawe, zależy czy ktoś interesuje się mykologią.

/edit no i najważniejsze, u mnie w pokoju jest zawsze z 5 stopni więcej, efekt pracującego 24/7 kompa. To chyba bardziej nawet zagotowało ścianę niż zalanie, które było dawno temu. To ściana sąsiadująca z klatką schodową, gdzie jest po prostu dużo zimniej, często otwarte okna etc, więc może się tam skraplać para wodna. No, to stanowczo bardziej prawdopodobne, niż woda która lała się po ścianie 2 lata temu czy kiedy tam mnie zalali.
Odpowiedz
W ostateczności napisałbym do jakiegoś naukowca i tyle.
Odpowiedz
Sketel już zadba żeby każdy człowiek na Ziemi dowiedział się co tomakin ma do powiedzenia. Przygotowywał się do tej roli całe życie.
Odpowiedz
A niech weźmie, nie bardzo widzę opcję, żebym się z tym w jakikolwiek sposób sam przebił i zebrał kasę czy sławę.

Ewentualnie gdy już naukowiec opublikuje i w ogóle wszystko cacy, to wtedy cyk do prasy donos, że ktoś mu powiedział co zrobić, a on nawet nie wspomniał w publikacji kto.

Ale i tak nie ma mowy, żebym odkrył tajemnicę obłączków i to UDOWODNIŁ, zresztą nawet gdy sam będę miał dużą pewność, to dalej sam nie będę do końca przekonany, że mam rację, w końcu sposób który zadziałał przetestowano na 1 osobie. Obłączki zależą najprawdopodobniej od jakiegoś procesu przebiegającego na poziomie komórki, a nie od czegoś, co wpływa na cały organizm (czyli nie od np poziomu hormonów tarczycy). Takie drobne, lokalne procesy mogą mieć szereg zależności, które muszą być spełnione, by przebiegały prawidłowo. Powiedzmy, że odkryję taką zależność u siebie - to nic nie da innej osobie, u której ten sam proces jest blokowany przez kompletnie inną zależność.

To jak z wielkością mięśni, zależy to od genów, poziomu teścia, białka w diecie, kreatyny, treningu... jednego czynnika zabraknie i wszystko leży, ile by się nie ładowało pozostałych czynników.

-

Nie daje mi spokoju olej z ogórecznika / wiesiołka. Jakie mogą być testy, pozwalające jednoznacznie określić, że komuś tego brakuje? Jakieś może bardzo charakterystyczne objawy? Może jakieś badania, samego poziomu kwasów tłuszczowych się nie zbada (trzeba by zbadać wysycenie błon erytrocytów, cholernie droga i niedokładna impreza), ale może nie wprost, może coś od tego po drodze zależy?

To dość istotne, bo z jednej strony, niedobór może odpowiadać za naprawdę przykre rzeczy, jest powiązany z przynajmniej kilkoma różnymi śmiertelnymi chorobami. Jeśli ten niedobór jest, warto mu zapobiegać.

Z drugiej, to bardzo droga i dość niewygodna impreza. Olej smakuje wyjątkowo źle, trzeba brać 2 razy dziennie albo i częściej, kosztuje też kilka razy więcej, niż wszystkie pozostałe suple które biorę razem wzięte. No i dochodzi efekt psychologiczny przełamania się "a co tam, zaczynam więcej wydawać na suplementy", w moim przypadku źle by się to skończyło.

Kiedyś pamiętam owijałem paznokcie bandażem nasączonym różnymi olejami, żeby sprawdzić, czy wpłynie to na prążki które mam Big Grin Nie wpłynęło, ale też nie robiłem tego jakoś bardzo długo.
Odpowiedz
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC10291119/

olej wiesiołkowy cofał łysienie plackowate u części pacjentów

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/22123240/

a tu z kolei negował wysuszanie skóry. O tyle istotne, że sucha skóra może prowadzić do prążków na paznokciach, to jedna z sugerowanych przyczyn.

https://www.termedia.pl/The-effect-of-li...9,0,1.html

a tu mięsaki rosły szybciej po olejach, w tym oleju z wiesiołka. Co prawda u myszy z wywaloną odpornością, ale zawsze to jakiś trop, że może to nie do końca tylko dobra rzecz.
Odpowiedz
O w morde

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC10087359/

6 razy wyższe ryzyko osteroporozy u osób, które mają takie schorzenie skóry głowy jak ja.

No OK, to by mogło rozstrzygnąć kwestię oleju z wiesiołka / ogórecznika. Ale pytanie otwarte, czy NA PEWNO osoby z tym schorzeniem mają dużo niższy poziom kwasu gamma linolenowego? Za tym stoją tylko szemrane badania z jakiejś Turcji czy coś.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 5 gości