Czytam https://nowotwory.naturalneleczenie.com.pl/ornish.html i pomyślałem, że dla 50-latka który nigdy nic nie czytał o odżywianiu zmiana diety to musi być jak próba mówienia w obcym języku. Wpadłem na pomysł forumowej zabawy w przypisanie różnym pokarmom wartości punktowej, stworzenie szybkiego odniesienia jak wartościowe coś jest. Taka tier lista.
Człowiek znacznie chętniej coś je jeśli to mu da np. AŻ 90 punktów w porównaniu do 5 punktów. I można stworzyć jakiś cel, żeby dziennie osiągnąć 1000 punktów, bo np. redukuje to wtedy ryzyko różnych chorób o x%. Osiągnięcie 500 punktów redukuje ryzyko różnych chorób o 0,5x%. Ograniczenie oficjalnych zaleceń jest takie, że boją się obiecywania konkretnych rezultatów, bo każdy jest trochę inny. Laikowi ciężko wtedy coś z tego wyciągnąć, musi opierać się na bardzo okrągłych, niezdefiniowanych zasadach.
Można stworzyć "progi", tiery, każdy o innym kolorze, od ilości punktów. Pokarmy o podobnej ilości punktów też będą obok siebie w progach i każda grupa będzie oznaczona innym kolorkiem, kolorki są najważniejsze, żeby jak najmocniej zgrywalizować proces wybierania pokarmu i zapewnić największe zastrzyki dopaminy po znalezieniu w sklepie czegoś o wysokiej wartości punktowej.
Lepiej zrobić to wybierając do oceny niektóre poszczególne produkty czy skupić się na całych grupach żywności jak strączkowe? Pierwsza opcja bardziej mnie jara, bo jest bardziej konkretna i mówi wprost co jeść, jest przyjazna dla kogoś kto zna schabowego i niewiele więcej.
Może podzielić wszystkie pokarmy na trzy ogólne grupy: węglowodany, białko, tluszcz? I dziennie powinieneś zjeść tyle gramów węglowodanów, tyle białka, tyle tłuszczu, w widełkach. A może stworzyć jakieś nowe grupy, jak strączkowe, nasiona i orzechy?
Człowiek znacznie chętniej coś je jeśli to mu da np. AŻ 90 punktów w porównaniu do 5 punktów. I można stworzyć jakiś cel, żeby dziennie osiągnąć 1000 punktów, bo np. redukuje to wtedy ryzyko różnych chorób o x%. Osiągnięcie 500 punktów redukuje ryzyko różnych chorób o 0,5x%. Ograniczenie oficjalnych zaleceń jest takie, że boją się obiecywania konkretnych rezultatów, bo każdy jest trochę inny. Laikowi ciężko wtedy coś z tego wyciągnąć, musi opierać się na bardzo okrągłych, niezdefiniowanych zasadach.
Można stworzyć "progi", tiery, każdy o innym kolorze, od ilości punktów. Pokarmy o podobnej ilości punktów też będą obok siebie w progach i każda grupa będzie oznaczona innym kolorkiem, kolorki są najważniejsze, żeby jak najmocniej zgrywalizować proces wybierania pokarmu i zapewnić największe zastrzyki dopaminy po znalezieniu w sklepie czegoś o wysokiej wartości punktowej.
Lepiej zrobić to wybierając do oceny niektóre poszczególne produkty czy skupić się na całych grupach żywności jak strączkowe? Pierwsza opcja bardziej mnie jara, bo jest bardziej konkretna i mówi wprost co jeść, jest przyjazna dla kogoś kto zna schabowego i niewiele więcej.
Może podzielić wszystkie pokarmy na trzy ogólne grupy: węglowodany, białko, tluszcz? I dziennie powinieneś zjeść tyle gramów węglowodanów, tyle białka, tyle tłuszczu, w widełkach. A może stworzyć jakieś nowe grupy, jak strączkowe, nasiona i orzechy?



