12-14-2021, 04:17 AM
Śmieszna rzecz: po piciu octu, mój pot ma "octowy" zapach. Byłem pewien, że to nie jest wchłaniane w całości, że się jakoś rozkłada w jelitach, a nawet jak przejdzie, to że związki kwasu octowego już nie mają jego zapachu. Może sobie wkręcam, może został mi na rękach po prostu.
Męczy mnie jedna rzecz. Dlaczego po takim leku, jak itrakonazol, pojawiają się identyczne zmiany na paznokciach, jakie mają chorzy na reumatoidalne zapalenie stawów?
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/7955498/
Objaw ten wymienia się też w zaburzeniach tarczycy i nadnerczy, ale tego akurat nigdzie nie ma potwierdzonego badaniami. przy RZS były już badania robione bardzo porządne. Nikt na dobrą sprawę nie wie, skąd to się bierze, dlaczego akurat w RZS a nie w innych schorzeniach tkanki łącznej.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/4051588/
popatrzmy tutaj
https://journals.plos.org/plosone/articl...ne.0159573
Nie znajdę nigdzie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób itrakonazol wpływa na kwasy tłuszczowe, ale ze wszystkich rzeczy, to właśnie ich poziom jest bardzo różny w RZS i u osób zdrowych, cała reszta jest mniej więcej podobna. Co ciekawsze, pacjenci z RZS mieli podobne stężenie kwasu gamma linolenowego jak osoby zdrowe, który jednak podany im w dużych dawkach po prostu leczy chorobę. Kolejne wskazanie do tego, że terapia olejem z ogórecznika nie jest uzupełnianiem niedoborów, tylko zalewaniem organizmu nadmiarem.
Z tego co widzę, pacjenci mieli głównie niższy poziom kwasu palmitynowego, oleopalmitynowego, oleinowego, a także wszystkich trzech najpopularniejszych form omega 3, przy czym najmniej mieli tej, która jest na samym końcu łańcucha przemian. Kwas palmitynowy jest obecny w oleju palmowym i o niego własnie jest ta cała zadyma że "olej palmowy powoduje raka", a wszystko opiera się na jakimś malutkim badanku gdzie prawie nic nie wynikło. Żeby było ciekawie, oliwa z oliwek zawiera nawet połowę tego stężenia, więc byłaby niewiele bardziej "szkodliwa", a jak dotąd wszystkie badania wykazują, że jednak chroni przed chorobami. Co więcej, ludzkie mleko zawiera niewiele niższe stężenie kwasu palmitynowego w porównaniu z olejem palmowym.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/1771399/
tutaj konsumpcja oliwy z oliwek zmniejszała ryzyko rozwoju stwardnienia rozsianego 2-3 razy.
https://ard.bmj.com/content/62/3/208
tu dieta śródziemnomorska spowodowała stopniowe cofanie się choroby, im dłużej była przestrzegana dieta (w której jest dużo oliwy), tym lepszy był stan pacjentów.
O, ktoś to sprawdził
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/pdf/...1780330607
Faktycznie, oliwa z oliwek pomogła, ale nie była to pomoc szczególnie silna, dużo więcej dały kwasy omega 3.
Zastanawia mnie kwas palmitynowy w kontekście RZS, jako że on jest częściej spotykany w produktach odzwierzęcych, a dieta wegańska niskotłuszczowa również była bardzo skuteczna w terapii tej choroby. Oleinowy nie pomógł, ale może właśnie palmitynowy?
https://www.nature.com/articles/s41598-017-14780-4
tutaj sugerują, że owszem, właśnie on może być "lekiem".
Pozostaje pytanie, na ile te zmiany we krwi są efektem diety, a na ile po prostu zmian w organizmie, przez które ten kwas nie jest syntetyzowany. Przeciętny człowiek spożywa 10 do 15 gramów kwasu palmitynowego dziennie. Tego raczej na sobie nie będę testował, to nawet nie brzmi zdrowo, olej palmowy...
U mnie bez zmian, była przerwa od supli, tylko ocet, olej z ogórecznika i oliwę piłem. Przypomniałem sobie, że miałem kiedyś podobnie jak brałem sodę, też czułem się dziwnie, jakiś taki kołowaty i w ogóle. Nawet mam z tamtego okresu papierki lakmusowe do mierzenia pH moczu. Muszę się nad tym poważniej kiedyś zastanowić, już mniejsza z obłączkami, ale może moje prywatne problemy mają jakiś związek z równowagą kwasowo - zasadową? Tak jak ta dziewczyna pisała, że dopóki nie "zakwasiła" organizmu to łaziła jak pijana, może część ludzi tak ma, są genetycznie nie przystosowani do takiej diety.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10923348/
ale jak tak patrzę, to ni cholery nie mogłem mieć "zasadowej" diety przez przynajmniej niektóre okresy ostatnich lat. Coś tu jednak jest mocno nie tak, bo jeśli faktycznie na sodę tak reagowałem, mogłoby to oznaczać, że mam rozregulowaną gospodarkę kwasowo zasadową, tej sody było mniej niż płaska łyżeczka dziennie, rozbite na porcje. Tyle co nic. Organizm teoretycznie powinien sobie poradzić z nawet dziesięć razy taką dawką.
Męczy mnie jedna rzecz. Dlaczego po takim leku, jak itrakonazol, pojawiają się identyczne zmiany na paznokciach, jakie mają chorzy na reumatoidalne zapalenie stawów?
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/7955498/
Objaw ten wymienia się też w zaburzeniach tarczycy i nadnerczy, ale tego akurat nigdzie nie ma potwierdzonego badaniami. przy RZS były już badania robione bardzo porządne. Nikt na dobrą sprawę nie wie, skąd to się bierze, dlaczego akurat w RZS a nie w innych schorzeniach tkanki łącznej.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/4051588/
popatrzmy tutaj
https://journals.plos.org/plosone/articl...ne.0159573
Nie znajdę nigdzie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób itrakonazol wpływa na kwasy tłuszczowe, ale ze wszystkich rzeczy, to właśnie ich poziom jest bardzo różny w RZS i u osób zdrowych, cała reszta jest mniej więcej podobna. Co ciekawsze, pacjenci z RZS mieli podobne stężenie kwasu gamma linolenowego jak osoby zdrowe, który jednak podany im w dużych dawkach po prostu leczy chorobę. Kolejne wskazanie do tego, że terapia olejem z ogórecznika nie jest uzupełnianiem niedoborów, tylko zalewaniem organizmu nadmiarem.
Z tego co widzę, pacjenci mieli głównie niższy poziom kwasu palmitynowego, oleopalmitynowego, oleinowego, a także wszystkich trzech najpopularniejszych form omega 3, przy czym najmniej mieli tej, która jest na samym końcu łańcucha przemian. Kwas palmitynowy jest obecny w oleju palmowym i o niego własnie jest ta cała zadyma że "olej palmowy powoduje raka", a wszystko opiera się na jakimś malutkim badanku gdzie prawie nic nie wynikło. Żeby było ciekawie, oliwa z oliwek zawiera nawet połowę tego stężenia, więc byłaby niewiele bardziej "szkodliwa", a jak dotąd wszystkie badania wykazują, że jednak chroni przed chorobami. Co więcej, ludzkie mleko zawiera niewiele niższe stężenie kwasu palmitynowego w porównaniu z olejem palmowym.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/1771399/
tutaj konsumpcja oliwy z oliwek zmniejszała ryzyko rozwoju stwardnienia rozsianego 2-3 razy.
https://ard.bmj.com/content/62/3/208
tu dieta śródziemnomorska spowodowała stopniowe cofanie się choroby, im dłużej była przestrzegana dieta (w której jest dużo oliwy), tym lepszy był stan pacjentów.
O, ktoś to sprawdził
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/pdf/...1780330607
Faktycznie, oliwa z oliwek pomogła, ale nie była to pomoc szczególnie silna, dużo więcej dały kwasy omega 3.
Zastanawia mnie kwas palmitynowy w kontekście RZS, jako że on jest częściej spotykany w produktach odzwierzęcych, a dieta wegańska niskotłuszczowa również była bardzo skuteczna w terapii tej choroby. Oleinowy nie pomógł, ale może właśnie palmitynowy?
https://www.nature.com/articles/s41598-017-14780-4
tutaj sugerują, że owszem, właśnie on może być "lekiem".
Pozostaje pytanie, na ile te zmiany we krwi są efektem diety, a na ile po prostu zmian w organizmie, przez które ten kwas nie jest syntetyzowany. Przeciętny człowiek spożywa 10 do 15 gramów kwasu palmitynowego dziennie. Tego raczej na sobie nie będę testował, to nawet nie brzmi zdrowo, olej palmowy...
U mnie bez zmian, była przerwa od supli, tylko ocet, olej z ogórecznika i oliwę piłem. Przypomniałem sobie, że miałem kiedyś podobnie jak brałem sodę, też czułem się dziwnie, jakiś taki kołowaty i w ogóle. Nawet mam z tamtego okresu papierki lakmusowe do mierzenia pH moczu. Muszę się nad tym poważniej kiedyś zastanowić, już mniejsza z obłączkami, ale może moje prywatne problemy mają jakiś związek z równowagą kwasowo - zasadową? Tak jak ta dziewczyna pisała, że dopóki nie "zakwasiła" organizmu to łaziła jak pijana, może część ludzi tak ma, są genetycznie nie przystosowani do takiej diety.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10923348/
ale jak tak patrzę, to ni cholery nie mogłem mieć "zasadowej" diety przez przynajmniej niektóre okresy ostatnich lat. Coś tu jednak jest mocno nie tak, bo jeśli faktycznie na sodę tak reagowałem, mogłoby to oznaczać, że mam rozregulowaną gospodarkę kwasowo zasadową, tej sody było mniej niż płaska łyżeczka dziennie, rozbite na porcje. Tyle co nic. Organizm teoretycznie powinien sobie poradzić z nawet dziesięć razy taką dawką.



