This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
O, mam coś

https://karger.com/pha/article-abstract/...m=fulltext

Hipoteza sprzed jakiegoś czasu, mianowicie że objaw Terry'ego może wynikać z niedoboru kreatyny na poziomie mięśni wyściełających naczynia krwionośne, albo na poziomie komórek nerwowych, sterujących tymi mięśniami. Czego brakuje, nie wiem, na ile marskość wpływa na poziom kreatyny w organizmie, czy może dochodzić do sytuacji, że osłabia ona komórki mięśni tak, że one po prostu nie mają "siły" ściskać naczyń krwionośnych, stąd naczynia są rozszerzone.

Mięsień płaski, wyściełający naczynka, nie reaguje na kreatynę tak mocno, jak mięsień szkieletowy, ale jednak reaguje.

No i mamy wyniki u szczurów. Spadek kreatyny w mięśniach z 5.85 na 2.03. Prawie trzykrotnie niższy! Ale coś tam nie gra, bo po podaniu tylko kreatyny, bez wywołania marskości wątroby, również spadł jej poziom. Naukowcy zastanawiają się w tym artykule dlaczego, ale nie mają żadnej mądrej odpowiedzi. Poziom fosfokreatyny tez spadł, ale nie tak mocno.

Co do jej roli w mięśniach gładkich

https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11816217/

tutaj wykazali, że kreatyna bardzo mocno na to pomaga. I to konkretnie sprawdzali na mięśniach żyły wrotnej, czyli tej właśnie, której "rozdęcie" odpowiada za problemy z krążeniem w marskości wątroby.
Odpowiedz
O, jeszcze coś, nie wiem, czy już pisałem kiedyś. W 2010 mocno wierzyłem, że przyczyną może być tarczyca, ale jej NIEDOczynność. No i oczywiście robiłem różne sztuczki, takie jak suplementacja jodem, borem, usuwanie fluoru, który może niedoczynność wywołać, takie tam. Taki na przykład jod w małej dawce powoduje wzrost aktywności tarczycy, ale w dużej ją wycisza. To działa też czasem na zasadzie wzrost - spadek - wzrost - spadek, po dużej dawce organizm potem potrafi przeskakiwać z jednego stanu w drugi. Nie można wykluczyć, że poprawa w 2010 wynikała z takiego eksperymentu, może robionego tuż przed nią, może wcześniej, a dopiero wtedy poczułem efekty.

Popiłem teraz kreatynę karbieńcem, no jest efekt, nie ma żadnych wątpliwości, kreatyna daje efekt i to bardzo mocny. Już się kiedyś zastanawiałem, ale do niczego mądrego nie doszedłem. Jaki dokładnie mechanizm za tym stoi, czy idzie o uzupełnienie kreatyny, czy o zalanie tkanek jej nadmiarem? Chodzi o komórki mięśni, czy nerwowe? Tak czysto hipotetycznie, może iść o to, że nagle przechodzi do mięśni więcej wody, kreatyna powoduje po prostu odwodnienie. To "wyostrzenie wzroku", które odczuwam, może wynikać z odwodnienia i zmiany akomodacji soczewki. No ale nie tłumaczy to tej większej pewności ruchów, którą też po kretce odczuwam, co bardzo wyraźnie czuć przy pisaniu na klawiaturze.

Heh, bardzo bym chciał wiedzieć przynajmniej jedną rzecz. Czy mam niski poziom kreatyny w tkankach. I to niby można bardzo prosto sprawdzić, biorąc ją codziennie przez miesiąc, w dużych dawkach. To by pozwoliło wykluczyć, że poprawę odczuwam przez to, że zalewam organizm nadmiarem, co mogłoby po prostu wymusić niektóre reakcje. W żaden inny sposób tego nie sprawdzę, nawet jak gdzieś w Polsce potrafią zrobić takie testy, to nie są dostępne w labie dla zwykłego, szarego człowieka.

Jakbym wiedział na pewno, że jej brakuje, to byłoby w miarę prosto, bo po pierwsze przyczyn nie ma wcale tak dużo, po drugie, jej uzupełnienie uderzy może nie w praprzyczynę, ale na pewno dość blisko. A może i w praprzyczynę, są genetyczne wady syntezy kretki w organizmie i tu suplementacja byłaby lekiem o 100% skuteczności.

Jedna rzecz się nie zgadza i to nie zgadza się bardzo mocno. Brak bardzo silnej poprawy w grudniu 2009 / styczniu 2010.
Odpowiedz
Aj, w złą godzinę napisałem, że sen jest idealny i po zespole nie ma śladu. Podobno beta blokery dają bezsenność jako skutek uboczny. No tak czy tak, 12 godzin przewracania się z boku na bok i chwilowych okresów półsnu.

W ogóle niezłe jazdy, niemal całe filmy mi się wyświetlały przed oczami. Pierwszy raz takie coś miałem.

Może efekt kreatyny, bo czuję teraz naprawdę dużego kopa, tak jeśli idzie o odczuwanie tego wyostrzenia zmysłów, jak i pewność ruchu, gdy teraz piszę. Pomimo braku snu. Może ona podkręciła coś, przez co za dużo się zaczęło wydzielać nie wiem... nawet zwykłej energii, ciepła, sen wymaga spadku temperatury ciała.

No i żołądek daje o sobie znać, częściowo przez niego nie spałem. Nie wiem zresztą, czy żołądek, czy jelita, może jedno i drugie. Korekta do planu suplementacji, odstawiam cynk, wrzucam miedź, którą mogłem mocno zbić, mam cynk w formie pikolinianu, mega mocno przyswajalny, do tego brałem po kilka dziennie. Są te badania, gdzie suple miedzi leczyły wrzody, no i miałem parę razy doświadczenia z miedzią, zaczynałem ją brać i sen się poprawiał.
Odpowiedz
Jeszcze co do zmian, na pewno kombinowałem z tym w 2020, a w 2010 nie jestem pewien, tzn na pewno później, po tej poprawie, ale może też wcześniej. Wzmacnianie wątroby, w 2020 było dużo kwasu alfa liponowego. Idzie o to, że to wątroba odpowiada za usuwanie z krwi estrogenów i produktów ich rozkładu.

No i jak już kwas biorę, to poszukam naltreksonu, gdzieś powinienem mieć połamaną tabletkę, jak nie, to połamię nową.
Odpowiedz
...a dokładniej to 16 czerwca kupiłem na allegro hepatil, 6 miałem poprawę. Bardzo możliwe, że brałem wcześniej ostropest, albo hepatil po prostu z apteki. Nie wpadłem na to z dnia na dzień przecież.

No to jakoś składa się do kupy, jednoczesne wyciszanie tarczycy karnityną i witaminą E, brokuł, blokujący produkcję estrogenów, suple na wątrobę, zwiększające ucieczkę estrogenów z organizmu. To mogło zadziałać w 2010.
Odpowiedz
Aaaa, miałem jeszcze jedną rzecz sprawdzić. Czy włosy robią się ciemne po tyrozynie. Testowałem miedź i nie bardzo to szło, ale szlak metaboliczny, odpowiadający za kolor włosa, jest zależny od miedzi i tyrozyny jednocześnie. Jeśli po T zmieniłyby kolor, to by oznaczało, że gdzieś tam jej brakuje, może nie jest odpowiednio transportowana, tak, że dopiero wysokie dawki umożliwiają wysycenie tkanek.
Odpowiedz
Kiedyś jak miałem kamicę to brałem przez pewien czas ostropest, ciężko powiedzieć kiedy i ile. Ale zdarzały się po nim dziwne jazdy, takie jakby ataki paniki trwające po 5 sekund, jak odstawiłem całkowicie przeszły.
Odpowiedz
No, spało się bardzo dobrze, niemal idealnie. Bez wybudzeń, szybko zasnąłem, do perfekcji zabrakło nie wiem, z pół godziny snu jeszcze. Czyli miedź przynajmniej nie wywołuje bezsenności, któryś raz już to obserwuję. Czy poprawia sen, czy to jej niedobór odpowiada za okresy pogorszenia, ciężko powiedzieć. Zdaje się, że ze dwa razy była po niej poprawa, raz nie było, czyli tak trochę na dwoje babka wróżyła. No i nie ma żadnego mechanizmu, który by to tłumaczył, tzn niby niedobór miedzi podnosi poziom histaminy, niby blokuje produkcję melatoniny, ale statystycznie u osób z bezsennością miedź jest mocno podniesiona we krwi, a melatoninę brałem w suplach w dawce setki, tysiące razy większej, niż jest produkowana w organizmie.

Dziś spróbuję z piracetamem i kreatyną, zobaczę, czy to nie po nich było wczoraj tak źle. Jeśli nie, to podejrzenie padnie na beta bloker.

A ogólnie jest dobrze, do pozytywnych objawów doszło odczucie "lekkich nóg", chociaż tutaj nie wiem, na ile to efekt tego, że coś robię jak trzeba, a na ile tego, że ostatnio trochę pobiegałem i akurat zeszły zakwasy.
Odpowiedz
A, jakbym potem w przyszłości rozkminiał, co pomogło na bezsenność, analizował - pomogła męczennica, niemal na pewno. Piłem to przed snem, po niej zawsze jest mega poprawa. Oczywiście dalej nie wiadomo, co zaszkodziło. Stawiam na beta blokery, efekt był naprawdę... mocny. Pierwszy raz w życiu miałem takie coś, zamykałem oczy i pokazywały się obrazy, ze szczegółami, nie tak, jak zazwyczaj jest przy marzeniach na jawie.

W sumie ciekawe, jak to jest z tym widzeniem, podobno u niektórych to tak nie działa, nie są sobie w stanie wyobrazić przedmiotów, są ludzie, którzy nie "słyszą" myśli. Może każdy, albo prawie każdy tak "widzi" jak ja w czasie tej bezsennej nocy? A ja pierwszy raz doświadczyłem czegoś, co jest normalne?

Kminię o tym, bo mam ten problem z zapamiętywaniem twarzy i rysowaniem, na tyle nasilony, że musi wynikać z jakiejś wrodzonej wady przetwarzania informacji. Kalectwo porównywalne do dysortografii, tyle że akurat z zapamiętywaniem pisowni nie mam żadnego problemu, tutaj mam wręcz bardzo duży talent, bez wysiłku miałem dużo lepsze efekty od innych. No ale twarzy nie zapamiętam, rysunku też z pamięci żadnego nie odtworzę, ba, ja nawet nie narysuję kwadratu, żeby ostatnia kreska połączyła się z początkiem pierwszej. Kiedyś chciałem uczyć się rysunku, by pobudzić te obszary w mózgu, liczyłem, że takie coś doprowadzi do rozwoju intelektualnego.

No i teraz wziąłem te suple podkręcające mózg, może podkręciły na tyle, że coś odpaliły, co normalnie jest wyłączone? To była kreatyna, ale też był piracetam. On jest znany z tego, że potrafi "podrzucić" sprawność umysłową na nowy poziom, który normalnie nie jest osiągalny, on nie tylko sprawia, że lepiej się myśli, potrafi sprawić, że myśli się INACZEJ. Co więcej...

i to jest BARDZO ważne, piracetam zwiększa plastyczność mózgu. Rzeczy, których nauczy się podczas jego brania, nie wiedza, tylko całkowicie nowe właściwości, częściowo przynajmniej zostają. Cholera no... jest opcja, że jednak nauczę się rysować. I zapamiętywać cechy wyglądu.

Jest jeszcze motyw z parkinsonizmem, z tym, że jestem w grupie silnego ryzyka. I ciągle podejrzewam, że część moich problemów może wynikać z tego, że mogę mieć już dużo tych komórek martwych. Objawy się mniej więcej zgadzają, bezsenność, sztywność mięśni, apatia. Drgawki pojawiają się, gdy martwych jest już ponad 90% komórek. Pytanie, czy piracetam może tutaj pomóc? Na pewno lit wspomaga ich regenerację, ponoć noopept, tylko nie wiem, w jakich dawkach. Podobnie pokrzywa indyjska. A co z mieszanką kwasu alfa liponowego i karnityny, która ma tak silne działanie ochronne na komórki nerwowe? Czy ich połączenie z piracetamem i litem nie będzie przypadkiem srebrną kulą? Jeszcze do tego witamina B2...

Co tam jeszcze... złocień zdaje sie nic nie robi, ani na plus, ani na minus.

Nie wiem, czy nie kupię kiedyś I3C w formie supli i nie sprawdzę jeszcze raz hipotezy estrogenów, z dużymi dawkami. Brokuły są, no, problematyczne. Codziennie to jeść, przygotowywać, kupować świeże, bo w lodówce długo nie wytrzyma, ani to specjalnie smaczne, ani wygodne. Trzeba wygospodarować w ciągu dnia pół godziny albo i więcej, iść po to do sklepu, przygotować do gotowania, ugotować, pilnować żeby się nie rozgotowało, zjeść, pomyć talerze. Z jednej strony niby nic, z drugiej, całe życie składa się z takich "niby nic", jakby komuś narzucić 10 takich "mało obciążających rzeczy" do robienia w ciągu dnia, nagle okazałoby się, że na nic innego nie ma już czasu. Kilkadziesiąt minut na przygotowanie brokuła, kilkadziesiąt na krótkie ćwiczenia fizyczne, kilkadziesiąt medytacji, kilkadziesiąt gry na pianinie, kilkadziesiąt nauki języka, kilkadziesiąt ćwiczenia rysowania, nagle okazuje się, że cały dzień minął a nic poważnego się nie zrobiło, bo cały czas znikł na "mało obciążające rzeczy".

Kiedyś pisałem o "ego depletion", ale jest też zwykłe zmęczenie. Ziomy z siłowni dziwią się, że ludzie mający jakieś zajęcia poza siłownią, nie ćwiczą. No jak to, przecież to tylko godzina co drugi dzień, to prawie NIC nie zabiera czasu, a jakie są efekty!

To nie czas poświęcony na ćwiczenia jest istotny, ale czas, który trzeba potem poświęcić na odpoczynek i regenerację. Godzina machania sztangą może wymagać potem 8 godzin relaksu.

Oczywiście może być w drugą stronę, ta godzina machania sztangą może pobudzić hormony, wkręcić organizm na wyższe obroty, sprawić, że zniknie depresja i w efekcie zrobi się więcej.

No, rozpisałem się, chciałem tylko wspomnieć, że ciężko mi idzie z tymi brokułami.
Odpowiedz
Niekoniecznie godzinę, ja np. robię 10 minut przerwy pomiędzy każdą serią brania na klatę, żeby być fest wypoczęty i rzeczywiście dać z siebie wszystko.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 49 gości