This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Ugh, znowu to połączenie zmęczenia i senności. I dalej nie wiem, skąd to się bierze. Cukier prawie 150, ale zjadłem sporo cukru, więc to nie to. W sensie, nie hipoglikemia, ale mogą być jakieś inne zaburzenia cukrowe. Tętno podniesione i to jedyne, co jest jakimś objawem trochę różniącym się od normy. Ciśnienie krwi kiedyś już mierzyłem parę razy przy takich okresach osłabienia, też nic konkretnego nie wyszło.

Cholercia no, baaaaardzo bym chciał znać przyczynę tego, bo to cholernie dokuczliwe. Już kiedyś wypisywałem listę, spróbujmy jeszcze raz

- zbyt niski poziom któregoś neuroprzekaźnika, dopamina, serotonina, acetylocholina? Nie wiem, co tam jeszcze jest w zestawie.
- problemy z serduchem i dopływem krwi gdzie trzeba
- cukier
- też cukier, ale w jelitach, on może powodować przerost bakterii produkujących kwas d-mlekowy, bardzo dobrze opisany mechanizm, ludzie z zespołem przewlekłego zmęczenia mają tych bakterii parę tysięcy (!) razy więcej, niż reszta populacji, właśnie takie osłabienie po cukrze czy węglach jest typowe
- tarczyca
- nadnercza

Coś jeszcze? Kiedyś chyba wypisywałem listy.

Hmm, wziąłem karnitynę, podwójną cholinę, końską dawkę witaminy B5. Zaparzyłem karbieniec. Wziąłem Q10. I czekam.

Hmmm... w diecie było dziś trochę jodu, do tego to podniesione tętno i jest mi jakoś podejrzanie ciepło, w porównaniu do wczoraj... chyba powinienem śledzić, czy te okresy nie pojawiają się po tym, jak pojawi się jod.
Odpowiedz
No i minęło bez śladu. Jak czytam, to jest książkowy objaw nadczynności. No ale też książkowy objaw 100 innych rzeczy.
Odpowiedz
W ogóle to wypadałoby zrobić densytometrię. Jedno z powikłań nadczynności to osteoporoza.

Ło jezu, 160 zł kosztuje szyjka kości udowej. I widzę, że tańszych nie ma za bardzo w okolicy. No cóż, czasy się zmieniają, pamiętam jak robiłem dużo taniej, uwzględniając inflację.

No i powinienem się ze strontem bardziej zaprzyjaźnić, czasem siłownię odpalić. Pamiętam jak kiedyś badałem, miałem ubytki masy kostnej, potem bardzo szybko i dość mocno to naprawiłem, aż mnie babka pytała co robiłem, bo nie dowierzała wynikom, tak duża była poprawa.

No ale wtedy byłem młodszy, teraz już jest ten wiek, że podniesienie gęstości kosztuje DUŻO więcej pracy.
Odpowiedz
https://www.nature.com/articles/s41598-026-46124-6

no i to, co już wklejałem, ale powtórzę. Escyna, czyli ekstrakt z kasztanowca, chroniła przed uszkodzeniami wywołanymi nadczynnością.

No i co jest istotne, dalej nie mam pewności, czy to nadczynność. Ale jako że objawy się mocno zgadzają, to może być po prostu coś, co ma ten sam mechanizm działania, w tym wypadku głównie stres oksydacyjny.

Co tam jest ciekawe, efekt escyny był LEPSZY od klasycznej terapii lekami przeciwtarczycowymi. Dużo lepszy. Inna sprawa, że leki nie zbiły poziomu hormonów do normy, więc nic dziwnego, że nie były mocno skuteczne.

Użyto dokładnie tych samych tabletek, które ja mam (reparil), ale... gdzie tam jest podana dawka?! Aaaa, w tabelce. 30 mg/kg.

To odpowiada... zaraz zaraz... 5 mg/kg u człowieka. Czyli... 400 mg dla 80 kg chłopa. Rutyny jeszcze więcej, jakieś 700 mg bym musiał.

No nic, escyny jest w tabletce 20 mg. Nawet gdybym olał potencjalne skutki uboczne i chciał brać tyle, co tam, to nie ma opcji, żebym wciągał 20 tabletek dziennie. Za drogo by wyszło.

/edit ślepy jestem, 10 mg/kg escyny. 130 mg na chłopa. No, to już jest rozsądne. Tam użyto takich dawek, ale też szczury miały naprawdę niewąską nadczynność. Ja jeśli w ogóle mam, to subkliniczną, gdzie dużo niższa dawka powinna całkowicie wystarczyć.

Brałem 40 mg i wracam do tego.

A, rutyny wyszłoby... 650 mg? Jakoś tak. Tylko tam w badaniu była słabsza.

No i te efekty pozytywne to było np zapobieganie uszkodzeniom serca. Nie całkowicie, bo jednak wskaźnik jest nieco wyższy niż u zdrowych zwierząt, ale też dosłownie 3 razy niższy, niż u zwierząt które dostały standardowe leki przeciw nadczynności.

Tak teraz myślę, czy to nie escyna mogła odpowiadać za ten okres poprawy który miałem parę dni temu, bo też brałem. Podejrzewam bor, no ale kto wie, kto wie.
Odpowiedz
Meta AI coś sensownego napisała?
https://www.meta.ai/share/c/VBF0RMAuqA?u...ecto_share
Odpowiedz
No jedną bardzo ważną rzecz, że gdy w diecie brakuje choliny, to wtedy jest bardzo duże zwiększenie zapotrzebowania na grupy metylowe. Z tego wynika też, że gdy brakuje metylacji, spada poziom choliny. I to już układa się w logiczną całość.

Druga istotna sprawa, karnityna. Wychodzi na to, że ona z kolei jest niezbędna do zamiany choliny w acetylocholinę.
Odpowiedz
Myślałem, myślałem i wymyśliłem. A może zmęczenie w chorobach tarczycy to właśnie efekt wypalenia acetylocholiny? Bo ona jest wypalona, u szczurów w mózgach była tylko 1/4 tego, co u zdrowych zwierząt. Myślę o tym, jak wykazano, że efekt "ściany" w maratonie to właśnie w dużej mierze spadek acetylocholiny i że jej uzupełnienie pozwoliło sportowcom biegać dalej. No i to, że zmęczenie tarczycowe jak czytam, daje dość podobne objawy.
Odpowiedz
No i ten, co ja miałem... a, objaw terry'ego na pewno nie znika od tego kremu. Liczyłem, że jak tak ślicznie poradził sobie z odciskiem, to może jakiś jego składnik jest niezbędny do prawidłowego działania kolagenu, a mi go brakuje. No niestety. Na początku nawet było wrażenie, że objaw zanika, ale on chyba zawsze był odrobinę słabiej zaznaczony na tym właśnie palcu.

Jeszcze czasem smaruję, żeby zobaczyć, czy nie znikną od niego prążki. One rosną pomału i właśnie zaczną się pojawiać te, które tworzyły się, gdy pierwszy raz smarowałem.

Olejków eterycznych nie biorę, za to jem dużo cysteiny, no niestety, ona powoduje bardzo silne gazy. Trzeba z tym żyć.

I nie jest prawdą, że przez sen nie czuć zapachów. Czuć, jeśli są wystarczająco mocne. Takie jak np po cysteinie...

Biorę po 80 mg escyny dziennie, podzielone na 2 porcje. Tak przez kilka dni, do wysycenia, potem zmniejszę do 40.

Cały czas myślę, czy coś jeszcze powinienem ogarnąć. Co mogło stać się w 2010, co w 2020, czego nie ma teraz na rozkładzie? Cholera no, mogło być połączenie supli i diety. Brokuły zbijające estrogeny plus blokery tarczycy, utrudniające ich nadmierną produkcję. Mogłem zablokować jakiś hormon, nic o tym nie wiedząc, np w 2010 były bardzo duże dawki witaminy C, na tyle duże, że mogące coś zablokować w organizmie. Albo wzmocnić.

Dwa okresy, gdy zrobiłem coś, po czym obłączki zaczęły rosnąć. Albo i nie zrobiłem, mogło coś się po prostu stać, niezależnie od suplementów czy leków.

Obłączek na prawej ręce zrobił się bardzo mały, one się ostatnio pomniejszyły. Czyli coś teraz robię ŹLE, a nie dobrze.

No, kreatyna i większe dawki brokułów nie pomagają na obłączki, nie same z siebie. Tyle wiadomo. W ogóle te rzeczy, które brałem przez ostatnie 2 miesiące można wykreślić z listy, za wyjątkiem tych, które pojawiły się przez ostatnie dni.

Może ta kreatyna... ona bardzo mi pomogła, ale podejrzewałem, że ona może mocno zużyć "zasoby". Odpalić w organizmie procesy, które od dawna były nieaktywne. To mogło doprowadzić do masowego zużycia substancji, których już wcześniej brakowało, stąd zmniejszenie się obłączków, zamiast ich wzrost.

Kurcze, to nawet nie brzmi mądrze Big Grin No nic, zobaczę z cysteiną teraz, obserwuję skórę głowy. Na razie czysto, ale jest świeżo po szamponie.

Oprócz tego wezmę B12 i kwas foliowy. Obie pod język, może ten cholerny kwas też się lepiej dzięki temu wchłonie? No i przez kilka dni spróbuję więcej foliowego, chociaż mam po nim stany lękowe. Były opisy, jak ludziom po suplach zużywających kwas foliowy zanikały obłączki, a wracały, gdy zaczynali go brać.

A, z dobrych rzeczy, po pękniętej wardze od dawna już nie ma śladu, nie wiem, czy już pisałem. Cholera wie, co to było, czy niedobór, czy jakaś chroniczna infekcja.
Odpowiedz
Hmm, jedną rzecz muszę sprawdzić. Czy mi się ostatnio właśnie po kwasie foliowym ryj nie cieszył.

https://zdrowiej.vegie.pl/showthread.php...8#pid12398

no nie. Kreatyna była.

Wczoraj troszeczkę tryptofanu wziąłem, ale tak to foliowy cały dzień. No i w sumie on i kreatyna są ściśle powiązane, w metylacji, kwas jest niezbędny do syntezy kretki, z kolei ona gdy się suplementuje pozwala oszczędzać jego zasoby.

No tak czy tak znowu uśmiecham się do siebie, jakieś zaległe zajęcia zrobiłem. Trochę to tak wygląda, jakby podkręcanie metylacji bardzo mi pomagało.
Odpowiedz
No cholera, co ja robiłem w 2010 i w 2020, a czego nie zrobiłem teraz. Czemu teraz obłączki zrobiły się wyraźnie mniejsze?

Po kolei, co się działo w 2010.

Jeden dzień przed poprawą - duże dawki kwasu foliowego, ale lepsze efekty odczuwałem już wcześniej

3 dni przed poprawą - zacząłem jeść jajka, które są źródłem choliny, kwasu arachidonowego oraz kwasu oleopalmitynowego, między innymi. Są też źródłem cholesterolu, który może mieć korzystny wpływ na np produkcję hormonów nadnerczy.

6 dni przed poprawą - cholina, żeńszeń, ale nie zacząłem brać od razu.

No i tyle. Mogła być kreatyna, na pewno była karnityna, na pewno była odżywka białkowa. Dużo wcześniej były większe dawki witamin C i E, był czosnek, B12. Brokuły. Skrzyp.

Skrzyp piłem między 3 a 10 października 2025. Popatrzmy, czy jakiś czas potem nie pisałem o super poprawie...

...nie, nic.

Brokuły jadłem teraz. Organizm wysycony kreatyną. Witaminy C niezbyt dużo, ale E było sporo, razem z karnityną. B12... niezbyt dużo, ale też niezbyt mało, niedawno brałem spore dawki pod język. Cholinę w miarę regularnie.

No i co zostaje? Czosnek, jajka. Pomijam żeńszeń, bo jego na pewno nie było w 2020.

No to jajka są mocno podejrzane. Ale o który składnik mogłoby chodzić? Jeden z kwasów tłuszczowych, które są obecne tylko tam? Cholina raczej nie, podobnie nie cholesterol.

Wiecznie podejrzewam kwas arachidonowy. Końcowy produkt omega 6, już po kwasie dihomo-gamma-linolenowym. Całkiem logiczne, niemal pewne, że mam go w organizmie mniej, niż potrzeba.

Eh, żeby ten kwas dało się swobodnie kupić, amazon wysyła, ale raz, że cholera wie, co tak naprawdę jest w składzie, dwa, 50 usd za paczkę.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości