Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Ale jest MEGA przyjemne, a w życiu liczą się... no właśnie, przyjemności. Opanowane na wyższym poziomie otwiera naprawdę dużo możliwości towarzyskich, przy czym ten wyższy poziom to umiejętność narysowania jakiejś udanej karykatury twarzy, jakiegoś komiksu czy coś. Ludzie UWIELBIAJĄ dobrych rysowników, chyba nawet bardziej niż muzyków.
Do tego umiejętność pracy z obrazem to podstawa dużej części zawodów, nawet głupi remont łazienki, jeśli nauczysz się rysować, to naprawdę zrobisz ten remont dużo lepiej, bo po prostu będziesz lepiej umiał sobie wyobrazić estetyczny efekt końcowy. W moim przypadku różnica byłaby pewnie wręcz uderzająca.
No i jak pisałem, może odblokować coś w mózgu, a tej wartości nie da się przecenić.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
... w sumie to tak całkiem na poważnie myślę, że to mogłoby nawet zmienić mój charakter. Może to, że tak bazgrzę wynika z jakiejś cechy osobowości, chęci zrobienia czegoś zbyt szybko, bo mózg już leci za następną myślą, stawiam kreskę jednej litery ale w głowie jest już następne zdanie. Może forsowne wymuszanie przestoju i skupienia sprawi, że te przestoje i skupienie pojawią się chociażby w rozmowie, albo przy skrobaniu kafelków w łazience.
Czysto teoretyczna możliwość, sam w to nie wierzę, ale nie wykluczam tak całkowicie. Na razie mam jednak za mało zasobów "ego", żeby je zużywać na takie coś.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
O, jeszcze jest ten motyw, że podobno podczas rysowania wykorzystuje się jedną półkulę, a podczas zwykłego oglądania rzeczywistości drugą. Co prawda hipoteza została wyśmiana przez naukowców, ale fakt faktem, że sposoby opracowanie na jej podstawie są cholernie skuteczne, jeśli idzie o naukę rysunku. idzie mi o tę książkę, rysowanie prawą półkulą czy jakoś tak... zaraz, jak to się... o, mam, "odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu".
Innymi słowy, może dojść do jakiegoś pobudzenia półkuli, której nie wykorzystuję, z tym mogą wiązać się naprawdę duże zmiany.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Najważniejsze są skille rozwijające możliwość zarabiania. Co ktoś przez to rozumie, to już może być różnie. Wydaje mi się, że dla faceta najważniejsza jest właśnie kasa oraz jak najszybsze usamodzielnienie się i wyprowadzka od rodziny. Nawet, jeśli jest to finansowo niekorzystne. Nie zawsze najbardziej opłacalne jest to, co się opłaca finansowo. Po przekrocxeniu pewnego wieku mało kto traktuje poważnie faceta, który nie potrafi zarobić na siebie i mieszka z rodzicami. Wtedy dodatkowe umiejętności typu granie na instrumentach, rysowanie, fotografia czy magiczne sztuczki nic nie dadzą, bo nie przykryją spraw podstawowych. W młodych latach ludzie są bardziej wyrozumiali dla bycia nieogarem, patrzą na siebie bardziej romantycznie. Później już wchodzi pragmatyzm. Sam już nie chce dopuścić do sytuacji, że mam dłuższą przerwę od pracy i siedzę w tym czasie u mamy.
W drugiej kolejności są skille społeczne i przyjemności. Można to wszystko razem pogodzić, ale jednak priorytet dałbym na kasę.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Jezu, człowieku, kto na jakiejś imprezie, spotkaniu czy nawet wyborze znajomych do dłuższego kontaktu zwraca uwagę na zarobki, o ile te zarobki są powyżej poziomu pozwalającego zaspokoić podstawowe potrzeby? Liczą się praktycznie TYLKO umiejętności pozwalające zrobić dobre wrażenie. Jak chcę się z kimś spotkać, to nie dlatego, że jest bogaty czy biedny, ale dlatego, że fajnie się przebywa w jego towarzystwie. To w praktyce jedyna cecha, czy raczej wypadkowa zbioru cech, mająca znaczenie.
Żeby zarobić na siebie, można nawet zostać wykładowcą, tzn wykładać towar na półce w biedronce, albo pilnować parkingu w nocy. Wszystko powyżej zaspokojenia głównych potrzeb jest już bonusem, dodatkiem, który tak naprawdę ma znikomy wpływ na jakość życia. Samochód za 5 tysięcy jedzie tak samo, jak samochód za 500. Kupisz lepszy, będziesz oczywiście szczęśliwy, ale przez kilka tygodni. A potem poziom mierzalnego szczęścia spadnie do poziomu, jaki miałeś przed zakupem.
Nawet badania robili, gdzie oceniano "szczęście" osób, które miały mało, w porównaniu do osób, które dostały nagle 10 razy więcej, ale potem straciły połowę z tego. Ci ludzie dalej mieli 5 razy więcej niż osoby od początku "biedne", ale byli o wiele, wiele bardziej nieszczęśliwi.
Życie to życie, a pieniądze to coś, co ma to życie umożliwiać. Pieniądze nie są życiem.
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
06-06-2023, 11:27 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-06-2023, 11:35 AM przez Temper.)
Z mojego doświadczenia wynika, że sporo osób zwraca na to uwagę, gdy wchodzi się w nową grupę znajomych. Jakie są pierwsze pytania zapoznawcze, które się słyszy poznając kogoś? Przeważnie takie: "Gdzie pracujesz? Ile zarabiasz? (zwykle nie tak bezpośrednio, ale jednak) Czym jeździsz? Gdzie mieszkasz? Masz mieszkanie, czy dom? Mieszkasz sam, czy z żoną, dziewczyną, chłopakiem, rodzicami?" To jest standardowy zestaw pytań badający Twoją pozycję społeczną. To Cię wbija w pewne ramy. Dopiero potem ważne jest podtrzymywanie zainteresowania i robienie pozytywnego wrażenia.
Wydaje mi się, że każdy z nas tutaj ma trochę inne doświadczenia i oczekiwania od życia i inaczej określa szczęście czy spełnienie. Dla mnie skrajną nieporadnością życiową nie są problemy z socjalizacją, bo w zasadzie ich nie mam. Stresuję się przed takimi kontaktami i bywa, że uciekam przed nimi, ale jak już w nich jestem, to radzę sobie dobrze i bez większych problemów zjednuję sobie ludzi. Nie wchodzę w pyskówki, potrafię łagodzić konflikty i sam ich raczej nie prowokuję, mam dużą dozę empatii i widzę, gdy ktoś czuje się niekomfortowo. Nie zawsze tak było, ale psując kilka znajomości nauczyłem się nowych rzeczy i teraz z nich korzystam.
Dla mnie nieporadnością jest trudność w podejmowaniu decyzji, brak konsekwencji, odkładanie na później i szybka rezygnacja, nieumiejętność stawiania granic rodzinie i brak stabilności zawodowej i finansowej. Czym innym jest szczęście, które jest z definicji odczuwane bardzo subiektywnie, a czym innym sukces w życiu, który określany jest przez mikrospołeczność, w której żyjesz. Nawet bezdomny narkoman może być szczęśliwy, ale trudno powiedzieć, że osiągnął sukces życiowy.
Ty masz zapewne inną definicję, inni pewnie mają jeszcze inną, więc zapewne do pełnego porozumienia tutaj nie dojdziemy, ale też przecież nie musimy. Trzymam kciuki, żebyś robił to, co daje Ci satysfakcję w życiu i korzyści socjalne. Czy to będzie rysowanie, czy granie na pianinie, czy pomaganie ludziom w leczeniu ich schorzeń oraz zdobywanie wiedzy i testowanie na sobie różnych suplementów. Ja w temacie supli w ogóle się nie wypowiadam, bo moja wiedza to ułamek tego, co Ty wiesz. Na Discordzie Neko też się nie odzywam, bo poznałem tylko niewielki skrawek tego, co umie już Neko lub inni z tego serwera.
To bardzo dobrze, że wiesz, co Ci tą satysfakcję daje i to osiągasz.
Liczba postów: 556
Liczba wątków: 2
Dołączył: Sep 2020
Reputacja:
11
(06-06-2023, 10:24 AM)tomakin napisał(a): Jezu, człowieku, kto na jakiejś imprezie, spotkaniu czy nawet wyborze znajomych do dłuższego kontaktu zwraca uwagę na zarobki, o ile te zarobki są powyżej poziomu pozwalającego zaspokoić podstawowe potrzeby?
Tak jak osobiście - oczywiście - się z Tobą zgadzam, tak myślę, że jednak jest wielu ludzi którzy zdecydowanie przykładają do tego dużą wagę i tutaj Temper też na pewno ma rację mówiąc z własnego doświadczenia (Chociaż Ja nigdy takich pytań nie dostawałem, ale to też wiążę się z tym jak się "prowadzę" i z tego, że jestem introwertykiem więc unikam ludzi).
Zresztą dlatego i ludzie tak wypruwają Sobie żyły, robiąc "Karierę". Wiąże się z tym status, bo tak poza tym co to za frajda?
Liczba postów: 915
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
Introwertycy mają tutaj łatwiej, bo nie muszą się narażać na takie pytania.  Przez wyjazdy zagraniczne w ciągu 7 lat poznałem dziesiątki osób. Wspólne mieszkanie, wspólne dojazdy, wspólna praca. I takie pytania bardzo często się pojawiały. Skąd jesteś z Polski i gdzie w Polsce pracujesz. Nauczyłem się albo ściemniać, albo wymijać. Zresztą można też mówić prawdę, bo tu dużo zależy od tego, jak reagujesz i jak odpowiadasz na pytania. Jak mi się ktoś pyta, czy z kimś jestem (a widać, że obrączki nie mam), to odpowiadam, że niedawno się rozstałem i dzięki bogu, że dzieci nie mieliśmy, bo to była zwykła kur... bo to zła kobieta była. No i że bez ślubu żeśmy żyli, więc poszło w miarę gładko, ale chciała mnie oskubać.... blablabla. Taki przykład. Nikt tego nie zweryfikuje. Jakbym powiedział, że no nigdy nie miałem dziewczyny, jestem sam, nie mam mieszkania, nie mam samochodu, mieszkam z mamą i w Polsce głównie jestem bezrobotny, to wrzuciłbym się w koleiny, z których ciężko byłoby mi wyjść. A tak to umiem sobie ustawić pozycję taką, że nawet różne cwaniaczki mi mówią "szanuję cię chłopie" zamiast cisnąć po mnie. Myślę, że te wyjazdy akurat mnie nauczyły trochę charakteru. Nie są tam ludzie, których bardzo chciałbym znać, ale mimo to trzeba się umieć odnaleźć.
A samochód w Polsce to niestety nadal przede wszystkim symbol statusu. Ja akurat mam to w pompie, bo mi by zależało, żeby regularnie i wygodnie jeździć i tym samym się oswoić w pełni z drogą i autem. No ale jest jak jest.
Liczba postów: 6,806
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Nie przypominam sobie, żeby ktoś mi kiedyś takie pytania zadał, czy wprost czy nie wprost, no ale tez ja raczej obracam się wśród ludzi, powiedzmy to, interesujących. Jacyś niewydarzeni artyści, eko świry, wegetarianie, ilu fajnych ludzi dało się poznać studiując filozofię... Jakoś tak z doświadczenia wyszło, że jak ktoś interesuje się głównie aspektem materialnym, to jest osobą, z którą kontakt będzie mało przyjemny. Jeśli ktoś nie ocenia drugiego człowieka po tym, czego może się od niego dowiedzieć, ale po "pozycji społecznej", to kontakt z nim zazwyczaj będzie jakąś szarpaniną o tę pozycję.
Wiadomo, że każdy ma swoje priorytety, każdemu przyjemność sprawia coś innego, ale najszczęśliwsi ludzie których znam to ci, którzy mają jakieś hobby i są otoczeni grupą znajomych, którzy to hobby dzielą, bądź sami mają swoje. Czy to będzie muzyka, czy taniec, czy nawet gry fabularne, te z plastikowymi figurkami.
A najgorzej jak ktoś się wkręci w coś, że MUSI mieć jakiś symbol statusu, ziom mi opowiadał o ludziach z którymi kiedyś musiał mieszkać, taka trójka braci, gdzieś z głębokiej wsi. Wbili sobie, że symbolem jest sprzęt grający, więc poświęcali życie, żeby zarobić na jakieś kolumny, wzmacniacze, stało to pod folią, żeby się nie zakurzyło, raz na jakiś czas włączali i słuchali, a zioma mało nie zabili, jak kiedyś jakiś remont robił czy coś i trochę kurzu się z sufitu posypało na te foliowe osłony.
Życie to setka różnych aspektów i sprowadzanie do jakiegoś jednego, czy to będzie zarabianie, z pominięciem rozwoju wewnętrznego, czy rozwój wewnętrzny, z pominięciem zabezpieczenia finansowego, jest po prostu mniej fajne.
|