01-05-2025, 12:29 AM
Sąsiadka opowiedziała dziś ciekawą historię. Jej sąsiadka miała jakieś problemy ze zdrowiem, zero apetytu, chudła w oczach, zimne poty i tyle z objawów. Poszła do lekarza, "Depresja". I recepta na psychotropy.
W końcu poszła na SOR i jakoś po znajomości położyli ją na oddział, tam od razu operacja, "pękła pani nerka, jeszcze parę godzin i byłoby nie do odratowania".
I tak się zastanawiam, co naprawdę jej było. Bo jaka jest szansa, że ta nerka pękła jej akurat w momencie, jak szła na SOR, co do godziny, chociaż chorowała kilka miesięcy? Co prawda lekarz stawiał jej diagnozę pękniętej nerki, ale to był polski lekarz, wcześniej jakiś polski lekarz zdiagnozował jej depresję.
W ogóle jak tylko trochę gorzej zaczęła się czuć, z pracy ją zwolnili... no ale też to rozegrała nie jak powinna, na L4 powinna od razu z kopa lecieć. A po zwolnieniu sąd pracy. Nie powinno się bawić w lojalność wobec pracodawcy, który traktuje pracowników jak śmieci.
Przypomina mi się historia zioma, pracował w jakimś mega zakładzie, gdzie wszyscy robią co nie mają odpowiedniej szkoły ani nic. Covid przyszedł, planują zwolnienia. Pracodawca wszystkich wydymał, zmniejszając pensje a potem zwalniając bez okresu, jakimiś sztuczkami prawnymi, już teraz nie pamiętam. Może chodziło, że w czasie okresu wypowiedzenia płacił im tę zmniejszoną pensję czy coś. A ziom stwierdził, że fred już za dużo dymał, trzeba freda wydymać. I poszedł na pełnopłatne l4 na chyba pół roku, albo i dłużej. Wszyscy tyrali, on siedział w domu i dostawał 2 razy tyle kasy co oni.
U mnie bez zmian, w sensie skóra głowy OK, sen ciągle OK, tak jeszcze myślę, co można dodatkowo zrobić, co przyspieszy regenerację - zakładając, że organizm właśnie odbudowuje zapasy glutationu i magazynuje cysteinę, ewentualnie odbudowuje zapasy tryptofanu. B complex chyba trzeba, bo to prawie zawsze jest gdzieś tam obecne przy przemianach metabolicznych, szybko się kończy, bo organizm nie robi zapasów, może być wąskim gardłem. No i usta mi pękają, co jest niby objawem niedoboru jednej z witamin z grupy B (albo po prostu mrozu). Żołądek bez większych problemów, ciągle coś niby czuję, ale na ile to jest faktycznie jakiś stan zapalny, a na ile to, że ciągle o tym nerwicowo myślę i analizuję wszystkie "objawy", ciężko powiedzieć. Tak czy tak nie boli, objawów refluksu też za bardzo nie ma. Tu też stawiam, że albo tryptofan, albo cysteina robi robotę. Jeśli miałem duży niedobór którejś z tych rzeczy, to żadne moje sztuczki by nie pomogły.
W końcu poszła na SOR i jakoś po znajomości położyli ją na oddział, tam od razu operacja, "pękła pani nerka, jeszcze parę godzin i byłoby nie do odratowania".
I tak się zastanawiam, co naprawdę jej było. Bo jaka jest szansa, że ta nerka pękła jej akurat w momencie, jak szła na SOR, co do godziny, chociaż chorowała kilka miesięcy? Co prawda lekarz stawiał jej diagnozę pękniętej nerki, ale to był polski lekarz, wcześniej jakiś polski lekarz zdiagnozował jej depresję.
W ogóle jak tylko trochę gorzej zaczęła się czuć, z pracy ją zwolnili... no ale też to rozegrała nie jak powinna, na L4 powinna od razu z kopa lecieć. A po zwolnieniu sąd pracy. Nie powinno się bawić w lojalność wobec pracodawcy, który traktuje pracowników jak śmieci.
Przypomina mi się historia zioma, pracował w jakimś mega zakładzie, gdzie wszyscy robią co nie mają odpowiedniej szkoły ani nic. Covid przyszedł, planują zwolnienia. Pracodawca wszystkich wydymał, zmniejszając pensje a potem zwalniając bez okresu, jakimiś sztuczkami prawnymi, już teraz nie pamiętam. Może chodziło, że w czasie okresu wypowiedzenia płacił im tę zmniejszoną pensję czy coś. A ziom stwierdził, że fred już za dużo dymał, trzeba freda wydymać. I poszedł na pełnopłatne l4 na chyba pół roku, albo i dłużej. Wszyscy tyrali, on siedział w domu i dostawał 2 razy tyle kasy co oni.
U mnie bez zmian, w sensie skóra głowy OK, sen ciągle OK, tak jeszcze myślę, co można dodatkowo zrobić, co przyspieszy regenerację - zakładając, że organizm właśnie odbudowuje zapasy glutationu i magazynuje cysteinę, ewentualnie odbudowuje zapasy tryptofanu. B complex chyba trzeba, bo to prawie zawsze jest gdzieś tam obecne przy przemianach metabolicznych, szybko się kończy, bo organizm nie robi zapasów, może być wąskim gardłem. No i usta mi pękają, co jest niby objawem niedoboru jednej z witamin z grupy B (albo po prostu mrozu). Żołądek bez większych problemów, ciągle coś niby czuję, ale na ile to jest faktycznie jakiś stan zapalny, a na ile to, że ciągle o tym nerwicowo myślę i analizuję wszystkie "objawy", ciężko powiedzieć. Tak czy tak nie boli, objawów refluksu też za bardzo nie ma. Tu też stawiam, że albo tryptofan, albo cysteina robi robotę. Jeśli miałem duży niedobór którejś z tych rzeczy, to żadne moje sztuczki by nie pomogły.



