12-23-2024, 12:13 AM
Doświadczenia z poduszką - chyba zamieniłem jedne problemy ze snem na inne. Trochę to tak wygląda, jakby wcześniej było za mało, teraz jest za dużo i w drugą stronę ciągnie. Może to jednak kwestia za słabego krążenia, stąd drętwienie gdy tylko odrobinę się dociśnie rękę głową.
Dziś trochę szukałem o objawie Terry'ego, czy komukolwiek kiedykolwiek udało się go jakoś zlikwidować, jakimś lekiem czy suplementem, co dałoby wgląd w mechanizm jego powstawania. Z rozczuleniem znalazłem w google swoje stare pytania na anglojęzycznych forach.
No kurcze... co może być takiego, co daje TRWAŁĄ zmianę? Przecież tutaj nawet nie do końca pasują problemy z hormonami, hormony potrafią skoczyć w górę, w dół. Objaw by się zmieniał w związku z tym. Takie rzeczy jak niedobory pokarmowe czy skład flory jelitowej to już w ogóle abstrakcja, to zmienia się z tygodnia na tydzień.
Najbardziej by pasowała jakaś zmiana fizyczna. Uszkodzenie serca, jakiegoś dużego naczynia krwionośnego. No ale serducho miałem badane na 200 sposobów. No i powinna być mocna poprawa po koenzymie Q10. Czy jest opcja, że mając coś nie tak z krążeniem, dałem radę tyle lat trenować bieganie, a trening nie doprowadził do poprawy siły pompującej serca na tyle dużej, by cofnąć objaw Terry'ego? Tętno spoczynkowe do 40 mi spadało.
No OK, jedna rzecz jest w miarę trwała, niski poziom GLA. To na pewno było problemem przez te wszystkie lata. On zmienia się bardzo powoli. Ale to też przy założeniu, że chodzi o wysycenie błon komórkowych kwasami tłuszczowymi, a nie o poziom we krwi, który potrafi zmienić się błyskawicznie.
Hmm... jakieś trwałe walnięcie któregoś mechanizmu sterującego poziomem hormonów, tak że ciągle jest pompowane jakiegoś zbyt dużo lub mało? I nie zmienia się, bo walnięty mechanizm ciągle pilnuje zbyt wysokiego lub zbyt niskiego poziomu?
Co mogło wydarzyć się tak w 2010, jak i w 2020, co wpłynęłoby na jakiś TRWAŁY aspekt stanu organizmu? Zmieniło poziom hormonów, cofnęło niewydolność krążenia?
Dziś trochę szukałem o objawie Terry'ego, czy komukolwiek kiedykolwiek udało się go jakoś zlikwidować, jakimś lekiem czy suplementem, co dałoby wgląd w mechanizm jego powstawania. Z rozczuleniem znalazłem w google swoje stare pytania na anglojęzycznych forach.
No kurcze... co może być takiego, co daje TRWAŁĄ zmianę? Przecież tutaj nawet nie do końca pasują problemy z hormonami, hormony potrafią skoczyć w górę, w dół. Objaw by się zmieniał w związku z tym. Takie rzeczy jak niedobory pokarmowe czy skład flory jelitowej to już w ogóle abstrakcja, to zmienia się z tygodnia na tydzień.
Najbardziej by pasowała jakaś zmiana fizyczna. Uszkodzenie serca, jakiegoś dużego naczynia krwionośnego. No ale serducho miałem badane na 200 sposobów. No i powinna być mocna poprawa po koenzymie Q10. Czy jest opcja, że mając coś nie tak z krążeniem, dałem radę tyle lat trenować bieganie, a trening nie doprowadził do poprawy siły pompującej serca na tyle dużej, by cofnąć objaw Terry'ego? Tętno spoczynkowe do 40 mi spadało.
No OK, jedna rzecz jest w miarę trwała, niski poziom GLA. To na pewno było problemem przez te wszystkie lata. On zmienia się bardzo powoli. Ale to też przy założeniu, że chodzi o wysycenie błon komórkowych kwasami tłuszczowymi, a nie o poziom we krwi, który potrafi zmienić się błyskawicznie.
Hmm... jakieś trwałe walnięcie któregoś mechanizmu sterującego poziomem hormonów, tak że ciągle jest pompowane jakiegoś zbyt dużo lub mało? I nie zmienia się, bo walnięty mechanizm ciągle pilnuje zbyt wysokiego lub zbyt niskiego poziomu?
Co mogło wydarzyć się tak w 2010, jak i w 2020, co wpłynęłoby na jakiś TRWAŁY aspekt stanu organizmu? Zmieniło poziom hormonów, cofnęło niewydolność krążenia?



