12-19-2024, 04:59 PM
No takie będę musiał robić, tylko pociągi nie bardzo tu kursują w miejscowościach turystycznych, więc raczej pks zostanie. I cały dzień schodzi na takie coś, a czas nie jest z gumy.
To dość duży przeskok, w agorafobii wszystko sprowadza się do tego, że mózg boi się braku możliwości powrotu do "bezpiecznego miejsca". W przypadku czerwonego autobusu mogę wrócić tym autobusem, mogę na piechotę nawet w ostateczności, wszystko w zasięgu jest. W przypadku pociągu czy pks jestem "uwięziony" i to jest już poważna rzecz. Inna sprawa, że przy jeździe samochodem już nie mam tego problemu, a przecież on też może się popsuć i zostanę "uwięziony". Czysto praktycznie, podróże busami czy pociągami dają większą gwarancję powrotu do domu.
No i na pewno nie "po Polsce", jeszcze niedawno problem był z tym, żeby wsiąść do zwykłego autobusu i przejechać parę przystanków. To głęboko wryta w strukturę mózgu zmiana i tego się nie przeskoczy tak o sobie, zwykle lęki pokonuję tak samo łatwo jak inni. A to jest jak strach przed pająkami czy wysokością u kogoś z ciężką fobią. Ktoś, kto tego nie poczuł, nie ma szans zrozumieć. Wydaje mu się, że to to samo, co on czuje gdy ma zaprosić dziewczynę na randkę, czy iść na rozmowę o pracę.
Jeśli doprowadzę do tego, że w czasie podróży pojawi się atak paniki, jeśli będę starał się za mocno to robić, na siłę próbując przełamać bariery, to jeszcze bardziej się cofnę, bo mózg znowu zacznie podróż kojarzyć z paniką. Kluczem jest dozowanie bodźców i łączenie ich z czymś przyjemnym.
Na początek lutego mam początek terapii behawioralno poznawczej, zobaczymy, co się tam wyklaruje, co mi specjalistka doradzi, jak najlepiej to robić. Do tego czasu będę sobie czerwonym autobusem jeździł na koniec pętli. Tych pętli mam całkiem sporo w okolicy.
Co do jazd po różnych dziwnych substancjach, one nie sprawiają, że nagle się coś rozumiem, one drażnią w mózgu obszar odpowiedzialny za wrażenie, że się coś zrozumiało, nawet jeśli się tego nie zrozumiało. Coś jak bóle fantomowe, czy swędzenie ręki, która została dawno temu amputowana. To samo dotyczy wspomnień, one po prostu nie są prawdziwe i nie wpływają realnie, nie powodują "zrozumienia", tylko pojawia się wrażenie, że coś się zrozumiało.
Czy może się zmienić osobowość? Owszem, ale niekoniecznie w dobrą stronę. Każdy większy stres potrafi trwale zmienić nasza psychikę, żeby daleko nie szukać, stres jakiś czas temu sprawił, że do tej pory mój mózg reaguje histerią na wizję podróży. Podobnie każde pozytywne przeżycie trochę zmienia. Chemia ma to do siebie, że potrafi takie zmiany utrwalać, zmienia plastyczność mózgu, stymuluje tworzenie nowych połączeń. Ale nowe nie znaczy lepsze.
O, cysteina weszła i nie ma rewolucji w jelitach. No, tyle dobrego. To można do niej wracać. I obserwować, czy coś się z objawem Terry'ego nie zacznie zmieniać, póki co jest bardzo wyraźny.
To dość duży przeskok, w agorafobii wszystko sprowadza się do tego, że mózg boi się braku możliwości powrotu do "bezpiecznego miejsca". W przypadku czerwonego autobusu mogę wrócić tym autobusem, mogę na piechotę nawet w ostateczności, wszystko w zasięgu jest. W przypadku pociągu czy pks jestem "uwięziony" i to jest już poważna rzecz. Inna sprawa, że przy jeździe samochodem już nie mam tego problemu, a przecież on też może się popsuć i zostanę "uwięziony". Czysto praktycznie, podróże busami czy pociągami dają większą gwarancję powrotu do domu.
No i na pewno nie "po Polsce", jeszcze niedawno problem był z tym, żeby wsiąść do zwykłego autobusu i przejechać parę przystanków. To głęboko wryta w strukturę mózgu zmiana i tego się nie przeskoczy tak o sobie, zwykle lęki pokonuję tak samo łatwo jak inni. A to jest jak strach przed pająkami czy wysokością u kogoś z ciężką fobią. Ktoś, kto tego nie poczuł, nie ma szans zrozumieć. Wydaje mu się, że to to samo, co on czuje gdy ma zaprosić dziewczynę na randkę, czy iść na rozmowę o pracę.
Jeśli doprowadzę do tego, że w czasie podróży pojawi się atak paniki, jeśli będę starał się za mocno to robić, na siłę próbując przełamać bariery, to jeszcze bardziej się cofnę, bo mózg znowu zacznie podróż kojarzyć z paniką. Kluczem jest dozowanie bodźców i łączenie ich z czymś przyjemnym.
Na początek lutego mam początek terapii behawioralno poznawczej, zobaczymy, co się tam wyklaruje, co mi specjalistka doradzi, jak najlepiej to robić. Do tego czasu będę sobie czerwonym autobusem jeździł na koniec pętli. Tych pętli mam całkiem sporo w okolicy.
Co do jazd po różnych dziwnych substancjach, one nie sprawiają, że nagle się coś rozumiem, one drażnią w mózgu obszar odpowiedzialny za wrażenie, że się coś zrozumiało, nawet jeśli się tego nie zrozumiało. Coś jak bóle fantomowe, czy swędzenie ręki, która została dawno temu amputowana. To samo dotyczy wspomnień, one po prostu nie są prawdziwe i nie wpływają realnie, nie powodują "zrozumienia", tylko pojawia się wrażenie, że coś się zrozumiało.
Czy może się zmienić osobowość? Owszem, ale niekoniecznie w dobrą stronę. Każdy większy stres potrafi trwale zmienić nasza psychikę, żeby daleko nie szukać, stres jakiś czas temu sprawił, że do tej pory mój mózg reaguje histerią na wizję podróży. Podobnie każde pozytywne przeżycie trochę zmienia. Chemia ma to do siebie, że potrafi takie zmiany utrwalać, zmienia plastyczność mózgu, stymuluje tworzenie nowych połączeń. Ale nowe nie znaczy lepsze.
O, cysteina weszła i nie ma rewolucji w jelitach. No, tyle dobrego. To można do niej wracać. I obserwować, czy coś się z objawem Terry'ego nie zacznie zmieniać, póki co jest bardzo wyraźny.



