12-19-2024, 03:21 PM
Może napiszesz drugą część las vegas parano kiedyś... Swoją drogą naprawdę świetna książka.
Dziś się przejechałem autobusem, od czasu jelitówki tego nie robiłem. Zero stresu, zero nerwów. Chyba pierwszy raz taka spokojna podróż. Niedługo trzeba będzie na dalsze trasy się przerzucić. No i będzie problem, bo ani czasowo, ani finansowo mi to nie pasuje. Czerwonym autobusem sobie jadę kiedy chcę, wracam kiedy chcę, co 5 minut kurs, pociągiem czy pks już trzeba o konkretnej godzinie w jedną i w drugą stronę. Może być, że ponad 8 godzin się straci, wliczając przygotowanie i dotarcie na stację. No ale jestem dobrej myśli, jest coraz lepiej.
Jeszcze żeby zagadkę objawu Terry'ego rozwiązać, to musi mocno wiązać się z psychiką. No ale tu nic się nie zapowiada. Był ten okres, gdy objaw zanikł, ale wypisywałem wtedy wszystko, co robiłem, każdą możliwą kombinację supli, zmian w trybie życia, czegokolwiek - nic, zero powiązań. Jedyne co to wysokie dawki n-acetylocysteiny, ciągle mi się to jakoś kojarzy, ona też wymaga różnych rzeczy do aktywacji i prawidłowego działania. Mógł być jakiś banał, tak jak wczoraj pisałem o luteolinie, może jakieś zioło czy warzywo zeżarłem, które blokuje jakiś konkretny szlak metaboliczny.
Spróbuję do cysteiny wrócić, do chociaż 4 tabletek dziennie, po jelitówce straszne gazy miałem po nawet małych dawkach, zresztą chyba w ogóle miałem zatrucie organizmu siarkowodorem, który jest produkowany przez bakterie jelitowe gdy cysteina nie zostanie odpowiednio szybko wchłonięta.
Dziś się przejechałem autobusem, od czasu jelitówki tego nie robiłem. Zero stresu, zero nerwów. Chyba pierwszy raz taka spokojna podróż. Niedługo trzeba będzie na dalsze trasy się przerzucić. No i będzie problem, bo ani czasowo, ani finansowo mi to nie pasuje. Czerwonym autobusem sobie jadę kiedy chcę, wracam kiedy chcę, co 5 minut kurs, pociągiem czy pks już trzeba o konkretnej godzinie w jedną i w drugą stronę. Może być, że ponad 8 godzin się straci, wliczając przygotowanie i dotarcie na stację. No ale jestem dobrej myśli, jest coraz lepiej.
Jeszcze żeby zagadkę objawu Terry'ego rozwiązać, to musi mocno wiązać się z psychiką. No ale tu nic się nie zapowiada. Był ten okres, gdy objaw zanikł, ale wypisywałem wtedy wszystko, co robiłem, każdą możliwą kombinację supli, zmian w trybie życia, czegokolwiek - nic, zero powiązań. Jedyne co to wysokie dawki n-acetylocysteiny, ciągle mi się to jakoś kojarzy, ona też wymaga różnych rzeczy do aktywacji i prawidłowego działania. Mógł być jakiś banał, tak jak wczoraj pisałem o luteolinie, może jakieś zioło czy warzywo zeżarłem, które blokuje jakiś konkretny szlak metaboliczny.
Spróbuję do cysteiny wrócić, do chociaż 4 tabletek dziennie, po jelitówce straszne gazy miałem po nawet małych dawkach, zresztą chyba w ogóle miałem zatrucie organizmu siarkowodorem, który jest produkowany przez bakterie jelitowe gdy cysteina nie zostanie odpowiednio szybko wchłonięta.



