12-14-2024, 04:12 PM
Nie. No i żadne badanie kliniczne nie potwierdziło, że teanina ma taki wspaniały wpływ na psychikę. Kupować, nie kupować... na razie się wstrzymam.
Chyba olej kokosowy mi dobrze robi. W sensie, na żołądek.
Kurcze... trochę mi się kropki łącza, ale nie wiem, czy nie jak w tym memie, gdzie fan teorii spiskowych układa kropki w pentagram.
Mianowicie, przy problemach z żołądkiem miałem mocny rzut zapalenia skóry głowy. Jedna z rzeczy, które na to zapalenie pomaga, to... olej kokosowy. Ludzie pisali, że im ładnie wszystko się czyściło. I to po piciu, nie po smarowaniu. No... jedzeniu, bo to bardziej konsystencja smalcu czy masła.
I tu mogą być 2 opcje. Jedna to silne działanie przeciwzapalne. Ale druga to regulacja flory jelitowej, ludzie z redditów wierzą, że tak to właśnie w przypadku oleju kokosowego działa, wybija złe bakterie i przede wszystkim grzyby.
No i mam znowu czysto na głowie, tzn po tym rzucie od cholery zostało paskudztwa, ale nie pojawia się nic nowego, nic nie swędzi, cud miód.
Może być też tak, że olejki z oregano i tymianku zadziałały, ale znowu - one mogły zadziałać tylko w ten sposób, że wybiją co trzeba w jelitach. Przestałem je brać po pierwszym dniu, chyba głupim pomysłem były przy aktywnym silnym zapaleniu i być może sporym wrzodzie, no ale mogły coś wybić.
Olej kokosowy dał mi do myślenia. On nie ma specjalnie skomplikowanego składu, 5 kwasów tłuszczowych na krzyż. Czy może być tak, że to jednak niski poziom któregoś odpowiada za zmiany na skórze głowy, dlatego tylu ludziom pomaga? Może nawet ma związek z objawem Terry'ego?
Kwas laurynowy byłby tu najlepszym kandydatem, bo praktycznie nie występuje w jedzeniu, za to jest obecny w mleku matki. Czyli jest potrzebny, a bierze się albo z syntezy w organizmie, albo z syntezy przez bakterie jelitowe, tzn cholera wie, czy bakterie jelitowe mogą go syntetyzować, coś mi się w głowie kołacze że JAKIEŚ kwasy tłuszczowe są tam syntetyzowane.
Chyba olej kokosowy mi dobrze robi. W sensie, na żołądek.
Kurcze... trochę mi się kropki łącza, ale nie wiem, czy nie jak w tym memie, gdzie fan teorii spiskowych układa kropki w pentagram.
Mianowicie, przy problemach z żołądkiem miałem mocny rzut zapalenia skóry głowy. Jedna z rzeczy, które na to zapalenie pomaga, to... olej kokosowy. Ludzie pisali, że im ładnie wszystko się czyściło. I to po piciu, nie po smarowaniu. No... jedzeniu, bo to bardziej konsystencja smalcu czy masła.
I tu mogą być 2 opcje. Jedna to silne działanie przeciwzapalne. Ale druga to regulacja flory jelitowej, ludzie z redditów wierzą, że tak to właśnie w przypadku oleju kokosowego działa, wybija złe bakterie i przede wszystkim grzyby.
No i mam znowu czysto na głowie, tzn po tym rzucie od cholery zostało paskudztwa, ale nie pojawia się nic nowego, nic nie swędzi, cud miód.
Może być też tak, że olejki z oregano i tymianku zadziałały, ale znowu - one mogły zadziałać tylko w ten sposób, że wybiją co trzeba w jelitach. Przestałem je brać po pierwszym dniu, chyba głupim pomysłem były przy aktywnym silnym zapaleniu i być może sporym wrzodzie, no ale mogły coś wybić.
Olej kokosowy dał mi do myślenia. On nie ma specjalnie skomplikowanego składu, 5 kwasów tłuszczowych na krzyż. Czy może być tak, że to jednak niski poziom któregoś odpowiada za zmiany na skórze głowy, dlatego tylu ludziom pomaga? Może nawet ma związek z objawem Terry'ego?
Kwas laurynowy byłby tu najlepszym kandydatem, bo praktycznie nie występuje w jedzeniu, za to jest obecny w mleku matki. Czyli jest potrzebny, a bierze się albo z syntezy w organizmie, albo z syntezy przez bakterie jelitowe, tzn cholera wie, czy bakterie jelitowe mogą go syntetyzować, coś mi się w głowie kołacze że JAKIEŚ kwasy tłuszczowe są tam syntetyzowane.



