11-21-2024, 10:04 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-21-2024, 10:05 PM przez tomakin.)
Chyba najlepsze, co mógłbym zrobić, to znaleźć pracę na 1/4 etatu gdzieś na drugim końcu miasta, tak, żeby musieć jechać tam autobusem. Po pierwsze miałbym faktyczny przymus codziennej podróży, po drugie nie czułbym, że wtapiam kasę i czas.
Bo w sumie poradzenie sobie z agorafobią byłoby dziecinnie proste, gdyby nie to, że takie coś kosztuje czas i pieniądze. Jakbym miał radzić sobie z arachnofobią, to bym po prostu zdjęcia pająków oglądał razem z relaksacją Schulza czy nawet oddechową, po miesiącu byłoby OK. Dostarczenie bodźca to 2 kliki w internecie. Dostarczenie bodźca do walki z agorafobią to kilka godzin wyciętych z samego środka dnia, plus cena biletów. A to tylko pierwszy etap, jazdy autobusem miejskim, a co gdy trzeba będzie jechać pociągiem czy PKS?
Mam ciągle podniesione tętno, nie wiem, czy to pamiątka po infekcji, efekt niewyspania, czy może coś znowu z suplami namieszałem. Nie wracam jeszcze do zestawu po którym ostatnio czułem się lepiej, tego z HMB i B12. Niektóre z tych rzeczy mogą "nakarmić" wirusy i lepiej nie ryzykować. Ale jutro już chyba spróbuję.
W nocy praktycznie nie spałem, kilka godzin nad ranem dopiero. To już któraś noc z rzędu, tylko że niby zawsze był jakiś powód, a to gorączka, a to rozwolnienia, a to stres przed podróżą. I właśnie, czy tej nocy to efekt stresu przed podróżą na terapię, czy wraca bezsenność? Glicyna nic nie dała, spróbowałem dużych dawek karnityny i teraz już nie wiem, bo dziś pomimo tego niewyspania jestem w naprawdę dobrej formie. Brałem ciągle magnez i duże dawki B1, w tym benfotiaminę. Powinienem mieć psychikę w strzępach po kilku nockach i jeszcze podróży, a czuję się wyluzowany tak, że tylko wsiadać do pociągu i nad morze jechać.
No i teraz nie wiem, czy to efekt karnityny, która mogła się przyswajać, bo te rozwolnienia "przewiały" mi jelita i znikły bakterie, które się nią żywią, efekt połączenia magnezu i b1, glicyny, której sporo przed snem zjadłem, czy może po prostu sobie coś wkręcam.
/edyta a może żeńszeń jednak?
Bo w sumie poradzenie sobie z agorafobią byłoby dziecinnie proste, gdyby nie to, że takie coś kosztuje czas i pieniądze. Jakbym miał radzić sobie z arachnofobią, to bym po prostu zdjęcia pająków oglądał razem z relaksacją Schulza czy nawet oddechową, po miesiącu byłoby OK. Dostarczenie bodźca to 2 kliki w internecie. Dostarczenie bodźca do walki z agorafobią to kilka godzin wyciętych z samego środka dnia, plus cena biletów. A to tylko pierwszy etap, jazdy autobusem miejskim, a co gdy trzeba będzie jechać pociągiem czy PKS?
Mam ciągle podniesione tętno, nie wiem, czy to pamiątka po infekcji, efekt niewyspania, czy może coś znowu z suplami namieszałem. Nie wracam jeszcze do zestawu po którym ostatnio czułem się lepiej, tego z HMB i B12. Niektóre z tych rzeczy mogą "nakarmić" wirusy i lepiej nie ryzykować. Ale jutro już chyba spróbuję.
W nocy praktycznie nie spałem, kilka godzin nad ranem dopiero. To już któraś noc z rzędu, tylko że niby zawsze był jakiś powód, a to gorączka, a to rozwolnienia, a to stres przed podróżą. I właśnie, czy tej nocy to efekt stresu przed podróżą na terapię, czy wraca bezsenność? Glicyna nic nie dała, spróbowałem dużych dawek karnityny i teraz już nie wiem, bo dziś pomimo tego niewyspania jestem w naprawdę dobrej formie. Brałem ciągle magnez i duże dawki B1, w tym benfotiaminę. Powinienem mieć psychikę w strzępach po kilku nockach i jeszcze podróży, a czuję się wyluzowany tak, że tylko wsiadać do pociągu i nad morze jechać.
No i teraz nie wiem, czy to efekt karnityny, która mogła się przyswajać, bo te rozwolnienia "przewiały" mi jelita i znikły bakterie, które się nią żywią, efekt połączenia magnezu i b1, glicyny, której sporo przed snem zjadłem, czy może po prostu sobie coś wkręcam.
/edyta a może żeńszeń jednak?



