11-20-2024, 07:49 PM
No, wróciłem, mogę nad tym siąść
Jestem PEWIEN, że jakoś niedawno czytałem o wpływie "czegoś" na wysycenie transferyny i zdolność wiązania żelaza. Ale czego, kiedy? Zwróciłem na to wtedy uwagę, że kiedyś miałem problem z wysyceniem żelazem tkanek.
No kurcze... nic w tym nie ma. Nagła poprawa w pierwszym tygodniu czerwca. To, że mogłem wrócić do ostrzejszych treningów mogłoby wyjaśnić, skąd poprawa wydolności tlenowej, ale jednocześnie zmienił się też kolor paznokci.
Cholinę (w formie lecytyny) wciągałem już od przynajmniej połowy marca. Już nie chce mi się szukać, kiedy zacząłem, ale na pewno jeszcze wcześniej.
B12... no OK, ale też bez przesady. Wielokrotnie jadłem dużo większe dawki.
Żeńszeń to jedyne, co tam się naprawdę zmieniło. I to mogłoby być tak, że organizm się wysycał różnymi brakującymi składnikami, odżywką białkową, choliną, B12, D3, magnezem, wyciszał się stres oksydacyjny, a żeńszeń został podany w momencie, gdy wszystko było gotowe. Bo to jest tak, że zioła zmieniające równowagę w organizmie czasami działają tylko wtedy, gdy organizm jest do tej zmiany gotowy. Żeńszeń faktycznie może przestawić na wyższą aktywność przywspółczulnego (odpoczywaj i się regeneruj), ale może być tak, że to przestawienie będzie zablokowane, gdy zabraknie czegoś kluczowego dla procesu regeneracji. Zwykły mechanizm ewolucyjny, "nie zużywaj zasobów na regenerację, jeśli jest ich bardzo mało, bo nie wystarczy do walki o życie".
Żeńszeń kupiłem na przecenie jakoś rok, dwa lata temu i ciągle go mam. Dorzucę, a co tam.
Jestem PEWIEN, że jakoś niedawno czytałem o wpływie "czegoś" na wysycenie transferyny i zdolność wiązania żelaza. Ale czego, kiedy? Zwróciłem na to wtedy uwagę, że kiedyś miałem problem z wysyceniem żelazem tkanek.
No kurcze... nic w tym nie ma. Nagła poprawa w pierwszym tygodniu czerwca. To, że mogłem wrócić do ostrzejszych treningów mogłoby wyjaśnić, skąd poprawa wydolności tlenowej, ale jednocześnie zmienił się też kolor paznokci.
Cholinę (w formie lecytyny) wciągałem już od przynajmniej połowy marca. Już nie chce mi się szukać, kiedy zacząłem, ale na pewno jeszcze wcześniej.
B12... no OK, ale też bez przesady. Wielokrotnie jadłem dużo większe dawki.
Żeńszeń to jedyne, co tam się naprawdę zmieniło. I to mogłoby być tak, że organizm się wysycał różnymi brakującymi składnikami, odżywką białkową, choliną, B12, D3, magnezem, wyciszał się stres oksydacyjny, a żeńszeń został podany w momencie, gdy wszystko było gotowe. Bo to jest tak, że zioła zmieniające równowagę w organizmie czasami działają tylko wtedy, gdy organizm jest do tej zmiany gotowy. Żeńszeń faktycznie może przestawić na wyższą aktywność przywspółczulnego (odpoczywaj i się regeneruj), ale może być tak, że to przestawienie będzie zablokowane, gdy zabraknie czegoś kluczowego dla procesu regeneracji. Zwykły mechanizm ewolucyjny, "nie zużywaj zasobów na regenerację, jeśli jest ich bardzo mało, bo nie wystarczy do walki o życie".
Żeńszeń kupiłem na przecenie jakoś rok, dwa lata temu i ciągle go mam. Dorzucę, a co tam.



