09-15-2024, 09:27 PM
https://xcancel.com/zasob_ludzki/status/...1057050818
Fragment książki, który przypomniał mi pytanie jakie mam.
Słyszę to co jakiś czas - samotność wywołuje choroby i skraca życie. I o ile oczywisty jest korzystny wpływ na zdrowie pomocy ze strony bliskich, ich troski o nas i dzielenia się wzajemnie wiedzą o zagrożeniach, to ciekawi mnie, czy to jest głębsze. No właśnie, czy samotność powoduje choroby, czy to choroby powodują samotność, zmniejszenie sprawności, spadek nastroju i izolowanie się? Co jest przyczyną, a co skutkiem? Ludzie zazwyczaj nie biorą pod uwagę wpływu genów i czynników od nas niezależnych na to, jak się zachowujemy i jak wygląda nasze życie - to co widoczne i na co mamy wpływ zawsze zbiera najwięcej uwagi. To jednak oczywiste, bo przecież przykładowo nie znamy najczęściej nawet nazwy choroby która nas dotknie póki lekarz nam jej nie przedstawi, a żeby jeszcze wymienić jej cechy i rozumieć jej skutki? To nie przychodzi tak instynktownie jak wiara w silną wolę, bozię i wszystko to, co rozumiemy, bo znamy od dziecka.
Czy kiedykolwiek udowodniono, że to fizyczna odległość od innych ludzi lub brak rozmowy same w sobie zwiększają tempo procesów chorobotwórczych niezależnie od innych działań danej osoby?
Fragment książki, który przypomniał mi pytanie jakie mam.
Słyszę to co jakiś czas - samotność wywołuje choroby i skraca życie. I o ile oczywisty jest korzystny wpływ na zdrowie pomocy ze strony bliskich, ich troski o nas i dzielenia się wzajemnie wiedzą o zagrożeniach, to ciekawi mnie, czy to jest głębsze. No właśnie, czy samotność powoduje choroby, czy to choroby powodują samotność, zmniejszenie sprawności, spadek nastroju i izolowanie się? Co jest przyczyną, a co skutkiem? Ludzie zazwyczaj nie biorą pod uwagę wpływu genów i czynników od nas niezależnych na to, jak się zachowujemy i jak wygląda nasze życie - to co widoczne i na co mamy wpływ zawsze zbiera najwięcej uwagi. To jednak oczywiste, bo przecież przykładowo nie znamy najczęściej nawet nazwy choroby która nas dotknie póki lekarz nam jej nie przedstawi, a żeby jeszcze wymienić jej cechy i rozumieć jej skutki? To nie przychodzi tak instynktownie jak wiara w silną wolę, bozię i wszystko to, co rozumiemy, bo znamy od dziecka.
Czy kiedykolwiek udowodniono, że to fizyczna odległość od innych ludzi lub brak rozmowy same w sobie zwiększają tempo procesów chorobotwórczych niezależnie od innych działań danej osoby?



