(08-19-2024, 09:58 PM)tomakin napisał(a): Kilkadziesiąt lat temu w Szwecji miałeś raj, teraz ludzie boją się wyjść na ulicę. Info nie z internetu tylko z pierwszej ręki, koleżanka która tam regularnie jeździła na wakacje do rodziny. Już nie jeździ, bo się boi. Owszem, jest dobrze, owszem, lepiej niż kiedykolwiek, ale pisać, że się nie zmieni? A jakby 3 lata temu tak napisał mieszkaniec Bachmutu?
Odczucia Twojej znajomej co do Szwecji są słuszne. Podobnie jest w kwestii mieszkańca Bachmutu. Nie wszystkie miejsca na świecie są dobre do życia, w niektórych już było kiedyś lepiej, ale ogólnie jako cywilizacja jesteśmy w najlepszym momencie w historii.
Europa Zachodnia ma swoje problemy, USA to w zasadzie kraj trzeciego świata jeśli chodzi o prawo czy służbę zdrowia. Polska na ich tle jest bardzo dobrym miejscem do życia. Duże bezpieczeństwo na ulicach, niska przestępczość, stosunkowo niskie podatki, pomocni ludzie, dobre możliwości rozwoju własnego biznesu oraz kariery zawodowej. Nie ma tu głodu i bezdomności. Ludzie z innych krajów często mają nieaktualne pojęcie o tym, jak wygląda życie w Polsce i kojarzą je z zacofaniem i komuną. Gdy przyjeżdżają, są zdziwieni i zaskoczeni na plus. Z tego jestem dumny i wierzę, że będzie tylko lepiej.
W innych historycznie czasach ja, jako ktoś bojaźliwy i nieporadny życiowo, już dawno bym nie żył, albo, w najlepszym wypadku, spędzał żywot w niewoli. Dziś mam ciepły kąt, dach nad głową, mnóstwo jedzenia, wolność i tak wiele możliwości zarobkowych i rozrywkowych, że mogę przebierać i wybrzydzać.
Mimo wszystko sądzę, że muzułmanie będą się z czasem sekularyzować. Europa swoje błędy popełniła, ludzie już to zauważają, choćby po niedawnych protestach w Wielkiej Brytanii. Trzeba tylko odspawać od stołków starych mentalnie dziadów rządzących tym pierdolnikiem. A jeśli problem będzie narastal i tym samym wzrośnie niezadowolenie społeczne, to przewiduję, że pojawi się drugi Hitler, który będzie miał pełne błogosławieństwo społeczeństwa do zrobienia wszystkiego, ci niezbędne. Być może nawet ten ktoś już w Europie życie jako dziecko.
(08-20-2024, 12:05 PM)Nawaphon napisał(a): Jeśli nie będzie jakiegoś wielkiego przełomu technologicznego, praktycznie na pewno krótko-okresowo (Znaczy powiedzmy następne 50 lat) - będzie gorzej.
Myślę też, że przed nami era wielkich technologicznych, kulturalnych i społecznych przemian. I to tych na plus. Jest taka bardzo ciekawa książka z 2005 roku "Singularity is near" autorstwa Ray'a Kurzweila, amerykańskiego naukowca i futurologa, który całkiem sporo rzeczy w rozwoju AI dobrze przewidział.
Wedlu autora około 2029 roku powstanie AI, które przejdzie test Turinga. Od tego momentu czeka nas gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, łączenie jej z mózgiem człowieka i tworzenie przez samą sztuczną inteligencję kolejnych iteracji.
W okolicach roku 44 przewiduje się tytułowy moment osobliwości, czyli takiego momentu, po którym ciężko jest przewidywać jakikolwiek kierunek rozwoju świata i ludzkości ze względu na tak gwałtowny rozwój AI. To może oznaczać możliwość znalezienia leków na choroby, które dotychczas są nieuleczalne, rozwiązanie problemów matematycznych, fizycznych, materiałowych i astronomicznych, które hamują nasz rozwój. Przejęcie zarządzania poszczególnymi gałęziami gospodarki przez AI, a może nawet całymi państwami.
A może coś, co w ogóle nie przychodzi mi do głowy. Na przykład zły scenariusz rodem z Terminatora. Właśnie dlatego nazywa się ten moment osobliwością, co jest terminem zapozyczonym z astonomi. Nie wiadomo, co można przewidywać po nim.
Dlatego problemy z migracją, islamem i systemem emerytalnym i związaną z nim demografia mogą niedługo przejść w niebyt.
Pokładam dużą nadzieję, że to się sprawdzi i że dożyję tego momentu, żeby widzieć te przemiany na własne oczy. Patrzę w przyszłość świata pełen optymizmu. W swoją własną przyszłość nie aż tak.
Polecam obejrzeć wywiad z Kurzweilem w Podlasie Lexa Fridmana na YT. Można w łatwej formie przyswoić wszystko, co autor przekazał w książce.
Co do spadku dzietności, to naturalny trend krajów rozwiniętych/rozwijających się. To nie bieda jest największym "hamulcem" w niskiej dzietności. Bo 10/20/30 lat temu było o wiele gorzej. Ludzi stać na dziecko. Ale priorytety się zmieniły.
Liczy się komfort życia i spełnianie własnych ambicji/przyjemności.
WYGODA
Patrząc z czysto pragmatycznego punktu dzieci to dodatkowe, naprawdę uciążliwe obowiązki. Potrzeba rezygnacji z wolności jaką mamy, gdy ich nie ma. To trochę ta, jakbyś pracował na jeden etat, starczało ci na w miarę spokojne życie i nagle, w imię "potrzeby biologicznej", pakował się w drugi.
Dla mnie to bardziej kwestia rezygnacji z pewnego poziomu życia dla dzieci. Nie każdy chce. Nie każdy w ogóle lubi przebywać z dziećmi. Kiedyś rodzina bardziej naciskała, oczekiwała tego. Otoczenie naciskało. Jak nie miałeś dzieci to traktowano cię jak kogoś gorszego. Dziś tego nie ma.
Inna rzecz, że według mnie ludzka mentalność nie nadążaza tymi wszystkimi zmianami. Kiedyś dzieci robiło się na ilość, a teraz w dobie automatyzacji trzeba iść w jakość. Świat idzie w kierunku takim, że nie będzie potrzeba stu magazynierów, kasjerek i kurierów. Będzie potrzebny jeden inżynier. I obecnie świat jest ułożony tak żeby nie urodziło się sto dzieci z perspektywami na mieszkanie w slumsach i bezrobocie, tylko jedno dziecko, w które od małego będzie się inwestować maksimum pieniędzy i energii żeby wyrósł z niego specjalista.
Nie z każdego wyrośnie oczywiście, reszta skończy w slumsach, ale świat w przyszłości będzie raczej się mierzył z nadmiarem ludzi w slumsach, a nie z brakiem kasjerek.
Dlatego obecnie jest tak, że e jak mało zarabiasz i nie masz siły, to nie masz też i perspektyw na dziecko. I dobrze, bo wyrósłby z tego dorosły mieszkaniec slumsów. Ale ludzka mentalność jest jeszcze na etapie mnożenia się jak króliki, bez planowania i pomysłu, co dalej.
Jedni cierpią, bo nie mają warunków, a by chętnie narobili całą gromadę, inni robią gromadę i pękają z dumy przekonani, że bohatersko rozwiązują problemy tego świata. Przyszłość im pokaże, że oni je pogłębiali a nie naprawiali, a historia oceni nie najlepiej, no ale póki co bal trwa.



