07-02-2024, 06:03 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-02-2024, 06:07 AM przez Krwawnik.)
(07-01-2024, 09:04 PM)Temper napisał(a): To była czwarta, a może piąta klasa podstawówki - szczegóły uciekły mi z pamięci. Pierwsze starcie z chemią i magia krystalizacji w roztworach nasyconych. Cała klasa pełna solnych kryształów, a ja z dumą zaprezentowałem siarczan miedzi, który tata używał do walki z grzybem na ścianach. Pamiętam, że tworzenie kryształów z różnych substancji było opisane w książce Stefana Sękowskiego, znanego w poprzednim ustroju chemika.
Co prawda, dziewczynom tym nie zaimponowałem, ale za to miałem dziecięcą satysfakcję z posiadania czegoś, czego nikt inny nie miał.
Mi to przypomniało koncept "familiar but different" z książki pop-psychologicznej Hit Makers: The Science of Popularity in an Age of Distraction. Żeby coś naprawdę docenić musimy mieć to do czego porównać, coś musi być wystarczająco znajome, ale jednak inne.
"ale za to miałem dziecięcą satysfakcję z posiadania czegoś, czego nikt inny nie miał"
Nie taka dziecięca taka satysfakcja

Koledzy lizali twój kryształ tak jak liże się kryształy soli? Smakował bardziej czy mniej? Jeśli smakował to podgryzali go źeby brać więcej? Może komuś pomogłeś uzupełnić niedobór miedzi i dzisiaj żyje dzięki tobie



