04-08-2021, 01:05 AM
Żelazo dość mocno współgra z covid - ale nie do końca wiadomo, jak. Z jednej strony ludzie z wysokim poziomem ferrytyny umierali 2 razy częściej, z drugiej - niski poziom samego żelaza dawał niższą szansę przeżycia. Ferrytyna rośnie w czasie stanu zapalnego, więc jej pomiar to w sumie taki trochę pomiar intensywności infekcji wirusowej, a niski poziom żelaza wiąże się z ogólnym słabym stanem zdrowia i niedożywieniem. Niemniej niektórzy naukowcy proponują wstrzymanie suplementacji żelazem u pacjentów zanim nie skończy się pandemia, z uwagi na podejrzenie, że jego wysokie dawki mogą bardzo ułatwiać wirusowi namnażanie. I tak nie do końca wiem, co z tym zrobić, brać żelazo czy nie brać. A może brać, ale mniejsze dawki?
Na forach odpisał jeden gość, który w ogóle nie ma obłączków nie licząc minimalnych na kciukach i właśnie zaczął brać cysteinę, będzie obserwował. Ktoś jeszcze dawał wyniki badań, gdzie niacyna poprawiała stan włosów, które - podobnie jak paznokcie - są keratyną, ale to niestety tak nie działa. Biotyna też poprawia stan włosów i paznokci, a nie wpływa ani na obłączki, ani na prążki na paznokciach.
U mnie - nie mija kaszel, ale coś mi się widzi, że to po prostu efekt smogu albo przewiania zatok. Miałem już taki niedawno i też myślałem, że może to covid, kojarzę że pojawia mi się regularnie zimą. Niemniej kaszel jest i przez to boję się szarżować z żelazem. Ono gdy pojawi się w wysokich dawkach jest bardzo dobrą "pożywką", w badaniach na zwierzętach kilkukrotnie zwiększało śmiertelność z powodu infekcji.
Najbardziej zależy mi na dwóch rzeczach, energii życiowej i sprawności umysłowej / pamięci. Stąd ta cała zabawa z kilogramem supli i próbą "odczarowania" obłączków, bo spadek tych dwóch parametrów zgrał się w czasie z ich zanikiem. Jak już nie raz pisałem, takie rzeczy jak pamięć czy samopoczucie to coś bardzo subiektywnego, człowiek dostanie podwyżkę w pracy albo pozna kogoś fajnego i fruwa ze szczęścia, zwolnią go albo pokłóci się z bliską osobą i ma z kolei doła, nie ma opcji, żeby ocenić wpływ supli przy takich zakłóceniach. Tu bierze się 100 osób i dzieli na grupy aktywną / placebo, ale do tego trzeba mieć 100 osób z identyczną chorobą / przypadłością. Ktoś, kto chce oceniać swój stan zdrowia i reakcję na suple stoi przed niemożliwym zadaniem, gdy nie wie, co mu dolega.
Widać to często nawet tu, na forum, gdzie ludzie opisują jak kolejne suple cudownie na nich zadziałały a potem okazuje się, że dalej tkwią w tym samym miejscu. Albo w drugą stronę, była kobieta która miała tak silną nerwice, że sobie wmawiała mega silne ataki po tabletkach zawierających jakieś totalnie śladowe ilości suplementów, fizycznie nie mogących wpłynąć na organizm w żaden sposób.
Strasznie długo zajmuje mi napisanie "nie jestem w stanie ocenić, czy te wszystkie suple wpływają na moje samopoczucie". Ale do tego się ten cały wywód sprowadza. Nie wiem, czy mam więcej energii, czy mniej, szczególnie gdy się nakłada ten kaszel ze stanami podgorączkowymi.
Natomiast pianino i postępy na nim są już bardziej wymierne, to jest już coś, co nie zależy od nastroju i można to od biedy próbować "zmierzyć". Przerabiam kurs, gdzie każdy kolejny kawałek jest nieco trudniejszy od poprzedniego i niby powinno to zająć tyle samo czasu. I tak jak przed założeniem tego tematu, przed tymi wszystkimi suplami potrafiłem się na czymś zawiesić na długie tygodnie, ile bym nie ćwiczył, nie było żadnego widocznego postępu, tak teraz lecę jak przecinak. Na upartego mógłbym przerabiać utwory w 1-2 dni, gdybym siedział przy tym trochę dłużej, coś absolutnie niemożliwe parę miesięcy temu.
Na forach odpisał jeden gość, który w ogóle nie ma obłączków nie licząc minimalnych na kciukach i właśnie zaczął brać cysteinę, będzie obserwował. Ktoś jeszcze dawał wyniki badań, gdzie niacyna poprawiała stan włosów, które - podobnie jak paznokcie - są keratyną, ale to niestety tak nie działa. Biotyna też poprawia stan włosów i paznokci, a nie wpływa ani na obłączki, ani na prążki na paznokciach.
U mnie - nie mija kaszel, ale coś mi się widzi, że to po prostu efekt smogu albo przewiania zatok. Miałem już taki niedawno i też myślałem, że może to covid, kojarzę że pojawia mi się regularnie zimą. Niemniej kaszel jest i przez to boję się szarżować z żelazem. Ono gdy pojawi się w wysokich dawkach jest bardzo dobrą "pożywką", w badaniach na zwierzętach kilkukrotnie zwiększało śmiertelność z powodu infekcji.
Najbardziej zależy mi na dwóch rzeczach, energii życiowej i sprawności umysłowej / pamięci. Stąd ta cała zabawa z kilogramem supli i próbą "odczarowania" obłączków, bo spadek tych dwóch parametrów zgrał się w czasie z ich zanikiem. Jak już nie raz pisałem, takie rzeczy jak pamięć czy samopoczucie to coś bardzo subiektywnego, człowiek dostanie podwyżkę w pracy albo pozna kogoś fajnego i fruwa ze szczęścia, zwolnią go albo pokłóci się z bliską osobą i ma z kolei doła, nie ma opcji, żeby ocenić wpływ supli przy takich zakłóceniach. Tu bierze się 100 osób i dzieli na grupy aktywną / placebo, ale do tego trzeba mieć 100 osób z identyczną chorobą / przypadłością. Ktoś, kto chce oceniać swój stan zdrowia i reakcję na suple stoi przed niemożliwym zadaniem, gdy nie wie, co mu dolega.
Widać to często nawet tu, na forum, gdzie ludzie opisują jak kolejne suple cudownie na nich zadziałały a potem okazuje się, że dalej tkwią w tym samym miejscu. Albo w drugą stronę, była kobieta która miała tak silną nerwice, że sobie wmawiała mega silne ataki po tabletkach zawierających jakieś totalnie śladowe ilości suplementów, fizycznie nie mogących wpłynąć na organizm w żaden sposób.
Strasznie długo zajmuje mi napisanie "nie jestem w stanie ocenić, czy te wszystkie suple wpływają na moje samopoczucie". Ale do tego się ten cały wywód sprowadza. Nie wiem, czy mam więcej energii, czy mniej, szczególnie gdy się nakłada ten kaszel ze stanami podgorączkowymi.
Natomiast pianino i postępy na nim są już bardziej wymierne, to jest już coś, co nie zależy od nastroju i można to od biedy próbować "zmierzyć". Przerabiam kurs, gdzie każdy kolejny kawałek jest nieco trudniejszy od poprzedniego i niby powinno to zająć tyle samo czasu. I tak jak przed założeniem tego tematu, przed tymi wszystkimi suplami potrafiłem się na czymś zawiesić na długie tygodnie, ile bym nie ćwiczył, nie było żadnego widocznego postępu, tak teraz lecę jak przecinak. Na upartego mógłbym przerabiać utwory w 1-2 dni, gdybym siedział przy tym trochę dłużej, coś absolutnie niemożliwe parę miesięcy temu.



