03-27-2024, 11:48 PM
Chyba jakaś ultra lekka jelitówka, bo nie tylko ja mam rozwolnienia, ale bez gorączki i takie jakieś nijakie. Albo zatrucie, chociaż jedyna wspólnie jedzona rzecz to była zupa kalafiorowa. No i tyle z nowego eksperymentu, całkowicie mi elektrolity rozregulowało. Poprzednia noc w ogóle nieprzespana, ale raczej z uwagi na infekcję / zatrucie / whatever i związane z tym stany lękowe. Jednak mam psychikę w strzępach, agorafobia swoją drogą, ale na wszelkie negatywne bodźce typu "zagrożenie" reaguję o wiele, wiele silniejszym lękiem, niż powinienem. Ta noc co była raczej OK, tylko budziłem się z 5 razy.
Taurynę dorzucam w bardzo dużych dawkach, z uwagi na układ pokarmowy, cuda tam potrafi zdziałać. Cały czas staram się brać cysteinę. Z piracetamem chwilowo przerwa. Miałem brać miedź z wapniem, biorę cynk po kilka tabletek dziennie, trochę glutaminy. No i obiecuję sobie (po raz kolejny), że koniec z coca colą.
Do tego rozwaliłem sobie kręgosłup, zachciało mi się poćwiczyć kopnięcia. Muszę się jednak do siłowni przytulić, tylko niech trawienie wróci do normy.
Taurynę dorzucam w bardzo dużych dawkach, z uwagi na układ pokarmowy, cuda tam potrafi zdziałać. Cały czas staram się brać cysteinę. Z piracetamem chwilowo przerwa. Miałem brać miedź z wapniem, biorę cynk po kilka tabletek dziennie, trochę glutaminy. No i obiecuję sobie (po raz kolejny), że koniec z coca colą.
Do tego rozwaliłem sobie kręgosłup, zachciało mi się poćwiczyć kopnięcia. Muszę się jednak do siłowni przytulić, tylko niech trawienie wróci do normy.



