03-23-2024, 06:39 PM
Taka rozkmina mnie naszła, odnośnie tego, że niedawno bardzo poprawiła mi się jakość snu i zastanawiałem się, czy to od któregoś suplementu.
Nie ma opcji, żeby objaw Terry'ego czy problemy z pamięcią miały źródło w np niskim poziomie kwasu foliowego. Były okresy, gdy miałem takich rzeczy bardzo dużo tak w diecie, jak i w suplach. Jak patrzę na listę tego, co brałem przed poprawą, to tam nie ma nic chyba, co mogłoby odpowiadać za wieloletnie problemy.
Co z kolei mogło mieć taki wpływ? Napisałem wtedy:
"No, pierwszy raz od dawna duże dawki magnezu, pierwszy raz od dawna porządny sen i obudziłem się wyspany."
No nie, to MUSIAŁ być magnez. Tylko on zawsze mocno pogarszał u mnie jakość snu. Coś sprawiło, że ten mechanizm pogarszania się wyłączył.
I wracamy do problemu, który już wiele razy próbowałem rozwiązać, bez większych rezultatów. Jaki to konkretnie mechanizm odpowiada za to, że po magnezie nie mogłem spać? Miałem tu kilka hipotez, w tym
- spadek poziomu wapnia we krwi
- zwiększenie stężenia noradrenaliny
- zwiększenie aktywności hormonów tarczycowych
- podniesienie poziomu serotoniny
Na pewno mam zbyt mało magnezu wewnątrz komórek, na pewno powinienem podnieść jego poziom we krwi. Ale co sprawiło, że to podniesienie nie miało już skutków ubocznych?
Raczej nie chodzi o sam wapń, bo wtedy go nie brałem, chociaż może po prostu coś zablokowało spadek jego poziomu? Nie o tarczycę, to sprawdziłem badaniami.
Potas potem testowałem i poprawy snu nie było, ale może potas działa tak, że neguje efekt nadmiaru magnezu? Może trzeba brać równocześnie jedno i drugie, żeby np nie podnosiła się noradrenalina?
No tak czy tak teraz widzę, że robiłem wszystko źle. Testowałem różne rzeczy, które brałem przed poprawą snu, ale nie brałem razem z nimi magnezu, który jest tutaj kluczowy.
Nie ma opcji, żeby objaw Terry'ego czy problemy z pamięcią miały źródło w np niskim poziomie kwasu foliowego. Były okresy, gdy miałem takich rzeczy bardzo dużo tak w diecie, jak i w suplach. Jak patrzę na listę tego, co brałem przed poprawą, to tam nie ma nic chyba, co mogłoby odpowiadać za wieloletnie problemy.
Co z kolei mogło mieć taki wpływ? Napisałem wtedy:
"No, pierwszy raz od dawna duże dawki magnezu, pierwszy raz od dawna porządny sen i obudziłem się wyspany."
No nie, to MUSIAŁ być magnez. Tylko on zawsze mocno pogarszał u mnie jakość snu. Coś sprawiło, że ten mechanizm pogarszania się wyłączył.
I wracamy do problemu, który już wiele razy próbowałem rozwiązać, bez większych rezultatów. Jaki to konkretnie mechanizm odpowiada za to, że po magnezie nie mogłem spać? Miałem tu kilka hipotez, w tym
- spadek poziomu wapnia we krwi
- zwiększenie stężenia noradrenaliny
- zwiększenie aktywności hormonów tarczycowych
- podniesienie poziomu serotoniny
Na pewno mam zbyt mało magnezu wewnątrz komórek, na pewno powinienem podnieść jego poziom we krwi. Ale co sprawiło, że to podniesienie nie miało już skutków ubocznych?
Raczej nie chodzi o sam wapń, bo wtedy go nie brałem, chociaż może po prostu coś zablokowało spadek jego poziomu? Nie o tarczycę, to sprawdziłem badaniami.
Potas potem testowałem i poprawy snu nie było, ale może potas działa tak, że neguje efekt nadmiaru magnezu? Może trzeba brać równocześnie jedno i drugie, żeby np nie podnosiła się noradrenalina?
No tak czy tak teraz widzę, że robiłem wszystko źle. Testowałem różne rzeczy, które brałem przed poprawą snu, ale nie brałem razem z nimi magnezu, który jest tutaj kluczowy.



