03-11-2024, 02:13 AM
Kurcze... bardziej mnie to wybiło niż nakierowało. Chciałoby się powiedzieć "dobra, wiemy, że to nie jakaś ogólna rzecz, typu poziom jakiejś witaminy, wiemy, że to muszą być komórki nerwowe!". No dobra, ale tu mamy sytuację, gdy one nie działają jedynie słabiej. One w ogóle nie działają. A co, jeśli gdy działają trochę słabiej, to zmian w wielkości obłączków nie ma? Gdy te zmiany pojawią się dopiero, gdy nerwy całkowicie albo niemal całkowicie odmówią posłuszeństwa?
To by oznaczało, że to nie komórki nerwowe odpowiadają za zmiany w wielkości obłączków w takich chorobach, jak marskość wątroby, niewydolność nerek, HIV/AIDS czy depresja. I dalej może być tak, że za wielkość obłączków odpowiada jakiś nie wiem, hormon, jakaś substancja, grupa substancji działająca synergicznie, a komórki nerwowe są niezbędne tylko po to, by wysłać sygnał wywołany tą konkretną substancją.
Porównując to z samochodem, to trochę tak, jakbyśmy odkryli, że po usunięciu benzyny silnik przestaje pracować. Nie oznacza to, że jeśli bak będzie tylko do połowy pełny, to będziemy jechać 2 razy wolniej, a dolanie do baku benzyny sprawi, że pojedziemy szybciej.
No super, wiemy, że to lokalny proces, który MUSI być sterowany za pomocą nerwów autonomicznego układu nerwowego. Ale takich procesów jest od cholery i ciut ciut, wszystkie niemal są na jakimś etapie sterowane. Nawet rozszerzenie i obkurcz naczynek krwionośnych odbywa się w dużej mierze na zasadzie odebrania sygnału od komórki nerwowej. Właśnie, a co, jeśli to coś zależne od sygnału tylko pośrednio? Przy tej chorobie rośnie poziom stresu oksydacyjnego w tylko jednej ręce, pojawiają się w niej stany zapalne, zmienia się przepływ krwi. Zmienia się lokalnie cała chemia.
No właśnie, co się zmienia lokalnie? I tu jest problem, bo za bardzo nie ma badań. Sprawdzali, czy stres oksydacyjny jest podniesiony, ale we krwi, a nie w tkankach chorej ręki czy nogi. Objawy znacznie się zmniejszają po podaniu przeciwutleniaczy, stąd wnioskuję, że w jednej ręce wolne rodniki szaleją, w drugiej nie, zapewne na skutek upośledzonej obrony, gdyż nie jest ona prawidłowo sterowana z uwagi na brak aktywności układu nerwowego. Są zmiany w układzie krążenia, przytkanie przepływu krwi przez drobne naczynka. Są wreszcie zmiany w gęstości i aktywności mitochondriów.
Yhh... no bardzo obiecujący kierunek, ale idealnie by było, jakby sprawdzić efekty lekkiego zwiększenia / zmniejszenia aktywności przywspółczulnego, np na grupie pacjentów biorących leki które na to wpływają. Całkowite odcięcie nerwów to jednak zbyt duża zmiana.
To by oznaczało, że to nie komórki nerwowe odpowiadają za zmiany w wielkości obłączków w takich chorobach, jak marskość wątroby, niewydolność nerek, HIV/AIDS czy depresja. I dalej może być tak, że za wielkość obłączków odpowiada jakiś nie wiem, hormon, jakaś substancja, grupa substancji działająca synergicznie, a komórki nerwowe są niezbędne tylko po to, by wysłać sygnał wywołany tą konkretną substancją.
Porównując to z samochodem, to trochę tak, jakbyśmy odkryli, że po usunięciu benzyny silnik przestaje pracować. Nie oznacza to, że jeśli bak będzie tylko do połowy pełny, to będziemy jechać 2 razy wolniej, a dolanie do baku benzyny sprawi, że pojedziemy szybciej.
No super, wiemy, że to lokalny proces, który MUSI być sterowany za pomocą nerwów autonomicznego układu nerwowego. Ale takich procesów jest od cholery i ciut ciut, wszystkie niemal są na jakimś etapie sterowane. Nawet rozszerzenie i obkurcz naczynek krwionośnych odbywa się w dużej mierze na zasadzie odebrania sygnału od komórki nerwowej. Właśnie, a co, jeśli to coś zależne od sygnału tylko pośrednio? Przy tej chorobie rośnie poziom stresu oksydacyjnego w tylko jednej ręce, pojawiają się w niej stany zapalne, zmienia się przepływ krwi. Zmienia się lokalnie cała chemia.
No właśnie, co się zmienia lokalnie? I tu jest problem, bo za bardzo nie ma badań. Sprawdzali, czy stres oksydacyjny jest podniesiony, ale we krwi, a nie w tkankach chorej ręki czy nogi. Objawy znacznie się zmniejszają po podaniu przeciwutleniaczy, stąd wnioskuję, że w jednej ręce wolne rodniki szaleją, w drugiej nie, zapewne na skutek upośledzonej obrony, gdyż nie jest ona prawidłowo sterowana z uwagi na brak aktywności układu nerwowego. Są zmiany w układzie krążenia, przytkanie przepływu krwi przez drobne naczynka. Są wreszcie zmiany w gęstości i aktywności mitochondriów.
Yhh... no bardzo obiecujący kierunek, ale idealnie by było, jakby sprawdzić efekty lekkiego zwiększenia / zmniejszenia aktywności przywspółczulnego, np na grupie pacjentów biorących leki które na to wpływają. Całkowite odcięcie nerwów to jednak zbyt duża zmiana.



