03-09-2024, 11:35 PM
Myślę jeszcze o tym przypadku gościa z reddit. Dopiero metylokobalamina i dopiero w formie pod język postawiła go na nogi, ale do tego stopnia, że nawet zaczęły mu odrastać włosy, które kiedyś wypadły, nie mówiąc o tym, że pojawiły się obłączki.
Jest książka, już nie pamiętam tytułu, ale autor tam opisuje, że ukryte niedobory B12 to powód bardzo wielu chorób współczesnych ludzi. Opisuje wiele przypadków wyleczenia, co może i jest zmyślone, ale mamy też tysiące opisów w internecie, jak ludzie mieli po prostu dramatyczną poprawę po tym, jak zaczęli brać zastrzyki albo megadawki doustnie.
Tak myślę, czy tu w ogóle jest jakiś sens. W końcu B12 w suplach jest w naprawdę bardzo dużych dawkach, setki, tysiące razy wyższych, niż mają w diecie kultury pierwotne czy małpy. Nawet uwzględniając niską przyswajalność limitowaną czynnikiem Castle'a (dobrze pamiętam?), i tak ludzie, którzy biorą po prostu czasem suple, mają poziom o wiele wyższy, niż średnia populacji. To dotyczy tego gościa z reddit, który wcześniej brał często zwykłą B12, to dotyczy na przykład mnie. Czy może tu istnieć jakiś mechanizm, który sprawia, że ta B12 się nie wiem, nie przyswaja, nie jest wykorzystywana? Czy może być nawet tak, że B12 którą brałem wcześniej, to była podróbka? Obłączki odrosły mi po preparacie na receptę.
Już mniejsza o mnie, ale czy jest sens polecać to ludziom, którzy wg autora książki mają niedobory, czyli osobom z depresją czy nerwicą? Przeglądam badania kliniczne i jakaś tam poprawa była, np tutaj
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3856388/
ale to nie jest jakaś dramatyczna zmiana. Na dobrą sprawę, to może być wynik przypadku. Duże dawki B12 mogą po prostu mocno "podkręcić" tarczycę, co tłumaczyłoby tak niewielką poprawę u pacjentów w badaniu wyżej, jak i u tego gościa z reddit. Ta witamina bardzo mocno wpływa na funkcję tarczycy, a ona z kolei jest już ściśle powiązana z wielkością obłączków. Już szczególnie włosy są tutaj wskaźnikiem, bo ich wypadanie jest powiązane z tarczycą, a nie z B12.
Jest książka, już nie pamiętam tytułu, ale autor tam opisuje, że ukryte niedobory B12 to powód bardzo wielu chorób współczesnych ludzi. Opisuje wiele przypadków wyleczenia, co może i jest zmyślone, ale mamy też tysiące opisów w internecie, jak ludzie mieli po prostu dramatyczną poprawę po tym, jak zaczęli brać zastrzyki albo megadawki doustnie.
Tak myślę, czy tu w ogóle jest jakiś sens. W końcu B12 w suplach jest w naprawdę bardzo dużych dawkach, setki, tysiące razy wyższych, niż mają w diecie kultury pierwotne czy małpy. Nawet uwzględniając niską przyswajalność limitowaną czynnikiem Castle'a (dobrze pamiętam?), i tak ludzie, którzy biorą po prostu czasem suple, mają poziom o wiele wyższy, niż średnia populacji. To dotyczy tego gościa z reddit, który wcześniej brał często zwykłą B12, to dotyczy na przykład mnie. Czy może tu istnieć jakiś mechanizm, który sprawia, że ta B12 się nie wiem, nie przyswaja, nie jest wykorzystywana? Czy może być nawet tak, że B12 którą brałem wcześniej, to była podróbka? Obłączki odrosły mi po preparacie na receptę.
Już mniejsza o mnie, ale czy jest sens polecać to ludziom, którzy wg autora książki mają niedobory, czyli osobom z depresją czy nerwicą? Przeglądam badania kliniczne i jakaś tam poprawa była, np tutaj
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3856388/
ale to nie jest jakaś dramatyczna zmiana. Na dobrą sprawę, to może być wynik przypadku. Duże dawki B12 mogą po prostu mocno "podkręcić" tarczycę, co tłumaczyłoby tak niewielką poprawę u pacjentów w badaniu wyżej, jak i u tego gościa z reddit. Ta witamina bardzo mocno wpływa na funkcję tarczycy, a ona z kolei jest już ściśle powiązana z wielkością obłączków. Już szczególnie włosy są tutaj wskaźnikiem, bo ich wypadanie jest powiązane z tarczycą, a nie z B12.



