02-13-2024, 11:15 PM
Tak, mówiłeś o tym temacie i wklejałeś badania. Zarówno o tryptofanie, jak i melatoninie. To drugie jest u matki w domu, bo kiedyś jej kupiłem. O badaniu już wie i przekonuje mnie, że będzie brała. Dzięki za przypomnienie, poszukam jeszcze raz dokładnie te badania i sprawdzę dawkowanie. Tryptofan do kupienia i do sprawdzenia.
Zawiozłem mamę do lekarza, spojrzał na wyniki gastro i powiedział, że jest całkiem dobrze. Helicoptery w większości wybite, więc teraz dał jej jakiś słabszy antybiotyk, który brała 10 dni i czuła się po nim dobrze. Do tego inhibitor pompy i coś na zmniejszenie wydzielania żółci. W maju kolejna kontrola gastroskopia połączona z wycinaniem polipów.
Idzie ku dobremu i wygląda na to, że ten problem u niej zostanie zażegany. Ale nie może być tak łatwo, bo jej podświadomość już wygenerowała kolejny problem - nagle zaczęła dużo słabiej widzieć. Twierdzi, że niedługo oślepnie i to na pewno nowotwór. Pewnie już ze dwudziesty, jaki sobie wmawiała przez lata. I już jest powód do paniki, płaczu i wiszenia ze mną na telefonie godzinami. Żebym czasem nie pomyślał o szukaniu sobie żony i w ten sposób obdarowywał swoją uwagą kogoś innego. A do okulisty i optyka sama nie pójdzie, bo ze 20 lat już nie była i wciąż używa przedpotopowych, rozwalonych okularów do czytania i to źle dobranych. Będę musiał ja umawiać wizyty, potwierdzać, przyjeżdżać, zabierać.
Dzień jak co dzień, dzień po dniu. Wciąż się dzieje życia cud.
Zawiozłem mamę do lekarza, spojrzał na wyniki gastro i powiedział, że jest całkiem dobrze. Helicoptery w większości wybite, więc teraz dał jej jakiś słabszy antybiotyk, który brała 10 dni i czuła się po nim dobrze. Do tego inhibitor pompy i coś na zmniejszenie wydzielania żółci. W maju kolejna kontrola gastroskopia połączona z wycinaniem polipów.
Idzie ku dobremu i wygląda na to, że ten problem u niej zostanie zażegany. Ale nie może być tak łatwo, bo jej podświadomość już wygenerowała kolejny problem - nagle zaczęła dużo słabiej widzieć. Twierdzi, że niedługo oślepnie i to na pewno nowotwór. Pewnie już ze dwudziesty, jaki sobie wmawiała przez lata. I już jest powód do paniki, płaczu i wiszenia ze mną na telefonie godzinami. Żebym czasem nie pomyślał o szukaniu sobie żony i w ten sposób obdarowywał swoją uwagą kogoś innego. A do okulisty i optyka sama nie pójdzie, bo ze 20 lat już nie była i wciąż używa przedpotopowych, rozwalonych okularów do czytania i to źle dobranych. Będę musiał ja umawiać wizyty, potwierdzać, przyjeżdżać, zabierać.
Dzień jak co dzień, dzień po dniu. Wciąż się dzieje życia cud.



