02-05-2024, 11:37 PM
W ogóle z tym bickiem śmieszna sprawa, bo boli przy trzymaniu ręki w jakiejś pozycji, np gdy trzymam 0,1 kg parasol nad głową. Ale już przy gryfie z dużym obciążeniem, 25 kg, wszystko jest w miarę OK. Nie wiem, czy tam jest coś naderwane, czy może np mięsień na coś uciska przy konkretnych pozycjach. Zerwanie bicepsów to cholernie ciężka kontuzja i tu chcę bardzo ostrożnie do tego podchodzić, biorąc pod uwagę moją słabą regenerację. Coś może strzelić nawet przy słabych obciążeniach.
Skończyłem grzebać w starożytnej joomli, w pracy przerzucałem to na nowy serwer, skrypt ma ze 20 lat. Wymęczyło mnie. Teraz w ramach relaksu siedzę i kminię, co ja konkretnie ostatnio robiłem, że była taka poprawa. I to jest chyba bardziej męczące, niż instalowanie skryptów które dawno powinny leżeć w muzeum.
Kurcze no, wszystko dobrze, z dnia na dzień coraz wyraźniejsza poprawa, potem "coś" się dzieje i w jeden dzień cofam się do średniowiecza mentalnego. Na chwilę, bo potem była poprawa, teraz znowu jest OK, ale... co tam się stało? Dlaczego jest lepiej, czy to tylko zasługa piracetamu? Czy czegoś innego, bo piracetam 4 miesiące już biorę, a nagła poprawa była jakoś ze 2 tygodnie temu?
Skąd poprawa? Może PQQ to jednak było to, co zamówiłem, a efekty pojawiły się dopiero niedawno? Może to wymaga czasu, by się akumulować w organizmie? Może jednak kwercetyna z czerwonej cebuli? Karnityna, cysteina? Witamina U?
I skąd to nagłe pogorszenie? Mam trójkę podejrzanych, elektrolity (np potas), cukier (sporo go dzień wcześniej zjadłem, mogło rozregulować), a także stres oksydacyjny, bo brałem wcześniej suple żelaza, ale oczywiście zapomniałem o witaminie C, którą powinno się brać nawet przez parę dni po żelazie. Nie brałem w ten dzień tryptofanu.
Wszystko oczywiście przy założeniu, że to w ogóle w jakikolwiek sposób zależy od supli i/lub diety.
Skończyłem grzebać w starożytnej joomli, w pracy przerzucałem to na nowy serwer, skrypt ma ze 20 lat. Wymęczyło mnie. Teraz w ramach relaksu siedzę i kminię, co ja konkretnie ostatnio robiłem, że była taka poprawa. I to jest chyba bardziej męczące, niż instalowanie skryptów które dawno powinny leżeć w muzeum.
Kurcze no, wszystko dobrze, z dnia na dzień coraz wyraźniejsza poprawa, potem "coś" się dzieje i w jeden dzień cofam się do średniowiecza mentalnego. Na chwilę, bo potem była poprawa, teraz znowu jest OK, ale... co tam się stało? Dlaczego jest lepiej, czy to tylko zasługa piracetamu? Czy czegoś innego, bo piracetam 4 miesiące już biorę, a nagła poprawa była jakoś ze 2 tygodnie temu?
Skąd poprawa? Może PQQ to jednak było to, co zamówiłem, a efekty pojawiły się dopiero niedawno? Może to wymaga czasu, by się akumulować w organizmie? Może jednak kwercetyna z czerwonej cebuli? Karnityna, cysteina? Witamina U?
I skąd to nagłe pogorszenie? Mam trójkę podejrzanych, elektrolity (np potas), cukier (sporo go dzień wcześniej zjadłem, mogło rozregulować), a także stres oksydacyjny, bo brałem wcześniej suple żelaza, ale oczywiście zapomniałem o witaminie C, którą powinno się brać nawet przez parę dni po żelazie. Nie brałem w ten dzień tryptofanu.
Wszystko oczywiście przy założeniu, że to w ogóle w jakikolwiek sposób zależy od supli i/lub diety.



