02-02-2024, 10:34 PM
A wszystkim znajomym nie wciśniemy do gardła suplementów, dobrej diety ani nie zmusimy do ruchu.
Dzieci na pewno mogą pomóc, o ile dobrze je wychowamy. Tylko różnica pokoleniowa sprawia, że trudniej się już dogadywać. Zastanawiam się czasem, czy jeśli nie będę mieć dzieci, to czy kiedyś tego nie pożałuję.
Z jednej strony mam wrażenie, że dopadła mnie anhedonia i mimo, że robię teraz dużo rzeczy, to wszystko jest takie automatyczne i nie sprawia zbytniej przyjemności. Z drugiej strony nie boję się już mocno o przyszłość ani o emeryturę.
Co ma być, to będzie i tyle. Trzeba się cieszyć z każdego dnia, bo nawet nie wiemy, czy dożyjemy tej emerytury. A jak nas nie cieszy każdy dzień, to trzeba się do tego cieszenia zmuszać. Albo silną wolą, albo wspomagaczami chemicznymi.
O wojnach i innych "straszakach" od pismaków nawet nie chce mi się gadać. Już mi się dawno popcorn przejadł podczas śledzenia tych tematów. Biorąc pod uwagę całą historię ludzkości, to żyjemy i tak w najlepszych czasach. I z tego się cieszę. Dawniej mieli większe problemy przy naszych "błahostkach" jak inflacja, piekło kobiet, lgbt, brak żłobków, pobór do wojska, czy przyszłe emerytury. To wszystko to mało znaczące bzdury.
Kiedyś nie mieli co do garnka włożyć, jak im gradobicie plony poniszczyło lub przyszła dżuma i pół wsi wycięła w pień. Nie mówiąc o najazdach Tatarów, Mongołów, Niemców czy innej hołoty, skończywszy na 40-letnim rządzeniu komuchów. To były dopiero problemy i szarość życia.
Bardziej się martwię zawału czy raka, bo to już bezpośrednio wpływa na mnie samego i ma wpływ na to, czy tej emerytury dożyję. I tu wchodzi temat dbania o siebie.
Dzieci na pewno mogą pomóc, o ile dobrze je wychowamy. Tylko różnica pokoleniowa sprawia, że trudniej się już dogadywać. Zastanawiam się czasem, czy jeśli nie będę mieć dzieci, to czy kiedyś tego nie pożałuję.
Z jednej strony mam wrażenie, że dopadła mnie anhedonia i mimo, że robię teraz dużo rzeczy, to wszystko jest takie automatyczne i nie sprawia zbytniej przyjemności. Z drugiej strony nie boję się już mocno o przyszłość ani o emeryturę.
Co ma być, to będzie i tyle. Trzeba się cieszyć z każdego dnia, bo nawet nie wiemy, czy dożyjemy tej emerytury. A jak nas nie cieszy każdy dzień, to trzeba się do tego cieszenia zmuszać. Albo silną wolą, albo wspomagaczami chemicznymi.
O wojnach i innych "straszakach" od pismaków nawet nie chce mi się gadać. Już mi się dawno popcorn przejadł podczas śledzenia tych tematów. Biorąc pod uwagę całą historię ludzkości, to żyjemy i tak w najlepszych czasach. I z tego się cieszę. Dawniej mieli większe problemy przy naszych "błahostkach" jak inflacja, piekło kobiet, lgbt, brak żłobków, pobór do wojska, czy przyszłe emerytury. To wszystko to mało znaczące bzdury.
Kiedyś nie mieli co do garnka włożyć, jak im gradobicie plony poniszczyło lub przyszła dżuma i pół wsi wycięła w pień. Nie mówiąc o najazdach Tatarów, Mongołów, Niemców czy innej hołoty, skończywszy na 40-letnim rządzeniu komuchów. To były dopiero problemy i szarość życia.
Bardziej się martwię zawału czy raka, bo to już bezpośrednio wpływa na mnie samego i ma wpływ na to, czy tej emerytury dożyję. I tu wchodzi temat dbania o siebie.



