01-28-2024, 04:33 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-28-2024, 04:33 PM przez tomakin.)
Kilka długich godzin spotkania ze znajomymi, syn koleżanki jakieś mecze grał, cała hala ludzi, pojawiły się w pewnym momencie jakieś delikatne stany lękowe, wypróbowałem te ćwiczenia oddechowe - i działa! Masakra w ogóle, bo nawet tak głupia rzecz, jak perspektywa paru godzin rozmów z ludźmi wywołuje już odruch lękowy. Agorafobia to dosłownie "lęk przed lękiem", przed tym, że dostanie się ataku paniki w sytuacji, w której jest się pozbawionym kontroli. Na przykład podczas podróży pociągiem czy autobusem.
Jeśli oddychanie miałoby działać tak, jak relaksacja, to łączenie tego z podróżami autobusem bardzo szybko mogłoby mnie wyleczyć z agorafobii. Stopniowe łączenie bodźcu podróży z bodźcem "poczucia bezpieczeństwa", jakie daje aktywacja przywspółczulnego układu nerwowego takim oddychaniem. Oczywiście trzeba też poradzić sobie z leżącym u samych podstaw zaburzeniem metabolicznym, cokolwiek to jest, co sprawia, że ciągle mam mocno podniesiony poziom lęku. Zapewne to samo, co wywołuje objaw Terry'ego i zanik obłączków. No ale stany lękowe mogą sobie być, byle nie towarzyszyło im paraliżujące przerażenie powiązane z konkretnymi bodźcami.
Jeśli oddychanie miałoby działać tak, jak relaksacja, to łączenie tego z podróżami autobusem bardzo szybko mogłoby mnie wyleczyć z agorafobii. Stopniowe łączenie bodźcu podróży z bodźcem "poczucia bezpieczeństwa", jakie daje aktywacja przywspółczulnego układu nerwowego takim oddychaniem. Oczywiście trzeba też poradzić sobie z leżącym u samych podstaw zaburzeniem metabolicznym, cokolwiek to jest, co sprawia, że ciągle mam mocno podniesiony poziom lęku. Zapewne to samo, co wywołuje objaw Terry'ego i zanik obłączków. No ale stany lękowe mogą sobie być, byle nie towarzyszyło im paraliżujące przerażenie powiązane z konkretnymi bodźcami.



